Wywiady

Osobista wojna Basi

Przeżyła swoją własną „Osobistą wojnę”, po traumie związanej ze śmiercią męża podniosła się z kolan dzięki chęciom do życia i pracy nad sobą. Dziś jest inspiracją dla wielu kobiet, niezwykle ciepła i autentyczna, zbiór wielu kobiecych emocji.  Spotkanie z Basią Grzymkowską – Blok na wrocławskim rynku skłoniło mnie do wielu refleksji, które w wielkim skrócie przekazuję Wam dzisiaj w poniższej rozmowie.

87043651_189294952293997_4364061233754669056_n

Monika: Witaj Basiu, o co chodzi z tym uziemianiem?

Basia: 😊Uziemianie to moje poszukiwanie lekarstwa na choroby, które mam. Po śmierci męża zachorowałam na insulinooporność i endrometriozę, choroby autoagresywne.  Związane było to z silnymi bólami, które potrafiły się utrzymać przez kilka tygodni. Ciągnęły za sobą całą masę problemów codziennego funkcjonowania. Pojawiały się trudności nawet z ubraniem się czy wstaniem z łóżka. Musiałam przejść na dietę, którą ciężko utrzymać przy dzieciach. Któregoś dnia jedna z czytelniczek napisała do mnie, czy słyszałam o czymś takim, jak uziemianie, które ma wiele zalet i obniża stan zapalny w organizmie. No i się zaczęło. Dzisiaj jest to chwila dla mnie, czasem dłuższa latem, a zimą wiadomo trochę krótsza – cztery, pięć minut chodzenia na boso po trawie czy śniegu. Szczególnie w zimie pojawia się skok adrenaliny, szok termiczny, ale też ogromna radość. Dla mnie jest to bezpośredni kontakt z naturą, z przyrodą. Od wiosny do późnej jesieni robię sobie codzienny obchód po moim ogrodzie z kawą w ręku. Jest to taki rodzaj medytacji w ruchu, bardzo relaksujący. Taka sesja, choć czasami krótka, chodzenie po zimnej ziemi powoduje u mnie ciepło, przeszywające całe ciało. Kiedy zaczynałam rok temu uziemianie robiłam to z myślą o złagodzeniu moich stanów zapalnych, które rzeczywiście się zmniejszyły, ale nie pomyślałabym, że będzie miało taki pozytywny wpływ także na moją psychikę. Bóle co prawda nadal są, ale z trzech tygodni przeszłam do pięciu dni w miesiącu. I to jest dla mnie ważne.

Monika: We wrześniu ubiegłego roku odbyła się premiera Twojej książki „Osobista wojna”, co się zmieniło w Twoim życiu?

Basia: Zmieniło się na pewno to, że mam niemalże w każdym miejscu w Polsce jakąś koleżankę -czytelniczkę. Piszą do mnie kobiety, że książka im pomaga, że je inspiruje. Spotykam się z nimi, ale tak poza tym, nie zmieniło się wiele.

87156751_1073929156303525_4452044549346295808_n

Monika: Czy „Malowane życie”, które teraz piszesz, będzie kontynuacją „Osobistej wojny”?

Basia: Nie, chociaż wiem, że czytelniczki chciałyby kolejnej części, rozwoju akcji z Bartoszem 😊

Druga część powstanie, ale zawsze odpowiadam ze śmiechem, że jak ją już „przeżyję” to ją opiszę.  „Malowane życie” to  także będzie historia kobiet. Oczywiście różnych kobiet. Zdarzenia, które się przeplatają i które powiązałam w całość. Osobiście tego nie przeżyłam, ale i tak gdzieś tam jestem. Będzie dużo przyrody, którą kocham. Cała akcja dzieje się w miejscu, w którym spędziłam część dzieciństwa. Ludzie, którzy tam mieszkali i którzy pojawiali się na mojej ścieżce i ich historie -postanowiłam połączyć w jedną całość. To będzie trudna książka. Warsztatowo to dla mnie duże wyzwanie. Ja jako córka nie dostałam wielu słów, moje bohaterki również ich nie używają, mam nadzieję, że w końcu zaczną, że się otworzą.  Mam nadzieję, że będzie w niej dużo emocji, bo zawsze piszę całym sercem budując napięcie emocjonalne. Łatwiej jest pisać o czymś w czym brałam udział, dlatego pisać o czymś czego się nie zaznało to duże wyzwanie.

Monika: Swoją pierwszą książkę zaczęłaś pisać będąc dzieckiem. Jak zaczęła  się Twoja przygoda z pisaniem?

Basia: Tak. Miałam dziewięć lat. To był tytuł „Dom porośnięty bluszczem”. Dobry tytuł 😊 Fajny tytuł, może kiedyś powstanie. Absolutnie nie pamiętam o czym była, zapisałam cały zeszyt, nie wiem co się  z nim stało i od tamtej pory nie było nic. Po szkole średniej postanowiłam pójść na polonistykę. Kiedy moja nauczycielka polskiego się o tym dowiedziała, stwierdziła, że nie dam sobie rady, bo polonistyka nie jest dla ludzi, którzy mają styl pensjonarski. Według niej taki właśnie miałam 😊 Dziś dziękuję i jej i  mojemu profesorowi historii literatury w Kolegium Nauczycielskim który,  uwielbiał moje prace, bo twierdził, że czyta się je jak literacki pamiętnik historyczny. To są chyba takie dwie osoby, które miały znaczący wpływ na moje pisanie i podejście do niego.

Monika: Twoje pisanie wychodzi z Ciebie, z Twoich emocji, zawsze tak było

Basia: Nie. To się zaczęło po ciąży z bliźniakami, kiedy bardziej weszłam w głąb samej siebie. Pojawiły się różne metody pracy ze sobą- medytacja, uziemianie, góry. Wszystko to co stosowałam, żeby zacząć żyć, powstać z kolan. To wszystko zaczęło działać i spowodowało, że otworzyły się w mojej głowie takie przestrzenie, o których nie miałam pojęcia. Zawsze lubiłam pisać, ale nigdy nie stworzyłam żadnego opowiadania czy wiersza. Prowadziłam bloga, który najpierw miał być stroną poświęconą kwiatom czyli temu czym się wówczas zajmowałam. Ten blog zaczął się zmieniać tak samo, jak ja się na przestrzeni tych lat zmieniłam. W tej chwili  piszę strumieniowo, to jest strumień moich myśli przelewam na papier. „Osobistą wojnę” zaczęłam pisać, kiedy  bliźniaki miały rok. Najpierw napisałam plan tej książki, w sierpniu stwierdziłam, że powiem o tym ludziom na Facebooku. Wiedziałam, że jak nie będę miała świadków tego wydarzenia to stchórzę i ucieknę. Tak to moje pisanie się zaczęło. Systematycznie i regularnie. W tej chwili jestem pochłonięta kolejną książką „Malowane życie”, która już wkrótce 😊 Mam nadzieję, że już jesienią.

87105880_319590795664131_886090897496735744_n

Monika: Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze?

Basia: Rodzina. Od zawsze uważałam, że rodzina jest najważniejsza, to jest dla mnie priorytet.  Odrębna wartość, do której nic więcej się nie doklei. Dzieci, które są dla mnie bardzo ważne, są jak tatuaż, który zostaje Ci do końca życia. One są dla mnie najważniejsze. Potem jestem ja jako żona, jest to dla mnie bardzo istotne, dlatego że coraz częściej łapię się na tym, że te dzieci zaczną odchodzić, a my zostaniemy sami we dwoje. Dlatego staram się tworzyć związek, który jest oparty na przyjaźni i  zaufaniu. Mój mąż to mój najlepszy przyjaciel.

Monika: Czy uważasz, że każda kobieta jest w stanie wyjść z najgorszego problemu, z jakiegoś swojego dna?

Basia: Jeśli tylko zechce to tak, ale musi chcieć. Bez chęci nic się nie zadzieje. Wiele działań ku lepszemu życiu jest obarczone wyrzeczeniami. Chyba zawsze tak jest, coś za coś. Jak pisałam książkę przestałam oglądać telewizję, seriale, mniej czytałam i jeszcze mniej rozmawiałam przez telefon. Pojawiła się dyscyplina codziennego pisania o tych samych godzinach.  Pisałam systematycznie, do tego dochodził  cały biznes, marketing budowanie strony marki, to są godziny szkoleń, kursów, wyrzeczenia finansowe. Brak chęci prowadzi donikąd, motywacja jest chwilowa i jest bardzo unikalnym produktem na rynku. Motywację mamy przez chwilę, a potem już nam się nie chce. Utrzymanie jej na tym samym poziomie jest naprawdę trudne.  Czasami nam trudno ruszyć do przodu, bo łatwiej jest być ofiarą i robić z siebie ofiarę. Tak jest wygodnie, bo to znamy. Tak jest też łatwiej, a  przecież żeby coś zmienić trzeba włożyć w to jakiś wysiłek. Często ogromny i trudny do wykonania, ale możliwy. Ważne, aby wszystko robić systematycznie, konsekwentnie, żeby to nie był tylko pojedynczy zryw, to nie zadziała. Kobieta, żeby zacząć jakąkolwiek zmianę musi po prostu poczuć w sobie potrzebę wyzwolenia i działania.

Monika: Dzisiaj jesteś silna?

Basia: Na pewno stabilna emocjonalnie. Moja siła wychodzi ze środka, dają mi ją dzieci, mąż, wyciszenie, terapia obrazami, kontakt z naturą. Wszystko to, co stosuję, aby się wyciszyć i złapać równowagę. Każda praca manualna, kontakt z naturą, to są wszystko momenty, które powodują, że wracam do samej siebie, do swoich emocji.

86994896_844607862631809_5481713158416498688_n

Monika: Jak będzie wyglądało życie Basi, jak już bliźniaki opuszczą dom?

Basia: Kiedyś powtarzałam, że nie dożyję starości. Dziś starość chciałabym mieć na pewno samodzielną i  szczęśliwą. Na pewno będę gotowała obiady i zapraszała ciągle dzieci z rodzinami do siebie, marzę o domku w górach, aby spędzać tam czas ze swoim mężem. Tam jest trochę inny świat, wypełniony dobrymi ludźmi. Chciałabym być babcią i rozpieszczać wnuki. Nie chciałabym być matką, która wisi na dzieciach.

Monika: Jak ważna jest Twoim zdaniem pasja w życiu kobiety ?

Basia: Ogromnie ważna.  Bez pasji ja bym nie powstała. Ważne jest, żeby mieć u swego boku kogoś bliskiego, ale też właśnie pasję.  Bez niej nie wyobrażam siebie życia. Dzięki niej nabieramy świadomości -naszej wartości. U mnie wraz z pojawieniem się tej świadomości  przyszły moje pierwsze, ważne decyzje, które mają  wpływ na mnie i na inne osoby. Już  nie chce iść stałą, jedną drogą. Jestem osobą, która pisze, prowadzi bloga, robi wianki, prowadzi warsztaty. Jestem otwarta, lubię się uczyć, lubię wpływać na rzeczywistość, lubię ją kreować. Uważam jednak, że taka ogólnie pojęta świadomość własnej wartości u kobiet to ciągle jeszcze ogrom pracy, przynajmniej dziesięć. Praca nad sobą, jakieś warsztaty, coaching to ciągle w niektórych kręgach jest dziwnym tematem. Spotkałam się już z opiniami, że co ja tam będę kogoś uczyć jak ma żyć! A ja zawsze pisząc u siebie,  tylko pokazuje swoje życie, opisuje swoje życie i jeśli ktoś chce z tych lekcji skorzystać to skorzysta, ale jeśli ktoś nie ma ochoty, żeby swoje życie zmienić to ja nie będę miała na to wpływu. Jeśli ludzie są zamknięci to nie dotrzemy do nich.       

Monika: Czy według Ciebie poczucie własnej wartości może zmienić kobietę?

Basia: Oczywiście, kobieta sama musi zobaczyć siebie taką właśnie – wartościową, piękną, kobiecą czy mądrą, wtedy uwierzy w to co może robić.  Kobiety mają przecież tendencję do zmieniania samej siebie, do zmieniania swojej roli. Ja z kobiety, która była dobrą studentką dwóch kierunków, ambitną, inteligentną zmieniłam się w podwładną kurę domową żyjącą w cieniu męża. Potem byłam  wdową, której świat się zawalił.  Sam fakt, że przeżyłam to co dostałam od losu, że nie pozwoliłam sobie odebrać chęci do życia, dało mi ogromne poczucie własnej wartości.  Ja wtedy nie miałam marzeń, padłam po prostu na kolana, żeby się z nich podnieść musiałam zacząć działać, po woli, małymi kroczkami. Zaczęłam planować nasze życie, moje i dzieci. Najpierw jakieś wyjazdy, wspólne weekendy. Zaczęłam wyciągać małe rzeczy, które dawały mi satysfakcję. Nie podniesie się swojej wartości nic nie robiąc, takie jesteśmy, że swoje sukcesy chcemy mieć namacalne. Robisz coś na drutach, ktoś powie, że to jest piękne to ci chce się robić dalej. Nie otrzymasz pochwały za robienie niczego, a pochwalenie przez kogoś z zewnątrz, nawet zwykły uśmiech napędza nasze poczucie własnej wartości.  Jakby mi nikt nie napisał, że moja książka jest dobra, to nie koniecznie byłoby mi z tym dobrze. To są sytuacje, które nasze poczucie wartości podnoszą. Coś trzeba robić, żeby poczuć się lepiej. Nie zdobędziesz góry siedząc na dole, na szlaku nie ma ludzi, którzy oglądają seriale. Trzeba działać, wchodzić w nowe relacje, poznawać świat.  Ja się nauczyłam wchodzić w nowe relacje z podniesioną głową, taka jaką jestem i jestem z tego dumna.

 Żeby podnieść swoje poczucie własnej wartości musimy od czegoś zacząć, potem dopiero czerpiemy siłę od ludzi i cały czas staramy się taką sytuację utrzymać. Kobiety ciągle jeszcze są  nieświadome tego,  że są wartościowe same w sobie, że nie muszą niczego udowadniać. Jestem pełna nadziei. Kiedy spotykam się  z moimi czytelniczkami, które są otwarte na rozwój, chcą czerpać wiele radości z życia to wiem, że idziemy w dobrą stronę.

4 komentarze

  • Monika Kudryk

    Basię poznałam ponad rok temu. To było na instagramie, przeczytałam słowa „byłam wdową” spojrzałam na zdjęcie a tam młoda kobieta…potem zauważyłam, że jesteśmy z tego samego miasta. Spotkałyśmy się na żywo. Polubiłyśmy się. Kibicowałam jej przy wydawaniu książki, jadłyśmy u Basi na tarasie pyszną bezę Pavlova. A teraz z Basią i Magdą organizujemy warsztaty dla kobiet „Droga do Siebie „. Basia jest dowodem na to, że można się podnieść z każdej sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *