Wywiady

O sporcie, kwiatkach i kosmetykach

Wywiad z Aniką Rydlewską

Kobieta petarda, którą znam już kilka lat, jest jedną z tych zarażających energią i uśmiechem. Zdobywczyni wielu medali w walkach Judo, większości złotych. Florystka i liderka sprzedaży firmy kosmetycznej. Kobieta po przejściach, dzielnie wychowująca dorastającą córkę. Dzisiaj szczęśliwa i spełniona w zdrowym związku partnerskim.  Oprócz wspólnej pasji zaliczyłyśmy kilka szczerych rozmów, wspólnych projektów oraz niespodzianek, którymi co jakiś czas się nawzajem zasypujemy. Nie mogłam zostawić tej znajomości tylko dla siebie. Poprosiłam ją o krótką rozmowę bo jest jedną z Kobiet Wartych Milion 😊

83024814_218507325853193_2656661057551990784_n

Monika: Oficjalnie masz na imię Anna, ale często posługujesz się imieniem Anika, skąd to się wzięło?

Anika: Tak, to prawda, w dowodzie widnieje Anna, jednak od urodzenia wszyscy mówią Anika, ponieważ mamy rodzinę w Szwecji, tam to imię znaczy właśnie Anika i tak się u nas przyjęło. Tak też się przedstawiam, ale na obie formy reaguję 😊

Monika: Na słowo „Judo” w Twoim oku pojawia się iskierka. Jak to się zaczęło? 

Anika: Moja przygoda ze sportem zaczęła się od dziewiątego roku życia. Jako dziecko zawsze chciałam trenować tenis, ale jak na tamte czasy sprzęt był bardzo drogi, a że rodzice widzieli, że jakimś sportem muszę się zająć to mama postanowiła zaprowadzić mnie na trening i to było właśnie judo. Dzisiaj nie wyobrażam sobie innej dyscypliny. W mojej głowie zawsze pojawiały się sztuki walki  i z nimi wiązała się ta moja pasja. Oprócz treningów judo, wymykałam się też na Olimpijczyka w tajemnicy przed rodzicami, gdzie z kolei fascynował mnie boks. Wszelkie formy walki zawsze mnie kręciły, każda walka bokserska w telewizji była przeze mnie obejrzana, każdy trening taekwondo na boisku przyciągał kiedy przechodziłam obok. Moim idolem był Steven Seagal i wokół tego rozwijało się całe moje sportowe życie. 

Monika: Życie, które nie było łatwe, bo trudno połączyć treningi, szkołę. To wszystko wymagało poświęceń.

Anika: To prawda, ale moja zawziętość i upartość brały wtedy górę. Nawet jak ktoś mi mówił, że nie dam rady to jeszcze bardziej brałam się do roboty. Zawsze sugerowałam się tym, co podpowiada mi moja głowa i moje serce a nie tym, co mówią inni. Od dziecka taka byłam. Działałam pomimo trudności i problemów. Miałam wtedy jeszcze więcej siły. I kilkakrotnie przekonałam się już w życiu dorosłym, że walka trwa właściwie cały czas, że życie jest walką. Dlatego sport pomaga mi bardzo w pokonywaniu problemów dnia codziennego. Wiem, że nie mogę się poddać, że muszę pokonać przeciwnika i nie mogę zawieźć siebie i innych.

84435553_1091010071291588_1273901464795742208_n

Monika: Na swoim koncie masz kilka złotych medali, ostatni z jakim wróciłaś do Torunia to złoty medal zdobyty w Płocku podczas VIII Pucharu Polski Judo Masters.  Co Ci to daje?? Co czujesz, kiedy stoisz na podium i odbierasz medal??

Anika: Dumę, satysfakcję, nagrodę za swoją ciężką pracę. Od kiedy trenuję w Mastersach, nieskromnie powiem, że nie wróciłam bez medalu, ale wcześniej się zdarzało. Zajmowałam piąte, albo siódme miejsce. I wtedy tej dumy nie było. Było załamanie i szukanie winy w sobie, że mogłam się bardziej przyłożyć. Przychodziły na myśl te wszystkie treningi, na które się nie chciało iść , te dni, kiedy odpuszczałam bieganie i winiłam wtedy siebie, bo może gdybym się bardziej przyłożyła byłabym o oczko wyżej. Stając na podium dostaję nagrodę bardziej za wytrwałość niż za samą walkę. Bez niej nie odniosłabym żadnego sukcesu. 

Monika: Jakie Twoje cechy sportowca pomagają Ci w życiu codziennym?

Anika: Na pewno wytrwałość, nie poddawanie się w trudnych sytuacjach. A takich było w moim życiu naprawdę dużo, co chwilę coś się pojawiało, czemu musiałam sprostać. Sport mnie rozwijał zawsze. Ja nie potrafię usiedzieć w miejscu. Wiem, że każdy sukces, nawet najmniejszy poprzedzony jest ciężką pracą, tak jak medal treningiem. Judo to wysiłek krótkotrwały, walki trwają trzy, cztery minuty, ale trzeba się do niej przygotować i skupić na tych kilku minutach. W życiu przecież też tak jest, dostajemy jakieś nagrody i to trwa chwilę, ale dojście do tego momentu poprzedzone było wysiłkiem, ciężką pracą i wytrwałością właśnie. Dodatkowo sport nauczył mnie pewności siebie. I mimo moich wzlotów i upadków każdego dnia podnoszę się na nowo i mimo, że się boję to idę do przodu, gdyż strach mi pomaga wbrew pozorom. Są przecież takie sytuacje, w których coś muszę, nie mogę zawieźć siebie, córki, rodziców i wtedy moja pewność siebie pomaga mi przezwyciężyć trudne chwile. Jedynym zwrotem całej akcji może być pojawienie się na naszej drodze ludzi, którzy nagle zaczynają mieć większy wpływ na nasze życie niż my sami. I tu zaczynają się schody, nasze własne zdanie, nasza pewność siebie zaczyna się zmniejszać. Ulegamy wpływom, naciskom i zawierzamy często wbrew rozsądkowi.

83258104_2880338035321122_7292428618305634304_n

Monika: Jak to się stało, że zajęłaś się florystyką?

Anika: Na mojej drodze stanęła dziewczyna, która była właścicielką kwiaciarni i jako jej klientka zawsze byłam zachwycona tym, jak pięknie układa bukiety. Sama zaproponowała mi, żebym skończyła jakiś kurs, szkolenie a ona podszkoliłaby mnie od strony praktycznej. I ja rzeczywiście postanowiłam ukończyć kurs florystyczny w Poznaniu w Polskiej Szkole Florystycznej. Jeździłam przez kilka miesięcy na zjazdy i bardzo mi się to spodobało. Wiedziałam, że chcę iść w tym kierunku. Nabrałam większej pewności siebie w swoją wiedzę i umiejętności i to pomogło mi w założeniu własnej działalności zaraz po otrzymaniu dyplomu, jedenaście  lat temu. Wszystko prowadziłam sama, ale poległam. Prawdopodobnie nie trafiłam z lokalizacją. Nie byłam przygotowana w sensie biznesowym. Chciałam „już, teraz, natychmiast” bez żadnego przygotowania i spontanicznie się za to zabrałam. Dodatkowo byłam w tym wszystkim sama. Bez wsparcia kogoś bliskiego jest naprawdę trudno. Ale próbowałam, nie poddawałam się, przenosiłam się w inne miejsca. Po drodze zmieniłam nawet branżę, otworzyłam punkt gastronomiczny i kawiarenkę. Ale tutaj też nie podołałam ze względu na ten brak wsparcia ze strony drugiej osoby. Jeżeli partner zamiast dopingować i pchać w górę, ciągnie w dół, to nic nie wyjdzie. I w ten sposób runął związek a biznes postanowiłam odstąpić. Gdyby podejście w związku było inne, przypuszczalnie mój biznes by się rozwinął. Dzisiaj wiem, że gdybym bardziej słuchała samej siebie, tak jak wtedy kiedy byłam dzieckiem a nie ulegała wpływom osób, które myślą egoistycznie, to do dzisiaj te działalności by działały. A wtedy bardziej  zaufałam mężowi, i to był mój błąd. Taki moment w życiu przychodzi, że zamiast słuchać samej siebie zaczynamy wierzyć, że ktoś nam bliski wie lepiej, mądrzej a to niekoniecznie prawda. Teraz, nauczona doświadczeniami spełniam się w rodzinnej kwiaciarni, gdzie mogę rozwijać swoja pasję jaką jest florystka. Daje mi to dużo radości i satysfakcji, choć opatrzonej ciężką pracą oraz niekończącą się nauką. Jest to dziedzina, która się ciągle rozwija i trzeba być na bieżąco z trendami i modą. Daje też spokój i stabilizację, jako starsza i dojrzalsza wiem, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach i wiem, że nawet jeśli zostanę „sama” to zawsze sobie poradzę. Mój obecny szczęśliwy związek w niczym mi nie przeszkadza. Oboje z moim partnerem pomagamy sobie i wspieramy, nasze zdrowe relacje nie przeszkadzają a dopingują do działania. 

Monika: Czy dzisiaj wiesz, gdzie popełniłaś błędy?? Jakie wyciągnęłaś z tego wnioski??

Anika: Przede wszystkim to podstawowym błędem moim i innych silnych kobiet jest to, że nie pokazujemy swoich emocji, lęków i obaw na zewnątrz. Ja byłam we wszystkim sama na własne życzenie. Nie mówiłam o swoich problemach. Nie chciałam nikogo martwić. Myślałam, że jestem dorosła, mam swoją odrębną rodzinę i nie powinnam nikogo swoimi problemami obciążać. Wstydziłam się tego. Dzisiaj wiem, że trzeba pokazać swoje różne strony, zarówno siłę jak i bezradność.  One wszystkie są ludzkie, prawdziwe. Dla mnie proszenie kogoś o pomoc to była ostateczność. I to był błąd. Zaoszczędziłoby to wielu lat problemów, gdybym w odpowiednim czasie zwróciła się o pomoc do rodziców, przyjaciół. Myślałam, że ja nie mam do tego prawa. Tymczasem każdy ma. Dzisiaj mam na kogo liczyć i nawet, kiedy jest trudno, odpowiednio szybko reaguję. Dziś mam świadomość tego ile siły może mieć w sobie człowiek i jak ogromną może mieć moc. Z tym, że jedni dołują a inni dodają skrzydeł. Ja dzisiaj staram się otaczać ludźmi, którzy mi dodają energii i we mnie wierzą. 

Monika: Z firmą Avon związana jesteś już od wielu lat, jak to się zaczęło?

Anika: Rzeczywiście, od siedemnastego roku życia byłam konsultantką firmy Avon. Zazwyczaj każdy katalog był wypełniony zamówieniami przez moje klientki, nigdy nie miałam problemu z ich pozyskaniem. Zawsze w plecaku i torbie miałam katalog i było to dla mnie naturalne, że z tyłu głowy pojawiał się  odruch proponowania kosmetyków. Jako nastolatka zarabiałam konkretne pieniądze, nie jakieś wielkie ale traktowałam to jako kieszonkowe a nie, że tylko zależało mi na darmowych kosmetykach. Przez te wszystkie lata byłam tylko konsultantką bo nie wierzyłam, że mogę awansować. W tamtym czasie w ogóle nie wierzyłam że mogę mieć swój zespół i wejść na poziom wyżej. Było to dla mnie nierealne. Sprzedawać kosmetyki owszem, ale już mieć swój zespół to dla mnie nie do ogarnięcia. Awansując na lidera sprzedaży uwierzyłam i w ludzi i w siebie  samą. Stworzyłam swój zespół i zaczęłam skupiać swoje działania na motywacji tych osób, które razem ze mną działają. Zarówno oni jak i moja menadżerka uwierzyli we mnie i to dodało mi skrzydeł, dopiero w tym momencie zaczęłam być gotowa. I osiągnęłam to. Zdobyłam szybki awans i obecnie mam w zespole kilkanaście wspaniałych ambasadorek i ambasadorów. Ja zaczęłam się w tym odnajdywać. Czuję na sobie odpowiedzialność za nich i to mnie dopinguje do działania. Wszystkie dziedziny w których się spełniam, judo, kwiaciarnia i Avon dają mi radość i sens życia. Ciągle się u mnie coś dzieje i to jest motor do działania każdego dnia.

Monika: Jakie są Twoje wartości?

Anika: Rodzina, niezależność, pasja, sport, przyjaźń, mam grono osób do których zadzwoniłabym w środku nocy i by mi pomogli. Mam rodziców, którzy wykazywali się zawsze ogromną cierpliwością do moich nowych pomysłów, bardzo wiele im zawdzięczam.  Mam córkę, która zarażona moją pasją do sportu również osiągnęła w judo wiele sukcesów. Jest dla mnie niezwykle ważna i również motywuje do działania. 

Monika: Jakie są Twoje marzenia?

Anika: Marzenia mam prozaiczne, całkiem przyziemne.. rodzina, mąż, dom, ale także Mistrzostwa Świata w Krakowie. Chciałabym wziąć w nich udział, po prostu tam pojechać. Już nawet nie wygrać, bo to ogromne wyzwanie, chociaż kto wie 😊

Monika: Co najbardziej irytuje Cię u kobiet?

Anika:  U kobiet najbardziej denerwuje mnie zazdrość i brak wiary w siebie. Zazdrość o cokolwiek, o sukcesy, o to że komuś innemu coś wychodzi, idzie lepiej, że ktoś jest szczęśliwy lub się po prostu uśmiecha. Są osoby, które nie widząc ile pracy się w coś włożyło zazdroszczą efektów bo myślą, że to spadło z nieba. Dzisiaj świat jest pełen osób, które zakładają maski i pod nimi kryją zawiść i zazdrość. A kobiety mają przecież  możliwości, czasem mają coś dosłownie podanego na tacy a nie umieją tego wykorzystać, rozwinąć potencjału. Znam kobiety, które jak mają cokolwiek zrobić , dać z siebie, włożyć jakiś to od razu się poddają. Wycofują się z każdej sytuacji, nie wierzą w siebie. Ja staram się zmotywować ludzi w moim zespole z sukcesami, są wśród moich ambasadorów osoby, które osiągają sukcesy a wcześniej by o tym nie pomyślały. Np. moja kochana przyjaciółka  Asia, która teraz się z tego śmieje jak jej przypominam ten opór, jaki kiedyś stawiała a dziś jest dumną ambasadorką z ogromnymi sukcesami.. Trzeba im tylko dmuchnąć w skrzydełka. I to też czasem jest trudne. Ale nikt nie powiedział przecież, że będzie. Są w życiu różne momenty, nigdy nie jest tak kolorowo i wesoło. Ważne, aby wyciągać wnioski i nie popełniać więcej błędów. Ja idę przez życie z uśmiechem na twarzy i przyjmuję je takim jakie jest, ale na swoich zasadach. „Carpe Diem” 😊

Monika: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *