• RADUJCIE SIĘ

    Zabrzmiało prawie jak z ambony ☺ ale tak, to prawda podejmę dzisiaj próbę nawrócenia Was do radości. Tyle dookoła smutku, konfliktów, nienawiści. Nasze życie bywa wyjątkowo trudne, bywa cholernie przykre, wypełnione problemami finansowymi, chorobami, kłótniami z najbliższymi. Jest jednak różnica pomiędzy chorobą a wyimaginowanym problemem rodzinnym. One są tak często tworzone przez nas samych i ja się zastanawiam czy my ludzie aż tak bardzo się nudzimy, że kreujemy te konflikty? Mamy przecież na to wpływ i niech mi nikt nie mówi, że tak nie jest, bo jest.

    71407673_2699126026765387_8132699288565186560_nx

    To oczywiście prawda, że są rodziny wyjątkowo kłótliwe, zawistne i jakieś takie pełne jadu. Pozywające się do sądu z byle powodu, knujące jakieś dziwne historie. Wiem też, że rezygnacja z takich toksycznych rodzinnych relacji jest jednak  możliwa do wykonania, trudna ale możliwa. Specjaliści powiedzą Wam „ucinać!!!”, zminimalizować kontakty z takimi osobami . Bowiem, unikanie obgadywania i opuszczanie towarzystwa jak tylko zauważycie, że zaraz do tego dojdzie jest zapobiegawczą metodą uwikłania się w trudne relacje. Jeśli nie będziecie miały okazji do udziału w kłótliwych dyskusjach to kłótnia Was dotyczyć nie będzie. Te osoby, które tak robią , automatycznie przestają być tematem konfliktu, tematem obgadywania, to jest stwierdzone nie od dziś. Jeśli sama nie jesteś zainteresowana jakimiś rodzinnymi kłótniami  to nie będziesz ich bohaterką i o jeden problem mniej. Znacznie łatwiej się żyje jeśli człowiek nie jest zamieszany w rodzinne awantury. Może tę energię poświęcić na radowanie się małymi rzeczami. A jeśli nawet, pomimo Twoich starań staniesz się obiektem nieporozumień, bądź w jakiś sposób zostaniesz wmieszana w potyczki rodzinne to postaraj się żyć obok nich, skup się na sobie i na tym co jest ważne dla Ciebie. 

    Podobnie ma się to do relacji w miejscu pracy. Świetną  metodą jest rozmowa, po to posiadamy umiejętność rozmawiania abyśmy mogły ją wykorzystać nawet w pracy moje panie. I to absolutnie nie do obgadywania koleżanek i rozsiewania jadu ale do rozmowy o Waszych obowiązkach w pracy, bo w końcu po to do niej chodzicie, albo do rozwiązywania problemów w cywilizowany sposób. 

    I znowu o jeden problem mniej. I znowu możesz dostrzec  tyle radości, której całe mnóstwo dookoła. Moje koleżanki florystki zrozumieją jak powiem, że  nawet idąc chodnikiem uśmiecham się do trawy, czuję ogromną radość jak widzę jakiś wybitnie oryginalny korzeń, ostatnio na trawniku zauważyłam dziko rosnącą jukę, taki cud. Jak tu się nie cieszyć? Wytrenowałam w sobie taką metodę radowania, że każdego dnia staram się dostrzec  małe rzeczy. A jest ich mnóstwo. Od pary gołębi dreptających na przystanku autobusowym po dzieciaki zasuwające na hulajnodze po parku, tyle w nich radości. Naprawdę nie ma sensu zatruwać sobie życia jakimiś durnymi problemami, które z perspektywy czasu okażą się maleńkie. 

    Też tak macie? Też odczuwacie uciechę, gdy dostrzeżecie coś pogodnego? Jeśli tak, przekażcie tę nowinę dalej, aby innych nawrócić do radości. Jeśli nie, skorzystajcie z mojej metody. Pielęgnujcie uprzejmości, uśmiech innych ludzi, naturę, która nie przestaje zaskakiwać.

     Tak wiele czasu poświęcamy na kłótnie i spory a ciągle tak mało na śmiech i radość. Spróbuj to u siebie zrównoważyć. Podziel się swoimi „małymi rzeczami”, dzięki którym na Twojej twarzy pojawia się uśmiech. Zachęcam do umieszczenia ich w komentarzu pod tym postem na grupie „Kobieta warta milion” na facebooku. Dołącz do grupy i komentuj. Może zainspirujesz inne kobiety do radości, może którejś pomożesz w trudnej chwili. Z góry dziękuję☺

  • NIE JESTEŚ NICZYJĄ WŁASNOŚCIĄ

    Za każdym razem, kiedy pojawia się w mojej głowie ciężki jak głaz temat , zabieram się w ślimaczym tempie do jego zapisania. Tak było i tym razem. Ale stawiłam mu czoła  bo nie poddaję się swoim lękom. 

    Przemoc.

      Szlag mnie trafia jak tylko słyszę to słowo. Nie dowierzam, że ciągle i ciągle jest ono żywe i ma miejsce w życiu kobiet. Przeraża mnie szczególnie fakt ukrywania tego zjawiska, bo wtedy jesteśmy pozbawieni szansy pomocy ofiarom takiego traktowania. Dopóki kobiety nie otworzą się na innych, dopóki nie wyślą jakiegoś sygnału na zewnątrz, są skazane na życie u boku swojego oprawcy. 

    Rozmawiając  z kobietami, które uwolniły się z takiego koszmaru doszłam do wniosku, że tak naprawdę to one chciały pomocy z zewnątrz, ale w nią nie wierzyły. Chciały, ale nie pokazywały swojego problemu. To takie zaskakujące, że aby otrzymać pomoc trzeba o nią poprosić. Nikt nie ma prawa jej oczekiwać bazując na tym, że ktoś się „ domyśli”. Jeśli kobieta latami żyje u boku kata tolerując jego zachowanie, tuszując kolejny i kolejny raz siniaki i usprawiedliwiając jego zachowanie miliony razy przed bliskimi nie daje sygnałów, że jej się to nie podoba. Skoro tak, to jak jej pomóc? Jak wyciągnąć rękę?

    71248334_525484708278706_7911996883617185792_n

    Te kobiety nie wierzyły w to, że mogłoby się udać cokolwiek, wierzyły za to, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Nawet gdyby powiedziały co tak naprawdę działo się w ich domu to  nie znalazłby się nikt kto mógłby im pomóc. Wszystkie natomiast potrzebowały „momentu”, „impulsu”, dzięki któremu dotarło do nich jak są traktowane. Taki „moment” u różnych kobiet może wyglądać inaczej ale zazwyczaj jest to doprowadzenie do skraju jej wytrzymałości. 

    Jak ważny jest ten pierwszy krok, wiedzą te wszystkie spośród   Was, które tego dokonały. Dokonały a nie „udało im się” ponieważ to się samo nie udaje, nad tym trzeba pracować. Ten krok nie był prosty, ale wykonalny. I to jest podstawą do działania dla tych, które ciągle jeszcze tej wiary nie odnalazły. Dla jednych pierwszym krokiem było powiedzenie przyjaciółce, że jesteś bita, maltretowana i poniżana, dla innych to był telefon na niebieską linię, albo po prostu przyznanie się do tego przed samą sobą.

    Kiedyś jedna znana polska aktorka powiedziała w wywiadzie że była od lat bita przez męża bo mu na to pozwalała. Wychodząc na scenę była „kimś” a w domu „nikim”. Miała tak niskie poczucie własnej wartości, że stawała się „dywanikiem pod jego stopami”. Przerażające prawda? Przerażające bo widząc ją w kinie, na scenie odnoszę wrażenie, że to silna kobieta, której nikt nie podskoczy. A z jej ust słyszę takie rzeczy. Zaskakujące. Tak samo zaskakujące jak to, że Ty też może jesteś silna, twarda babka a ktoś Cię poniża i traktuje poniżej Twojej wartości.

    Nie muszę Wam mówić, że to zjawisko dotyczy każdego środowiska, każdej kobiety, zarówno krawcowej, kucharki, nauczycielki, aktorki czy terapeutki. Ani wykształcenie ani pochodzenie nie ma tu żadnego znaczenia. Dlatego obojętnie jaki zawód wykonujesz, skąd pochodzisz, jakim majątkiem dysponujesz byłaś, jesteś lub możesz być  kobietą narażoną na przemoc domową.

    Jedną z metod zapobiegania  takiemu zjawisku jest budowanie  poczucia własnej wartości. Dlatego tak drążę ten temat ciągle i ciągle bo uważam go za podstawę radzenia sobie z problemami tego świata.   Kiedy kobieta zdaje sobie sprawę z tego jakie są jej słabe i mocne strony, kiedy dostrzeże swoją siłę, szansa „przyzwolenia” na takie sytuacje będzie mniejsza. Głęboko w to wierzę.  

    Czytając  artykuły dotyczące drugiej strony medalu, czyli przemocowych  mężczyzn, dostrzegłam jak sami przyznają się do tego, że są żądni władzy nad kobietą. Do aktów przemocy jest im potrzebna bezsilność, strach i uzależnienie swojej partnerki. Zdają sobie sprawę, że taka kobieta jest na niego skazana, że nie ma dokąd pójść i że musi żyć na jego warunkach bo sama nie jest w stanie utrzymać się finansowo. 

    Tacy mężczyźni mają przed sobą  obraz kobiety słabej, zależnej finansowo, nieświadomej i czasem ciągle kochającej. Skoro odwieczny problem  przemocowych mężczyzn nie znika właściwie na całym świecie i skoro żadne rządy i ustawy nie są w stanie tego zlikwidować, to kobietom pozostaje praca nad sobą. Jedynie tutaj widzę ratunek dla NAS samych. Praca nad swoją niezależnością, dokształcanie się, czytanie rozwojowych książek, udział w grupach wsparcia, asertywność i mówienie o swoich oczekiwaniach, problemach , wartościach, stawiane jasnych granic powinny być dekalogiem współczesnej kobiety. Nikt nie jest w Twoim życiu tak ważny jak Ty sama. Dbając o siebie dbasz o wszystkich, których kochasz, którzy są dla Ciebie ważni. I to dbanie dotyczy zarówno zewnętrzej strony jak i Twojego wnętrza. To co na zewnątrz może być maską, ale to co nosisz w sercu jest niezakrywalne. Dbanie o siebie to troska, szacunek i odpowiedzialność za siebie samą. Taka kobieta jak Ty nie może sobie pozwolić, żeby ktokolwiek w jakikolwiek sposób Cię ranił czy to słowem czy pięścią.  Nie pozwól na to! Wiem, że jesteś świadoma i mądra skoro tu zaglądasz, czy zatem zgodzisz się na używanie przemocy wobec Twojego dziecka??? Ty też jesteś czyimś dzieckiem i to Ty masz prawo do decydowania o sobie i o tym jak Cię traktuje drugi człowiek.

    Nikt nie ma prawa krzywdzić drugiej osoby, nikt nie ma prawa jej obrażać, nikt nie jest niczyją własnością. Trzeba o tym pamiętać i głośno mówić!!

  • NORMALNA PRACA

    Iwonka jest konsultantką  w firmie kosmetycznej, właściwie to czego w tej firmie nie ma , od kosmetyków poprzez biżuterię aż po parasolki. Pracuje w tej firmie od lat kilku i bardzo to lubi. Jest piękna, zgrabna i zawsze jak proponuje mi jakiś kosmetyk głęboko wierzę , że jak go użyję będę wyglądać tak jak ona. Jej dochody nie są dużo większe od najniższej krajowej i to jest ziarno, które rozsiało w jej głowie zamęt. Mąż, teściowa, sąsiadka … z wielu stron czuje krytykę, z wielu nawet ją słyszy. Że „ normalną pracę” powinna sobie znaleźć a nie po domach łazi, że zamiast pisać posty na osiem godzin by poszła do roboty i co miesiąc kasa na koncie, że po co ona się denerwuje czy cel miesięczny osiągnie zamiast cv po firmach rozsyłać.” Normalnej pracy” szukać powinna. Oni wiedzą co ona powinna. Bo oni wiedzą lepiej.

    Pytam Iwonkę czy lubi tę pracę, no lubi. Więc po co te wątpliwości w jej głowie? Ano po to, żeby zadowolić innych, żeby inni dali jej spokój. Prawdą jest to, że na jej półce w łazience kosmetyki się zagęszczają bo nie na wszystkie jest klient. Prawdą jest to, że konkurencja wśród sprzedających ogromna i dyskonty przejęły stery. Prawdą jest to, że czasami ma doła bo jej praca nie pokrywa się z profitami.  Ale ona ją lubi!!!!!! Na samą myśl o zmianie pracy zmieniają się również  rysy na jej twarzy i łzy w oczach pojawiają. No ludzieeeee!! Po co ?- Ja się pytam. Skoro kobieta lubi to co robi to zamiast ją krytykować za wybór pracy trzeba ją zmotywować do dalszego działania, trzeba podpowiedzieć jakieś nowe rozwiązania. Czyż nie przyjemniej się patrzy na taką radosną Iwonkę?

    Czymże jest „normalna praca”??? Ośmiogodzinnym trybem za stertą papierów w biurze.  Dżizas!!!!!!!

    Jakiś czas temu  miałam wątpliwą przyjemność stać w długiej kolejce na poczcie bez klimatyzacji przy trzydziestostopniowym upale. Abstrahując od doznań zapachowych interesantów skupiłam się na pani w tzw. okienku. Powiem Wam tragedia, ja rozumiem, że i ona może powiedzieć że swoją pracę lubi, jednak nic co było do zauważenia gołym okiem na to nie wskazywało. Zmęczona twarz, zmęczone dłonie i w ogóle cała zmęczona, ton opryskliwy i na świat cały obrażony, a i umiejętności obsługi sprzętu dla mnie laika wątpliwe. Pech chciał, że drukarka nawaliła na co pani zupełnie alternatywy nie miała. Nie spodziewałam się przeprosin za czekanie 40 minut w kolejce, bo to przecież sprzęt nawalił a nie ona, ale jakiś uśmiech byłby wskazany, delikatny chociaż ruch w kąciku ust.

    Czy to jest dla tej pani „normalna praca”? Moja wyobraźnia dopisała już scenariusz wracającej „pani z okienka” do domu z siatami zakupów zrobionych po drodze, zmęczonej pracą, drogą, wszystkim, i równie gburowato odnoszącej się do domowników. Przepraszam wszystkie panie z poczty bo to nie dotyczy ogółu, ale to moje subiektywne spostrzeżenie i moje subiektywne wyobrażenie. Znam cudowne panie urzędniczki uśmiechnięte, życzliwe nawet w obliczu peerelowskiego sprzętu w urzędzie. Pytanie mam …czy to jest ta tzw. normalna praca??? Dla jednej pani tak a dla Iwonki nie. I ona do cholery ma prawo tak uważać!!

    Trener personalny, albo coach… to dopiero wzbudza komentarze wśród znajomych, sąsiadek cioć i teściowych. Co to w ogóle za zawód jest??? Co to za praca??? Czy ona nie może sobie „normalnej pracy” znaleźć? Są wśród czytających kobiety, które korzystały lub nadal korzystają z pomocy takiego coacha, którym świat zmienił się na lepsze pracując z nim, dlatego nie muszę pisać jak cenny jest to zawód i jak wiele dobrego wnosi w nasze życie. W moje na pewno.

    Ale czy to na pewno „normalna praca”?? Przecież tak gada do tych ludzi, słucha, co to w ogóle jest za praca, jak z tego żyć??? No powiem Wam, że można…. Ha ha ha(długi śmiech). 

    Twoja praca, zajęcie, projekt, powołanie, cokolwiek by to nie było, nie jest dla innych, jest dla Ciebie. I nikomu nie dawaj prawa do oceniania lub krytykowania swojej pracy. Nie możesz swojego zawodowego życia ustawiać pod innych. Twoja praca nie może być frustrująca i sprawiająca przykrość. Ja wiem, że nie każdy i nie codziennie będzie chodził do pracy podśpiewując z radości „hej ho, hej ho do pracy by się szło”, nie codziennie będzie w naszej głowie afirmacja „och jaką ja mam super pracę, jak ja lubię do niej chodzić!!”. Oczywiście, że nie. Sama też mam takie dni, że najlepiej to bym urlop na żądanie wzięła. To akurat uważam za „normalne”. Ale na miłość boską, jeśli miałabym każdego dnia w szarym nastroju do niej wyruszać, jeśli nie czułabym radości, że robię coś fajnego, że się wypalam, nudzę i nie rozwijam to sorry memory ale  to nie dla mnie i dla Was chyba też nie. Jeśli natomiast lubicie swoją pracę tak jak Iwonka, jeśli sprawia Wam ona radość to super!!! Tak powinno być. Nie ważne co na to mąż, teściowa, koleżanka. Nie ważne, że komuś nie odpowiada stan Twojego konta skoro Tobie odpowiada, to przecież Twoje konto. To Twoja praca, Twoje życie, nie skupiaj się na ich komentowaniu tylko przełóż to na działanie. 

    Jeśli stoisz po tej drugiej stronie barykady, czyli to Ty krytykujesz koleżankę, bratową czy kuzynkę, że co ona w ogóle w tym życiu robi, wzięłaby się za „normalna pracę” to apeluję ZMIEŃ SIĘ KOBIETO!!!! Zajmij się swoim życiem, swoją pracą i daj spokój innym. Jeśli nie dajesz rady cieszyć się czyimś szczęściem, zadowoleniem i spełnieniem to chociaż odpuść sobie syczące docinki. 

     Pojawiło się w ostatnich latach tyle możliwości zawodowych dla kobiet, tyle nowych zajęć i zawodów, że niektórzy po prostu nie nadążają za tymi zmianami, ale skoro Ty nadążasz i znalazłaś dla siebie swoje miejsce to gratuluję i trzymam kciuki.  Jeśli Twoja praca sprawia ci radość to znaczy, że jest „normalna”, nie ważne co mówią inni, normalna praca jest wtedy normalna kiedy Ty tak uważasz  ale fajny wniosek mi się wykluł ☺Pozdrawiam.

  • KROK PO KROKU

    Tak wiem, słyszałyście, że tak trzeba zmieniać swoje życie. Czytałyście to już pewnie w  kilkunastu tekstach. Wszystkie to słyszałyśmy i wszystkie doskonale o tym wiemy.

     Po co to powtarzam?  Bo zapominamy o tym, poddajemy się, chcemy żeby coś się zmieniło już!!

     Tu i teraz!!  Brak nam wiary i cierpliwości. Mi też to zjawisko nie jest obce. Tyle projektów było od zawsze w mojej głowie, tyle książek miałam napisać, tyle blogów prowadzić i tyle firm otworzyć. Porażka za porażką dobijały mnie naprawdę często. To wszystko było wynikiem poddawania się, chaosu, braku organizacji i cierpliwości. Jaka ta cierpliwość jest w naszym życiu ważna. Tak wiele się na niej opiera. Schudnąć chcemy w tydzień, zbudować masę w dwa a dom wybudować w rok. No się nie da. 

    Na wszystko potrzeba czasu, odpowiedniego czasu.  I dlatego trzeba działać krok po kroku, nawet jak się nam nie udaje to przypominać sobie , jeszcze raz i jeszcze raz, nawet na głos przypominać. Największe milionerki tego świata , bizneswomen  i inne kobiety sukcesu czasem upadają, czasem się poddają , ale wiedzą, że żaden sukces nie przychodzi nagle, szybko, od razu. 

    Prawie wszystkie kobiety, które obserwujemy w necie, ja i Ty. Nie zajmowały się tym co teraz tak od razu, od początku swojej ścieżki zawodowej. Przeszły przez różne etapy i doświadczyły wielu zróżnicowanych zajęć. Najbardziej przekonują mnie te,  które skupiły się na swojej ścieżce obranej po odpowiedzi na pytanie „ Co JA chcę w życiu robić?”. Nie inni, JA. I idąc ścieżką swoich pragnień i wartości realizowały swój plan właśnie krok po kroku. Czy zadałaś sobie pytanie co chcesz w życiu robić? TY ,nie twój mąż, rodzice, sąsiadka czy szwagier. Tylko TY. To jest najważniejsze pytanie, bo bez niego Twoje życie będzie jak strumień wody , który leci z kranu. Abstrahując od tego gdzie ta woda ląduje nie chcesz chyba, żeby inni decydowali o wielkości tego strumienia, o jego temperaturze i częstotliwości  odkręcania kranu.

    Ale od celu trzeba zacząć. Zrobić plan działania i działać. Krok po kroku. Traktując w ten sposób każdy swój projekt, zarówno zawodowy jak i prywatny. Na takim planie opierają się przecież wszelkiego rodzaju diety, plany treningów, biznesplany czy rozwody. Zawsze od czegoś trzeba zacząć. Nasz problem polega na tym, że chcemy widzieć efekt bardzo szybko. Na ten efekt trzeba jednak poczekać, chociaż właściwym słowem będzie „zapracować”. Bo samo stanie i czekanie do żadnego celu nas nie doprowadzi, no chyba że może do tych mniej ambitnych. Ta praca nad dojściem do celu to jest znowu proces, który tak często się na moim blogu pojawia. Praca nad tym blogiem to też proces. Zdrowe odchudzanie to też proces, w którym ja akurat specjalistką nie jestem. Nasz rozwój to też proces. Czyli słowy innymi krok po kroku realizujemy nasz plan. Obojętnie jaki by on nie był musi swoje punkty zaliczać po kolei a nie od tzw. „dupy strony”. Jak będę chciała zrobić dla Ciebie tort urodzinowy to najpierw muszę się go nauczyć robić, i to duuużo, duuużo wcześniej, nie chcesz przecież żebym eksperymentowała na Tobie. Jeśli będę chciała zrobić dla Ciebie wymarzony bukiet ślubny na ten najważniejszy dla Ciebie dzień, najpierw muszę się doskonale w tej dziedzinie wyszkolić, żebyś Ty nie obawiała się co ja za dziwadło ukręcę. Ciągle tak wielu kobietom brakuje cierpliwości do nauki, do doskonalenia swoich umiejętności, pogłębiania wiedzy i praktyki, jakby były na tyle doskonałe żeby robić wszystko i od zawsze najlepiej. Bez minimalnej nawet  refleksji przyjmują do wiadomości, że to świat jest beznadziejny i dlatego ich biznes nie wychodzi. Nie biorą pod uwagę, że aby być konkurencyjnym w swojej dziedzinie to w sobie trzeba upatrywać problemu i go rozwiązać. 
    Takie działanie krok po kroku jest świetne moim zdaniem jeśli obierzemy drogę celów krótkoterminowych. Szybciej wtedy widać efekty, które nawet dobrze byłoby nagradzać, mam tu na myśli nagrody maleńkie, symboliczne wręcz. Mnie to bardzo dopinguje.

     Mam znajomą, która ma na celu codziennie przeżyć dzień radośnie i bez stresu, a że właśnie przeszła trudną chemioterapię  jest to dla mnie dość oczywiste, nie potrzebne jej stresy, chciałaby się cieszyć każdym dniem. Po tygodniu udanych celów otrzymuje nagrodę, organizuje wspólnie z mężem piknik  na łące czy w lesie, taki po prostu.. we dwoje. Sama sobie tą nagrodę wymyśliła, bo jest dla niej wartościowa. Osiągnięcie takiego prozaicznego celu też nie jest dla niej proste. Przebywanie wśród ludzi ogólnie proste nie jest, wiem co mówię pracując wiele lat w dziedzinie handlu. Ludzie potrafią frustrować i zmienić  dużą część dnia w trudną do zniesienia, ale wróćmy do tej znajomej. Pracując w dużej korporacji musi panować nad swoimi złymi emocjami, nad tym aby nie popadać w jakieś toksyczne relacje a to też jest proces, który realizuje godzina po godzinie. Nagradzanie samej siebie to oznaka szacunku, o który tak zabiegamy od innych ciągle zapominając o sobie. Świetne stwierdzenie usłyszałam  nie dawno – ”randka ze sobą” i tak to rozumiem, że mamy prawo rozpieszczać siebie samą niejako w nagrodę za to, że doszłyśmy do naszego celu i zrealizowałyśmy go zgodnie z planem. I ten plan trwać może latami, tak latami. Są kobiety, które dojrzewają do jakiejś decyzji tydzień a są takie które dziesięć lat. Oczywiście biorąc również pod uwagę sprawę której dotyczy. Bez względu czy jest to podjęcie decyzji o zmianie pracy, o zrzuceniu zbędnych kilogramów, rozwodzie, założeniu nowej firmy czy zdobyciu  jak największej liczby kroków w aplikacji. Ale nie można się poddawać przy pierwszej porażce, nawet przy drugiej. Trzeba próbować i walczyć o siebie.

    Dopinguję Was w ramach dopingu samej siebie bo każdego dnia moje małe punkty projektu ulegają dekonstrukcji, są rzucane w kąt, w mojej głowie też pojawia się popularna myśl „nie chce mi się”. Ale biorę pod uwagę, że to normalne, nie jestem sama. „Niechcemisiów” dookoła mnóstwo. Nie codziennie  przecież wstajemy z łóżka i skaczemy z radości oczekując na kolejny pełen pracy, emocji i radości dzień. Nie chce nam się okna otworzyć, ubrać nam się nie chce, do roboty pójść. Bywają takie dni. Uwierzcie mi nikt nie ma ciągłego stanu pt. „ Hej do przodu!!!” Ale trzeba to przeczekać, zmusić się albo po prostu odpocząć, każdy ma swoje indywidualne lekarstwo na takie stany . Warto wiedzieć, że one są chwilowe ,żeby potem działać z pełną parą.  Żeby żyć lepiej, pełniej, radośniej trzeba kolejnym krokiem ruszyć do przodu. Jak już podniesiecie się z pozycji „Niechcemisia” to wróćcie do swojego planu na życie i działajcie dalej. To była po prostu krótka przerwa w kroczeniu do przodu. Dużo siły kobiety!!!

  • Sieciowe kobiety

    W rozmowach z Wami kobietami  tak często powiela się spostrzeżenie , że widzimy swoje życie w historiach innych kobiet. I być może dlatego tak doskonale się rozumiemy. Oczywiście nie wszystkie ze wszystkimi , ale nawet nie znając się osobiście a jedynie z sieci, poprzez ekran smartfona, na podstawie komentarzy czy nawet zdjęć utożsamiamy się z jakąś kobietą na drugim końcu Polski, nawet świata.

     Mamy podobne historie także ze względu na podobne błędy, które popełniamy. Dla mnie jest to zjawisko nowe, ponieważ byłam zawsze bardzo sceptycznie nastawiona do znajomości  z internetu czy nawet do wiarygodności historii, które się w nim pojawiały. Oczywiście wszystko mi się pozmieniało i dziś sama widzę siebie w wielu opowieściach. Od jednej takiej cudownej „sieciowej” kobiety usłyszałam, że gdybyśmy wcześniej miały możliwość czytania naszych wspólnych historii to być może uniknęłybyśmy ważnych  błędów . I może tak by było, choć nie lubię gdybania. Zagadką jest czy obecnie młode dziewczyny są w stanie brać ważne lekcje z tych wszystkich trudnych tematycznie opowieści . Byłoby to mile widziane w moich oczach bo skoro jakaś ogromna liczba kobiet popełniła w życiu jeden i ten sam błąd to kolejna ma przetarte ścieżki, aby tego uniknąć. 

    Zastanawiałam się skąd bierze się ta solidarność kobiet. Na swoją własną odpowiedź długo czekać nie musiałam, my po prostu chcemy usłyszeć potwierdzenie swoich decyzji, płacz z rozpaczy lub tęsknoty w innej kobiecie. Na jednym ze szkoleń na pytanie „ Która z Was czuje się stuprocentową kobietą?” nie podniosła ręki żadna, na kolejne „ Która z Was dobrze wykonuje obowiązki pani domu?” zgłosiło się osiemdziesiąt procent uczestniczek. Mamy po prostu podobnie. I nie mam co do tego wątpliwości, że różniąc się mamy jednocześnie wiele cech wspólnych, pragnień wspólnych, marzeń i  problemów. Dlatego nie powinnyśmy się unikać. Wręcz przeciwnie, należy się gromadzić, rozmawiać, wymieniać doświadczeniami. Chociaż weszło to trochę do naszej kultury, że kobiety sobie muszą zazdrościć, właściwie wszystkiego, że nie powinny się pocieszać, wspierać, pomagać, bo przecież jesteśmy złośliwe, mściwe i perfidne. I wreszcie, że nie powinnyśmy, broń Boże, opowiadać sobie naszych własnych, prywatnych historii, szczególnie tych domowych. A ja się pytam WHY NOT???!!! Kto lepiej zrozumie kobietę niż ona sama? Nie oczekując nawet porady czy pomocy a jedynie wysłuchania, zrozumienia. Takie to proste a jakże trudne.  To jest nasza „ kultura milczenia” z której bierze się zjawisko niespodzianki, kiedy po latach dowiadujemy się, że nasza przyjaciółka, koleżanka z pracy czy sąsiadka żyje w toksycznym związku, że jest ofiarą wieloletniej przemocy lub boryka się z depresją. Na co dzień przybierając twarz radosnej i spełnionej . Nie pozwólmy na to aby kobieta, żyjąca obok nas nie miała szansy otworzyć się tylko dlatego, że nie wypada. Nie bójmy się zadawać pytań, my same również się nie blokujmy. Patrząc prosto w oczy koleżanki możemy dostrzec swoją historię, swoje problemy, lęki, marzenia. Czasem chcemy pobyć same w swoim cierpieniu ale może warto poprosić o pomoc, zapytać, skorzystać z doświadczenia. Same pewnie zauważyłyście jak chętnie dzielimy się radością, chwalimy jak pięknie na święta wysprzątałyśmy dom i że w promocji kupiłyśmy proszek w Biedronce….jaka to ogromna radość do podzielenia się. Trudniej jest nam zapytać o radę kobietę kiedy znajdziemy się w ciężkiej sytuacji bo „co ona sobie o mnie pomyśli?”.  Umniejszamy zatem ważność tej trudnej sprawy, od której często zależy nasz szczęście. Mamy moje drogie tylko jedno życie, nic do stracenia. Swobodnie rozmawiamy o pogodzie a jakość naszego życia jest tematem tabu. 

     Jeśli te znajomości w realu nie dają nam takiej swobody, możemy ją odnaleźć właśnie w mediach społecznościowych , na blogach, w grupach wsparcia. Tam znajdziemy osoby, które pokazują na swoim przykładzie jak walczą z  problemami, jak sobie radzą. W nich możemy odnaleźć sposób dla siebie „ skoro jej się udało mnie też się uda”. Nie bójmy się do siebie pisać, wymieniać doświadczeniami, możliwości jest wiele. Jak pokazują różne przykłady na taką  obcą osobę jesteśmy coraz bardziej otwarte niż na najbliższych. Moje cudowne „sieciowe kobiety” wspierają się nawzajem, dają świadectwo mocy i siły . Dopingują i motywują bo każda metoda jest dobra. Czytając post na instagramie, czy artykuł na blogu czujemy ogromną solidarność, często podziw lub współczucie, reakcji jest wiele. Doceniam zawsze otwartość z jaką się spotykam w opisach i nie mam tu na myśli odwagi w pokazywaniu tyłka czy  składu kolejnego balsamu do ciała. Pisanie i pokazywanie swojej opowieści, swoich doświadczeń życiowych otwierają drzwi do świata w którym kobieta boryka się z życiem po prostu, pokonuje lęki, walczy z traumą , cieszy sukcesami. Nie siedzimy w miejscu, działamy. Rozmawiamy, piszemy, czytamy. Każdy dzień jest krokiem na przód aby żyć pełnią życia realizując swoje wartości. Dziękując wszystkim kobietom z sieci zachęcam do zajrzenia w świat niektórych z nich :

    * Agnieszka Makowska, aktywna mama, której na sercu leżą problemy kobiet, inicjatorka warsztatów oraz serii wywiadów „Podziel się jak pomagasz innym”

    * Barbara Lech, dyrektor Oddziału Śląskiego Izby Coachingu, dyplomowany coach, autorka książek, prowadząca warsztaty i szkolenia rozwojowe

    * Barbara Grzymkowska-Blok, pisarka, założycielka bloga „Florysztuka”, nauczycielka języka polskiego, biblioterapeutka, autorka książki „Osobista wojna”, która wkrótce trafi na półki

    * Marlena Gajdzik, założycielka grupy  „ Przedsiębiorcze i Niezależne  Polki na świecie” gdzie prowadzi wywiady oraz inicjuje różnego rodzaju wartościowe akcje, studentka Psychologii w Biznesie w WSB w Bydgoszczy

  • TROCHĘ O PEWNOŚCI SIEBIE

    Tak jak obiecałam dziś kilka moich subiektywnych lekcji  jakie wyniosłam z ostatnich warsztatów , w których brałam  udział. Prowadziła je Barbara Lech, coach i autorka „Żółtej książki o pewności siebie”, której budowanie pewności siebie leży głęboko na sercu. Właśnie pewność siebie była tym nad czym pochyliłyśmy głowę, bo jak się okazuje to od niej uzależnione jest nasze spostrzeganie świata oraz samych siebie. To od niej zależy czy doprowadzamy nasze projekty do końca, czy osiągamy sukcesy, w końcu, czy jesteśmy szczęśliwe. Wśród uczestniczek odnalazłam kobiety, które pewność siebie mają a jednak ciągle jej szukają, pogłębiają i cały czas pracują nad tym tematem. Każda z nas od siebie mogła się wiele nauczyć, dlatego zawsze będę Was namawiała do brania udziału w tego typu spotkaniach bo nawet jeśli wydaje się Wam, że to nie dla Was, że w sumie to już wszystko wiecie…to ja Wam mówię, że nie wiecie, że ciągle są obszary do pracy i właściwie to zawsze będą, nikt nie jest na tyle doskonały aby nie dążyć do doskonałości. Takie spotkania pokazują nam nasze słabości i miejsca którym należy poświęcić więcej uwagi, ale też  z drugiej strony jakie jesteśmy wspaniałe i ile mamy w sobie mocy. To zaskakujące ile w nas kobietach drzemie potencjału do pracy nas sobą ale też do wzmacniania siły w innych kobietach. Jesteśmy silniejsze, niż nam się wydaje. Tkwią w nas pokłady walki, które trzeba połączyć z wiarą a wspólnym mianownikiem będzie pewność siebie. Dobra atmosfera towarzysząca warsztatom połączona była z konkretnymi działaniami, życiową wiedzą, dzięki której potwierdziła się moja opinia o samej sobie, że po prostu LUBIĘ SIEBIE!

    książka o pewności siebie

    Polubienie samej siebie, pokochanie wręcz stanowi podstawę otwierania się na świat, na wszystko co nas otacza zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej. Kobieta, która siebie nie lubi, nie akceptuje, myśli o sobie źle jest na takiej właśnie pozycji…. nie boję się użyć tego słowa…przegranej. Jeśli chcesz by inni traktowali Ciebie jak milion dolarów sama siebie tak traktuj. Bądź dla siebie dobra, rozpieszczaj siebie, traktuj samą siebie z szacunkiem. Jeśli czujesz się źle w jakiejś sytuacji, przysiądź na chwilę i odpowiedz sobie na pytanie „Czy ja na to zasługuję?”. Jeśli nie, to zmień to, zmień nawyki, zmień nastawienie. Bądź dla siebie dobra, tylko tyle. Ja jestem dumna że wraz ze mną na takie warsztaty, na poprawę swojego życia, na samoświadomość otwierają się inne kobiety☺ Serce mi się raduje. Super jest otaczać się ludźmi pozytywnie do siebie nastawionych. Oprócz wiedzy zyskujemy dodatkowo nowe relacje, które nas umacniają i upewniają, że naprawdę warto!!!!!! O kolejnych warsztatach, szkoleniach i webinarach dowiecie się z oficjalnej strony Basi Zajrzyjcie, zachęcam

  • LUBICIE MIESIĘCZNICE????

    Dzisiaj mija miesiąc od momentu, kiedy wystartował mój blog. Jestem przeszczęśliwa bo odwiedziło go już 475 osób przy 2095 odsłonach.  Wow!!! Przeszło to moje najśmielsze oczekiwania ☺ ☺ ☺. Bardzo Wam dziękuję. Wiem, że wchodzicie, klikacie , czytacie. To wspaniałe, że moje słowo pisane jest przez Was tak pozytywnie odbierane. Dostaję od Was sygnały jak wiele czerpiecie z moich artykułów i ile wnoszą w Wasze życie. Moja misja dostaje wtedy potwierdzenie, że cel osiągnięty. Chcę trafić do tych z Was, które swojej wartości nie mogą odnaleźć, do tych, które ją mają ale istnieje obawa, że ją utracą oraz tych, które mają ją zawyżoną. Czyli jednym słowem do wszystkich. Cieszę się , celebruję, krzyczę huraaaaa!!

    Usłyszałam ostatnio, że należy się radować ze wszystkich naszych sukcesów, a to niewątpliwie ogromny sukces!  Moja miesięcznica przynosi mi wiele radości i energii do dalszego działania. Już niedługo nowy artykuł streszczający ostatnie warsztaty w jakich miałam przyjemność brać udział, także obserwujcie. Tymczasem proszę o informację na blogu, instagramie lub na grupie jakie tematy chcecie abym poruszyła, co jest dla Was ważne , bo w końcu to jest blog dla nas wszystkich 🙂 Ściskam Was mocno i zaglądajcie w wolnej chwili ☺

  • LETNIE SMUTECZKI

    Od kilku dni za plecami słyszę ze stron różnych „o matko bosko idzie jesień!!!” . Wstaję rano i patrzę za okno a tam mgła unosząca się nad łąką i powiem Wam, że chyba rzeczywiście idzie. Chociaż ja osobiście jesień uwielbiam to nigdy nie jest mile widzianym gościem, ponieważ zawsze przychodzi za szybko. Zamknęłyście już pewnie odrobinę lata w słoikach w postaci truskawek i wiśni, u mnie właśnie pakuje się w słoiczki hit końcówki lata, czyli ukochane moje leczo i jego zapach unoszący się po domu mówi mi „weź się kobieto na jesień przygotuj”. Ciekawa jestem jak u Was wyglądają przygotowania do jesieni. Z mojego domu rodzinnego z czasów dzieciństwa  pamiętam wypełnioną po brzegi wekami piwnicę, stos drewna i węgla na opał, uszczelnione okna i owinięte drzewka w ogrodzie. Dziś, tak jak wiele z Was, staram się zapełnić półki i zamrażarkę zapasami, chociaż nieco inaczej to wygląda niż wtedy. Wiem z opowieści moich koleżanek o selekcji szafy z ubraniami, zakupie nowych „pełnych” butów, ogarnięciu ogrodu, zasuszaniu ziół, drobnych remontach czy przygotowaniu soku z czarnego bzu na odporność. Każda z nas przygotowuje się na jesień na swój sposób. Głównie chodzi o to, abyśmy miały wiele rzeczy pod ręką w razie dramatycznej aury na zewnątrz, żeby łatwiej nam się w naszym domku funkcjonowało no i żeby zapach lata jak najdłużej w nim pozostał. 

    Słoik lecza

    Oprócz jedzonka staramy się zachować letni klimat w domu wrzucając muszelki do szklanej misy na komodzie, oprawiamy w ramki zdjęcia z plaży i dbamy o świeże kwiaty w wazonie…. do tego akurat namawiam Was  przez rok cały ☺. Jednym słowem większość z nas nie chce tak szybko tego lata wypuścić z rąk. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, żeby nie dopadły nas letnie smuteczki, a mianowicie zachowanie równowagi w naszym rozwoju do którego na łamach tego bloga zawsze Was namawiam. Wracamy z urlopów, kompletujemy dzieciom przybory szkolne, często zapominając o sobie….. nie czasem, ale często właśnie. Proponuję, jak zwykle ,zaplanować tę końcówkę lata w ten sposób , aby uwzględnić  również nasze potrzeby . Zapisanie w kalendarzu wszystkich ważnych wydarzeń lokalnych, szkoleń, warsztatów, wyjazdów służbowych będzie swego rodzaju wyznacznikiem czasu „od do”. Póki umysł światły i jeszcze letniawo świeży ☺. 

    Nasz kalendarz służyć powinien zarówno nam jak i naszej rodzinie, żeby każdy mógł swoje prywatne sprawy czy spotkania rodzinne zaplanować tak, aby nikomu nie wchodzić w drogę.  Warto przed nastaniem jesieni jeszcze spotkać się z koleżanką, warto pojechać choćby nad rzekę, warto zrobić sobie listę książek, które zawsze chciałyśmy przeczytać, ale nigdy nie było na to czasu.  Zaplanujmy sobie tę jesień latem. Póki jeszcze ciepło usiądźmy na tarasie czy w parku na ławce i pomyślmy o sobie, o tym co chciałybyśmy zrealizować w najbliższym czasie. Może chciałabyś zapisać się na kurs języka angielskiego, czemu nie teraz? To jest dobry moment aby to zaplanować i zacząć działać. Może chcesz zmienić coś w swoim życiu, ale sama nie wiesz co. Zapisz się na webinar, obejrzyj jakiś live rozwojowy, rozplanuj sobie nadchodzące miesiące pod tym względem i trzymaj się tego, uwierz mi, rozwijając siebie samą skorzysta na tym całe Twoje otoczenie.  Energia, którą teraz posiadasz powinna zostać wykorzystana do Twoich celów. Dobrze wiesz, że jesienne szarugi potrafią zniechęcić do wszystkiego. Doskonale to rozumiem bo też tak mam. Przychodzi plucha i szaruga i po prostu leń mnie dopada, głowa nie pracuje a jest jedynie organem odtwórczym . Znacznie trudniej wtedy o nowe pomysły i projekty. Jeśli teraz je masz, zapisz czym prędzej, nawet gdy ich realizacja nastąpi dopiero w październiku. Leżąc na gorącym piasku w głowie snułaś jakieś plany i marzenia. Może teraz ich nie spełnisz, ale jeśli o nich zapomnisz to już w ogóle rozmyją się w realiach.

    kubek na książkach

    Kiedy kończy się lato odnosisz pewnie  wrażenie, że tak szybko minęło, że jeszcze tyle spraw miałaś załatwić, tyle miejsc odwiedzić, tyle lodów zjeść, a tu klops, wrzesień za pasem. Ale tego nie przeskoczymy, jest to jedna z tych spraw na które nie mamy wpływu, więc nie ma się co skupiać na mijającym czasie, tylko spożytkować  zmagazynowaną w nas energię i siłę. Zastanów się w jakim miejscu swojego życia teraz się znalazłaś? Jakie są Twoje cele? Czy w ogóle jakieś masz? Czy jest coś co chciałabyś zmienić? Czy wszystkie sfery Twojego życia Cię zadawalają ? Czy masz jakieś pomysły aby jeszcze bardziej udoskonalić  Twoje sprawy zawodowe, prywatne, relacje z partnerem czy przyjaciółmi? Myślę, że warto odpowiedzieć sobie teraz na te pytania i wykonać jakiekolwiek, nawet najmniejsze działania w kierunku ich zmiany. Moja znajoma, która jest prezesem naprawdę dobrze prosperującej firmy powiedziała mi kiedyś, że nigdy nie będzie na tyle doskonała, żeby się nie doskonalić. Jej główną zmorą są  jednak zanikające kontakty z przyjaciółmi, pod natłokiem pracy i wiecznie brakującego czasu zapomina o tych relacjach. Za każdym razem kiedy zadawała sobie takie pytania ten właśnie problem okazywał się największym. Planowała wtedy spotkania, wykonywała telefony albo po prostu wysyłała smsa do koleżanki „ hej co tam?? Może się spotkamy?”. Kiedy kolejny i kolejny raz docierało do niej, że sytuacja się powtarza postępowała w dokładnie taki sam sposób. Nawet kiedy zanikały te relacje  to próbowała je pobudzić i odnowić. Może nie był to doskonały sposób ale jakiś był. Proste , prawda? 

    muszelki na ręce

    na również stosuje metodę o której już wcześniej pisałam, czyli notowania wszystkiego co nam do głowy przychodzi, planowania w kalendarzu i odhaczania wykonanych zadań. Może Tobie też to ułatwi życie. Zapisz sobie …teraz … jakie są Twoje cele??? Co chcesz zmienić?? Co musisz zrobić  w pierwszej kolejności aby to zmienić???? Teraz!! Nie czekaj na potem. Utarło się przekonanie, że planujemy i stawiamy sobie jakieś cele na początku każdego roku. A ja Ci dziś powiem, że początek tego roku był cholernie dawno a początek kolejnego dopiero za kilka miesięcy. I przypuszczam, że zapomniałaś już dawno co to za cele były. Więc ..(chyba nie zaczyna się zdania od więc, ale co tam) jak już podreperujesz domowe usterki, jak zrobisz powidła śliwkowe i jak wyniesiesz na strych walizki…zajmij się sobą i swoimi celami. To Ty dla siebie jesteś najważniejsza ☺ Powodzenia!

  • KOLOROWO MI

    Tak jakoś nam kobietom zmieniają się gusta dotyczące ubrań, fryzur i kolorów. Porównując siebie sprzed lat i obecnie łatwo dostrzegamy różnicę nie tylko w stylistyce, bo ta zmienia się w zależności od panującej mody. Często widzimy także, a może głównie, że nasze kolory się zmieniają. Ja sama jako młoda dziewczyna ubierałam się często na czarno , brązy jakieś, ciemne zielenie. To takie bezpieczne było. Łatwo się schować za kolor, który uznawałam za bezpieczny. A że posiadałam całą masę kompleksów…taka okularnica z nadwagą… to ta czerń sprawiała, że czułam się niewidzialna.  

    Mówią, że czerń to nie kolor tylko stan umysłu i chyba coś w tym jest. Pogłębiając ten temat na jednym z warsztatów dotyczącym kolorów  doszłyśmy wspólnie z innymi kobietami do wniosku, że nie jesteśmy odosobnione w tym temacie. Często wybieramy kolory stonowane, bezpieczne, choć z wiekiem rzeczywiście coś w naszych głowach zaczyna się zmieniać. Wcale  nie jest tak , że skoro uznajemy same siebie za nostalgiczną i romantyczną panią jesień to takim typem urody jesteśmy…nie. Fajnie jak kobiety są świadome same siebie i to nie tylko w kwestii majątku, zawodu czy rodziny.

    68751657_937429376605960_7783371215921479680_n

    Namawiam Was wszystkie do poznania tego tematu bo zawsze warto wiedzieć więcej o sobie samej. My jako obserwatorki również zauważamy to jak ubierają się inne kobiety, co sobą reprezentują. Możemy sobie wmawiać, że „szata nie zdobi człowieka”, że nie ważne jest to co nosimy ale to co mamy w głowie, oczywiście, jeśli ktoś chce tak myśleć nie oceniam, nie krytykuję. Sama popełniam bardzo wiele błędów jeśli chodzi o garderobę, ale uważam, że warto jest być  chociaż trochę świadomym samej teorii, może kiedyś pokryje się ona z praktyką. To, że nasz wygląd ma wpływ na otoczenie, na to jak jesteśmy postrzegane przez innych wiadomo nie od dziś. Psychologowie nazywają to „efektem aureoli”. Uzyskujemy go dzięki swoim świadomym decyzjom dobierając poszczególne elementy garderoby lub zupełnie nieświadomie wybierając z szafy przypadkowe ubrania.

    69287679_2489465528007528_5792139667855900672_n

    Skoro blog dotyczy kobiet świadomych, dbających o swój rozwój nie mogę pominąć tematu dobrego samopoczucia mającego związek z naszą garderobą. Wsłuchując się w to co mają do powiedzenia styliści, trenerzy personalni  wspólną linią, która łączy nasze dobre samopoczucie z tym co widzą w nas inni jest to jak się nosimy. Na podstawie ich teorii mogę stwierdzić, że zarówno porzucenie starych dresowych spodni jak i wielkich bawełnianych „gaci” powoduje u nas poczucie zmiany na lepsze. To zadziwiające jak zwykła zmiana bielizny na bardziej kobiecą, seksowną może pomóc dostrzec kobietę w kobiecie, nawet jeśli jest ona ukryta pod sukienką. Równie  zadziwiające jak wyrzucenie podartych i rozciągniętych spodni , które wyzwala w nas nieco bardziej zadbaną kobietę. Tak wiele z nas po powrocie z pracy do domu przybiera jakieś podarte, znoszone szmatki i staje się kimś innym, jakby w domu wśród najbliższych nie wolno nam było czuć się kobieco. Wydaje mi się że to może być jedną z przyczyn dla których jesteśmy traktowane tak jak wyglądamy, widząc kobietę elegancką reprezentującą tzw. „power dressing” obdarzamy ją szacunkiem natomiast, kiedy jest ona niechlujnie ubrana to jest tzw. kurą domową, choć często jest to jedna i ta sama kobieta. Wydaje mi się, że chyba wszystkie wolimy być szanowane niż traktowane przedmiotowo. I nie mam tu wcale na myśli tego, że od dzisiaj mamy się nosić po domu w garsonkach i szpilkach . Nie mam wcale takiego zamiaru, ale przyjrzyjmy się swojej szafie.

    69237802_1335944999903233_8933365721790939136_n

    Justyna na warsztatach powiedziała ciekawą rzecz, że sprzątając co jakiś czas w szafie odkładała ubrania na różne „kupki” i ta tzw. ”kupka rzeczy domowych do sprzątania” była największa, jakby nic innego w życiu nie robiła tylko sprzątała. Też tak macie?? Bo ja mam. Żal wyrzucić bo przecież jeszcze się przyda do tzw. „chodzenia po domu”.  Czy my kobiety warte milion rzeczywiście najlepiej czujemy się w szarych dresach z wypchanymi kolanami. Czy nie możemy zmienić nawet tego domowego stroju na jakiś bardziej modny, kolorowy , nowy?? Wiem z autopsji, że można i że działa. ☺ Pogłębiajcie swoją wiedzę na temat kolorów, typów urody, bądźcie kobietami świadomymi siebie. Jestem pewna , że ten temat pojawi się u mnie nie raz, bo jest ciekawy, obszerny i radosny. Zabawa kolorami i poznawanie samej siebie w różnych odsłonach to może być nauka na wiele lat. Warsztaty u Justyny będą się pewnie jeszcze nie raz pojawiać i postaram się również na łamach bloga o tym informować. Ściskam Was kolorowo.

  • ZRÓB TO!!!!!!!!!!!

    Co jest z tymi kobietami? Z jednej strony czytam, że co trzecia polka jest prezeską lub prowadzi firmę z drugiej strony co druga kompletnie nie potrafi zorganizować sobie czasu. Marzy, planuje, ma jakieś wizje ale nie robi nic. Odkładanie na potem wszelkiego rodzaju problemów jest nagminne wśród kobiet. Nie wiem czy to w związku ze strachem, czy w nadziei, że ktoś inny się tym zajmie. Mamy tendencję do robienia kilku rzeczy naraz ale te rzeczy są często najmniej ważne dla nas samych. My, kobiety  wchodząc do łazienki umyć włosy po drodze umyjemy brodzik, umywalkę, wypolerujemy lustro i zgarniemy puste opakowania po szamponach a przy wyjściu dojdzie do nas fakt, że włosy są nie umyte. Tak jest z każdym poważnym problemem, z każdą sprawą tzw. ważną ale jednocześnie trudną. Odkładamy ją na potem zajmując się pierdołami. Wiemy, że trzeba zmienić pracę bo w tej ani rozwoju ani pieniędzy, ale czekamy….może się coś zmieni, narzucamy sobie więcej zadań, żeby o tym nie myśleć…pomyślę potem ….znacie to ? Wiemy, że trzeba iść do banku wyjaśnić sprawy nieopłaconego kredytu…jeszcze nie dziś…jutro, dziś jakaś nerwowa jestem.  Masz możliwość awansu, tylko wystarczy ukończyć jakiś jeden kurs, szkolenie, ale może następnym razem, teraz nie jest najlepszy moment bo mąż ma dużo nadgodzin a syn teraz tyle ważnych rozgrywek meczowych, może w przyszłym roku. Odkładasz, odkładasz…. aż wiesz co? Zapominasz i nie robisz nic. A powiem Ci nowinę… czas nie czeka , czas leci dalej.

    Żyjemy tu i teraz, w pięknych czasach, które dają nam kobietom wiele możliwości. Mamy prawo wyboru w wielu dziedzinach i z radością patrzę jak kobiety się rozwijają i mówią, że są szczęśliwe. Powiedziała mi kiedyś jedna z koleżanek, że jak mówi o swoim szczęściu ludzie często patrzą się na nią jak na szaloną jakąś. To takie dziwne przecież, że ktoś się szczerze cieszy ze swojego życia. A ona ma w sobie tyle radości bo osiąga swoje cele, krok po kroku. Wyznaczyła je sobie i podąża ścieżką która do tego celu prowadzi, nie zajmując się pierdołami. Wiem, że to brzmi jakby było proste i powiem Wam , że w sumie tak  jest, bo to tylko kwestia wyboru. Wczoraj mówi do mnie klientka „ jak ja pani zazdroszczę tej pracy, całe życie marzyłam żeby pracować w kwiaciarni a jestem salową”. A co stoi na przeszkodzie?? – pytam. Stwierdziła, że jest za stara a mniej więcej w moim wieku była, że już za późno, że ona pracuje i na pewno nie będzie miała czasu a tyle przecież jest kursów, szkół florystycznych dla dorosłych zarówno dziennych jak i zaocznych. Dałam jej namiary, zachęciłam jak tylko mogłam bo jak nie teraz to kiedy. Pełna optymizmu obiecała, że się zapisze. Mamy takie możliwości jakie sobie wyznaczymy, jesteśmy w stanie uczyć się w każdym wieku, zorganizować sobie tak grafik, żeby pogodzić pracę, naukę i przyjemności. Na prawdę wszystko jest możliwe. I ciągle nowe i nowe możliwości, plany, cele przed nami.

    68646056_659062644504247_6306021518295957504_n

    To organizacja swojego  czasu jest kluczem. Możecie sobie poprzeglądać różne blogi dotyczące organizacji czasu, jest tego w Internecie zatrzęsienie. Jedna zasada łączy je wszystkie. Zaczynać od spraw najistotniejszych dla nas samych, dla naszego rozwoju, dla naszego spokoju czy przyszłości. Często robimy na odwrót, zajmujemy się tym co najmniej istotne a ta jedna jedyna najważniejsza sprawa odkładana jest na potem. Czytając wiele publikacji na temat organizacji czasu wiem, że ta zasada jest podstawą, sama ją stosuję dlatego wiem, że działa, takie czary mary. Jeśli masz coś do zrobienia to zrób to, nie marudź , nie narzekaj, nie czekaj, po prostu zrób. Jeśli chcesz zmienić pracę poszukaj innej, przekwalifikuj się , zdobądź nowe umiejętności, przygotuj się do tego i zrób to. Jeśli musisz iść do banku, zabierz wszystkie dokumenty, idź, porozmawiaj, tam też siedzi człowiek, który jest po to aby Ci pomóc rozwiązać problem. Jeśli do awansu potrzebne jest Ci szkolenie, zrób wszystko aby je ukończyć, po prostu zrób to. W domowych pracach też są przecież takie ciężkie tematy jak umycie okna np. dla mnie koszmar, ale skoro mam świadomość , że jest to dla mnie najtrudniejsza sprawa zaczynam od rana by się z tym uporać i cieszyć dalszą częścią dnia.  Bo tak naprawdę kiedy mówimy, że coś chcemy zrobić ale tego nie robimy to na litość Boską po prostu nam się nie chce. A my szukamy wymówek. Oczywiście, jak to zwykle bywa z tym naszym rozwojem osobistym, jest trudno i ciężko, każdemu , mnie także. Ale trzeba próbować kobiety, trzeba brać przykład z tych osób które osiągają sukcesy i realizują cele. One nie czekają, biorą byka za rogi i walczą o swoje. Zanim zaczęłam prowadzić tego bloga zastanawiałam się dwadzieścia tysięcy razy, jak zacząć, kiedy zacząć, od czego w ogóle, aż kiedyś pytanie zadała mi moja koleżanka Magda (i tak się domyśli że to o niej ☺) – I kiedy zaczniesz? Za cztery lata? – Czując lekką ironię w jej głosie pomyślałam sobie, że rzeczywiście, myślę o tym, zabieram się, ba nawet już komuś o tym powiedziałam, ale tak naprawdę nic nie robię … i zaraz jak pomyślałam tak wrzuciłam swój pierwszy wpis. Dość z tymi wymówkami, dość z czekaniem. Jeśli dzisiaj nie ruszysz tyłka to nigdy tego nie zrobisz. 

     Ten najważniejszy cel, najważniejszy problem czy sprawa powinny być na pierwszym miejscu na liście spraw do wykonania danego dnia. Jeśli robisz sobie taką  listę codziennie czy raz w tygodniu na samej górze musi się znaleźć sprawa najważniejsza. I od niej zaczynaj dzień, tak robią ludzie sukcesu. A tego życzę sobie i Wam. ☺ Daj spokój z tym brodzikiem, umyj włosy ☺

    „ Nigdy nie znajdzie się dość czasu, aby zrobić wszystko, co jest do zrobienia.”

    (Brian Tracy)