• „Życiodajna kropla wody”

    Wywiad z Katarzyną Gromadzką

    Kobiety doskonale wiedzą jak bardzo ważne są rozmowy z innymi, wygadanie się lub po prostu „bycie”. Szukając pomocy, zadając pytania, bywa, że same sobie na nie odpowiadają. To często coach jest tą osobą, do której zwracamy się wtedy, gdy zbaczamy z obranego toru i zagubione tracimy równowagę. O pracę z kobietami, szczególnie w tej nowej rzeczywistości, zapytałam dyplomowanego coacha Katarzynę Gromadzką, absolwentkę kierunku Coaching i mentoring na Uniwersytecie Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Katowicach.

    edf

    M.W Kasiu, sytuacja, która wszystkich nas teraz spotyka jest faktem i musimy się z tym pogodzić, czy chcemy, czy nie. Natomiast wydaje mi się, że warto wyciągnąć z niej wnioski. Jakie Ty, jako kobieta, ale też coach wyciągasz? 

    K.G. Tego, co teraz nas wszystkich dotyka, nie można lekceważyć. Z jednej strony nie sposób nie dostrzegać wagi problemu, a z drugiej koncentracja na zapewnieniu sobie zdrowego stanu psychicznego jest kluczowa. W całej tej sytuacji nie ma we mnie zgody na „muszę się z tym pogodzić”. Mówię nie: pogodzeniu się z losem, apatii, bierności i bezsilności. Na każdym trudnym, nieraz mocnym zakręcie życia, raz wolniej, a innym razem szybciej, zapraszam akceptację. Taka postawa, pozytywne nastawienie jest mi bliższe. W moim odczuciu, akceptacja nie jest jednoznaczna z pogodzeniem się z rzeczywistością. I tak jest właśnie teraz. Okoliczności są jakie są i to jest fakt. Nie mamy wpływu na wiele. Co zatem mogę zrobić w tej sytuacji? Na co mam wpływ? Za co jestem wdzięczna? – to pytania, które warto sobie zadawać zawsze. Różnorodność pozytywnych aspektów może zachwycać i inspirować. Akceptacja szuka rozwiązań.

    M.W. Mówisz o wdzięczności. Czy to nie jest tak, że ta wdzięczność za to, co posiadamy, co do tej pory osiągnęłyśmy daje nam teraz siłę i jednocześnie świadectwo, że praca nad sobą zapewnia efekty długoterminowe? Czy Twoim zdaniem tę „koronawojnę” wszyscy wygrają? 

    K.G. Tak, wdzięczność to uczucie, które może teraz dla niektórych być jak życiodajna kropla wody, jak deficytowy, skrywany za maseczką oddech. Wdzięczność to towar luksusowy, na który każdy z nas może sobie teraz pozwolić. Warto ją praktykować i uczynić z niej wspierający nas nawyk. Nie da się ukryć, że w tej „wojnie” kryzys uderzy z pewnością w każdego z nas. Mamy do czynienia z katastrofą na skalę wojny. Wiele na ten temat spekulacji, a one rodzą się jak grzyby po deszczu. Ale jak każda wojna – tak i ta generuje gigantyczne koszty. „W ucieczce ginie zawsze więcej wojowników niż w walce” (Selma Lagerlaf). Co możemy więc zrobić?

    Do tej pory uwięzieni byliśmy niemalże dosłownie, niektórzy niestety nadal są. W metaforycznym ujęciu jest każdy z nas, bo nic lub niewiele jest takie jak dotąd. Pozostaje nam spędzać czas najlepiej jak potrafimy. Warto koncentrować się na tym, co nas wzmacnia. Nasze myśli przekładają się na słowa, te z kolei na działania. Patrzenie więc przez pryzmat korzyści pomaga o wiele bardziej. Dla wielu jednak osób nie jest to łatwe. Wielu będzie być może potrzebować pomocy specjalisty. Tym, którym jednak taka postawa życiowa jest bliższa, pomoże przynajmniej częściowo wygrać i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

    zdjecie kasi

    M.W. Oprócz problemów związanych z epidemią cały czas istnieją pozostałe problemy, one nie wymarły. Z jakimi zatem problemami zwracają się do Ciebie kobiety? Co je trapi i co wymaga rozwiązania?

    K.G. Zanim odpowiem na te pytania chciałabym, aby mocno wybrzmiało, jakie problemy nie wymagają rozwiązania z moją pomocą. Coach nie jest antidotum na wszystko. I chociaż coraz więcej osób szuka rozwiązań licznych swoich problemów podczas sesji z coachem – nie jest on dla wszystkich. Problemy, np. natury psychologicznej, wymagają wsparcia odpowiednio przygotowanych do takiej pracy specjalistów i dogłębnemu się im przyjrzeniu. Taka forma pracy nie będzie też użyteczna dla kogoś, kto chce gotowych rozwiązań, złotych rad jak żyć, co zrobić, a czego absolutnie nie. Staram się, zanim rozpoczynam jakąkolwiek współpracę z klientką, aby miała świadomość, czym profesjonalny coaching jest, a czym zdecydowanie nie. To bardzo ważne, bowiem ktoś na dany moment może potrzebować wsparcia zupełnie kogoś innego, np. konsultanta, doradcy bądź trenera. Kobiety zwracają się do mnie o pomoc z różnymi problemami. Pytasz mnie o to, jaki problem wymaga rozwiązania z moją pomocą. Może kogoś zdziwi moja odpowiedź, ale tak naprawdę żaden problem tego nie wymaga. Pomaga rozwiązać jak najbardziej, ale nie wymaga. 

    M.W. Czym zatem jest coaching? 

    K.G. Coaching to nie diagnoza problemu i leczenie. Odpowiedzi na nurtujące nas pytania każdy z nas ma w sobie. Z pomocą coacha możesz szybciej, skuteczniej. Klient ponosi odpowiedzialność za efekt, za podejmowane decyzje, rezultaty, coach za przebieg zgodny z etyką zawodu. Zadaje on takie pytania, których sobie nie zadasz, albo zadajesz od długiego czasu, ale odpowiedzi brak. Bądź też udzielasz ich, nawet sporo i nie zauważasz blokujących Ciebie np. przekonań. Coach słucha po prostu inaczej, na innym poziomie. Ponadto zna sposoby, by otworzyć dostęp to Twojej kreatywności. Pomoże rozpędzić, ale i zatrzymać. Zgłaszają się do mnie kobiety, które czują potrzebę i sens samorozwoju. Jedne idą przez życie spełnione, realizują się w każdej sferze, chcą więcej i coaching traktują jako narzędzie do osiągania swoich celów szybciej. Po co tracić czas, jak można skorzystać ze sprawdzonej metody, od lat skutecznie wykorzystywanej w biznesie. Inne szukają balansu między życiem zawodowym i prywatnym. A jeszcze inne – żyją w poczuciu, że coś umyka przez palce, chciałyby inaczej. Łączy je jedno – każda z nich pragnie zmiany. To klientka decyduje, o czym ważnym dla siebie chciałaby porozmawiać. 

    ja z kubkiem

    M.W. Rozumiem, że ile kobiet tyle problemów i tematyka tych spotkań jest różnorodna?

    K.G. Dokładnie tak. Równowaga między pracą a domem, poprawa komunikacji w pracy bądź z bliskimi, zarządzanie domowym budżetem, konieczność podjęcia ważnej życiowej decyzji, asertywność, lepsze zarządzanie własnym czasem, realizacja twórczego potencjału, brak poczucia pewności siebie, wsparcie w realizacji własnych celów, znalezienie poczucia sensu w życiu, radzenie sobie ze stresem – to tylko niektóre z poruszanych podczas sesji tematów. Sesja przypomina rozmowę z przyjacielem, chociaż nią nie jest. To relacja oparta na partnerstwie, w której coach całą uwagę skupia wyłącznie na Tobie i Twoim celu. Coach wspiera. Podczas spotkań zaczynasz patrzeć na swoje problemy jak na wyzwania, samodzielnie realizować własne cele i świadomie żyć w oparciu o swoje kluczowe wartości. A co najważniejsze zaczynasz je realizować, a nie deklarować. I praca z coachem, który korzysta z wiedzy psychologicznej, z całego wachlarza różnorodnych narzędzi, daje taką możliwość. Coach odpowiedzialny jest za proces, a za to, co wdroży lub nie odpowiedzialny jest klient. 

    M.W. Oczywistym jest, że to Ty jesteś dla swoich rozmówców, a co Tobie dają takie spotkania ? 

    K.G. Każda rozmowa jest wyjątkowa, za każdym razem inna. Niezwykle mnie ubogaca i rozwija – jako człowieka. Jestem przepełniona wdzięcznością, że ja – kobieta po czterdziestce – spełniona w pracy z młodzieżą pewnego dnia poszłam za głosem serca i podjęłam decyzję o kolejnych studiach. Trochę zajęło, aby uznać i przyjąć do serca swój talent – niezachwiana wiara w ogromny potencjał drzemiący w każdym człowieku.

    W GABINECIE

    M.W. Jako specjalizację w pracy wybrałaś asertywność. Skąd właśnie taka i czym dla Ciebie jest? 

    K.G. Z moich dotychczasowych obserwacji, życia zawodowego i prywatnego, tematyki rozmów podczas sesji wynika, że jest to wręcz kulturowe wyzwanie. Samo słowo „asertywność” dla niektórych to po prostu umiejętność mówienia „nie”. Nic bardziej mylnego. To umiejętne mówienie „nie”, ale i „tak”. A i tak to zaledwie fragment tej definicji. Postawa asertywna, między uległością a agresją, jest złotym środkiem. Mam też świadomość możliwych konsekwencji wynikających z braku postawy asertywnej i stąd też decyzja wyboru takiej specjalizacji. To kompetencja niezbędna w każdym obszarze naszego życia w i każdej roli – szefa, pracownika, partnera, rodzica, a nawet przyjaciela. Pozwala między innymi zbudować dobrą relację, ale i zakończyć ją z szacunkiem. To działania naszej asertywnej bądź nieasertywnej postawy w dużej mierze mają wpływ na stopień realizacji celów, naszych – nie cudzych. Bez asertywnej postawy nie ma rozwoju. To także bezinteresowna akceptacja drugiego człowieka, bezwarunkowa akceptacja samej siebie. Co więcej, to właśnie postawa asertywna buduje nasz autorytet w oczach drugiej osoby.

    M.W. Czy tej asertywności można się nauczyć dzięki podczas sesji?

    K.G. Wiedzę o samych technikach można zdobyć z różnych źródeł, ważniejsze jest jednak to, co z nią robisz lub czego nie robisz, pomimo jej posiadania. Brak asertywności bowiem to niejednokrotnie tylko wierzchołek góry lodowej, problem tkwi głębiej. 

    M.W. W jaki sposób można się z Tobą umówić na spotkanie?

    K.G. Zapraszam do kontaktu poprzez stronę na facebooku „Katarzyna Gromadzka – Coach Kobiety Asertywnej”. Można tam znaleźć wszystkie dane kontaktowe. Jeśli chcesz wybrać mnie na coacha w swojej podróży, serdecznie zapraszam. Możesz też do mnie po prostu zadzwonić lub napisać. Nr tel. 729805852

  • Jak sobie pomóc z koronastrachem?

    Czas, w jakim przyszło nam funkcjonować, jest wyzwaniem dla naszego zdrowia fizycznego, problemów ekonomicznych, ale też stanu naszej psychiki. U wielu osób pojawia się lęk, strach, niepewność. Jak sobie radzić z takimi uczuciami? 

    Poprosiłam o odpowiedź na to i inne pytania Justynę Fiałkowską, psychoterapeutkę, pedagoga specjalnego, socjoterapeutkę i jednocześnie specjalistkę terapii uzależnień.

    Monika:  Justyno, jak sobie radzić w obecnych czasach, jak zadbać o swój stan psychiczny?

    Justyna:  Może zacznę od tego, że lęk różni się od strachu. Kiedy patrzę np. na zdjęcie tarantuli i się boję, to przeżywam lęk. Nic mi przecież nie zagraża, to tylko zdjęcie, a jednak się boję. Ten stan dotyczy tzw. sytuacji irracjonalnej. Natomiast strach przeżywam wtedy, gdy naprawdę coś mi realnie zagraża – np. kiedy widzę szybko nadjeżdżający w moim kierunku samochód. W sytuacji, kiedy mamy do czynienia z takim niebezpieczeństwem, możemy mówić o strachu. Lęk natomiast jest wynikiem wyobrażonego przez nas zagrożenia, które nie jest umotywowane stanem faktycznym. Lęk w stanie zaawansowanym może doprowadzić nas do nerwicy czy depresji, dlatego warto zawsze, a szczególnie teraz obserwować swój stan psychiczny. 

    Monika:  Jak w takim razie radzić sobie dzisiaj z lękiem dotyczącym tego, co dzieje się dookoła? 

    Justyna:  Często w związku z sytuacją pandemii przeżywamy skrajne emocje od złości, lęku, smutku po radość związaną z szukaniem pozytywnych stron epidemii. I to jest normalne, jednego dnia mamy kryzys,  drugiego dnia mamy czas na sprzątanie, nadrabianie zaległości, czy kontaktów z bliskimi. Uważam, że najważniejsza jest świadomość tego, że człowiek potrzebuje zwykle dwóch, trzech tygodni na dostosowanie się do nowej sytuacji. Pierwszych kilkanaście dni to czas najtrudniejszy, ale jak już dzisiaj wiemy, możliwy do przejścia. 

    IMG_7014

    Monika: Skąd wiemy, że to lęk? Jak go rozpoznać i jak reagować? Jak Ty sobie w takich momentach radzisz? 

    Justyna: Kiedy ja np. mam w sobie niepokój, organizm zaczyna mnie o tym informować. Boli mnie brzuch, nie mam apetytu, drobne rzeczy wyprowadzają mnie z równowagi. Tak informuje mnie moje ciało. Wiem wtedy, że coś jest nie tak. Pierwsza rzecz, jaką robię, to piję kubek ciepłej wody i zadaję sobie pytanie, co się dzieje? Na czym się koncentruję? Na co mam wpływ? Kiedy odpowiem sobie na te pytania, przychodzi kolejne, co mogę z tym zrobić i co do tej pory działało w takich sytuacjach? Wiem, że to nie jest łatwy czas i że ta sytuacja trwa już długo. Pojawia się tzw. wyczerpanie materiału, niechęć, bezradność. Ale szczerze mówiąc mamy z tej sytuacji dwa wyjścia, albo pozwolimy, aby niepokój doprowadził do depresji, albo spróbujemy z całych sił podnieść się i zaplanować, co dalej. Warto utworzyć sobie plan dnia, w którym część zajęć przeznaczymy dla domu, a część dla własnego rozwoju. Istotnym jest również wsparcie innych osób, przyjaciół czy domowników. Zadbanie o siebie, o swój wygląd, makijaż, ubiór. To  pozwali nam się dobrze poczuć z samym sobą. 

    Monika: Dzieci, młodzież, z którą teraz częściej niż zwykle przebywamy w domu, zadają nam wiele pytań, pojawia się bunt, poczucie niesprawiedliwości, brak zrozumienia dla całej sytuacji. Jak pomóc im? Jak uchronić przed złymi emocjami? 

    JustynaMłodzież i dzieci mają prawo się złościć i buntować. My jako dorośli powinniśmy wykazać się dużym zrozumieniem dla emocji naszych pociech. Co nie oznacza, aby zgadzać się na tzw. nic nie robienie. Wręcz przeciwnie, ważne jest wyznaczanie każdego dnia harmonogramu zajęć i planowanie działań, rozpisanie  godzin i obowiązków. Dokładnie tak jak my, dorośli, dzieci muszą mieć usystematyzowany każdy dzień, to daje im bezpieczeństwo. Nie możemy doprowadzić do jakiegoś odpuszczania czy wakacji, bo to nie są wakacje. Należy oczywiście reagować w zależności od wieku dziecka, mogą pojawić się bowiem sytuacje bardzo różne. Niepokój, pobudzenie, rozdrażnienie. We wszystkich sytuacjach jest jednakowo ważne wsparcie, rozmowa, po prostu bycie. 

    Monika: Wiemy wszyscy, że teraz jest trudny czas, ale ten czas będzie równie trudny, kiedy sytuacja wróci do tzw. nowej rzeczywistości. Jakich zachowań, u nas samych, możemy się wtedy spodziewać? Co może nas zaskoczyć, a na co mamy się przygotować? 

     Justyna: Trudne pytanie, ponieważ część osób straci pracę, zdolność finansową co zaburzy  poczucie bezpieczeństwa rodziny i przyszłości. Mam wrażenie, że wiele osób nie poradzi sobie psychicznie z tą sytuacją. Przypuszczam, że będzie się to wiązać  z zaburzeniami lękowymi, stresem, co może być przyczyną depresji, uzależnień a nawet samobójstw. Druga część osób będzie powoli wracać do „normalności”, z dużą rozwagą i dbałością o swoją odporność psychiczną jak i fizyczną.

    IMG_2442

    Monika: Wiele osób teraz, ale także wkrótce, będzie potrzebowało wsparcia, pomocy specjalisty. Gabinety działają w ograniczony sposób. Czy Ty prowadzisz poradnictwo on line? Kto może się do Ciebie zgłosić i jak Cię znaleźć? 

    Justyna:  Tak , oczywiście w dzisiejszych czasach poradnictwo online jest bezpieczną formą pomocy. Ja  pracuję metodą terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, jestem też specjalistką terapii uzależnień. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy psychoterapeuty zapraszam do współpracy. Można mnie znaleźć na facebooku  Pracownia Zmiany i Rozwoju „Po drodze”,  można do mnie napisać lub umówić się na rozmowę mailowo  justynafialkowska1@wp.pl lub po prostu zadzwonić tel.  604 607 253 .W rozmowach poprzez komunikatory internetowe też można sobie pomóc. Zapraszam serdecznie. 

  • Osobista wojna Basi

    Przeżyła swoją własną „Osobistą wojnę”, po traumie związanej ze śmiercią męża podniosła się z kolan dzięki chęciom do życia i pracy nad sobą. Dziś jest inspiracją dla wielu kobiet, niezwykle ciepła i autentyczna, zbiór wielu kobiecych emocji.  Spotkanie z Basią Grzymkowską – Blok na wrocławskim rynku skłoniło mnie do wielu refleksji, które w wielkim skrócie przekazuję Wam dzisiaj w poniższej rozmowie.

    87043651_189294952293997_4364061233754669056_n

    Monika: Witaj Basiu, o co chodzi z tym uziemianiem?

    Basia: 😊Uziemianie to moje poszukiwanie lekarstwa na choroby, które mam. Po śmierci męża zachorowałam na insulinooporność i endrometriozę, choroby autoagresywne.  Związane było to z silnymi bólami, które potrafiły się utrzymać przez kilka tygodni. Ciągnęły za sobą całą masę problemów codziennego funkcjonowania. Pojawiały się trudności nawet z ubraniem się czy wstaniem z łóżka. Musiałam przejść na dietę, którą ciężko utrzymać przy dzieciach. Któregoś dnia jedna z czytelniczek napisała do mnie, czy słyszałam o czymś takim, jak uziemianie, które ma wiele zalet i obniża stan zapalny w organizmie. No i się zaczęło. Dzisiaj jest to chwila dla mnie, czasem dłuższa latem, a zimą wiadomo trochę krótsza – cztery, pięć minut chodzenia na boso po trawie czy śniegu. Szczególnie w zimie pojawia się skok adrenaliny, szok termiczny, ale też ogromna radość. Dla mnie jest to bezpośredni kontakt z naturą, z przyrodą. Od wiosny do późnej jesieni robię sobie codzienny obchód po moim ogrodzie z kawą w ręku. Jest to taki rodzaj medytacji w ruchu, bardzo relaksujący. Taka sesja, choć czasami krótka, chodzenie po zimnej ziemi powoduje u mnie ciepło, przeszywające całe ciało. Kiedy zaczynałam rok temu uziemianie robiłam to z myślą o złagodzeniu moich stanów zapalnych, które rzeczywiście się zmniejszyły, ale nie pomyślałabym, że będzie miało taki pozytywny wpływ także na moją psychikę. Bóle co prawda nadal są, ale z trzech tygodni przeszłam do pięciu dni w miesiącu. I to jest dla mnie ważne.

    Monika: We wrześniu ubiegłego roku odbyła się premiera Twojej książki „Osobista wojna”, co się zmieniło w Twoim życiu?

    Basia: Zmieniło się na pewno to, że mam niemalże w każdym miejscu w Polsce jakąś koleżankę -czytelniczkę. Piszą do mnie kobiety, że książka im pomaga, że je inspiruje. Spotykam się z nimi, ale tak poza tym, nie zmieniło się wiele.

    87156751_1073929156303525_4452044549346295808_n

    Monika: Czy „Malowane życie”, które teraz piszesz, będzie kontynuacją „Osobistej wojny”?

    Basia: Nie, chociaż wiem, że czytelniczki chciałyby kolejnej części, rozwoju akcji z Bartoszem 😊

    Druga część powstanie, ale zawsze odpowiadam ze śmiechem, że jak ją już „przeżyję” to ją opiszę.  „Malowane życie” to  także będzie historia kobiet. Oczywiście różnych kobiet. Zdarzenia, które się przeplatają i które powiązałam w całość. Osobiście tego nie przeżyłam, ale i tak gdzieś tam jestem. Będzie dużo przyrody, którą kocham. Cała akcja dzieje się w miejscu, w którym spędziłam część dzieciństwa. Ludzie, którzy tam mieszkali i którzy pojawiali się na mojej ścieżce i ich historie -postanowiłam połączyć w jedną całość. To będzie trudna książka. Warsztatowo to dla mnie duże wyzwanie. Ja jako córka nie dostałam wielu słów, moje bohaterki również ich nie używają, mam nadzieję, że w końcu zaczną, że się otworzą.  Mam nadzieję, że będzie w niej dużo emocji, bo zawsze piszę całym sercem budując napięcie emocjonalne. Łatwiej jest pisać o czymś w czym brałam udział, dlatego pisać o czymś czego się nie zaznało to duże wyzwanie.

    Monika: Swoją pierwszą książkę zaczęłaś pisać będąc dzieckiem. Jak zaczęła  się Twoja przygoda z pisaniem?

    Basia: Tak. Miałam dziewięć lat. To był tytuł „Dom porośnięty bluszczem”. Dobry tytuł 😊 Fajny tytuł, może kiedyś powstanie. Absolutnie nie pamiętam o czym była, zapisałam cały zeszyt, nie wiem co się  z nim stało i od tamtej pory nie było nic. Po szkole średniej postanowiłam pójść na polonistykę. Kiedy moja nauczycielka polskiego się o tym dowiedziała, stwierdziła, że nie dam sobie rady, bo polonistyka nie jest dla ludzi, którzy mają styl pensjonarski. Według niej taki właśnie miałam 😊 Dziś dziękuję i jej i  mojemu profesorowi historii literatury w Kolegium Nauczycielskim który,  uwielbiał moje prace, bo twierdził, że czyta się je jak literacki pamiętnik historyczny. To są chyba takie dwie osoby, które miały znaczący wpływ na moje pisanie i podejście do niego.

    Monika: Twoje pisanie wychodzi z Ciebie, z Twoich emocji, zawsze tak było

    Basia: Nie. To się zaczęło po ciąży z bliźniakami, kiedy bardziej weszłam w głąb samej siebie. Pojawiły się różne metody pracy ze sobą- medytacja, uziemianie, góry. Wszystko to co stosowałam, żeby zacząć żyć, powstać z kolan. To wszystko zaczęło działać i spowodowało, że otworzyły się w mojej głowie takie przestrzenie, o których nie miałam pojęcia. Zawsze lubiłam pisać, ale nigdy nie stworzyłam żadnego opowiadania czy wiersza. Prowadziłam bloga, który najpierw miał być stroną poświęconą kwiatom czyli temu czym się wówczas zajmowałam. Ten blog zaczął się zmieniać tak samo, jak ja się na przestrzeni tych lat zmieniłam. W tej chwili  piszę strumieniowo, to jest strumień moich myśli przelewam na papier. „Osobistą wojnę” zaczęłam pisać, kiedy  bliźniaki miały rok. Najpierw napisałam plan tej książki, w sierpniu stwierdziłam, że powiem o tym ludziom na Facebooku. Wiedziałam, że jak nie będę miała świadków tego wydarzenia to stchórzę i ucieknę. Tak to moje pisanie się zaczęło. Systematycznie i regularnie. W tej chwili jestem pochłonięta kolejną książką „Malowane życie”, która już wkrótce 😊 Mam nadzieję, że już jesienią.

    87105880_319590795664131_886090897496735744_n

    Monika: Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze?

    Basia: Rodzina. Od zawsze uważałam, że rodzina jest najważniejsza, to jest dla mnie priorytet.  Odrębna wartość, do której nic więcej się nie doklei. Dzieci, które są dla mnie bardzo ważne, są jak tatuaż, który zostaje Ci do końca życia. One są dla mnie najważniejsze. Potem jestem ja jako żona, jest to dla mnie bardzo istotne, dlatego że coraz częściej łapię się na tym, że te dzieci zaczną odchodzić, a my zostaniemy sami we dwoje. Dlatego staram się tworzyć związek, który jest oparty na przyjaźni i  zaufaniu. Mój mąż to mój najlepszy przyjaciel.

    Monika: Czy uważasz, że każda kobieta jest w stanie wyjść z najgorszego problemu, z jakiegoś swojego dna?

    Basia: Jeśli tylko zechce to tak, ale musi chcieć. Bez chęci nic się nie zadzieje. Wiele działań ku lepszemu życiu jest obarczone wyrzeczeniami. Chyba zawsze tak jest, coś za coś. Jak pisałam książkę przestałam oglądać telewizję, seriale, mniej czytałam i jeszcze mniej rozmawiałam przez telefon. Pojawiła się dyscyplina codziennego pisania o tych samych godzinach.  Pisałam systematycznie, do tego dochodził  cały biznes, marketing budowanie strony marki, to są godziny szkoleń, kursów, wyrzeczenia finansowe. Brak chęci prowadzi donikąd, motywacja jest chwilowa i jest bardzo unikalnym produktem na rynku. Motywację mamy przez chwilę, a potem już nam się nie chce. Utrzymanie jej na tym samym poziomie jest naprawdę trudne.  Czasami nam trudno ruszyć do przodu, bo łatwiej jest być ofiarą i robić z siebie ofiarę. Tak jest wygodnie, bo to znamy. Tak jest też łatwiej, a  przecież żeby coś zmienić trzeba włożyć w to jakiś wysiłek. Często ogromny i trudny do wykonania, ale możliwy. Ważne, aby wszystko robić systematycznie, konsekwentnie, żeby to nie był tylko pojedynczy zryw, to nie zadziała. Kobieta, żeby zacząć jakąkolwiek zmianę musi po prostu poczuć w sobie potrzebę wyzwolenia i działania.

    Monika: Dzisiaj jesteś silna?

    Basia: Na pewno stabilna emocjonalnie. Moja siła wychodzi ze środka, dają mi ją dzieci, mąż, wyciszenie, terapia obrazami, kontakt z naturą. Wszystko to, co stosuję, aby się wyciszyć i złapać równowagę. Każda praca manualna, kontakt z naturą, to są wszystko momenty, które powodują, że wracam do samej siebie, do swoich emocji.

    86994896_844607862631809_5481713158416498688_n

    Monika: Jak będzie wyglądało życie Basi, jak już bliźniaki opuszczą dom?

    Basia: Kiedyś powtarzałam, że nie dożyję starości. Dziś starość chciałabym mieć na pewno samodzielną i  szczęśliwą. Na pewno będę gotowała obiady i zapraszała ciągle dzieci z rodzinami do siebie, marzę o domku w górach, aby spędzać tam czas ze swoim mężem. Tam jest trochę inny świat, wypełniony dobrymi ludźmi. Chciałabym być babcią i rozpieszczać wnuki. Nie chciałabym być matką, która wisi na dzieciach.

    Monika: Jak ważna jest Twoim zdaniem pasja w życiu kobiety ?

    Basia: Ogromnie ważna.  Bez pasji ja bym nie powstała. Ważne jest, żeby mieć u swego boku kogoś bliskiego, ale też właśnie pasję.  Bez niej nie wyobrażam siebie życia. Dzięki niej nabieramy świadomości -naszej wartości. U mnie wraz z pojawieniem się tej świadomości  przyszły moje pierwsze, ważne decyzje, które mają  wpływ na mnie i na inne osoby. Już  nie chce iść stałą, jedną drogą. Jestem osobą, która pisze, prowadzi bloga, robi wianki, prowadzi warsztaty. Jestem otwarta, lubię się uczyć, lubię wpływać na rzeczywistość, lubię ją kreować. Uważam jednak, że taka ogólnie pojęta świadomość własnej wartości u kobiet to ciągle jeszcze ogrom pracy, przynajmniej dziesięć. Praca nad sobą, jakieś warsztaty, coaching to ciągle w niektórych kręgach jest dziwnym tematem. Spotkałam się już z opiniami, że co ja tam będę kogoś uczyć jak ma żyć! A ja zawsze pisząc u siebie,  tylko pokazuje swoje życie, opisuje swoje życie i jeśli ktoś chce z tych lekcji skorzystać to skorzysta, ale jeśli ktoś nie ma ochoty, żeby swoje życie zmienić to ja nie będę miała na to wpływu. Jeśli ludzie są zamknięci to nie dotrzemy do nich.       

    Monika: Czy według Ciebie poczucie własnej wartości może zmienić kobietę?

    Basia: Oczywiście, kobieta sama musi zobaczyć siebie taką właśnie – wartościową, piękną, kobiecą czy mądrą, wtedy uwierzy w to co może robić.  Kobiety mają przecież tendencję do zmieniania samej siebie, do zmieniania swojej roli. Ja z kobiety, która była dobrą studentką dwóch kierunków, ambitną, inteligentną zmieniłam się w podwładną kurę domową żyjącą w cieniu męża. Potem byłam  wdową, której świat się zawalił.  Sam fakt, że przeżyłam to co dostałam od losu, że nie pozwoliłam sobie odebrać chęci do życia, dało mi ogromne poczucie własnej wartości.  Ja wtedy nie miałam marzeń, padłam po prostu na kolana, żeby się z nich podnieść musiałam zacząć działać, po woli, małymi kroczkami. Zaczęłam planować nasze życie, moje i dzieci. Najpierw jakieś wyjazdy, wspólne weekendy. Zaczęłam wyciągać małe rzeczy, które dawały mi satysfakcję. Nie podniesie się swojej wartości nic nie robiąc, takie jesteśmy, że swoje sukcesy chcemy mieć namacalne. Robisz coś na drutach, ktoś powie, że to jest piękne to ci chce się robić dalej. Nie otrzymasz pochwały za robienie niczego, a pochwalenie przez kogoś z zewnątrz, nawet zwykły uśmiech napędza nasze poczucie własnej wartości.  Jakby mi nikt nie napisał, że moja książka jest dobra, to nie koniecznie byłoby mi z tym dobrze. To są sytuacje, które nasze poczucie wartości podnoszą. Coś trzeba robić, żeby poczuć się lepiej. Nie zdobędziesz góry siedząc na dole, na szlaku nie ma ludzi, którzy oglądają seriale. Trzeba działać, wchodzić w nowe relacje, poznawać świat.  Ja się nauczyłam wchodzić w nowe relacje z podniesioną głową, taka jaką jestem i jestem z tego dumna.

     Żeby podnieść swoje poczucie własnej wartości musimy od czegoś zacząć, potem dopiero czerpiemy siłę od ludzi i cały czas staramy się taką sytuację utrzymać. Kobiety ciągle jeszcze są  nieświadome tego,  że są wartościowe same w sobie, że nie muszą niczego udowadniać. Jestem pełna nadziei. Kiedy spotykam się  z moimi czytelniczkami, które są otwarte na rozwój, chcą czerpać wiele radości z życia to wiem, że idziemy w dobrą stronę.

  • O sporcie, kwiatkach i kosmetykach

    Wywiad z Aniką Rydlewską

    Kobieta petarda, którą znam już kilka lat, jest jedną z tych zarażających energią i uśmiechem. Zdobywczyni wielu medali w walkach Judo, większości złotych. Florystka i liderka sprzedaży firmy kosmetycznej. Kobieta po przejściach, dzielnie wychowująca dorastającą córkę. Dzisiaj szczęśliwa i spełniona w zdrowym związku partnerskim.  Oprócz wspólnej pasji zaliczyłyśmy kilka szczerych rozmów, wspólnych projektów oraz niespodzianek, którymi co jakiś czas się nawzajem zasypujemy. Nie mogłam zostawić tej znajomości tylko dla siebie. Poprosiłam ją o krótką rozmowę bo jest jedną z Kobiet Wartych Milion 😊

    83024814_218507325853193_2656661057551990784_n

    Monika: Oficjalnie masz na imię Anna, ale często posługujesz się imieniem Anika, skąd to się wzięło?

    Anika: Tak, to prawda, w dowodzie widnieje Anna, jednak od urodzenia wszyscy mówią Anika, ponieważ mamy rodzinę w Szwecji, tam to imię znaczy właśnie Anika i tak się u nas przyjęło. Tak też się przedstawiam, ale na obie formy reaguję 😊

    Monika: Na słowo „Judo” w Twoim oku pojawia się iskierka. Jak to się zaczęło? 

    Anika: Moja przygoda ze sportem zaczęła się od dziewiątego roku życia. Jako dziecko zawsze chciałam trenować tenis, ale jak na tamte czasy sprzęt był bardzo drogi, a że rodzice widzieli, że jakimś sportem muszę się zająć to mama postanowiła zaprowadzić mnie na trening i to było właśnie judo. Dzisiaj nie wyobrażam sobie innej dyscypliny. W mojej głowie zawsze pojawiały się sztuki walki  i z nimi wiązała się ta moja pasja. Oprócz treningów judo, wymykałam się też na Olimpijczyka w tajemnicy przed rodzicami, gdzie z kolei fascynował mnie boks. Wszelkie formy walki zawsze mnie kręciły, każda walka bokserska w telewizji była przeze mnie obejrzana, każdy trening taekwondo na boisku przyciągał kiedy przechodziłam obok. Moim idolem był Steven Seagal i wokół tego rozwijało się całe moje sportowe życie. 

    Monika: Życie, które nie było łatwe, bo trudno połączyć treningi, szkołę. To wszystko wymagało poświęceń.

    Anika: To prawda, ale moja zawziętość i upartość brały wtedy górę. Nawet jak ktoś mi mówił, że nie dam rady to jeszcze bardziej brałam się do roboty. Zawsze sugerowałam się tym, co podpowiada mi moja głowa i moje serce a nie tym, co mówią inni. Od dziecka taka byłam. Działałam pomimo trudności i problemów. Miałam wtedy jeszcze więcej siły. I kilkakrotnie przekonałam się już w życiu dorosłym, że walka trwa właściwie cały czas, że życie jest walką. Dlatego sport pomaga mi bardzo w pokonywaniu problemów dnia codziennego. Wiem, że nie mogę się poddać, że muszę pokonać przeciwnika i nie mogę zawieźć siebie i innych.

    84435553_1091010071291588_1273901464795742208_n

    Monika: Na swoim koncie masz kilka złotych medali, ostatni z jakim wróciłaś do Torunia to złoty medal zdobyty w Płocku podczas VIII Pucharu Polski Judo Masters.  Co Ci to daje?? Co czujesz, kiedy stoisz na podium i odbierasz medal??

    Anika: Dumę, satysfakcję, nagrodę za swoją ciężką pracę. Od kiedy trenuję w Mastersach, nieskromnie powiem, że nie wróciłam bez medalu, ale wcześniej się zdarzało. Zajmowałam piąte, albo siódme miejsce. I wtedy tej dumy nie było. Było załamanie i szukanie winy w sobie, że mogłam się bardziej przyłożyć. Przychodziły na myśl te wszystkie treningi, na które się nie chciało iść , te dni, kiedy odpuszczałam bieganie i winiłam wtedy siebie, bo może gdybym się bardziej przyłożyła byłabym o oczko wyżej. Stając na podium dostaję nagrodę bardziej za wytrwałość niż za samą walkę. Bez niej nie odniosłabym żadnego sukcesu. 

    Monika: Jakie Twoje cechy sportowca pomagają Ci w życiu codziennym?

    Anika: Na pewno wytrwałość, nie poddawanie się w trudnych sytuacjach. A takich było w moim życiu naprawdę dużo, co chwilę coś się pojawiało, czemu musiałam sprostać. Sport mnie rozwijał zawsze. Ja nie potrafię usiedzieć w miejscu. Wiem, że każdy sukces, nawet najmniejszy poprzedzony jest ciężką pracą, tak jak medal treningiem. Judo to wysiłek krótkotrwały, walki trwają trzy, cztery minuty, ale trzeba się do niej przygotować i skupić na tych kilku minutach. W życiu przecież też tak jest, dostajemy jakieś nagrody i to trwa chwilę, ale dojście do tego momentu poprzedzone było wysiłkiem, ciężką pracą i wytrwałością właśnie. Dodatkowo sport nauczył mnie pewności siebie. I mimo moich wzlotów i upadków każdego dnia podnoszę się na nowo i mimo, że się boję to idę do przodu, gdyż strach mi pomaga wbrew pozorom. Są przecież takie sytuacje, w których coś muszę, nie mogę zawieźć siebie, córki, rodziców i wtedy moja pewność siebie pomaga mi przezwyciężyć trudne chwile. Jedynym zwrotem całej akcji może być pojawienie się na naszej drodze ludzi, którzy nagle zaczynają mieć większy wpływ na nasze życie niż my sami. I tu zaczynają się schody, nasze własne zdanie, nasza pewność siebie zaczyna się zmniejszać. Ulegamy wpływom, naciskom i zawierzamy często wbrew rozsądkowi.

    83258104_2880338035321122_7292428618305634304_n

    Monika: Jak to się stało, że zajęłaś się florystyką?

    Anika: Na mojej drodze stanęła dziewczyna, która była właścicielką kwiaciarni i jako jej klientka zawsze byłam zachwycona tym, jak pięknie układa bukiety. Sama zaproponowała mi, żebym skończyła jakiś kurs, szkolenie a ona podszkoliłaby mnie od strony praktycznej. I ja rzeczywiście postanowiłam ukończyć kurs florystyczny w Poznaniu w Polskiej Szkole Florystycznej. Jeździłam przez kilka miesięcy na zjazdy i bardzo mi się to spodobało. Wiedziałam, że chcę iść w tym kierunku. Nabrałam większej pewności siebie w swoją wiedzę i umiejętności i to pomogło mi w założeniu własnej działalności zaraz po otrzymaniu dyplomu, jedenaście  lat temu. Wszystko prowadziłam sama, ale poległam. Prawdopodobnie nie trafiłam z lokalizacją. Nie byłam przygotowana w sensie biznesowym. Chciałam „już, teraz, natychmiast” bez żadnego przygotowania i spontanicznie się za to zabrałam. Dodatkowo byłam w tym wszystkim sama. Bez wsparcia kogoś bliskiego jest naprawdę trudno. Ale próbowałam, nie poddawałam się, przenosiłam się w inne miejsca. Po drodze zmieniłam nawet branżę, otworzyłam punkt gastronomiczny i kawiarenkę. Ale tutaj też nie podołałam ze względu na ten brak wsparcia ze strony drugiej osoby. Jeżeli partner zamiast dopingować i pchać w górę, ciągnie w dół, to nic nie wyjdzie. I w ten sposób runął związek a biznes postanowiłam odstąpić. Gdyby podejście w związku było inne, przypuszczalnie mój biznes by się rozwinął. Dzisiaj wiem, że gdybym bardziej słuchała samej siebie, tak jak wtedy kiedy byłam dzieckiem a nie ulegała wpływom osób, które myślą egoistycznie, to do dzisiaj te działalności by działały. A wtedy bardziej  zaufałam mężowi, i to był mój błąd. Taki moment w życiu przychodzi, że zamiast słuchać samej siebie zaczynamy wierzyć, że ktoś nam bliski wie lepiej, mądrzej a to niekoniecznie prawda. Teraz, nauczona doświadczeniami spełniam się w rodzinnej kwiaciarni, gdzie mogę rozwijać swoja pasję jaką jest florystka. Daje mi to dużo radości i satysfakcji, choć opatrzonej ciężką pracą oraz niekończącą się nauką. Jest to dziedzina, która się ciągle rozwija i trzeba być na bieżąco z trendami i modą. Daje też spokój i stabilizację, jako starsza i dojrzalsza wiem, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach i wiem, że nawet jeśli zostanę „sama” to zawsze sobie poradzę. Mój obecny szczęśliwy związek w niczym mi nie przeszkadza. Oboje z moim partnerem pomagamy sobie i wspieramy, nasze zdrowe relacje nie przeszkadzają a dopingują do działania. 

    Monika: Czy dzisiaj wiesz, gdzie popełniłaś błędy?? Jakie wyciągnęłaś z tego wnioski??

    Anika: Przede wszystkim to podstawowym błędem moim i innych silnych kobiet jest to, że nie pokazujemy swoich emocji, lęków i obaw na zewnątrz. Ja byłam we wszystkim sama na własne życzenie. Nie mówiłam o swoich problemach. Nie chciałam nikogo martwić. Myślałam, że jestem dorosła, mam swoją odrębną rodzinę i nie powinnam nikogo swoimi problemami obciążać. Wstydziłam się tego. Dzisiaj wiem, że trzeba pokazać swoje różne strony, zarówno siłę jak i bezradność.  One wszystkie są ludzkie, prawdziwe. Dla mnie proszenie kogoś o pomoc to była ostateczność. I to był błąd. Zaoszczędziłoby to wielu lat problemów, gdybym w odpowiednim czasie zwróciła się o pomoc do rodziców, przyjaciół. Myślałam, że ja nie mam do tego prawa. Tymczasem każdy ma. Dzisiaj mam na kogo liczyć i nawet, kiedy jest trudno, odpowiednio szybko reaguję. Dziś mam świadomość tego ile siły może mieć w sobie człowiek i jak ogromną może mieć moc. Z tym, że jedni dołują a inni dodają skrzydeł. Ja dzisiaj staram się otaczać ludźmi, którzy mi dodają energii i we mnie wierzą. 

    Monika: Z firmą Avon związana jesteś już od wielu lat, jak to się zaczęło?

    Anika: Rzeczywiście, od siedemnastego roku życia byłam konsultantką firmy Avon. Zazwyczaj każdy katalog był wypełniony zamówieniami przez moje klientki, nigdy nie miałam problemu z ich pozyskaniem. Zawsze w plecaku i torbie miałam katalog i było to dla mnie naturalne, że z tyłu głowy pojawiał się  odruch proponowania kosmetyków. Jako nastolatka zarabiałam konkretne pieniądze, nie jakieś wielkie ale traktowałam to jako kieszonkowe a nie, że tylko zależało mi na darmowych kosmetykach. Przez te wszystkie lata byłam tylko konsultantką bo nie wierzyłam, że mogę awansować. W tamtym czasie w ogóle nie wierzyłam że mogę mieć swój zespół i wejść na poziom wyżej. Było to dla mnie nierealne. Sprzedawać kosmetyki owszem, ale już mieć swój zespół to dla mnie nie do ogarnięcia. Awansując na lidera sprzedaży uwierzyłam i w ludzi i w siebie  samą. Stworzyłam swój zespół i zaczęłam skupiać swoje działania na motywacji tych osób, które razem ze mną działają. Zarówno oni jak i moja menadżerka uwierzyli we mnie i to dodało mi skrzydeł, dopiero w tym momencie zaczęłam być gotowa. I osiągnęłam to. Zdobyłam szybki awans i obecnie mam w zespole kilkanaście wspaniałych ambasadorek i ambasadorów. Ja zaczęłam się w tym odnajdywać. Czuję na sobie odpowiedzialność za nich i to mnie dopinguje do działania. Wszystkie dziedziny w których się spełniam, judo, kwiaciarnia i Avon dają mi radość i sens życia. Ciągle się u mnie coś dzieje i to jest motor do działania każdego dnia.

    Monika: Jakie są Twoje wartości?

    Anika: Rodzina, niezależność, pasja, sport, przyjaźń, mam grono osób do których zadzwoniłabym w środku nocy i by mi pomogli. Mam rodziców, którzy wykazywali się zawsze ogromną cierpliwością do moich nowych pomysłów, bardzo wiele im zawdzięczam.  Mam córkę, która zarażona moją pasją do sportu również osiągnęła w judo wiele sukcesów. Jest dla mnie niezwykle ważna i również motywuje do działania. 

    Monika: Jakie są Twoje marzenia?

    Anika: Marzenia mam prozaiczne, całkiem przyziemne.. rodzina, mąż, dom, ale także Mistrzostwa Świata w Krakowie. Chciałabym wziąć w nich udział, po prostu tam pojechać. Już nawet nie wygrać, bo to ogromne wyzwanie, chociaż kto wie 😊

    Monika: Co najbardziej irytuje Cię u kobiet?

    Anika:  U kobiet najbardziej denerwuje mnie zazdrość i brak wiary w siebie. Zazdrość o cokolwiek, o sukcesy, o to że komuś innemu coś wychodzi, idzie lepiej, że ktoś jest szczęśliwy lub się po prostu uśmiecha. Są osoby, które nie widząc ile pracy się w coś włożyło zazdroszczą efektów bo myślą, że to spadło z nieba. Dzisiaj świat jest pełen osób, które zakładają maski i pod nimi kryją zawiść i zazdrość. A kobiety mają przecież  możliwości, czasem mają coś dosłownie podanego na tacy a nie umieją tego wykorzystać, rozwinąć potencjału. Znam kobiety, które jak mają cokolwiek zrobić , dać z siebie, włożyć jakiś to od razu się poddają. Wycofują się z każdej sytuacji, nie wierzą w siebie. Ja staram się zmotywować ludzi w moim zespole z sukcesami, są wśród moich ambasadorów osoby, które osiągają sukcesy a wcześniej by o tym nie pomyślały. Np. moja kochana przyjaciółka  Asia, która teraz się z tego śmieje jak jej przypominam ten opór, jaki kiedyś stawiała a dziś jest dumną ambasadorką z ogromnymi sukcesami.. Trzeba im tylko dmuchnąć w skrzydełka. I to też czasem jest trudne. Ale nikt nie powiedział przecież, że będzie. Są w życiu różne momenty, nigdy nie jest tak kolorowo i wesoło. Ważne, aby wyciągać wnioski i nie popełniać więcej błędów. Ja idę przez życie z uśmiechem na twarzy i przyjmuję je takim jakie jest, ale na swoich zasadach. „Carpe Diem” 😊

    Monika: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów 😊

  • ZADBAĆ O SIEBIE

    Kobiety nie przestają mnie zadziwiać. Są silne, wielozadaniowe, obdarzone intuicją i wyobraźnią, mają w sobie dużo wiary w drugiego człowieka i nadziei na lepsze jutro. Oczywiście uogólniam teraz bardzo, ale naprawdę znam ich wiele. Znam też takie zagubione, szukające pomocy i jednocześnie ją odrzucające, jednym słowem „trudne to przypadki”

    Przebywanie wśród takich babskich problemów poskutkowało kolejnym projektem, jakim będzie seria spotkań z kobietami, które mogą podzielić się swoim doświadczeniem,  swoją refleksją, poza tym takimi, które doprowadziły mnie samą do spojrzenia na świat innymi oczami. Cykl ten zapoczątkuje rozmowa z niezwykle ciepłą kobietą, która zawodowo pomaga innym odnaleźć swoją wartość a przy okazji robi to wszystko  z powołania.

    69853224_538758720266801_584818110121377792_n

    Magdalena Deczyńska – certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień. Kobieta wielozadaniowa: pełnoetatowa matka, „ponadpełnoetatowy” pracownik, organizatorka imprez okolicznościowych, inicjatorka działań społecznych, współprowadząca warsztaty rozwojowe dla kobiet, założycielka grupy „Latajace”.

    Monika: Witaj Madziu. Z racji tego, że na swoim blogu skupiam się na wartościach zacznę od trudnego pytania, czy kobieta uzależniona jest wartościowa?

    Magda: Pewnie, że jest. Nawet przez moment nie pomyślałabym, że może być inaczej.

    Monika: A one? Czy one czują się wartościowe?

    Magda: Myślę, że zależy na jakim są etapie. Jeśli są na etapie, kiedy podejmują decyzję o zmianie i kiedy zaczynają tę zmianę wprowadzać do swojego życia , to nabierają  coraz więcej przekonania na ten temat. Natomiast to, że ktoś pije czy zażywa różnego rodzaju środki – wynika z pewnych potrzeb, które ta osoba ma a nie są one zaspokojone.  Zawsze mówię, że to są takie „dziury w serze”, które czasami zostają, ale będą mniejsze – będą zaopiekowane.  Potrzeba ważności dla innych jest bardzo często większa niż potrzeba bycia ważną dla siebie  samej ,wtedy zdarza się tak, że kobiety czują się mniej wartościowe, dlatego też sięgają po używki. 

    Monika: Czyli poczucie niskiej wartości może być jedną  z przyczyn przez które wpadają w nałóg?

    Magda: Myślę, że przeważnie. I to zarówno kobiety jak i  mężczyźni czy młodzież z którą również pracuję. Kiedy myślą źle na swój temat, że są niewystarczająco w czymś dobrzy i zaczynają szukać rozwiązań w postaci różnych używek. Wprowadzają się w świat ponad fizyczny, w stan „fruwania ponad problemami” i to daje im na pewien czas poczucie ulgi i rozwiązania. Więc myślę, że tak, że niskie poczucie własnej wartości może być  powodem nadużywania alkoholu i narkotyków i ma z tym bezpośredni związek. 

    Monika: Czy według Ciebie istnieje w ogóle jakiś „profil” kobiety, która może popaść w nałóg?

    Magda: Profilu jako takiego prawdopodobnie nie ma, bo powody dla których kobiety sięgają po alkohol są różne. Czasami to jest tak, że na początku jest to zabawa, towarzystwo, odprężenie a nie, że od razu  sięgają po alkohol, bo potrzebują zapić smutki czy problemy. Dopiero potem  jest on odpowiedzią na różne inne rzeczy. 

    Monika: Czyli ani wiek,  status społeczny czy wykształcenie również nie mają wpływu?

    Magda: Różne są publikacje na ten temat, natomiast  ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że spotykam się zawodowo z różnymi kobietami, niezależnie od wieku, wykształcenia i zamożności.  Bywają takie, które nadużywają alkoholu nie mając skończonych 20 lat, a bywają takie, które zaczynają go nadużywać będąc już w dojrzałym wieku (nawet po 60 roku życia). Generalnie jednak wiek nie ma znaczenia, bardziej wydarzenia, które tym osobom się przytrafiły, jakieś traumy, sytuacje trudne życiowo, a one przecież zdarzają się w różnym wieku. Jeśli chodzi o pochodzenie czy pieniądze to po prostu mniej zamożne panie piją inny alkohol, bardziej zamożne inny, ale środek jest ten sam. 

    Monika: Czy kobiety, które zostają opuszczone przez dorosłe dzieci również mogą być narażone na alkoholizm, czy już są na tyle odpowiedzialne , że „ syndrom opuszczonego gniazda” ich nie dotyczy? 

    Magda: Myślę sobie, że tzw. „wielozadaniowość” kobiet, ich postawa niezastąpionej postaci w rodzinie bardzo często  wpędza ją w „kozi róg”. Alkohol wtedy pomaga jej  się zrelaksować, uciec, zadbać o swój czas, odprężyć. I nie każda kobieta to odprężenie rozumie w ten sam sposób. Dźwigając na sobie doświadczenie życiowe, zadania i wymagania jakie stawiał przed nią świat w pewnym momencie często ją przerastają.  Przekonania, które w takiej kobiecie tkwią, często mimowolnie, utwierdzają ją w tym co wolno, czego nie wolno, co wypada a czego nie i jak zadowolić wszystkich dookoła. I kluczem jest to w jaki sposób będzie o siebie dbać, czy będzie to otaczanie się wartościowymi osobami i szukanie momentów ważnych dla niej samej, czy też właśnie odurzanie się na chwilę, żeby pozornie się zrelaksować. Często spotykam kobiety, które piją na przykład  z samotności i twierdząc, że jak mają partnera to nie potrzebują pić. Teraz pytanie: czy to chodzi o partnera, czy cały czas o nią i  o potrzebę bliskości i bycia w relacji. Dlatego podstawą jest przyjrzenie się potrzebom i powodom dla których sięgamy po takie a nie inne rozwiązanie. Te powody i potrzeby nie znikną, ale to od nas zależy w jaki sposób się nimi zaopiekujemy. Cieszę się, że coraz więcej jest świadomych kobiet, które sięgają po pomoc w postaci literatury, terapii, szkoleń, warsztatów ale też dbają  o siebie po prostu, każda na swój własny sposób.

    69707910_905168719856436_8215479113838755840_n

    Monika: W jakim momencie życia znajdują się kobiety, które do Ciebie trafiają po raz pierwszy?

    Magda: Zauważam, że kobiety mają taką tendencję, że szukają pomocy dopiero, gdy „staną pod murem”. Dopiero, gdy czują że już dalej nie mogą, to dopiero wtedy. Wcześniej starają się same znaleźć rozwiązanie. Często dla kobiet ogromnym motywatorem są dzieci. Jest im wstyd, jest im głupio, nie chcą żeby dzieci widziały matkę w „takim stanie”, albo żeby nie powtarzały takiego życia jak matka. Ale to musi przyjść taki moment, często bardzo późno. 

    Monika: Jak tego wszystkiego uniknąć?

    Magda: Przede wszystkim dbać o swoje potrzeby. Ale w taki mądry, bezpieczny  sposób, a nie zapętlać się w chwilowe rozwiązania. Ważne też jest, aby zadbać o siebie w swoim czasie wolnym, o to w jaki sposób spędzamy czas po pracy, po szkole. Z kim przebywamy, co robimy. Żeby po prostu mieć  siebie dla siebie ☺ Jeśli chodzi o młode kobiety to należy stawiać sobie granice, szczególnie to dotyczy młodych nastoletnich dziewczyn. Czasem trzeba zacząć szukać powodów, dla których ona sięga po alkohol: czy dla towarzystwa, relaksu, zabawy, czy są jakieś inne powody. Do czego jest jej to potrzebne? Każda kobieta powinna sobie to pytanie zadać: Po co? Co mi to daje? Kiedy pojawia się pomarańczowa lampka, to jest sygnał, że trzeba zacząć działać i coś robić inaczej. Bo nie będzie innego efektu, gdy będziemy robić po staremu.

    Monika: Jak pomóc bliskiej osobie, która jest uzależniona, a tego nie zauważa?

    Magda: Często taką pomocą może być zmiana w zachowaniu u osób najbliższych: kiedy one zaczynają się inaczej zachowywać, to poniekąd „wymusza” to inną odpowiedź ze strony osoby uzależnionej. Namawiam osoby współuzależnione, żeby  zadbały o siebie, żeby nad sobą pracowały, wtedy zadbają o tą uzależnioną osobę. Zdarza się, że trafiają do nas osoby współuzależnione, z którymi pracujemy dwa lata i dopiero wtedy udaje się skłonić uzależnionego partnera do terapii. Oczywiście jest to trudne, bo potrzeba dużo cierpliwości i wyrozumiałości, nie każdy będzie czekał  dwa lata. Także zachęcam te osoby, które są „obok”, aby zaczęły dbać o siebie, żeby po prostu zgłosiły się do miejsca, gdzie mogą uzyskać pomoc i wsparcie.

    Monika: Czy widzisz różnice w uzależnieniu  kobiet i mężczyzn?

    Magda: Może nie różnice a bardziej konsekwencje. To one są różne. Odbiór społeczny i oczekiwania. To, że kobiecie „nie wypada”, że kobieta „nie powinna”, że kobieta „musi”. Facetowi  to wypada, facet może się uchlać, beknąć , zwymiotować i generalnie społecznie będzie to w miarę akceptowane. Jak kobieta się tak zachowa, to już jest dramat. Natomiast z jednej strony jest im łatwiej w tej sytuacji. bo one są bardziej otwarte na „gadanie”. Zawsze jest gdzieś jakaś przyjaciółka, sąsiadka, jakaś pierwsza osoba, która zauważy, powie, do której można iść to obgadać,  tutaj upatruję pewnej szansy. Mężczyźni mają trudniej, bo raczej się tak nie uzewnętrzniają, z resztą to po grupach wsparcia widać, że kobiety są bardziej wytrwałe. Ja też się tego od nich uczę, tak jak od młodzieży uzależnionej, która myśli że tak naprawdę wszystko jest możliwe ☺. To jest praca, która bez wątpienia pobudza mnie do ciągłego rozwoju i daje mi satysfakcję. Oczywiście są momenty kiedy myślę sobie, że może lepiej byłoby pracować w sklepie z biżuterią czy kosmetykami ☺. Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego. Są osoby, które nie lubią pracować z ludźmi, wolą papiery, maszyny, ogród, ja lubię ludzi, lubię ich obserwować. Wszędzie obserwować: na ławce w parku, na starówce, w klubach ☺, na plaży, dużo mi to daje. Czerpię ogromną  satysfakcję z bycia z drugim człowiekiem. 

    Monika: Przypominasz sobie jakieś porażki, momenty w których czułaś, że nie dasz rady pomóc?

    Magda: Hm….Już teraz nie odbieram tego jako porażki, ale jako trudne sytuacje – i tak były takie. Pracując w ośrodku dla uzależnionej młodzieży każde …odejście z tego świata młodego człowieka było trudne. Tak po ludzku po prostu trudne…  Było kilkanaście takich trudnych sytuacji. Nie podchodzę do tej pracy na zasadzie „uda się, czy się nie uda”, bo praca z człowiekiem, to nie jest jak naprawa pralki. Chociaż niejednokrotnie rodzice, którzy przywożą dzieci do ośrodka tak właśnie sobie myślą: „macie-naprawcie go”☺. A to tak się nie da,  to jest proces, w którym muszą brać udział różne osoby i trwa on różnie długo☺

    Monika: Gdzie zatem można szukać wsparcia?

    Magda: W każdym mieście, w każdej gminie jest takie miejsce gdzie można się zgłosić. Istnieją punkty konsultacyjne, Gminne Komisje d.s Rozwiązywania Problemów alkoholowych, darmowi prawnicy, czasem psychologowie, jest telefon zaufania, jest niebieska linia.  Osoby z Torunia i okolic zapraszam do naszej poradni w Toruniu, ul. Szosa Bydgoska 1. Można tu codziennie uzyskać pomoc w godzinach, które można dostosować do pracy, niemniej na początku należy założyć kartę od godz. 7.30 do 14.30. Wachlarz pomocy jest ogromny także zapraszam. Oprócz tego zachęcam  wszystkie kobiety, które chcą się rozwijać, zadbać o swoje potrzeby , skupić się na sobie na warsztaty, które prowadzę wspólnie z Justyną Fiałkowską. Odbywają się w każda ostatnią sobotę miesiąca pod szyldem Pracowni  Zmiany i Rozwoju „Po drodze”. W bezpiecznej i miłej atmosferze poświęcamy sobie czas. Szczegóły można znaleźć na stronie Pracownia Zmiany i Rozwoju „Po drodze” na facebooku.  Oprócz tego każda kobieta w swojej miejscowości może znaleźć na pewno podobne miejsca, a jeśli takiego nie ma, to zawsze może być jego inicjatorką. Zapraszam również  na Twojego bloga, bo tu zamieszczasz na bieżąco różne informacje ☺

    Monika: Dziękuję bardzo i również zapraszam ☺