• Co było, a nie jest ……

    Nasze gdybanie, myślenie „co by było gdyby..”, jest szczególnie świetną sprawą, jeśli dotyczy wybiegania w przyszłość. Dodatkowo jeśli jest to wszystko poparte planowaniem i realizowaniem swoich planów. We wszystkich innych przypadkach rujnuje życie. Jeszcze raz powtórzę RUJNUJE!!! 

    Wiedzą o tym doskonale te wszystkie kobiety, które postanowiły zmienić swoje życie, odejść od partnera, męża, zmienić pracę, przeprowadzić się, odciąć od toksycznych relacji. Nie unikniemy wówczas rozpamiętywania co mogłyśmy zmienić, co mogłyśmy zrobić lepiej, bardziej? I to jest ok do momentu, kiedy wyciągniemy z tych rozmyślań wnioski, zabezpieczające nas przed powielaniem błędów. Ale po wyciągnięciu tych wniosków dajcie sobie już spokój, nie zadręczajcie się.  Bo po co? Znacie powiedzenie „ co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”? Jest kwintesencją tej teorii, której wcale nie ja jestem autorem 😊To po prostu nie ma sensu. Jeśli Twój związek się rozpadł, rozwiodłaś się, pożegnałaś z partnerem, to po prostu przyjmij to do wiadomości. Nie rozpamiętuj, nie obwiniaj jego, teściowej, warunków mieszkaniowych czy całego świata. Wyciągnij wnioski, bo to jest ważne, ale nie zadręczaj się. Kobieta, która w tak radykalny sposób zmienia swoje życie musi wyciągnąć wnioski i zobaczyć swoje błędy, na pewno tak, ale nie, żeby stanowiło to cel jej życia!. Nie może stać się niewolnicą przeszłości.

    89855005_182940993161165_8841881754450001920_n

    Kiedy moja koleżanka postanowiła się rozwieźć i w końcu po wielu latach bojów proces został zakończony, nie żyła dniem dzisiejszym. Żyła ciągle tym procesem, zadawała sobie mnóstwo pytań, obwiniała sądy, urzędników, a to że sędzia nie był sprawiedliwy, a to, że ciągle przepisy się zmieniały…ciągle coś. Ta niesprawiedliwość świata całego była istotą każdego dnia jej życia. Do tego stopnia, że opowiadała o tych wszystkich niesprawiedliwościach jeszcze długo, długo po rozwodzie. Tymczasem jej były mąż otworzył w międzyczasie nową firmę, kupił mieszkanie i był ze swoją nową partnerką na dwóch wycieczkach zagranicznych. A jej ciągle było trudno  pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Zaczynałam już myśleć, że ona nie potrafi inaczej żyć. Znalazła się w świecie ,w którym ma pusty dom, ciszę i spokój. Wszystko to, czego pragnęła będąc w związku pełnym nienawiści, przemocy ekonomicznej i wyzwisk. Kiedy wreszcie osiągnęła to, czego pragnęła, to nie potrafiła się w tej sytuacji odnaleźć. Rodzina, przyjaciele, znajomi nie rozumieli co się z nią dzieje. Zamiast cieszyć się, że uwolniła samą siebie od szarganego złymi emocjami małżeństwa ona żyła w ciągłym smutku i cierpieniu. Nie potrafiła odrzucić przeszłości. Za swoje niepowodzenia obwiniała innych. I na tym się skupiała.

    Tymczasem należy zamknąć pewien etap życia i iść dalej. Jasne, że to nie jest proste i przepisu, jak na sernik, nie znajdziemy. Wiem z autopsji, jak trudno jest przestać myśleć o przeszłości, tym bardziej jeśli stanowiła ogromny kawał naszego życia. Ale jeśli nie zamkniemy jednego rozdziału, nie mamy szansy na otwieranie kolejnego z czystym umysłem i sercem. Po radykalnych zmianach życiowych zmienia się też postrzeganie świata, zmieniają się priorytety i wartości. Nasze życie zaczyna się jakby od nowa i to tylko my same możemy jego podstawę zbudować jak fundament pod solidny dom. Trzeba to zrobić, żeby ruszyć z tyłkiem dalej. Żeby się nie zasiedzieć, kiedy cała reszta idzie do przodu. Obwiniając innych o nasze niepowodzenia zabieramy sobie energię, tracimy ją na nienawiść, cierpienie i smutek. Takie zgorzkniałe kobiety, które żyją tylko po to, żeby pokazać całemu światu swoje nieszczęście i niesprawiedliwość losu, staną się zapewne wkrótce tymi, które też ktoś obwini. Nie chcesz chyba, żeby tak było. Po co stać się źródłem czyjegoś nieszczęścia?  Zamiast marnować czas na obwinianie lepiej poświęcić go na swój rozwój, na zaplanowanie nowej ścieżki, na realizację marzeń.

     Oczywiście, że te wszystkie negatywne emocje, które towarzyszą wszelkim radykalnym zmianom muszą mieć swoje ujście w postaci łez, żalów, krzyków, cierpienia. Możesz sobie na to pozwolić, ale wszystko ma swój czas. Nie pozwól, aby działo się to  w nieskończoność.

    89849941_199442277998353_145467449939066880_n

    Pamiętaj, że nie jesteś jedyną kobietą w podobnej sytuacji. Obserwuj i inspiruj się tymi, które wzięły swoje życie w swoje ręce, które odnoszą sukcesy, które są szczęśliwe. Moje myślenie o  kobietach, które się podniosły, działały i rozkwitały wręcz, po tego typu przemianach życiowych, bardzo mi pomagało, zainspirowało. Nie jesteś sama. Skup się na tym, co tu i teraz i jak najczęściej wybiegaj w przyszłość. Zamknij za sobą drzwi, dopóki tego nie zrobisz, nie osiągniesz wewnętrznej równowagi, a twoja nienawiść do innych i żal jaki nosisz w sercu stać się mogą jedynie źródłem wyniszczającym Twoje wnętrze.  Nie przerzucaj swojego bólu na innych, nie obwiniaj ich za to, że Tobie w życiu nie wyszło tak jak byś tego chciała. Nie rozsiewaj wokół siebie złych emocji, często bowiem wracają ze zdwojoną mocą. Jeśli nie potrafisz poradzić sobie sama ze smutkiem, czy gniewem, skorzystaj z pomocy specjalisty. Możesz także brać udział w różnego rodzaju warsztatach, grupach wsparcia, jest ich na pewno wiele w Twoim mieście. Internet nie nadąża z ich promowaniem.  Rozmawiając z innymi kobietami łatwiej będzie Ci utożsamić się z jakąś grupą, z jakąś kobietą. Przestań być zakładnikiem swoich negatywnych emocji. To nic nie da. Zahamuje jedynie Twój rozwój. Obojętnie w jakiej byłaś sytuacji przed wywróceniem swojego życia do góry nogami, nie pozwól aby jakieś tzw. przeciwności losu brały górę nad Twoim rozwojem. Przecież teraz już nic tego nie zmieni. Tylko wyciągnij wnioski, i już. Nie rozkminiaj, nie szukaj formy zemsty, nie dociekaj. To bez sensu. Lepiej skupić się na sobie i nadrobić czas stracony.

  • MASZ PRAWO !!!

    Czy Wy też czujecie się w świecie prawa jak łyżka mieszająca tężejące masło? Brrrrr. Straszne! Te wszystkie paragrafy, akta, budynki pełne urzędników mówiących jakimś innym językiem. To dla mnie obcy świat, którego nie rozumiem, boję się i unikam. Nie wstydzę się, po prostu tak mam. Wy też? To już wiem, że nie jestem sama.

    Nie znaczy to jednak, że będę obojętna na ten świat. Ciebie również namawiam, abyś nie zasilała grupy statystycznych Polek, które nie czują się pewnie w świecie paragrafów. Tym bardziej, że prawie każdego dnia mamy z nimi do czynienia. I wiecie doskonale, że nieznajomość prawa nie zwalnia nas z jego przestrzegania lub korzystania. W naszym codziennym życiu spotykamy się bardzo często z  paragrafami, umowami, podpisami czy zobowiązaniami, często pisanymi tzw. „drobnym druczkiem”. Praktycznie każdego dnia jesteśmy proszone o udostępnianie, wyrażanie zgody, podawanie swoich danych czy też nie robienie nic. I owo „nie robienie nic” też może mieć swoje skutki prawne. Szczególnie jeśli dotyczy niedbalstwa w dziedzinie umów cywilno- prawnych, niedopilnowanie sformułowań zawartych w tych umowach, nie reagowanie na wezwania czy też nie zgłaszanie przemocy domowej. Często są to skutki tragiczne i długotrwałe. Kobiety zdecydowanie bardziej niż mężczyźni wykazują się daleko idącą głupotą i ignorancją dotyczącą wszelkiego rodzaju papierów, które są „ nie wiadomo gdzie”. Zgadzają się na to, aby to „on zajmował się tymi wszystkimi papierami”, bo Ty „nie masz do tego głowy”. Dopiero w sytuacjach kryzysowych dociera do nich, że ich uległość finansowa i prawna działa na ich niekorzyść.  Fakt, że od ponad 100 lat mamy prawa wyborcze w Polsce nie oznacza, że na tym zaangażowanie kobiet musi się kończyć. Świadoma kobieta powinna być świadoma również pod kątem prawnym. Będąc kobietą po urodzeniu dziecka, pracującą, bezrobotną, zakładającą firmę nie pozwól sobie zapomnieć o swojej świadomości.

    Kobiety często bywają zagubione, jeśli chodzi o znajomość prawa w obszarze przemocy rodzinnej. Nie wiedzą czy to, co dzieje się w ich domu to już przemoc czy jeszcze nie. Nie potrafią odczytać sygnałów, często czekają na jakiś „inny” moment, „jeszcze nie teraz”. A tymczasem takich sygnałów jest naprawdę wiele. W bardzo przystępny sposób opisała to pani Gabriela Morawska – Stanecka w artykule na swoim blogu My kobiety i prawo ,a którą miałam okazję poznać na Kongresie Kobiet i przekonałam, jak bardzo kobiety boją się działać, boją się ratować same siebie bo uważają, że prawo działa przeciwko nim. Strach i niewiedza jest u takich kobiet zwycięzcą. Nie zdają sobie sprawy z tego, że przemoc psychiczna i ekonomiczna to też przestępstwo i zamiast czekać na pierwszy cios powinny zająć się egzekwowaniem swoich praw. Poznaj swoje prawa, jest tak wiele narzędzi, jak internet chociażby. Nie żyj w „kieracie” tylko dlatego, że wkręcasz sobie, że nikt Ci nie pomoże. Nikt.. może tak, ale Ty sama na pewno. Możesz na pewno zacząć.  Prawo reguluje różne sprawy rodzinne, spadkowe, odszkodowawcze. Ale nikt za Ciebie tego nie rozpocznie, nikt nie zgłosi, nikt nie złoży odpowiedniego wniosku. Musi dojść do Twojej głowy, że przemoc domowa to przestępstwo, że rozwód to działanie, do którego Ty też masz prawo, to nie jest przestępstwo.  Tak jak co trzecie małżeństwo w Polsce również Twoje ma prawo się rozpaść. Masz przecież prawo do szczęścia i życia w szczęśliwym związku.

    Jeśli w trakcie trwania małżeństwa dorabialiście się majątku, Ty też masz prawo do jego podziału. Nawet jeśli w dokumentach samochód należy do Twojego męża to niekoniecznie jest to stan faktyczny, tym bardziej że spłacaliście go oboje. Sąd może zadecydować inaczej, wystarczy się tego dowiedzieć, nie skreślaj tak łatwo samej siebie. Jeśli to Ty będziesz się zajmowała dziećmi po rozwodzie, walcz o alimenty dla nich!! Masz do tego prawo i ono za Tobą stoi. Nie biczuj się , że robisz coś złego. Zadbaj o posiadanie i odpowiednio bezpieczne przechowywanie wszelkich dokumentów, umów, faktur czy aktów własności. To na ich podstawie będziesz mogła się o cokolwiek ubiegać. Najważniejsze abyś miała świadomość i odpowiedzialność w sobie. Nie bądź głupią trzpiotką tylko dlatego, że jesteś kobietą. Masz prawa i z nich korzystaj!!

    Powodzenia!!

  • Czytasz w myślach??

    Trudna sztuka komunikacji jest takim obszarem, który dobrze byłoby sobie przyswoić. Chcesz komuś coś przekazać, coś trudnego często i nie wiesz jak to ująć w słowa. Tyle związków i przyjaźni rozpada się właśnie przez brak komunikacji. A to ktoś czegoś nie powiedział, a to ktoś powiedział za dużo, a to wtrącił się ktoś trzeci i namieszał na maksa. Jak zatem znaleźć złoty środek????

     ROZMAWIAĆ !!!!! Ot, takie proste rozwiązanie 😊 a trudne jak cholera. Koleżanka Cię zrani, słowa zabolały, nie zareagowałaś od razu. Idziesz do domu, myślisz o tym wszystkim, dochodzisz do wniosków, że „nie!! Już nie chcę się z nią przyjaźnić!! Koniec z nami!!” Unikasz spotkań, telefonów, aż w końcu zanika kontakt do tzw. świątecznego. Trochę żałujesz, trochę żal Ci tych lat przyjaźni, wspólnych wypadów, spotkań przy winie. Ale zostawiasz tak jak jest. Znasz to?? Może w innym nieco scenariuszu, ale znasz. A wszystko przez jakiś honor, focha, dumę i nie wiadomo co jeszcze.

    87409770_235366330963520_603913423050244096_n

    Spotkałam się z taką absurdalną sytuacją, kiedy ktoś próbował odczytywać moje myśli i sam sobie udzielał odpowiedzi. Chore co? Nawet nie wiecie jak często się wszyscy z tym spotykamy. Wyczytałam kiedyś, że można to określić mianem „nakręcania sobie filmów” na dany temat. Nie odezwiesz się do kogoś bo ona na pewno powie to czy to, nie napiszesz do niej bo ona odpisze tak czy tak, nie zapytasz bo skłamie. Nakręcamy sobie filmy na temat tego jak się zachowa druga osoba, co powie, że odmówi, że nie będzie chciała rozmawiać. Jejuśku ile tego!! Można zwariować. 

    Oczywiście, skoro komunikacja jest trudną sztuką nie ogarniemy jej od razu i w całości, ale jak zwykle zawsze namawiam do spróbowania, do zrobienia pierwszego kroku. Do przetestowania samej siebie. Jeśli chcesz coś przekazać, to zrób to. Jeśli chcesz coś powiedzieć, powiedz. Jeśli Twoim zdaniem miałoby to skrzywdzić druga osobę, popracuj nad językiem komunikacji, ułóż sobie w słowa to co chcesz powiedzieć. Nie wydaje mi się, że masz aż takie zdolności czytania  w myślach innych ludzi, nie oczekuj zatem od nich czegoś, czego sama nie umiesz. Tak wiele związków rozpada się lub tkwi w jakiejś matni ze względu na czekanie, aż „on się domyśli”, no kurcze, nie domyśli. Nawet jeśli czasem, to na pewno nie zawsze.
    87474844_1321879374662944_4328278357973139456_n

    Szczególną opieką należy objąć sytuacje trudne, jakieś konflikty, niedomówienia, zranienia słowami. To wtedy jest najtrudniej nam przekazać komuś, że nie jest nam w danej sytuacji dobrze. Ale warto, nawet trzeba to zrobić, głownie wtedy, gdy ta osoba zachowuje się tak, jak gdyby się nic nie stało, nie przeprasza, nie jest skrępowana, po prostu jej zdaniem nie ma problemu. A Ty męczysz się, dusisz w sobie jakiś ból, czujesz się zawiedziona, oszukana, zraniona. To właśnie moment, w którym jasno potrzebujesz zdefiniować swoje uczucia. Konkretnie, bez histerii, bez złych emocji. Istnieje wtedy szansa, że zostaniesz zrozumiana, że sytuacja się z mieni. Sama mam takich akcji trochę na swoim koncie, chociaż od kiedy próbuję przejąć nad nimi kontrolę, pojawiają się sporadycznie. Ale wiem, że praca nad sobą przynosi rezultaty, szkoda przecież czasu na marnowanie go na domysły, snucie wizji obrazu myślenia w głowie kogoś innego. Życie jest skomplikowane tylko dlatego, że sami sobie je komplikujemy. A przecież szkoda na to czasu. Zamiast cichych dni z koleżanką można przecież umówić się na kawę i powiedzieć co Cię zabolało ostatnio i że nie chciałabyś aby się to powtórzyło. Potraktuj inne osoby tak samo poważnie jak siebie traktujesz. Tak postępują dorośli ludzie. Dokładnie w taki sam dorosły sposób potraktuj tą, która Ciebie na tą kawę zaprosi, przeproś, powiedz, że nie miałaś złych intencji i po prostu daj jej do zrozumienia, że to był błąd. A potem… potem przejdźcie do normalnych relacji, nie wracając do całego zajścia ale wyciągając wnioski na przyszłość. Nawet jeśli uważasz, że ktoś czyta w Twoich myślach, nie bazuj na tym, lepiej żyć pewnością niż domysłami. Powodzenia!!!

  • Sprawczość

    Pisanie jest dla mnie jak rozmowa z przyjacielem. Chociaż chyba bardziej jak monolog 😊 mogę przekazać bowiem wszystko, co tylko chcę i wiem, że spotkam się ze zrozumieniem 😊Przelewanie moich myśli, doświadczeń, refleksji oraz słów, które słyszę od innych to dla mnie bardzo ważny element mojego życia. Dodatkowo przyczynia się ono do zastanowienia się osoby, która jest potencjalnym czytelnikiem. Nad sobą, nad swoim życiem. Moc słowa ma to do siebie, że dociera do ludzi, o których istnieniu nawet nie wiemy. To cudowne narzędzie, jakim jest internet pomogło mi w odnalezieniu swojej ścieżki. Ach, jakie to ważne, aby wiedzieć gdzie chcemy iść. Pamiętam jak kończąc szkołę podstawową musiałam, jak inne dzieciaki, podjąć decyzję o swojej przyszłości. Odpowiedzieć na pytanie dorosłych „Kim chcesz być? Co chcesz robić?”. Już wtedy czułam, że to żałosne, aby podejmować tego typu decyzje, mając mleko pod nosem. Jak wiele kobiet mijam na ulicy, spotykam w pracy, ile z nich ma wypisaną na twarzy życiową porażkę. Jak wielu kobietom to życie nie ułożyło się tak jak chciały. Miały plany, marzenia, wizje bycia księżniczką, wizje księcia na białym koniu, który zawiezie ją ku piękniejszemu życiu. Tak mało znam takich, które swoje życie ułożyły w swego rodzaju układankę i dziś mogą powiedzieć „ tak, jestem ze swojego życia zadowolona, bo zrealizowałam wszystko, tak jak chciałam”. Ale znam. Podziwiam, zazdroszczę, tak zazdroszczę, nie wstydzę się tego słowa. Ja należę do tej większej części kobiet. Do tej, która może podzielić swoje życie na kilka części. Obecnie znajduję się w tej świadomej, zdającej sobie sprawę ze swojej sprawczości nad własnym życiem. Bez rozkminiania tego co minęło, bez skupiania się na porażkach, lecz reagującą na przeszkody automatycznie.

    87478776_645254156252205_3639994485691121664_n

    Dzięki temu, że do Was piszę też mam sprawczość nad swoimi słowami. Jako kobieta świadoma, mająca wpływ na swoją rzeczywistość wiem jakie są moje wartości, wiem ku jakiej przyszłości chcę zmierzać i wiem jaką misję chcę głosić. Dopóki tego nie wiedziałam płynęłam z nurtem. Jestem przekonana, że dopóki z pełną świadomością nie stwierdzimy czego chcemy, co chcemy robić, po co chcemy to robić…nie zrobimy nic. Owszem będziemy żyć, wypełniać swoje obowiązki, jakieś zwykłe czynności dnia codziennego, ale bez przekonania o swojej sprawczości.

    87864304_620945808744591_1534491566029144064_n

    Odnalezienie własnych wartości nie jest proste, mi zajęło to naprawdę dużo czasu. Ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że bez tego moje życie i życie wielu kobiet nie ma sensu. Oczywiście każdy człowiek powinien mieć tego świadomość, mi na sercu leży szczególnie los kobiet i do nich piszę. Kobieta musi być świadoma swojej wartości, musi mieć świadomość czego chce, musi czuć się ważna i sprawcza. Musi i basta!! Kiedyś usłyszałam na jakimś spotkaniu „nie, nic nie musi”. Nie zgadzam się z tym. Musi, bo jeśli tego nie zrobi ktoś inny zrobi to za nią. A na to mojej zgody nie ma. Sprawczość rozumiem jako kontrolę nad swoim życiem, jako decyzyjność swoich działań. Jeśli kobiecie sprawczości zabraknie ktoś inny sprawczość będzie miał nad nią. Jestem pewna że te kobiety, które doszły do podobnych wniosków zgodzą się ze mną, że dopóki kobieta nie ma wpływu na swoje decyzje, dopóki nie zauważy w sobie wartościowego człowieka, jest skazana na układanie swojego życia przez innych. Nie godzę się na to, nie zgadzaj się i Ty!!! Bądź sprawcza. Miej świadomość czego chcesz!! Nie pozwól, aby ktoś inny układał Ci życie!! Owszem można słuchać porad, jak najbardziej jest to wskazane, ale nie bądź marionetką. Wiesz przecież tak samo jak ja, że prowadzi to do ruiny Twojej kobiecości. Doprowadziło przecież te wszystkie kobiety, o których pisałam wyżej. One sprawczości nie posiadały, ja jej nie posiadałam. Dziś świadomość kobiet jest nieporównywalnie większa niż dwadzieścia lat temu. Dziś masz gotowe rozwiązania wyłożone na tacy. Dziś  masz większe pole do samorozwoju i możliwość spełniania swoich marzeń. Dziś jest Twój czas. Dziś możesz być sprawcza, bo wiesz co to znaczy. Zastanowienie się nad swoim życiem i przeobrażenie go w takie jakie chcesz wieść, nie zajmie ci wiele czasu, ale rezultaty są naprawdę ogromne. Pomyśl dzisiaj na spokojnie czy Ty masz sprawczość nad swoim zżyciem, czy Ty o nim możesz samodzielnie decydować, czy coś Cię blokuje. I jak się z tym czujesz. Czy jesteś szczęśliwa i spełniona, czy raczej czujesz się zniewolona. Tylko Ty sama uczciwie możesz sobie te pytania odpowiedzieć. Wyciągnij wnioski, zrób sobie rachunek sumienia, rachunek swojego życia i nie pozwól aby brak sprawczości pojawiał się w co drugim zdaniu opisującym Twoje życie. Do dzieła kobieto!!

    88010349_614940452422062_5424570336530137088_n
  • Zdrowa samotność

    Czy samotność może być dobra?? Z naciskiem na „może”… uważam, że tak. Tak samo jak wiele kobiet, z którymi mam przyjemność rozmawiać. Przeczytałam kiedyś, że samotność to epidemia naszych czasów, że ludzie samotni popadają w stany depresyjne i często zanika u nich motywacja. Oczywiście, że tak jest. Teoretycznie. Nad praktyką mało kto się pochyla. Ja zrobiłam taki mój prywatny eksperyment i po wielu rozmowach z nami, kobietami doszłam do wniosku, że są takie, które tęsknią wręcz za samotnością. Być może nazwiecie to czasem wolnym, czasem dla siebie, jak chcecie tak nazwijcie. Ja tak to zinterpretowałam, bowiem słysząc jak bardzo chcą się uwolnić  „od swoich oprawców”, czytaj mężów, partnerów, rodziców, toksycznych znajomych, nic innego nie przychodzi mi do głowy. Tak wiele kobiet czuje się osaczonych, usłużnych dla kogoś zapominając o swoich potrzebach, zainteresowaniach, pasjach. Na pierwszym miejscu stawiając cały szereg osób, siebie lokując na ostatnim. I to nie jest przesada. „Marzę o spokoju”, „Chciałabym żeby już odszedł”, „Tak, tęsknię za pustym domem”. To nie jest przesada. Oczywiście, jak każde zjawisko nie można przechodzić ze skrajności w skrajność. Wiem, że samotność sama w sobie ma skutki negatywne. Człowiek jest bowiem stworzeniem stadnym i cudownie jest mieć obok siebie drugiego człowieka, który wspiera, dopinguje, pomaga, nie przeszkadza żyć. Cudownie. Co, jeśli jest inaczej?? Co, jeśli kobieta wracając z pracy do domu zastanawia się w jakim nastroju będzie „pan i władca”? Czy zdąży z obiadem, zanim wszyscy się zejdą? Czy da radę wyprać, odkurzyć i zrobić sałatkę na kolację, zanim padnie na pysk? Czy będzie dziś awantura czy raczej „ciche dni”? Nadal wątpisz w marzenia tej kobiety, że marzy o samotności?

    Trudne sprawy? Bardzo. Dzieją się w co drugim domu. Poznałam w ostatnich latach tak wiele kobiet rozwijających swoje pasje, uczących się, tworzących nowe biznesy, podejmujących działalność, podróżujących, tworzących swoje nowe , kreatywne dzieła. I wiecie co? Wiele z nich zaczęło tę przemianę po tym, jak stały się tzw. „samotnymi ptakami”. Dopiero wtedy rozłożyły swoje skrzydła i zaczęły poświęcać czas sobie, swoim pasjom i spełnianiu marzeń. Otworzyły się na to, co nowe, nieznane, zaczęły zupełnie inną podróż, niż ta w której zostały osadzone wcześniej. Wiem, wiem, powiecie.. na własne życzenie. Jasne , tak samo jak na własne życzenie postawiły na samotność, niezależność, odpowiedzialność. Być może późno, ale lepiej późno niż wcale. Przyszedł czas dla nich, kiedy to z ogromną radością wracają do pustego domu, w którym nareszcie jest spokój, w którym nie śmierdzi wódą i w którym mogą się rozłożyć na swojej własnej kanapie. W wielu przypadkach to taka samotność chwilowa, ponieważ przyciągają do siebie innych cudownych ludzi i dom zaczyna się zapełniać, są w nim szczęśliwe! To samotność okazała się  sprawcą tego szczęścia. Nie szukają jej w sanatoriach i na dancingach. Jest im po prostu dobrze. Często słyszałyście takie stwierdzenie „nie jestem samotna, tylko sama”. Tak, są bowiem jacyś przyjaciele, pozytywni znajomi. Często taka „samotna” kobieta” przyciąga do siebie tłumy. I paradoksalnie czuje się mniej samotna niż w wieloletnim związku będąc. Być może kogoś zaskoczę, ale tak też się zdarza. Tak, tak. Pełen dom niekoniecznie oznacza, że kobieta nie doznaje owej samotności. Mają mężów, dzieci, nawet teściów z którymi mieszkają, dużo rodzeństwa, szwagrów, kuzynów, a czują się samotne. Dziwne co? Ano dziwne, bo ten pozorny tłum zagłusza indywidualne potrzeby każdego z nich.

    O tym, że samotność ma negatywny wpływ na psychikę osób starszych, prowadzi do depresji i chorób somatycznych wiem, nie mam zamiaru tego negować. Wzięłam jedynie pod lupę taką zdrową samotność, o której część z kobiet wręcz marzy. Jeśli jest im potrzebna do samorozwoju, koncentracji na sobie i swoich potrzebach to jest wręcz pożądana. Może doprowadzić bowiem do postawienia na nogi samej siebie i swojego życia, do spojrzenia na swój świat z innej perspektywy. Dlatego szanujmy te kobiety, które do samotności dążą, osiągają ją, są w niej szczęśliwe i spokojne.

  • Człowieki płci pięknej

    Czy kobiety podcinają sobie skrzydła, czy może dopingują i pomagają wzajemnie??  Trudny to dla mnie temat bo przeszłam przez wszystkie te etapy. Zarówno podcinano mi skrzydła i sprowadzano do poziomu, na którym mogłam być jedynie podnóżkiem pod kapcie, ale też klepano po ramieniu. Tyle ile kobiet, tyle postaw, tyle charakterów. Pamiętam dzień, w którym zrozumiałam, że tak naprawdę słowo „zaufanie” znaczy coś troszeczkę innego niż to, co widnieje w Wikipedii 😊 Obdarzona takim właśnie zaufaniem podążałam ścieżką kończącą się sukcesem, dopingowana przez jedną z nas .. czyli człowiekiem płci pięknej. Człowiek ten mówił „dasz radę”, „kto jak nie Ty”, „super, oby tak dalej”. Czułam się wspierana, i motywowana. Do momentu, kiedy zrozumiałam, że tak naprawdę doping zakończył się przy zdobyciu pierwszego szczytu. Osiągniecie go doprowadziło mojego człowieka płci pięknej do czegoś co nazwałabym „zazdrością”. Oj i to jaką zazdrością!! Jakie to dziwne, kiedy w jednej chwili z tych samych ust zamiast dopingu słyszysz jad. Potem nawet go nie słyszysz bo człowiek znika. Przykre, ale prawdziwe. I nieuniknione. Trzeba się tylko nauczyć z tym żyć. Właściwie trzeba nauczyć się tego nie zauważać i w odpowiednim czasie hamować swoją radość bo nigdy nic nie wiadomo.

    83072309_167154921256625_1994017749185069056_n

    Ostrożność. To słowo, które stało się w moim słowniku zamiennikiem zaufania. Staram się być ostrożna nawet wtedy, kiedy mówię o swoich planach i marzeniach. Wiem bowiem, że człowiek płci przeciwnej może być zaskoczony, że moje marzenia staną się realne. Skoro zatem takich jadowitych człowieków tyle wkoło, jak udaje mi się motywować kobiety, inspirować je? Otrzymuję tyle wiadomości zwrotnych po każdym artykule, że mam podstawy wierzyć w to, że te jadowite tu nie zaglądają. A jednak😊 Niech Was nie zmyli czułość, uśmiech i delikatny ton. Jedna z moich czytelniczek otrzymała taki właśnie doping, podszyty nieszczerymi intencjami i to spowodowało, że moje refleksje na ten temat dzisiaj czytasz.

    84195151_220483985781571_5699302854536200192_n (1)

     Nie jesteś sama !!! Jest nas wiele. Takich, które zaufały i czekają na gratulacje po osiągnięciu celu. Czekają, liczą, że podzielisz radość sukcesu z innymi człowiekami płci pięknej. Nie licz!!! Może będziesz mile zaskoczona, ale nie licz. Od samego początku załóż sobie taką właśnie strategię, bo możesz później być  niemile potraktowana jak ta moja czytelniczka. Wspieranie wśród kobiet jest bardzo duże, żeby nie było. Oczywiście, że tak. Nie jest regułą ten jad, o którym pisałam. Mam wokół siebie tyle inspirujących mnie kobiet, że serce raduje się prawie każdego dnia. Bez nich nic bym nie osiągnęła, nic nie zaczęła a na pewno nie skończyła. Podkręcają za każdym razem w życiu zawodowym czy prywatnym. Stanowią temat wszystkich moich artykułów i są bohaterkami  wywiadów. Podziwiam te , które stale się wznoszą, żyją na własnych warunkach, nie poddają choć nie mają łatwo. One mnie inspirują i motywują bo wiem, że skoro one mogły, to ja też mogę. Dzięki nim mam nowe pomysły i cel w życiu. Ale wiem też, że i one są ostrożne, że i one mają taki rozsądek w podejściu do innych kobiet jak ja. 

    Chciałabym powiedzieć.. bądźmy dla siebie dobre!!! Ale mój sarkazm trochę mnie powstrzymuje. Mogę natomiast prosić, błagać wręcz o szacunek do innych kobiet, o wyrozumiałość i tolerancję. O nią proszę zawsze. Dzięki temu same nabierzecie ją do siebie. Takie jest moje naiwne marzenie.

  • MOC KLIKANIA

    Samo oglądanie postów w mediach społecznościowych,  zdjęć czy transmisji już jest dla każdego, kto takie materiały publikuje, istotną reakcją na jego pracę. Tak, tak.. można nazwać pracą zrobienie zdjęcia, wstawienie go na profil, często obrabianie różnymi efektami. Trzeba włożyć w te wszystkie czynności mniejszy lub większy wysiłek. Dodatkowo napędza do działania, bo skoro ktoś ogląda, ktoś czyta, ktoś klika to jest dla mnie WOW 😊 Oczywistym jest, że praca każdego z nas ma wtedy sens, kiedy spotyka się z jakąś nagrodą, zapłatą czy satysfakcją. Kiedy książki sprzedają się jak świeże bułeczki autorka czuje się spełniona. Kiedy internet huczy od pozytywnych komentarzy na temat najnowszego modelu torebki, jego producent dostaje skrzydeł i zabiera się do kolejnego projektu. Działa to na zasadzie „kija i marchewki”, chociaż ja na tego „kija” trochę nieprzychylnie patrzę. Nie będę Wam pisać o hejcie bo zewsząd docierają informacje na temat tego okrutnego zjawiska, a Kobiety Warte Milion zazwyczaj nie używają go ani w swoim słowniku ani w praktyce. Bardziej chciałabym skupić się na reagowaniu i docenianiu. Epoka internetu, zasięgów, docierania lub nie docierania do czytelników czy potencjalnych klientów, przeżywa obecnie swoje apogeum. Mam nadzieję, że wiecie o tym, iż jeśli ktoś coś… to po coś 😊 😊 😊 Idąc tym tropem, jeśli ktoś wstawia na instagrama dupsko i cycki to liczy na dużą ilość serduszek, utwierdza to przecież w przekonaniu, że się podoba.. zarówno jedna jak i druga część ciała 😊 Jeśli ktoś wrzuca zaproszenie na szkolenie na facebooku to liczy na dużą ilość chętnych, zainteresowanych i zapisanych, wtedy wie, że to szkolenie ma sens i bierze się do kokretnej organizacji. Jeśli ktoś wstawia artykuł .. 😊 to liczy, lub chociaż ma nadzieję, że przynajmniej jedna osoba kliknie w link i go przeczyta. Ja liczę 😊 i się nie zawodzę. Potwierdza to bowiem sens pisania, sens misji, którą mam przyjemność nieść w świat.

    82834805_173658700380043_1450959936795181056_n

    Tak wiele zależy od sposobu myślenia moje drogie panie, tak wiele od działania, że nawet sobie nie zdajemy sprawy. Zastanawiałam się kiedyś dlaczego nie pokazują mi się na facebooku posty mojej dobrej znajomej, wina leżała po mojej stronie.. po prostu leciałam dalej. Nie klikałam, nie „polubiałam”, czyli zero reakcji… nie ładnie. Z tego powodu obcięło mi zasięgi i bardzo rzadko pojawiały się treści od niej, wartościowe treści dodam. Znacznie częściej za to mdłe bzdety, na które ktoś wydał worek kasy. Zazwyczaj zachęcam Was do działania i tak jest również i tym razem, bo można jak najbardziej nazwać działaniem reagowanie na odpowiednie dla Was treści w internecie. Jeśli chcecie poznać najnowsze przepisy na pożywne zupy nie tylko polubiacie odpowiedni fanpage na facebooku, ale też reagujecie jakąś kreatywną buźką na każde zdjęcie czy nowy przepis, a buziek jest już naprawdę sporo od radosnych po groźne ☹Jeśli motywuje Was do działania jakaś super fit laska, to nie tylko polubiacie jej profil, ale komentujecie, udostępniacie itd. To takie proste i oczywiste, ale poczułam ogromną potrzebę przypomnienia Wam o tym. Tym bardziej, że ostatnio rozmawiałam z cudowną kobietą, która pomaga innym w pracy nad sobą, nad swoimi wartościami i przemianą. Pomimo ogromnego zainteresowania jej osobą z dnia na dzień spadają jej zasięgi, czyli rzadziej pojawia się na tzw. pierwszym miejscu w kolejce wyświetlanych postów. I nie dzieje się tak dlatego, że te treści są słabe czy nie warte uwagi, ale dlatego że zmniejsza się czynne reagowanie na to, co wstawia. Można łatwo sprawdzać takie statystyki i po analizie stwierdziłyśmy obie, że ilość osób, które oglądają dany post jest duża, natomiast ilość jakiejkolwiek reakcji jest już o połowę mniejsza. Wynika to zapewne z szybkości naszego życia, samo skrolowanie palcem po smartfonie jest dziś szybsze, nie mamy czasu, przesuwamy dalej i dalej, zatrzymując się najczęściej na atrakcyjnych zdjęciach. To one znacznie bardziej przyciągają nasz wzrok. Dziś chcę Was zachęcić do zwiększenia swojej reakcji i to nie tylko dlatego, żeby komuś zwiększyć zasięg w internecie, ale z myślą o samej sobie. Bo to co najczęściej obserwujesz, na co reagujesz docierać będzie ze zwiększoną częstotliwością. Kliknij w link do artykułu, to nic nie kosztuje, kliknij w buźkę, to też nic nie kosztuje, skomentuj zdjęcie, nawet samym serduszkiem, to też nic nie kosztuje. A jeśli uznasz, że coś jest warte pomnożenia, to udostępnij, niech się niesie. Czasem jednym kliknięciem pobudzisz do działania innych i siebie. Aż jestem ciekawa ile buziek ujrzę dzisiaj w komentarzach 😊 Pozdrawiam.

  • Przyciągam dobro

    Kompletnie nie wiedziałam kiedyś czym są afirmacje. I dzisiaj zastanawiam się dlaczego do mnie takie informacje nie docierały. Przecież istnieją od dawna.  Uczono mnie w szkole ułamków, rymów częstochowskich, epok historycznych i budowy skorupy ziemskiej a o afirmacjach cisza. No chyba, że nie uważałam na tej lekcji 😊 Okazuje się jednak, że jest to niezwykle ważna dziedzina. O tyle ważne, że napisano na jej temat całą masę publikacji i całą masę książek. Wiem, że wiele z Was również nie wie o czym mówię tak ciągle namawiając Was do afirmacji. Otrzymuję od Was pytania co to takiego, jak je stosować, gdzie o nich poczytać no i czy działają. Oczywiście na samym początku oświecę Cię, że to nie są żadne „czary mary” i nie zmienią tak z dnia na dzień Twojego życia w pasmo szczęścia, bogactwa i miłości. Oświecę Cię również informując, że nawet jeśli nie wiesz czym są, to je stosujesz. Zazwyczaj nieświadomie. Ja zupełnie nieświadomie stosowałam afirmacje, mimo tego, że nie wiedziałam co to takiego. Pamiętam jak kiedyś wybrałam się z dwójką małych dzieci do znajomej i w drodze powrotnej złapała mnie taka ogromna śnieżyca, że czułam się jak w jakimś filmie katastroficznym. Jedna w wózku, druga obok dreptała nóżkami, obie płakały wniebogłosy i ja również byłam bliska płaczu. Śnieg, grad, wszystko z tego nieba leciało. Brakowało mi sił, żeby tą całą karawanę ciągnąć. Pamiętam również jak sobie w głowie mówiłam „Dam radę, dam radę” i szłam do przodu, miałam w sobie moc bo jak każda matka, najbardziej wyposażona w siły stawałam się w sytuacjach kryzysowych. Oczywiście, że dałam radę, i pewnie dałabym i bez wmawiania sobie tych słów, ale pamiętam, że sama poczułam się silniejsza. Nie wiedziałam, że to afirmacja, która dodawała mi pewności siebie. Takie afirmację to nic innego jak wmawianie sobie samej, że coś tam…… że jestem do dupy, że nie potrafię nic, że ciągle coś mi nie wychodzi itd. itd. To są afirmacje negatywne i one mają ogromną moc bo przyciągają negatywne myśli. I co dziwne, przychodzą nam z ogromną łatwością.

    82202209_904906213298600_6402547970515927040_n

    Pierwszy raz o afirmacjach przeczytałam kilka lat temu, kiedy zaczęłam pracę z „Dziennikiem coachingowym” Kamili Rowińskiej i Kamili Kozioł. Byłam wtedy zdziwiona i zaskoczona tym, że mam przyciągać do siebie dobre myśli jak jakaś czarodziejka. Podczas, gdy ja potrzebowałam twardego stąpania po ziemi. Ale zaufałam. I nie zawiodłam się. Dlatego zawsze twierdzę, że te tęgie głowy, które osiągają sukcesy warte są pochylenia się nad ich poczynaniem i zawierzenia metodom, które mogą spowodować, aby nasze życie stało się lepsze. Nawet jeśli będzie ktoś, kto powie, że nie działa, że pomimo ogromnych starań po prostu nic się na lepsze nie zmienia, to przynajmniej spróbował. A akurat stosowanie afirmacji w życiu codziennym nic nie kosztuje. To kilka chwil poświęconych samej sobie, kilka słów wypowiedzianych do samej siebie, pomyślenie sobie czegoś co jest nam w danej chwili potrzebne.  Afirmacje to słowa, które mówisz, myślisz, lub nawet zapisujesz. Dodałabym jeszcze powtarzalność i przede wszystkim świadomość, że dana afirmacja nam po prostu pasuje. Jest kilka rodzajów afirmacji, ja swoje dzielę na dobre i złe. Jak się domyślasz tych złych jest cała masa. 

    82739850_588798391695968_5381274184263401472_n

    Tak bardzo źle myślimy o sobie nie wiedząc, że to my sami te złe historie przyciągamy. Od momentu przebudzenia i wstania z łóżka znajdzie się w naszym słowniku wysyp słów negatywnych na dany dzień. „Boże! Znowu muszę iść do pracy!”, „Jezu! Jak zimno!”, „Pewnie znowu będzie ten cholerny korek”. No i….? Oczywiście, musisz wstać do pracy, oczywiście że jest zimno i jak się dobrze domyślasz jest korek. Stosując afirmację nie zmienisz stanu faktycznego. Wstaniesz do pracy, będzie Ci zimno i będzie korek, ale Twoje nastawienie będzie pozytywne i radosne a co za tym idzie szybciej przejdziesz przez coś co nie jest przyjemne. Wiesz przecież, że czas spędzony przyjemnie mija nam szybciej niż coś co jest katorgą. „Super, że mam pracę i mogę zarabiać”, „Świetnie, że jest mróz, który mnie uodparnia”, „Pewnie będzie korek to posłucham sobie w samochodzie nagrań z afirmacjami😊”. Wariatka, pomyślicie 😊 Może trochę, ale lepiej zacząć dzień z uśmiechem na twarzy niż marudząc zanim jeszcze do tej roboty dotrzecie.

    83162429_699007950505210_971074715303018496_n

    Te afirmację, które przytoczyłam wyżej, to proste słowa wmawiane samej sobie i zmieniające nastrój. Stosowane świadomie w momencie, kiedy przychodzą te złe, negatywne. Afirmowanie w tym momencie to odpowiednio szybkie reagowanie zanim się te złe pojawią. Nie pozwól, aby się pojawiły. Odgoń je szybciutko. Myśl pozytywnie. Ja stworzyłam te afirmacje, dostosowując je do danej sytuacji, ale jeśli chcesz pracować nad nimi należy się świadomie do tego przygotować. Zastanów się, jakie złe myśli przeszkadzają Ci w samorealizacji, w dowartościowaniu samej siebie i zamień je na dobre. Dzisiaj przytoczę trzy przykłady, które nie tylko stosuję, ale wiem, że dla wielu z Was stanowią swego rodzaju dekalog😊 „Wszyscy mnie w pracy doceniają”, „Jestem profesjonalnym pracownikiem”, „Moje życie to sukces” 😊.Trzy tylko, bo uwielbiam grupować wszystko na trzy 😊. Co zrobić z tymi słowami? Szczególnie wtedy, kiedy wcale tak nie myślimy?? Mówić na głos. Napisać, czytać. Mistrzyni afirmacji Louise L.Hay namawia do mówienia afirmacji przed lustrem i to jest wspaniałe bo widzisz wtedy swoje reakcje, swój wzrok, z którego tak wiele można odczytać. Mów codziennie, z przekonaniem, z uśmiechem na twarzy. Jeśli stwierdzisz, że to nie tak powinno brzmieć, powiedz jeszcze raz zmieniając ton. Bądź pewna tego co mówisz. I idź w świat tak właśnie myśląc. Możesz sobie w ciągu dnia powtarzać te słowa, sama się przekonasz, że rzeczywiście Twoje słowa z kartki przeniosą się do myśli. Ciąg dalszy afirmacji już wkrótce😊 Niech moc słów będzie z Wami !!!!!!!

  • Oczko.. czyli 21 dni na lepszą JA !!

    O samodyscyplinie ciąg dalszy, jako że jest to temat chyba najważniejszy, jeśli chodzi o zmiany swojego myślenia, postępowania, nawyków. Jest wiele publikacji na temat tego, ile potrzeba czasu na wypracowanie w sobie samej nawyków, a co za tym idzie poddania się samodyscyplinie. Dużo się czyta o magicznych 21 dniach, po których jakiś nawyk staję się oczywisty a czynności wykonywane przez te dni systematycznie, okazują się być normą. Inne publikacje dokumentują 66 dni jako ten magiczny okres na zmianę swoich nawyków, jeszcze inne pół roku systematycznego działania. I właściwie wszystko zależy od trudności danego wyzwania, od możliwości wykonawczych oraz oczywiście od osoby, która się podejmuje takiego wyzwania. Dla jednej kobiety picie codziennie rano szklanki wody będzie proste do wykonania, dla innej, po kilku dniach okaże się nie możliwe do zrealizowania z różnych powodów. Reasumując te wszystkie fakty, jakimi operują naukowcy doszłam do swoich własnych wniosków. Dla mnie wyzwania dzielą się na „ w miarę proste”, „trudne” i „długoterminowe”. Te ostatnie muszę podzielić na etapy i tutaj znakomicie sprawdza się system 21 dniowy. Jest to stosunkowo krótki okres, który jestem w stanie poświęcić na zmianę oraz motywujący do oczekiwanego celu, po którym mogę sobie wręczyć nagrodę. Ona też motywuje. Gdybym miała założyć sobie, że przez 567 dni będę codziennie wykonywać jakąś czynność, z pewnością na starcie zniechęciłoby mnie to do działania. Natomiast 21 dni to dla mnie czas o tyle krótki, że daje nadzieję na zakończenie, nawet jeśli wyzwanie będzie trudne. Twierdzenie, jakie przekazał  Goethe, że „Wszystko jest trudne zanim stanie się łatwe”, daje mi szansę na rychły koniec. Po tym czasie mogę się spodziewać, że dana czynność stanie się nawykiem. A jeśli tak się nie stanie, to będę wyznaczała kolejny 21 dniowy termin, ale z pewnością nabiorę szacunku do samej siebie, że się tego podjęłam i dotrwałam do końca. A wiem, jak bardzo wizerunek własny decyduje o moich sukcesach.

    W swoim życiu podejmowałam niezliczoną ilość wyzwań, o odchudzaniu, uprawianiu sportu czy zdrowym odżywianiu. Prawdopodobnie tak jak u Was, wstępowała we mnie euforia i podekscytowanie na początku każdego takiego wyzwania. Różny był czas…. Tydzień, miesiąc, trzy dni i spadek euforii. Z realizacją do końca, do osiągnięcia celu zazwyczaj bywało cholernie trudno. Choć mam na swoim koncie kilka naprawdę spektakularnych sukcesów. Wiem, że łączy je jedno… systematyczność i samodyscyplina, czyli jednym słowem nawyk. Czyli coś, co jest powtarzane i stanowi na pewnym etapie dla nas codzienność, nic nadzwyczajnego, po prostu normę. Bez tego każde nasze wyzwanie będzie czymś nienaturalnym. Rozmawiałam kiedyś z jedną kobietą, która codziennie po przebudzeniu ubierała się w dres i biegała pół godziny bez względu na pogodę, nastrój czy inne istotne dla mnie czynniki. Podziwiałam ją za to, bo mnie na poranny spacer z psem wołami trzeba zaciągać. Ona traktowała to jako normę, bo robiła to codziennie. Miała to we krwi. Tak jak ja mam we krwi poranną kawę z mlekiem 😊 I tak samo jest z wyzwaniami, które chcemy wprowadzić w nasze życie. Do tej pory ich nie robiłyśmy, ale jesteśmy przekonane co do ich skuteczności i sensu. Pamiętacie zapewne wyzwanie do którego jakiś czas temu Was namawiałam. Pisałam o nim tutaj … Poranna karteczka to jedno z tych wyzwań, które dla mnie stało się nawykiem. Codzienne mówienie sobie samej jaka jestem wspaniała, doprowadziło do tego, że istotnie zaczęłam tak o sobie myśleć. Są wśród Was takie panie, które ten lub inne sposoby afirmacji stosują i widzą jak bardzo zmieniło się postrzeganie samej siebie poprzez codzienne ich stosowanie. 

    81417676_1434904236657854_102853235399720960_n

    Osoby, które osiągają sukcesy, wiedzą co to są nawyki. Najgorsze jest to, że te nawyki które chcemy w nasze życie wprowadzić są tak trudne. Ale możliwe. Nie pomyślałaś pewnie będąc nastolatką, że coś będzie w stanie Cię w środku nocy zwalić z łóżka i postawić  na równe nogi. Do momentu, kiedy mały bobas płaczący w łóżeczka nie spowodował u Ciebie takiego nawyku. Nie pomyślałaś, że jakiś nałóg będzie w stanie zmienić Ciebie samą w osobę uzależnioną kierując np. dłoń w kierunku paczki papierosów, których palenie stało się dla Ciebie nawykiem. Czyli jednak pewne czynności mogą stać się nawykami. Proponuję Wam zatem włożyć do tego wora nawyków czytanie, pisanie, bieganie, rozwój osobisty czy medytację. Tak samo jak inne czynności, które chcecie w swoje życie wprowadzić. Niech i one staną się Waszymi nawykami. Spróbujcie wprowadzać je etapami np. 21 dniowymi. Codziennie, systematycznie, uczciwie wobec samej siebie. Po zakończeniu każdego etapu nagradzajcie się kobiety, wyciągajcie wnioski i pracujcie dalej nad kolejnymi i kolejnymi nawykami. Stwórzcie swoje nowe nawyki, stanowiące o lepszym , bardziej wartościowym życiu. Takim życiu na jakie zasługujecie.

  • Deser po obiedzie

    Czy my, kobiety siebie lubimy? Ale siebie same, nie siebie nawzajem. Czy lubimy, szanujemy, podziwiamy?? Same siebie. Być może część z Was odpowie zdecydowanie twierdząco, inne przecząco a jeszcze inne, co innego powiedzą a zupełnie inaczej jest naprawdę. Otóż większość kobiet na tak zadane pytanie w trakcie eksperymentu naukowego odpowiedziała właśnie twierdząco, podczas gdy test na prawdomówność pokazał coś zupełnie innego. Każda z nas może zauważyć takie zjawisko bez robienia badań. Nie zastanawiamy się nawet nad tym czy jesteśmy dla siebie fajne, czy lubimy same siebie, czy darzymy się szacunkiem, rozpieszczamy, nagradzamy. Na to samo pytanie skierowane do innej kobiety… czy jest fajna, czy ją lubisz, za co ją lubisz znajdziemy całą masę uzasadnień. Coś takiego w nas kobietach jest, co nie pozwala nam się chwalić ani głaskać po główce. Robimy różne rzeczy w ciągu dnia jak automaty. Pracujemy zawodowo, wychowujemy dzieci, gotujemy im zupki , pomagamy starszym rodzicom, rozpieszczamy mężów, ogarniamy chałupę po drodze zaspakajając potrzeby każdego, kto stanie na naszej drodze. Jesteśmy pierwsze do krytykowania samych siebie, za to do chwalenia ostatnie. Jedną z przyczyn takiego stanu okazuje się być nasze społeczeństwo, otoczenie, nasza polska tradycja, która co prawda ulega już zmianom, ale w bardzo zwolnionym tempie.

    81285719_2779758262066929_5188398387094880256_n

    Wymaga się od nas zdecydowanie więcej niż od mężczyzn, mamy być miłe, towarzyskie, pracowite, odpowiedzialne, wyluzowane a jednocześnie powściągliwe i dobrze ułożone. Zauważyłyście pewnie, że wiele z tych cech w oczywisty sposób się wyklucza, nie da rady żeby szły w parze… cudów ni ma 😊Jeśli chodzi o krytykę to Polki przodują w krytykowaniu samych siebie, uważają się za biedniejsze, mniej inteligentne, mniej atrakcyjne, ciągle mniej i mniej. Zaledwie cztery na sto pytanych kobiet uważa się za atrakcyjne, a dwie na sto są zadowolone ze swojej pozycji społecznej. Kobiety widzą w sobie niedoskonałości na różnych płaszczyznach i dopiero w dojrzałym wieku ok. 52 lat wzrasta ich poczucie zadowolenia i akceptacji swojej sfery fizycznej i psychicznej. Dopiero wtedy większość kobiet zdaje sobie sprawę ze swojej wartości i akceptuje swoje niedoskonałości. Są to oczywiście uogólnienia. Na szczęście i wśród nas są kobiety, które już jako dwudziestolatki znały swoją wartość i nie dały sobie w kaszę dmuchać, ale coś w tych badaniach jest, bo dookoła dużo byśmy takich kobiet znalazły 😊 Ciekawe czy ta samokrytyka pokrywa się z samonagradzaniem? No pewnie, że nie. Nie dajemy sobie prawa do nagród bo przecież nie zasłużyłyśmy. Jest wykonane zadanie jest nagroda. Jest sukces jest nagroda. A skoro my tak na prawdę nic specjalnego nie robimy, to po się nagradzać. Chyba troszkę trzeba to odczarować. Może nawet bardziej niż troszkę. Nagradzamy dzieci, dajemy im prezenty, często bez tzw. okazji. Ich pokoje pełne są zabawek, szuflady słodyczy a kieszenie smartfonów. Bo to są nasze dzieci i chcemy dla nich dobrze. A my?? Dla siebie nie chcemy dobrze? Chyba nie, skoro na dziesięć kobiet jedna  obdarza się regularnie prezentami, jedna na dziesięć bez okazji chodzi do kina czy restauracji. Jedna na dziesięć rozpieszcza się nagrodami za osiągnięte cele. I tu jest błąd moje panie. Bo poza tym, że nagroda jest przyjemnością i sprawia radość, ma dodatkowo moc motywacyjną. Oczywiście nie popadając ze skrajności w skrajność. Nie chcę nikogo namawiać do wydawania kasy na pierdoły każdego dnia. Chcę tylko zwrócić Waszą uwagę na to, jak mało myślimy o sobie w kategoriach sukcesu. Kiedyś jedna „pani domu” powiedziała mi, że ona nagradza siebie urlopem. Jest to urlop od domu, w którym pracuje każdego dnia opiekując się trójką dzieci i wykonując całą masę obowiązków domowych. Organizuje z mężem czas w ten sposób, że dwa razy w roku wyjeżdża na kilka dni sama do jakiegoś miasta bo uwielbia zwiedzać.

    81202780_2774883512534963_8449233374643486720_n

    Organizuje sobie te wyjazdy tak jak chce z funduszy, które zbiera w ciągu roku. To jest dla niej nagroda. Ktoś inny zapyta „za co? Za to, że sprząta, gotuje, wychowuje?” Tak, dokładnie za to. Można nazwać to odpoczynkiem, regeneracją a ja nazwę to nagrodą właśnie, która ją będzie motywowała do dalszej pracy na wysokim poziomie.  Wytyczając sobie cele i zadania nagradzajmy się dopiero po ich wykonaniu, po osiągnięciu. Potraktujmy to jako wisienkę na torcie czy deser po obiedzie. Przypuszczam, że nie codziennie rozpieszczacie się deserem. Pewnie nawet znajdę wśród Was takie, które codziennie obiadu nie jadają 😊 Jakieś to normalne i niczemu się nie dziwię. Wiem, że łatwo wpaść w pułapkę takiego „wiecznego” nagradzania się, rozpieszczania bez przerwy.. nie, nie, nie, to nie o to chodzi. We wszystkim trzeba mieć umiar. Jak nagroda to nagroda. Nie za każdą ugotowaną zupkę, nie za każde umyte okno. Wyznaczasz sobie cele na cały rok, cele powtarzam, to i nagrody sobie wyznacz😊 Schudnę to kupię sobie sukienkę. Napiszę doktorat to pojadę na wycieczkę. Skończę kurs hiszpańskiego to kupię sobie rower. Cel i jego wykonanie jest trudne ale im bardziej trudne, tym bardziej smakuje nagroda. I tu dochodzimy do sedna. Większość ludzi chce najpierw przyjemności a potem pracę, najpierw nagrody a wysiłku trochę mniej, potem. Trzeba te relacje odwrócić. Zaplanować sobie działanie, zrobić plan, który doprowadza nas do celu, takiego celu, który wydaje się trudny do realizacji. Nagroda ma być na końcu tego planu i stanowić deser. Głównym daniem niech się stanie Twoja praca, Twój wysiłek i Twoje poświęcenia. Ale zawsze pamiętaj o nagrodzie. Bo uwierz mi to jest sukces jeśli schudniesz, to jest sukces jeśli nauczysz się hiszpańskiego i to jest sukces jeśli zrobisz prawo jazdy. Zasługujesz więc na deser. Należy pamiętać o kolejności tylko i to jest sedno tych moich dzisiejszych dywagacji. Tylko od Ciebie zależy czy najpierw zjesz główne danie czy na odwrót, uważajcie jednak na wzdęcia, mdłości i zgagę.