• JESTEŚ UNIKATOWA

    Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że naturalnie od urodzenia wzrastała razem z Tobą Twoja wartość? Kiedy mówiono Ci jak pięknie zjadłaś kaszkę, jak nauczyłaś się pięknie jeździć rowerkiem, jak dostałaś piątkę w szkole. Taka wtedy byłaś zdolna, mądra i chwalona ze wszystkich stron.  Czułaś się wartościowa i ta Twoja wartość była przez innych potwierdzona. Czasem słownie a czasem nawet jakąś nagrodą materialną, zabawką czy cukierkiem. Jeśli powiesz mi, że tak było przez następnych kilkanaście lub dziesiąt lat ,nie uwierzę. Pojawiły się bowiem po drodze różne sytuacje, którym nie podołałaś tak jak od Ciebie oczekiwano, różni ludzie, którzy to poczucie zaniżali aż doszłaś do momentu, w którym spadło ono na niższy lewel.  Dzisiaj chcę Ci powiedzieć , że jesteś jedyną osobą, która może tą Twoją wartość podnieść do optymalnie oczekiwanego poziomu. Pisząc „optymalnie” mam tu na myśli pewną normę, ponieważ często słyszę, że mamy niskie albo wysokie poczucie własnej wartości. Tego optymalnego jakby nie było. A moim zdaniem znajduje się ono po środku.

    Zbyt wysokie poczucie własnej wartości nie kojarzy się pozytywnie, zahacza nawet o narcyzm. Znacie pewnie kobiety, które nad wyraz siebie uwielbiają, świata nie widząc poza sobą. Nie chciałabym nikogo do tego namawiać bo jest to straszna skrajność, zdecydowanie nie tolerowana przez otoczenie i zamykająca się na innych, która jest przerostem własnej wartości. Natomiast zbyt niskie poczucie własnej wartości u kobiet szczególnie prowadzi do autodestrukcji, stagnacji, czasem do tragedii, w której czujemy się wykorzystywane i poniżane. Ten złoty środek, który znajduje się po środku dla mnie jest ideałem, do którego każdego dnia należy dążyć. Jest to bowiem ten moment, w którym zostałyśmy pochwalone za tę piątkę. Z jednej strony czułyśmy zadowolenie, że nasza praca została dobrze oceniona, z drugiej w naszej głowie tkwiła informacja, że trzeba się starać dalej, żeby utrzymać poziom.

    Skoro wpływ na poczucie naszej wartości miały osoby, które nas otaczały, rodzice, nauczyciele, trenerzy, przyjaciele, to wiadomym jest, iż dzisiaj również towarzystwo , które Cię otacza ma na nie wpływ. Jeśli dzięki nim stajesz się dla siebie mniej atrakcyjna, mniej inteligentna i mniej wartościowa wypadałoby się zastanowić czy to towarzystwo nie powinno ulec selekcji. Wiem, że to ostre cięcie, ale konieczne. Tak jak narcyz , który znajduje się na szczycie piramidy wartości przerasta wszelkie normy, tak niskie poczucie wartości kojarzy mi się z chwastem, nikomu nie potrzebnym. 

     Często słyszę jak mówią o sobie kobiety, że  są „nikim”, „nic nie potrafią”, „nie poradzą sobie”, wszystko robią źle i w ogóle są do niczego. Taki chwast oprócz tego, że jest nieszczęśliwy to na dodatek odpycha od siebie inne rośliny. Marzy mi się świat wartości kobiet, które są różami, które wiedzą, że są piękne, mądre i ambitne. Które przyciągają do siebie dobrych ludzi swoją radością. Żeby świat zapełniły takie róże, potrzebna jest im świadomość swego piękna. I nie mam tu na myśli jedynie walorów estetycznych, ale głownie wewnętrzne. I jeśli liczysz na to, że ktoś z zewnątrz powie Ci jak piękną różą jesteś to często spotkasz się z zawodem. Sama sobie to powiedz, po wielokroć. Nie traktuj siebie jak porcelanowej laleczki, której trzeba mówić każdego dnia jaka jest piękna, mądra i cudowna. Sama sobie tak mów, sama siebie tak traktuj. To Ty jesteś reżyserem swojego życia i jak napiszesz do niego również scenariusz to nie będziesz miała do nikogo pretensji w razie porażki. Ja wiem doskonale, że łatwiej jest kogoś obarczyć odpowiedzialnością, ale to ty masz być odpowiedzialna, to Ty masz trzymać lejce w swoich rękach.

    73045341_2362421717329499_2646369375312936960_n

    Jesteś doskonała i tak o sobie myśl. Na pewno masz na swoim koncie jakieś osiągnięcia. I ja Ci dzisiaj powiem, że one wszystkie są mega osiągnieciami. Obojętnie czy jest to talent do robienia sałatek, pisania książek, prowadzenia auta czy napisanie doktoratu. Jesteś genialna bo jesteś, bo tworzysz cudowne rzeczy, bo niesiesz w świat uśmiech, radość i światło. Jesteś kobietą wartą milion i taką zobaczysz dziś wieczorem w lustrze . Jeśli nikt nie chwali Cię za dobrze zrobiony obiad, pochwal się sama. Jeśli ogarniasz każdego ranka dzieci, samochód, korek i jeszcze zdążyłaś pomalować oko, pochwal się sama. To duży wyczyn. Każde małe i duże sukcesy muszą być celebrowane przez Ciebie. Dla siebie to wszystko przecież robisz. Jesteś  unikatowa, żadna inna nie będzie taka jak Ty. Skupiając się na swoich celach, swojej drodze i wreszcie sukcesach uświadamiasz sobie, że tak naprawdę większość z tych działań zależy od Ciebie. Czy nie wydaje Ci się, że każda osoba chwalona, pocieszana, podziwiana ma więcej energii do działania? To jest tak, jakby wyrosły Ci skrzydła, ale nie licz na osoby z zewnątrz. Super jak są, ale to Ty siebie nagradzaj, nie czekaj aż ktoś inny Cię zauważy. Chwal się, szanuj, doceniaj i kochaj.

  • KOBIETA WSZECHSTRONNA

    Dziś o wszechstronności kobiet. Tak mnie kiedyś moja koleżanka Ola z ławy szkolnej określiła. Bo tak było, jest i będzie. Może nie interesuje mnie wszystko co się na tym świecie dzieje, ale na pewno wiele. I ja uważam to za całkowicie naturalne. Spotykam się jednak z różnymi sugestiami, że jakoby powinnyśmy obrać, my kobiety, jedną drogę bo wtedy w stu procentach będzie to skuteczne. Szczerze mówiąc to chyba umarłabym z nudów. Nie widzę nic zdrożnego w tym, że kobieta, która przez dziesięć lat pracowała w fabryce postanowiła udać się na kurs kosmetyczny, otworzyć swój salon, po kolejnych dziesięciu go zamknąć,  poddać się medytacji a potem adoptować trzy afrykańskie lwiątka i napisać książkę o szamankach. Heloł !! Co w tym strasznego??? To jest super właśnie. Kobieta im bardziej nieprzewidywalna tym ciekawsza przecież. Oczywiście każda ma też prawo być niewidzialna, niezmienna, klasyczna i ułożona od początku do końca, cokolwiek to znaczy. Jak najbardziej. Nie sądzę jednak, żeby tu trafiła, bo skoro nie chce zmian to po co? ☺

    Mam to szczęście otaczać się ludźmi, w tym kobietami bardzo różnymi, dlatego pole mojej obserwacji niezwykle szerokie posiadam. Podziw budzą we mnie te kobiety, które do przodu kroczą pomimo lęku, przeciwności losu, pomimo burz. Mogą jednocześnie wychowywać dzieci i rozwijać firmę, mogą rozpaczać po utracie bliskiej osoby i jednocześnie wspierać w tym innych. To jest cudowne. Wachlarz emocji kobiet może być równie szeroki jak ich  pasje, zainteresowania i praca.

    Jeśli jesteś taką kobietą, która pracuje na etacie, ogarnia dom, rodzinę, ale czuje, że powinna w życiu coś jeszcze to serio mówię Ci – działaj! Nie bój się! Bo nie ma czego. Znam dziewczynę, która ma zakład krawiecki, piękne rzeczy swoją drogą tworzy, rozwija się, dokształca, prowadzi fanpage, organizuje zbiórki rzeczy do schroniska dla zwierząt. Zobaczyć ją można na wszystkich wiecach i protestach dotyczących praw zwierząt. Mnie to nie dziwi, to jest jej życie, jej wartości, jej działanie. Dla mnie pełen szacun.

    71960172_2490951004327423_4072304822596927488_n

    Nie możemy (no chyba, że chcemy) ograniczać się do jednej drogi. Powoduje to bowiem tworzenie coraz to nowych barier. Ja ze swoją wszechstronnością  mam dni, kiedy boję się swoich pomysłów bo ciągle nowe i nowe przychodzą mi do głowy. Ale uważam, że wszystko w życiu trzeba wykorzystać w miarę swoich możliwości, a i te można poszerzać.

    Talent, dar, powołanie. Jeśli czujesz, że jesteś w czymś dobra i że można coś z tym zrobić to nie ma na co czekać. Wiem, że tak Was ciągle motywuję i motywuję i namawiam, żeby ruszyć tyłek, no ale z tego powodu ten blog, taką poczułam misję i idę tą drogą.

    Są takie dni, kiedy myślisz o sobie negatywnie, jakoś dziwnie Twoja samoocena spada. Niby wiesz, że jesteś w czymś dobra ale mimo to o tym zapominasz. Umniejszasz swoje talenty i osiągnięcia. Umniejszanie  – jakie to okropne słowo. Przeczytałam kiedyś, że należy przelać na papier wszystkie swoje dobre cechy, innymi słowy to w czym jesteśmy dobre. Powiem Wam, że kiedyś byłam sceptycznie nastawiona do takich „czarodziejskich” metod, Ale jak zaczęłam świadomie pracować nad sobą i stosować te wszystkie metody zmieniłam  podejście. Wypisałam, a nie było to łatwe bo jakoś negatywne rzeczy na swój temat przychodzą nam łatwiej. Niemniej jednak znalazło się kilka takich perełek i pomyślałam sobie …. Kurcze nie każdy potrafi to co ja. Posiadam takie umiejętności, które są naprawdę wartościowe. Mam zdolności manualne, robię świetne torty, jestem naprawdę niezłą florystką  otwartą na ludzi i takie tam . Nie jestem znowu wcale taka przeciętna. I wiesz co?? Ty też nie jesteś. Wypisz swoje mocne strony, to w czym Ty jesteś dobra, czy to będzie szycie firanek, robienie dżemów, pisanie wierszy czy jazda na nartach. Ty wiesz najlepiej. Powieś sobie tą kartkę na lodówce, na lustrze, noś w portfelu jak wolisz. Ale wracaj do niej. Jeśli dopadnie Cię chwila zwątpienia w samą siebie, zerknij na nią i zobacz jaka jesteś wspaniała. Jedna z moich klientek zawsze tak jakoś skromnie mówiła o swojej pasji jaką jest decupage . Zawsze gdzieś ten temat omijała, bo uważała, że to dziecinada, zabawa. Swoją drogą jej rodzina właśnie tak skutecznie umniejszała te zdolności, zamiast ją chwalić. Kiedy ja przyjmowałam z zachwytem efekty jej pracy widziałam w jej oczach niedowierzanie połączone z radością. Czemu ludzie ludziom tę radość odbierają? To takie smutne, że taki talent chowany jest do szuflady bo niewiara w siebie nie pozwoli jej zrobić z tego atutu. 

    Masz w sobie talent, na pewno jakiś masz i powinnaś być z tego dumna, z siebie dumna. Ten talent warto rozwijać, pomnażać, dla siebie samej i wszystkich dookoła. 

  • PO CO TE KONGRESY???

    Tyle osób mnie o to pytało w ostatnim czasie. Postanowiłam im pięknie odpowiedzieć. Ano po to, żebyśmy poczuły wartość w drugiej kobiecie i jednocześnie dać jej swoją. Kongresy, w których miałam w ostatnim czasie przyjemność brać udział  budują więź i solidarność wśród kobiet. Zarówno te ogólnopolskie jak i regionalne gromadzą kobiety, chcące zmiany na lepsze. Ich zapał i determinacja mają ogromny wpływ na to, co najważniejsze dla mnie… budowanie poczucia własnej wartości. Zarówno Regionalny Kongres Kobiet w Toruniu jak i w Bydgoszczy był dla mnie możliwością zetknięcia się z opiniami innych kobiet, ze spojrzeniem na różne sprawy z różnej perspektywy. Organizatorki majowego kongresu w Toruniu Monika Gotlibowska, Joanna Alaborska oraz Irmina Marcinkiewicz skupiły się na aktywności współczesnej kobiety. Moją szczególną uwagę przykuły warsztaty rozwojowe, ale także cenne wykłady pani Wandy Nowickiej oraz dr hab.prof.UW Moniki Płatek, zwracających uwagę na rolę wolnej kobiety i przeszkód, jakie ją spotykają każdego dnia. Przerażające było usłyszeć z ich ust  prawdę, której często słyszeć nie chcemy. Jak bardzo nami, kobietami kierują ludzie posiadający jakąkolwiek władzę, jak bardzo kontrolują każdy nasz krok, jak bardzo angażują się w nasze życie społeczne, seksualne, etyczne. Panele dyskusyjne o kobietach na świecie, o zdrowiu, o istocie słownictwa żeńskich końcówek z zainteresowaniem wysłuchały setki pań zgromadzonych w Dworze Artusa. Moją uwagę przykuł panel dyskusyjny, który nigdy nie powinien był się pojawić a jednocześnie zainteresował największą liczbę pań. „Przemoc wobec kobiet”. Ciągle aktualna, ciągle przerażająco znajoma. Spojrzenie na ten problem przybliżyła, znana już Wam z wywiadu na moim blogu, Magdalena Deczyńska, której min. gościem była pani prof. Płatek oraz Gabriela Morawska Stanecka, dzięki którym mogłyśmy poznać prawne spojrzenie na ten problem. Problem, który „moc” odbiera, nam kobietom, na bardzo długo przynosząc negatywne konsekwencje na kolejne lata. Rozmowa dała mi dużo do myślenia, wiem, że nie tylko mi, ponieważ toczyła się  również w kuluarach. Dotarło do nas wszystkich jak wiele luk prawnych znajduje się w naszych polskich kodeksach. To takie smutne, że ciągle gdzieś wśród nas jest kobieta, która jest niszczona fizycznie oraz psychicznie i albo nie może albo nie chce nic z tym zrobić. Blokowana przez oprawcę, prawo, środowisko, rezygnująca z walki. Nie godzę się na to. Wy pewnie też. Dlatego trzeba wyciągać wnioski. Trzeba to wiedzieć i nie zamykać drzwi, tak jakby nic się nie działo. Trzeba walczyć dla siebie, dla bliskich, którzy nas kochają i wspierają i dla oprawcy, który musi zrozumieć, że nie ma nad nikim władzy. Krążąc wokół tematu przemocy nie wolno nam zapomnieć, że każdy kto zostaje wplątany w historię danej kobiety, tak bardzo przecież osobistej, jest zaangażowany, odpowiedzialny i obarczony cudzym życiem. Nie pozwólmy, aby jedna krzywdzona osoba ciągnęła za sobą kolejne. Jeśli kobieta wyciąga rękę i prosi o pomoc, pomóżmy. Ale jeśli ją kolejny i kolejny raz odrzuca trzeba się zastanowić, czy ona naprawdę tego chce czy jeszcze potrzebuje czasu. Ja obstawiam „czas”. Każdy z nas ma swój, musi przemyśleć, dostrzec, zrozumieć. Nic na siłę. Jednak, kiedy już do kobiety dotrze, że ktoś stosuje wobec niej przemoc i że nie godzi się na to, nasze instytucje państwowe, przepisy prawne powinny stać za nią  murem. Różnie z tym niestety bywa. Każdy przypadek jest trudny i indywidualny, ale nie będzie dobrze nigdy jeśli kodeks karny będzie znacząco odstawał od konwencyjnego, nie będzie przejrzysty i jasny. My, kobiety, szczególnie powinnyśmy mieć tego świadomość. 

    72157884_1814365915365966_3833907745094893568_n

     Życie jest takie piękne i bogate w emocje, ale nie skupiajmy się na tych złych. Bądźmy radosne, bądźmy optymistkami. Tak jak Dagmara Fabiszak, Małgorzata Pelc i Hanna Łowicka, które to z kolei zorganizowały wrześniowy  Kongres w Bydgoszczy. W pięknym obiekcie Bydgoskiego Centrum Targowego spotkało się tak wiele optymistek, które z radością poznawały siebie nawzajem. Dyskusje, które dotyczyły dyplomacji oraz aktywności pokazały jak silne jesteśmy. Radzimy sobie w bardzo trudnych życiowo sytuacjach. Mamy w sobie siłę i moc wtedy, kiedy trzeba podejmować trudne decyzje, borykać się z chorobą czy trzymać w ryzach ogromne firmy. Wśród gości kongresu znalazły się panie, które swoim życiem, postępowaniem, głosem, pokazują jak ważne jest wspieranie, rozwój i edukacja wśród kobiet. Roma Gąsiorowska, dr Ewa Woydyłło czy Joanna Keszka zaangażowały nas do refleksji nad zmianami w naszym postępowaniu, myśleniu, nad tym, co ważne dla nas samych. Świadomość tego, że jesteśmy wolne, mamy wybór i możemy działać organizatorki zaszczepiły w nas na kolejne miesiące. Widzę jak bardzo uczestniczki, które spotykam na Kongresach zmieniają się wizualnie, jak pracują nad sobą i rozwijają się. Obserwując je w mediach cieszę się, że mają w sobie dużo zapału do działania i super jest wiedzieć, że tego typu spotkania mają sens i przynoszą ogromne korzyści. Zachęcam Was wszystkie do brania udziału w tych większych i mniejszych wydarzeniach. Bądźmy razem, wspierajmy się i dopingujmy do działania. 

    71889361_840570783044351_5596816413638524928_n

    Głęboko wierzę w to, że w nas jest moc. Głos kobiet nie może być lekceważony, dotyczy to każdej sfery życia. Warto się spotykać, warto rozmawiać i warto mieć świadomość. Najbardziej wkurza mnie jak kobiety pozwalają sobie na brak wiedzy i świadomości co mogą, czego nie mogą, jakie mają prawa, kto nimi rządzi, kto za nie podejmuje decyzje. Dopiero wtedy, gdy znajdą się w trudnej sytuacji, staną się ofiarą to mają pretensje do całego świata, że to nie działa tak jak myślały. Wcześniej nawet nie zabierały na ten temat głosu.

     Bądźmy aktywne, bądźmy świadome. Zróbmy to dla siebie.

  • RADUJCIE SIĘ

    Zabrzmiało prawie jak z ambony ☺ ale tak, to prawda podejmę dzisiaj próbę nawrócenia Was do radości. Tyle dookoła smutku, konfliktów, nienawiści. Nasze życie bywa wyjątkowo trudne, bywa cholernie przykre, wypełnione problemami finansowymi, chorobami, kłótniami z najbliższymi. Jest jednak różnica pomiędzy chorobą a wyimaginowanym problemem rodzinnym. One są tak często tworzone przez nas samych i ja się zastanawiam czy my ludzie aż tak bardzo się nudzimy, że kreujemy te konflikty? Mamy przecież na to wpływ i niech mi nikt nie mówi, że tak nie jest, bo jest.

    71407673_2699126026765387_8132699288565186560_nx

    To oczywiście prawda, że są rodziny wyjątkowo kłótliwe, zawistne i jakieś takie pełne jadu. Pozywające się do sądu z byle powodu, knujące jakieś dziwne historie. Wiem też, że rezygnacja z takich toksycznych rodzinnych relacji jest jednak  możliwa do wykonania, trudna ale możliwa. Specjaliści powiedzą Wam „ucinać!!!”, zminimalizować kontakty z takimi osobami . Bowiem, unikanie obgadywania i opuszczanie towarzystwa jak tylko zauważycie, że zaraz do tego dojdzie jest zapobiegawczą metodą uwikłania się w trudne relacje. Jeśli nie będziecie miały okazji do udziału w kłótliwych dyskusjach to kłótnia Was dotyczyć nie będzie. Te osoby, które tak robią , automatycznie przestają być tematem konfliktu, tematem obgadywania, to jest stwierdzone nie od dziś. Jeśli sama nie jesteś zainteresowana jakimiś rodzinnymi kłótniami  to nie będziesz ich bohaterką i o jeden problem mniej. Znacznie łatwiej się żyje jeśli człowiek nie jest zamieszany w rodzinne awantury. Może tę energię poświęcić na radowanie się małymi rzeczami. A jeśli nawet, pomimo Twoich starań staniesz się obiektem nieporozumień, bądź w jakiś sposób zostaniesz wmieszana w potyczki rodzinne to postaraj się żyć obok nich, skup się na sobie i na tym co jest ważne dla Ciebie. 

    Podobnie ma się to do relacji w miejscu pracy. Świetną  metodą jest rozmowa, po to posiadamy umiejętność rozmawiania abyśmy mogły ją wykorzystać nawet w pracy moje panie. I to absolutnie nie do obgadywania koleżanek i rozsiewania jadu ale do rozmowy o Waszych obowiązkach w pracy, bo w końcu po to do niej chodzicie, albo do rozwiązywania problemów w cywilizowany sposób. 

    I znowu o jeden problem mniej. I znowu możesz dostrzec  tyle radości, której całe mnóstwo dookoła. Moje koleżanki florystki zrozumieją jak powiem, że  nawet idąc chodnikiem uśmiecham się do trawy, czuję ogromną radość jak widzę jakiś wybitnie oryginalny korzeń, ostatnio na trawniku zauważyłam dziko rosnącą jukę, taki cud. Jak tu się nie cieszyć? Wytrenowałam w sobie taką metodę radowania, że każdego dnia staram się dostrzec  małe rzeczy. A jest ich mnóstwo. Od pary gołębi dreptających na przystanku autobusowym po dzieciaki zasuwające na hulajnodze po parku, tyle w nich radości. Naprawdę nie ma sensu zatruwać sobie życia jakimiś durnymi problemami, które z perspektywy czasu okażą się maleńkie. 

    Też tak macie? Też odczuwacie uciechę, gdy dostrzeżecie coś pogodnego? Jeśli tak, przekażcie tę nowinę dalej, aby innych nawrócić do radości. Jeśli nie, skorzystajcie z mojej metody. Pielęgnujcie uprzejmości, uśmiech innych ludzi, naturę, która nie przestaje zaskakiwać.

     Tak wiele czasu poświęcamy na kłótnie i spory a ciągle tak mało na śmiech i radość. Spróbuj to u siebie zrównoważyć. Podziel się swoimi „małymi rzeczami”, dzięki którym na Twojej twarzy pojawia się uśmiech. Zachęcam do umieszczenia ich w komentarzu pod tym postem na grupie „Kobieta warta milion” na facebooku. Dołącz do grupy i komentuj. Może zainspirujesz inne kobiety do radości, może którejś pomożesz w trudnej chwili. Z góry dziękuję☺

  • NIE JESTEŚ NICZYJĄ WŁASNOŚCIĄ

    Za każdym razem, kiedy pojawia się w mojej głowie ciężki jak głaz temat , zabieram się w ślimaczym tempie do jego zapisania. Tak było i tym razem. Ale stawiłam mu czoła  bo nie poddaję się swoim lękom. 

    Przemoc.

      Szlag mnie trafia jak tylko słyszę to słowo. Nie dowierzam, że ciągle i ciągle jest ono żywe i ma miejsce w życiu kobiet. Przeraża mnie szczególnie fakt ukrywania tego zjawiska, bo wtedy jesteśmy pozbawieni szansy pomocy ofiarom takiego traktowania. Dopóki kobiety nie otworzą się na innych, dopóki nie wyślą jakiegoś sygnału na zewnątrz, są skazane na życie u boku swojego oprawcy. 

    Rozmawiając  z kobietami, które uwolniły się z takiego koszmaru doszłam do wniosku, że tak naprawdę to one chciały pomocy z zewnątrz, ale w nią nie wierzyły. Chciały, ale nie pokazywały swojego problemu. To takie zaskakujące, że aby otrzymać pomoc trzeba o nią poprosić. Nikt nie ma prawa jej oczekiwać bazując na tym, że ktoś się „ domyśli”. Jeśli kobieta latami żyje u boku kata tolerując jego zachowanie, tuszując kolejny i kolejny raz siniaki i usprawiedliwiając jego zachowanie miliony razy przed bliskimi nie daje sygnałów, że jej się to nie podoba. Skoro tak, to jak jej pomóc? Jak wyciągnąć rękę?

    71248334_525484708278706_7911996883617185792_n

    Te kobiety nie wierzyły w to, że mogłoby się udać cokolwiek, wierzyły za to, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Nawet gdyby powiedziały co tak naprawdę działo się w ich domu to  nie znalazłby się nikt kto mógłby im pomóc. Wszystkie natomiast potrzebowały „momentu”, „impulsu”, dzięki któremu dotarło do nich jak są traktowane. Taki „moment” u różnych kobiet może wyglądać inaczej ale zazwyczaj jest to doprowadzenie do skraju jej wytrzymałości. 

    Jak ważny jest ten pierwszy krok, wiedzą te wszystkie spośród   Was, które tego dokonały. Dokonały a nie „udało im się” ponieważ to się samo nie udaje, nad tym trzeba pracować. Ten krok nie był prosty, ale wykonalny. I to jest podstawą do działania dla tych, które ciągle jeszcze tej wiary nie odnalazły. Dla jednych pierwszym krokiem było powiedzenie przyjaciółce, że jesteś bita, maltretowana i poniżana, dla innych to był telefon na niebieską linię, albo po prostu przyznanie się do tego przed samą sobą.

    Kiedyś jedna znana polska aktorka powiedziała w wywiadzie że była od lat bita przez męża bo mu na to pozwalała. Wychodząc na scenę była „kimś” a w domu „nikim”. Miała tak niskie poczucie własnej wartości, że stawała się „dywanikiem pod jego stopami”. Przerażające prawda? Przerażające bo widząc ją w kinie, na scenie odnoszę wrażenie, że to silna kobieta, której nikt nie podskoczy. A z jej ust słyszę takie rzeczy. Zaskakujące. Tak samo zaskakujące jak to, że Ty też może jesteś silna, twarda babka a ktoś Cię poniża i traktuje poniżej Twojej wartości.

    Nie muszę Wam mówić, że to zjawisko dotyczy każdego środowiska, każdej kobiety, zarówno krawcowej, kucharki, nauczycielki, aktorki czy terapeutki. Ani wykształcenie ani pochodzenie nie ma tu żadnego znaczenia. Dlatego obojętnie jaki zawód wykonujesz, skąd pochodzisz, jakim majątkiem dysponujesz byłaś, jesteś lub możesz być  kobietą narażoną na przemoc domową.

    Jedną z metod zapobiegania  takiemu zjawisku jest budowanie  poczucia własnej wartości. Dlatego tak drążę ten temat ciągle i ciągle bo uważam go za podstawę radzenia sobie z problemami tego świata.   Kiedy kobieta zdaje sobie sprawę z tego jakie są jej słabe i mocne strony, kiedy dostrzeże swoją siłę, szansa „przyzwolenia” na takie sytuacje będzie mniejsza. Głęboko w to wierzę.  

    Czytając  artykuły dotyczące drugiej strony medalu, czyli przemocowych  mężczyzn, dostrzegłam jak sami przyznają się do tego, że są żądni władzy nad kobietą. Do aktów przemocy jest im potrzebna bezsilność, strach i uzależnienie swojej partnerki. Zdają sobie sprawę, że taka kobieta jest na niego skazana, że nie ma dokąd pójść i że musi żyć na jego warunkach bo sama nie jest w stanie utrzymać się finansowo. 

    Tacy mężczyźni mają przed sobą  obraz kobiety słabej, zależnej finansowo, nieświadomej i czasem ciągle kochającej. Skoro odwieczny problem  przemocowych mężczyzn nie znika właściwie na całym świecie i skoro żadne rządy i ustawy nie są w stanie tego zlikwidować, to kobietom pozostaje praca nad sobą. Jedynie tutaj widzę ratunek dla NAS samych. Praca nad swoją niezależnością, dokształcanie się, czytanie rozwojowych książek, udział w grupach wsparcia, asertywność i mówienie o swoich oczekiwaniach, problemach , wartościach, stawiane jasnych granic powinny być dekalogiem współczesnej kobiety. Nikt nie jest w Twoim życiu tak ważny jak Ty sama. Dbając o siebie dbasz o wszystkich, których kochasz, którzy są dla Ciebie ważni. I to dbanie dotyczy zarówno zewnętrzej strony jak i Twojego wnętrza. To co na zewnątrz może być maską, ale to co nosisz w sercu jest niezakrywalne. Dbanie o siebie to troska, szacunek i odpowiedzialność za siebie samą. Taka kobieta jak Ty nie może sobie pozwolić, żeby ktokolwiek w jakikolwiek sposób Cię ranił czy to słowem czy pięścią.  Nie pozwól na to! Wiem, że jesteś świadoma i mądra skoro tu zaglądasz, czy zatem zgodzisz się na używanie przemocy wobec Twojego dziecka??? Ty też jesteś czyimś dzieckiem i to Ty masz prawo do decydowania o sobie i o tym jak Cię traktuje drugi człowiek.

    Nikt nie ma prawa krzywdzić drugiej osoby, nikt nie ma prawa jej obrażać, nikt nie jest niczyją własnością. Trzeba o tym pamiętać i głośno mówić!!

  • NORMALNA PRACA

    Iwonka jest konsultantką  w firmie kosmetycznej, właściwie to czego w tej firmie nie ma , od kosmetyków poprzez biżuterię aż po parasolki. Pracuje w tej firmie od lat kilku i bardzo to lubi. Jest piękna, zgrabna i zawsze jak proponuje mi jakiś kosmetyk głęboko wierzę , że jak go użyję będę wyglądać tak jak ona. Jej dochody nie są dużo większe od najniższej krajowej i to jest ziarno, które rozsiało w jej głowie zamęt. Mąż, teściowa, sąsiadka … z wielu stron czuje krytykę, z wielu nawet ją słyszy. Że „ normalną pracę” powinna sobie znaleźć a nie po domach łazi, że zamiast pisać posty na osiem godzin by poszła do roboty i co miesiąc kasa na koncie, że po co ona się denerwuje czy cel miesięczny osiągnie zamiast cv po firmach rozsyłać.” Normalnej pracy” szukać powinna. Oni wiedzą co ona powinna. Bo oni wiedzą lepiej.

    Pytam Iwonkę czy lubi tę pracę, no lubi. Więc po co te wątpliwości w jej głowie? Ano po to, żeby zadowolić innych, żeby inni dali jej spokój. Prawdą jest to, że na jej półce w łazience kosmetyki się zagęszczają bo nie na wszystkie jest klient. Prawdą jest to, że konkurencja wśród sprzedających ogromna i dyskonty przejęły stery. Prawdą jest to, że czasami ma doła bo jej praca nie pokrywa się z profitami.  Ale ona ją lubi!!!!!! Na samą myśl o zmianie pracy zmieniają się również  rysy na jej twarzy i łzy w oczach pojawiają. No ludzieeeee!! Po co ?- Ja się pytam. Skoro kobieta lubi to co robi to zamiast ją krytykować za wybór pracy trzeba ją zmotywować do dalszego działania, trzeba podpowiedzieć jakieś nowe rozwiązania. Czyż nie przyjemniej się patrzy na taką radosną Iwonkę?

    Czymże jest „normalna praca”??? Ośmiogodzinnym trybem za stertą papierów w biurze.  Dżizas!!!!!!!

    Jakiś czas temu  miałam wątpliwą przyjemność stać w długiej kolejce na poczcie bez klimatyzacji przy trzydziestostopniowym upale. Abstrahując od doznań zapachowych interesantów skupiłam się na pani w tzw. okienku. Powiem Wam tragedia, ja rozumiem, że i ona może powiedzieć że swoją pracę lubi, jednak nic co było do zauważenia gołym okiem na to nie wskazywało. Zmęczona twarz, zmęczone dłonie i w ogóle cała zmęczona, ton opryskliwy i na świat cały obrażony, a i umiejętności obsługi sprzętu dla mnie laika wątpliwe. Pech chciał, że drukarka nawaliła na co pani zupełnie alternatywy nie miała. Nie spodziewałam się przeprosin za czekanie 40 minut w kolejce, bo to przecież sprzęt nawalił a nie ona, ale jakiś uśmiech byłby wskazany, delikatny chociaż ruch w kąciku ust.

    Czy to jest dla tej pani „normalna praca”? Moja wyobraźnia dopisała już scenariusz wracającej „pani z okienka” do domu z siatami zakupów zrobionych po drodze, zmęczonej pracą, drogą, wszystkim, i równie gburowato odnoszącej się do domowników. Przepraszam wszystkie panie z poczty bo to nie dotyczy ogółu, ale to moje subiektywne spostrzeżenie i moje subiektywne wyobrażenie. Znam cudowne panie urzędniczki uśmiechnięte, życzliwe nawet w obliczu peerelowskiego sprzętu w urzędzie. Pytanie mam …czy to jest ta tzw. normalna praca??? Dla jednej pani tak a dla Iwonki nie. I ona do cholery ma prawo tak uważać!!

    Trener personalny, albo coach… to dopiero wzbudza komentarze wśród znajomych, sąsiadek cioć i teściowych. Co to w ogóle za zawód jest??? Co to za praca??? Czy ona nie może sobie „normalnej pracy” znaleźć? Są wśród czytających kobiety, które korzystały lub nadal korzystają z pomocy takiego coacha, którym świat zmienił się na lepsze pracując z nim, dlatego nie muszę pisać jak cenny jest to zawód i jak wiele dobrego wnosi w nasze życie. W moje na pewno.

    Ale czy to na pewno „normalna praca”?? Przecież tak gada do tych ludzi, słucha, co to w ogóle jest za praca, jak z tego żyć??? No powiem Wam, że można…. Ha ha ha(długi śmiech). 

    Twoja praca, zajęcie, projekt, powołanie, cokolwiek by to nie było, nie jest dla innych, jest dla Ciebie. I nikomu nie dawaj prawa do oceniania lub krytykowania swojej pracy. Nie możesz swojego zawodowego życia ustawiać pod innych. Twoja praca nie może być frustrująca i sprawiająca przykrość. Ja wiem, że nie każdy i nie codziennie będzie chodził do pracy podśpiewując z radości „hej ho, hej ho do pracy by się szło”, nie codziennie będzie w naszej głowie afirmacja „och jaką ja mam super pracę, jak ja lubię do niej chodzić!!”. Oczywiście, że nie. Sama też mam takie dni, że najlepiej to bym urlop na żądanie wzięła. To akurat uważam za „normalne”. Ale na miłość boską, jeśli miałabym każdego dnia w szarym nastroju do niej wyruszać, jeśli nie czułabym radości, że robię coś fajnego, że się wypalam, nudzę i nie rozwijam to sorry memory ale  to nie dla mnie i dla Was chyba też nie. Jeśli natomiast lubicie swoją pracę tak jak Iwonka, jeśli sprawia Wam ona radość to super!!! Tak powinno być. Nie ważne co na to mąż, teściowa, koleżanka. Nie ważne, że komuś nie odpowiada stan Twojego konta skoro Tobie odpowiada, to przecież Twoje konto. To Twoja praca, Twoje życie, nie skupiaj się na ich komentowaniu tylko przełóż to na działanie. 

    Jeśli stoisz po tej drugiej stronie barykady, czyli to Ty krytykujesz koleżankę, bratową czy kuzynkę, że co ona w ogóle w tym życiu robi, wzięłaby się za „normalna pracę” to apeluję ZMIEŃ SIĘ KOBIETO!!!! Zajmij się swoim życiem, swoją pracą i daj spokój innym. Jeśli nie dajesz rady cieszyć się czyimś szczęściem, zadowoleniem i spełnieniem to chociaż odpuść sobie syczące docinki. 

     Pojawiło się w ostatnich latach tyle możliwości zawodowych dla kobiet, tyle nowych zajęć i zawodów, że niektórzy po prostu nie nadążają za tymi zmianami, ale skoro Ty nadążasz i znalazłaś dla siebie swoje miejsce to gratuluję i trzymam kciuki.  Jeśli Twoja praca sprawia ci radość to znaczy, że jest „normalna”, nie ważne co mówią inni, normalna praca jest wtedy normalna kiedy Ty tak uważasz  ale fajny wniosek mi się wykluł ☺Pozdrawiam.

  • KROK PO KROKU

    Tak wiem, słyszałyście, że tak trzeba zmieniać swoje życie. Czytałyście to już pewnie w  kilkunastu tekstach. Wszystkie to słyszałyśmy i wszystkie doskonale o tym wiemy.

     Po co to powtarzam?  Bo zapominamy o tym, poddajemy się, chcemy żeby coś się zmieniło już!!

     Tu i teraz!!  Brak nam wiary i cierpliwości. Mi też to zjawisko nie jest obce. Tyle projektów było od zawsze w mojej głowie, tyle książek miałam napisać, tyle blogów prowadzić i tyle firm otworzyć. Porażka za porażką dobijały mnie naprawdę często. To wszystko było wynikiem poddawania się, chaosu, braku organizacji i cierpliwości. Jaka ta cierpliwość jest w naszym życiu ważna. Tak wiele się na niej opiera. Schudnąć chcemy w tydzień, zbudować masę w dwa a dom wybudować w rok. No się nie da. 

    Na wszystko potrzeba czasu, odpowiedniego czasu.  I dlatego trzeba działać krok po kroku, nawet jak się nam nie udaje to przypominać sobie , jeszcze raz i jeszcze raz, nawet na głos przypominać. Największe milionerki tego świata , bizneswomen  i inne kobiety sukcesu czasem upadają, czasem się poddają , ale wiedzą, że żaden sukces nie przychodzi nagle, szybko, od razu. 

    Prawie wszystkie kobiety, które obserwujemy w necie, ja i Ty. Nie zajmowały się tym co teraz tak od razu, od początku swojej ścieżki zawodowej. Przeszły przez różne etapy i doświadczyły wielu zróżnicowanych zajęć. Najbardziej przekonują mnie te,  które skupiły się na swojej ścieżce obranej po odpowiedzi na pytanie „ Co JA chcę w życiu robić?”. Nie inni, JA. I idąc ścieżką swoich pragnień i wartości realizowały swój plan właśnie krok po kroku. Czy zadałaś sobie pytanie co chcesz w życiu robić? TY ,nie twój mąż, rodzice, sąsiadka czy szwagier. Tylko TY. To jest najważniejsze pytanie, bo bez niego Twoje życie będzie jak strumień wody , który leci z kranu. Abstrahując od tego gdzie ta woda ląduje nie chcesz chyba, żeby inni decydowali o wielkości tego strumienia, o jego temperaturze i częstotliwości  odkręcania kranu.

    Ale od celu trzeba zacząć. Zrobić plan działania i działać. Krok po kroku. Traktując w ten sposób każdy swój projekt, zarówno zawodowy jak i prywatny. Na takim planie opierają się przecież wszelkiego rodzaju diety, plany treningów, biznesplany czy rozwody. Zawsze od czegoś trzeba zacząć. Nasz problem polega na tym, że chcemy widzieć efekt bardzo szybko. Na ten efekt trzeba jednak poczekać, chociaż właściwym słowem będzie „zapracować”. Bo samo stanie i czekanie do żadnego celu nas nie doprowadzi, no chyba że może do tych mniej ambitnych. Ta praca nad dojściem do celu to jest znowu proces, który tak często się na moim blogu pojawia. Praca nad tym blogiem to też proces. Zdrowe odchudzanie to też proces, w którym ja akurat specjalistką nie jestem. Nasz rozwój to też proces. Czyli słowy innymi krok po kroku realizujemy nasz plan. Obojętnie jaki by on nie był musi swoje punkty zaliczać po kolei a nie od tzw. „dupy strony”. Jak będę chciała zrobić dla Ciebie tort urodzinowy to najpierw muszę się go nauczyć robić, i to duuużo, duuużo wcześniej, nie chcesz przecież żebym eksperymentowała na Tobie. Jeśli będę chciała zrobić dla Ciebie wymarzony bukiet ślubny na ten najważniejszy dla Ciebie dzień, najpierw muszę się doskonale w tej dziedzinie wyszkolić, żebyś Ty nie obawiała się co ja za dziwadło ukręcę. Ciągle tak wielu kobietom brakuje cierpliwości do nauki, do doskonalenia swoich umiejętności, pogłębiania wiedzy i praktyki, jakby były na tyle doskonałe żeby robić wszystko i od zawsze najlepiej. Bez minimalnej nawet  refleksji przyjmują do wiadomości, że to świat jest beznadziejny i dlatego ich biznes nie wychodzi. Nie biorą pod uwagę, że aby być konkurencyjnym w swojej dziedzinie to w sobie trzeba upatrywać problemu i go rozwiązać. 
    Takie działanie krok po kroku jest świetne moim zdaniem jeśli obierzemy drogę celów krótkoterminowych. Szybciej wtedy widać efekty, które nawet dobrze byłoby nagradzać, mam tu na myśli nagrody maleńkie, symboliczne wręcz. Mnie to bardzo dopinguje.

     Mam znajomą, która ma na celu codziennie przeżyć dzień radośnie i bez stresu, a że właśnie przeszła trudną chemioterapię  jest to dla mnie dość oczywiste, nie potrzebne jej stresy, chciałaby się cieszyć każdym dniem. Po tygodniu udanych celów otrzymuje nagrodę, organizuje wspólnie z mężem piknik  na łące czy w lesie, taki po prostu.. we dwoje. Sama sobie tą nagrodę wymyśliła, bo jest dla niej wartościowa. Osiągnięcie takiego prozaicznego celu też nie jest dla niej proste. Przebywanie wśród ludzi ogólnie proste nie jest, wiem co mówię pracując wiele lat w dziedzinie handlu. Ludzie potrafią frustrować i zmienić  dużą część dnia w trudną do zniesienia, ale wróćmy do tej znajomej. Pracując w dużej korporacji musi panować nad swoimi złymi emocjami, nad tym aby nie popadać w jakieś toksyczne relacje a to też jest proces, który realizuje godzina po godzinie. Nagradzanie samej siebie to oznaka szacunku, o który tak zabiegamy od innych ciągle zapominając o sobie. Świetne stwierdzenie usłyszałam  nie dawno – ”randka ze sobą” i tak to rozumiem, że mamy prawo rozpieszczać siebie samą niejako w nagrodę za to, że doszłyśmy do naszego celu i zrealizowałyśmy go zgodnie z planem. I ten plan trwać może latami, tak latami. Są kobiety, które dojrzewają do jakiejś decyzji tydzień a są takie które dziesięć lat. Oczywiście biorąc również pod uwagę sprawę której dotyczy. Bez względu czy jest to podjęcie decyzji o zmianie pracy, o zrzuceniu zbędnych kilogramów, rozwodzie, założeniu nowej firmy czy zdobyciu  jak największej liczby kroków w aplikacji. Ale nie można się poddawać przy pierwszej porażce, nawet przy drugiej. Trzeba próbować i walczyć o siebie.

    Dopinguję Was w ramach dopingu samej siebie bo każdego dnia moje małe punkty projektu ulegają dekonstrukcji, są rzucane w kąt, w mojej głowie też pojawia się popularna myśl „nie chce mi się”. Ale biorę pod uwagę, że to normalne, nie jestem sama. „Niechcemisiów” dookoła mnóstwo. Nie codziennie  przecież wstajemy z łóżka i skaczemy z radości oczekując na kolejny pełen pracy, emocji i radości dzień. Nie chce nam się okna otworzyć, ubrać nam się nie chce, do roboty pójść. Bywają takie dni. Uwierzcie mi nikt nie ma ciągłego stanu pt. „ Hej do przodu!!!” Ale trzeba to przeczekać, zmusić się albo po prostu odpocząć, każdy ma swoje indywidualne lekarstwo na takie stany . Warto wiedzieć, że one są chwilowe ,żeby potem działać z pełną parą.  Żeby żyć lepiej, pełniej, radośniej trzeba kolejnym krokiem ruszyć do przodu. Jak już podniesiecie się z pozycji „Niechcemisia” to wróćcie do swojego planu na życie i działajcie dalej. To była po prostu krótka przerwa w kroczeniu do przodu. Dużo siły kobiety!!!

  • Sieciowe kobiety

    W rozmowach z Wami kobietami  tak często powiela się spostrzeżenie , że widzimy swoje życie w historiach innych kobiet. I być może dlatego tak doskonale się rozumiemy. Oczywiście nie wszystkie ze wszystkimi , ale nawet nie znając się osobiście a jedynie z sieci, poprzez ekran smartfona, na podstawie komentarzy czy nawet zdjęć utożsamiamy się z jakąś kobietą na drugim końcu Polski, nawet świata.

     Mamy podobne historie także ze względu na podobne błędy, które popełniamy. Dla mnie jest to zjawisko nowe, ponieważ byłam zawsze bardzo sceptycznie nastawiona do znajomości  z internetu czy nawet do wiarygodności historii, które się w nim pojawiały. Oczywiście wszystko mi się pozmieniało i dziś sama widzę siebie w wielu opowieściach. Od jednej takiej cudownej „sieciowej” kobiety usłyszałam, że gdybyśmy wcześniej miały możliwość czytania naszych wspólnych historii to być może uniknęłybyśmy ważnych  błędów . I może tak by było, choć nie lubię gdybania. Zagadką jest czy obecnie młode dziewczyny są w stanie brać ważne lekcje z tych wszystkich trudnych tematycznie opowieści . Byłoby to mile widziane w moich oczach bo skoro jakaś ogromna liczba kobiet popełniła w życiu jeden i ten sam błąd to kolejna ma przetarte ścieżki, aby tego uniknąć. 

    Zastanawiałam się skąd bierze się ta solidarność kobiet. Na swoją własną odpowiedź długo czekać nie musiałam, my po prostu chcemy usłyszeć potwierdzenie swoich decyzji, płacz z rozpaczy lub tęsknoty w innej kobiecie. Na jednym ze szkoleń na pytanie „ Która z Was czuje się stuprocentową kobietą?” nie podniosła ręki żadna, na kolejne „ Która z Was dobrze wykonuje obowiązki pani domu?” zgłosiło się osiemdziesiąt procent uczestniczek. Mamy po prostu podobnie. I nie mam co do tego wątpliwości, że różniąc się mamy jednocześnie wiele cech wspólnych, pragnień wspólnych, marzeń i  problemów. Dlatego nie powinnyśmy się unikać. Wręcz przeciwnie, należy się gromadzić, rozmawiać, wymieniać doświadczeniami. Chociaż weszło to trochę do naszej kultury, że kobiety sobie muszą zazdrościć, właściwie wszystkiego, że nie powinny się pocieszać, wspierać, pomagać, bo przecież jesteśmy złośliwe, mściwe i perfidne. I wreszcie, że nie powinnyśmy, broń Boże, opowiadać sobie naszych własnych, prywatnych historii, szczególnie tych domowych. A ja się pytam WHY NOT???!!! Kto lepiej zrozumie kobietę niż ona sama? Nie oczekując nawet porady czy pomocy a jedynie wysłuchania, zrozumienia. Takie to proste a jakże trudne.  To jest nasza „ kultura milczenia” z której bierze się zjawisko niespodzianki, kiedy po latach dowiadujemy się, że nasza przyjaciółka, koleżanka z pracy czy sąsiadka żyje w toksycznym związku, że jest ofiarą wieloletniej przemocy lub boryka się z depresją. Na co dzień przybierając twarz radosnej i spełnionej . Nie pozwólmy na to aby kobieta, żyjąca obok nas nie miała szansy otworzyć się tylko dlatego, że nie wypada. Nie bójmy się zadawać pytań, my same również się nie blokujmy. Patrząc prosto w oczy koleżanki możemy dostrzec swoją historię, swoje problemy, lęki, marzenia. Czasem chcemy pobyć same w swoim cierpieniu ale może warto poprosić o pomoc, zapytać, skorzystać z doświadczenia. Same pewnie zauważyłyście jak chętnie dzielimy się radością, chwalimy jak pięknie na święta wysprzątałyśmy dom i że w promocji kupiłyśmy proszek w Biedronce….jaka to ogromna radość do podzielenia się. Trudniej jest nam zapytać o radę kobietę kiedy znajdziemy się w ciężkiej sytuacji bo „co ona sobie o mnie pomyśli?”.  Umniejszamy zatem ważność tej trudnej sprawy, od której często zależy nasz szczęście. Mamy moje drogie tylko jedno życie, nic do stracenia. Swobodnie rozmawiamy o pogodzie a jakość naszego życia jest tematem tabu. 

     Jeśli te znajomości w realu nie dają nam takiej swobody, możemy ją odnaleźć właśnie w mediach społecznościowych , na blogach, w grupach wsparcia. Tam znajdziemy osoby, które pokazują na swoim przykładzie jak walczą z  problemami, jak sobie radzą. W nich możemy odnaleźć sposób dla siebie „ skoro jej się udało mnie też się uda”. Nie bójmy się do siebie pisać, wymieniać doświadczeniami, możliwości jest wiele. Jak pokazują różne przykłady na taką  obcą osobę jesteśmy coraz bardziej otwarte niż na najbliższych. Moje cudowne „sieciowe kobiety” wspierają się nawzajem, dają świadectwo mocy i siły . Dopingują i motywują bo każda metoda jest dobra. Czytając post na instagramie, czy artykuł na blogu czujemy ogromną solidarność, często podziw lub współczucie, reakcji jest wiele. Doceniam zawsze otwartość z jaką się spotykam w opisach i nie mam tu na myśli odwagi w pokazywaniu tyłka czy  składu kolejnego balsamu do ciała. Pisanie i pokazywanie swojej opowieści, swoich doświadczeń życiowych otwierają drzwi do świata w którym kobieta boryka się z życiem po prostu, pokonuje lęki, walczy z traumą , cieszy sukcesami. Nie siedzimy w miejscu, działamy. Rozmawiamy, piszemy, czytamy. Każdy dzień jest krokiem na przód aby żyć pełnią życia realizując swoje wartości. Dziękując wszystkim kobietom z sieci zachęcam do zajrzenia w świat niektórych z nich :

    * Agnieszka Makowska, aktywna mama, której na sercu leżą problemy kobiet, inicjatorka warsztatów oraz serii wywiadów „Podziel się jak pomagasz innym”

    * Barbara Lech, dyrektor Oddziału Śląskiego Izby Coachingu, dyplomowany coach, autorka książek, prowadząca warsztaty i szkolenia rozwojowe

    * Barbara Grzymkowska-Blok, pisarka, założycielka bloga „Florysztuka”, nauczycielka języka polskiego, biblioterapeutka, autorka książki „Osobista wojna”, która wkrótce trafi na półki

    * Marlena Gajdzik, założycielka grupy  „ Przedsiębiorcze i Niezależne  Polki na świecie” gdzie prowadzi wywiady oraz inicjuje różnego rodzaju wartościowe akcje, studentka Psychologii w Biznesie w WSB w Bydgoszczy

  • TROCHĘ O PEWNOŚCI SIEBIE

    Tak jak obiecałam dziś kilka moich subiektywnych lekcji  jakie wyniosłam z ostatnich warsztatów , w których brałam  udział. Prowadziła je Barbara Lech, coach i autorka „Żółtej książki o pewności siebie”, której budowanie pewności siebie leży głęboko na sercu. Właśnie pewność siebie była tym nad czym pochyliłyśmy głowę, bo jak się okazuje to od niej uzależnione jest nasze spostrzeganie świata oraz samych siebie. To od niej zależy czy doprowadzamy nasze projekty do końca, czy osiągamy sukcesy, w końcu, czy jesteśmy szczęśliwe. Wśród uczestniczek odnalazłam kobiety, które pewność siebie mają a jednak ciągle jej szukają, pogłębiają i cały czas pracują nad tym tematem. Każda z nas od siebie mogła się wiele nauczyć, dlatego zawsze będę Was namawiała do brania udziału w tego typu spotkaniach bo nawet jeśli wydaje się Wam, że to nie dla Was, że w sumie to już wszystko wiecie…to ja Wam mówię, że nie wiecie, że ciągle są obszary do pracy i właściwie to zawsze będą, nikt nie jest na tyle doskonały aby nie dążyć do doskonałości. Takie spotkania pokazują nam nasze słabości i miejsca którym należy poświęcić więcej uwagi, ale też  z drugiej strony jakie jesteśmy wspaniałe i ile mamy w sobie mocy. To zaskakujące ile w nas kobietach drzemie potencjału do pracy nas sobą ale też do wzmacniania siły w innych kobietach. Jesteśmy silniejsze, niż nam się wydaje. Tkwią w nas pokłady walki, które trzeba połączyć z wiarą a wspólnym mianownikiem będzie pewność siebie. Dobra atmosfera towarzysząca warsztatom połączona była z konkretnymi działaniami, życiową wiedzą, dzięki której potwierdziła się moja opinia o samej sobie, że po prostu LUBIĘ SIEBIE!

    książka o pewności siebie

    Polubienie samej siebie, pokochanie wręcz stanowi podstawę otwierania się na świat, na wszystko co nas otacza zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej. Kobieta, która siebie nie lubi, nie akceptuje, myśli o sobie źle jest na takiej właśnie pozycji…. nie boję się użyć tego słowa…przegranej. Jeśli chcesz by inni traktowali Ciebie jak milion dolarów sama siebie tak traktuj. Bądź dla siebie dobra, rozpieszczaj siebie, traktuj samą siebie z szacunkiem. Jeśli czujesz się źle w jakiejś sytuacji, przysiądź na chwilę i odpowiedz sobie na pytanie „Czy ja na to zasługuję?”. Jeśli nie, to zmień to, zmień nawyki, zmień nastawienie. Bądź dla siebie dobra, tylko tyle. Ja jestem dumna że wraz ze mną na takie warsztaty, na poprawę swojego życia, na samoświadomość otwierają się inne kobiety☺ Serce mi się raduje. Super jest otaczać się ludźmi pozytywnie do siebie nastawionych. Oprócz wiedzy zyskujemy dodatkowo nowe relacje, które nas umacniają i upewniają, że naprawdę warto!!!!!! O kolejnych warsztatach, szkoleniach i webinarach dowiecie się z oficjalnej strony Basi Zajrzyjcie, zachęcam

  • LUBICIE MIESIĘCZNICE????

    Dzisiaj mija miesiąc od momentu, kiedy wystartował mój blog. Jestem przeszczęśliwa bo odwiedziło go już 475 osób przy 2095 odsłonach.  Wow!!! Przeszło to moje najśmielsze oczekiwania ☺ ☺ ☺. Bardzo Wam dziękuję. Wiem, że wchodzicie, klikacie , czytacie. To wspaniałe, że moje słowo pisane jest przez Was tak pozytywnie odbierane. Dostaję od Was sygnały jak wiele czerpiecie z moich artykułów i ile wnoszą w Wasze życie. Moja misja dostaje wtedy potwierdzenie, że cel osiągnięty. Chcę trafić do tych z Was, które swojej wartości nie mogą odnaleźć, do tych, które ją mają ale istnieje obawa, że ją utracą oraz tych, które mają ją zawyżoną. Czyli jednym słowem do wszystkich. Cieszę się , celebruję, krzyczę huraaaaa!!

    Usłyszałam ostatnio, że należy się radować ze wszystkich naszych sukcesów, a to niewątpliwie ogromny sukces!  Moja miesięcznica przynosi mi wiele radości i energii do dalszego działania. Już niedługo nowy artykuł streszczający ostatnie warsztaty w jakich miałam przyjemność brać udział, także obserwujcie. Tymczasem proszę o informację na blogu, instagramie lub na grupie jakie tematy chcecie abym poruszyła, co jest dla Was ważne , bo w końcu to jest blog dla nas wszystkich 🙂 Ściskam Was mocno i zaglądajcie w wolnej chwili ☺