Posty

Deser po obiedzie

Czy my, kobiety siebie lubimy? Ale siebie same, nie siebie nawzajem. Czy lubimy, szanujemy, podziwiamy?? Same siebie. Być może część z Was odpowie zdecydowanie twierdząco, inne przecząco a jeszcze inne, co innego powiedzą a zupełnie inaczej jest naprawdę. Otóż większość kobiet na tak zadane pytanie w trakcie eksperymentu naukowego odpowiedziała właśnie twierdząco, podczas gdy test na prawdomówność pokazał coś zupełnie innego. Każda z nas może zauważyć takie zjawisko bez robienia badań. Nie zastanawiamy się nawet nad tym czy jesteśmy dla siebie fajne, czy lubimy same siebie, czy darzymy się szacunkiem, rozpieszczamy, nagradzamy. Na to samo pytanie skierowane do innej kobiety… czy jest fajna, czy ją lubisz, za co ją lubisz znajdziemy całą masę uzasadnień. Coś takiego w nas kobietach jest, co nie pozwala nam się chwalić ani głaskać po główce. Robimy różne rzeczy w ciągu dnia jak automaty. Pracujemy zawodowo, wychowujemy dzieci, gotujemy im zupki , pomagamy starszym rodzicom, rozpieszczamy mężów, ogarniamy chałupę po drodze zaspakajając potrzeby każdego, kto stanie na naszej drodze. Jesteśmy pierwsze do krytykowania samych siebie, za to do chwalenia ostatnie. Jedną z przyczyn takiego stanu okazuje się być nasze społeczeństwo, otoczenie, nasza polska tradycja, która co prawda ulega już zmianom, ale w bardzo zwolnionym tempie.

81285719_2779758262066929_5188398387094880256_n

Wymaga się od nas zdecydowanie więcej niż od mężczyzn, mamy być miłe, towarzyskie, pracowite, odpowiedzialne, wyluzowane a jednocześnie powściągliwe i dobrze ułożone. Zauważyłyście pewnie, że wiele z tych cech w oczywisty sposób się wyklucza, nie da rady żeby szły w parze… cudów ni ma 😊Jeśli chodzi o krytykę to Polki przodują w krytykowaniu samych siebie, uważają się za biedniejsze, mniej inteligentne, mniej atrakcyjne, ciągle mniej i mniej. Zaledwie cztery na sto pytanych kobiet uważa się za atrakcyjne, a dwie na sto są zadowolone ze swojej pozycji społecznej. Kobiety widzą w sobie niedoskonałości na różnych płaszczyznach i dopiero w dojrzałym wieku ok. 52 lat wzrasta ich poczucie zadowolenia i akceptacji swojej sfery fizycznej i psychicznej. Dopiero wtedy większość kobiet zdaje sobie sprawę ze swojej wartości i akceptuje swoje niedoskonałości. Są to oczywiście uogólnienia. Na szczęście i wśród nas są kobiety, które już jako dwudziestolatki znały swoją wartość i nie dały sobie w kaszę dmuchać, ale coś w tych badaniach jest, bo dookoła dużo byśmy takich kobiet znalazły 😊 Ciekawe czy ta samokrytyka pokrywa się z samonagradzaniem? No pewnie, że nie. Nie dajemy sobie prawa do nagród bo przecież nie zasłużyłyśmy. Jest wykonane zadanie jest nagroda. Jest sukces jest nagroda. A skoro my tak na prawdę nic specjalnego nie robimy, to po się nagradzać. Chyba troszkę trzeba to odczarować. Może nawet bardziej niż troszkę. Nagradzamy dzieci, dajemy im prezenty, często bez tzw. okazji. Ich pokoje pełne są zabawek, szuflady słodyczy a kieszenie smartfonów. Bo to są nasze dzieci i chcemy dla nich dobrze. A my?? Dla siebie nie chcemy dobrze? Chyba nie, skoro na dziesięć kobiet jedna  obdarza się regularnie prezentami, jedna na dziesięć bez okazji chodzi do kina czy restauracji. Jedna na dziesięć rozpieszcza się nagrodami za osiągnięte cele. I tu jest błąd moje panie. Bo poza tym, że nagroda jest przyjemnością i sprawia radość, ma dodatkowo moc motywacyjną. Oczywiście nie popadając ze skrajności w skrajność. Nie chcę nikogo namawiać do wydawania kasy na pierdoły każdego dnia. Chcę tylko zwrócić Waszą uwagę na to, jak mało myślimy o sobie w kategoriach sukcesu. Kiedyś jedna „pani domu” powiedziała mi, że ona nagradza siebie urlopem. Jest to urlop od domu, w którym pracuje każdego dnia opiekując się trójką dzieci i wykonując całą masę obowiązków domowych. Organizuje z mężem czas w ten sposób, że dwa razy w roku wyjeżdża na kilka dni sama do jakiegoś miasta bo uwielbia zwiedzać.

81202780_2774883512534963_8449233374643486720_n

Organizuje sobie te wyjazdy tak jak chce z funduszy, które zbiera w ciągu roku. To jest dla niej nagroda. Ktoś inny zapyta „za co? Za to, że sprząta, gotuje, wychowuje?” Tak, dokładnie za to. Można nazwać to odpoczynkiem, regeneracją a ja nazwę to nagrodą właśnie, która ją będzie motywowała do dalszej pracy na wysokim poziomie.  Wytyczając sobie cele i zadania nagradzajmy się dopiero po ich wykonaniu, po osiągnięciu. Potraktujmy to jako wisienkę na torcie czy deser po obiedzie. Przypuszczam, że nie codziennie rozpieszczacie się deserem. Pewnie nawet znajdę wśród Was takie, które codziennie obiadu nie jadają 😊 Jakieś to normalne i niczemu się nie dziwię. Wiem, że łatwo wpaść w pułapkę takiego „wiecznego” nagradzania się, rozpieszczania bez przerwy.. nie, nie, nie, to nie o to chodzi. We wszystkim trzeba mieć umiar. Jak nagroda to nagroda. Nie za każdą ugotowaną zupkę, nie za każde umyte okno. Wyznaczasz sobie cele na cały rok, cele powtarzam, to i nagrody sobie wyznacz😊 Schudnę to kupię sobie sukienkę. Napiszę doktorat to pojadę na wycieczkę. Skończę kurs hiszpańskiego to kupię sobie rower. Cel i jego wykonanie jest trudne ale im bardziej trudne, tym bardziej smakuje nagroda. I tu dochodzimy do sedna. Większość ludzi chce najpierw przyjemności a potem pracę, najpierw nagrody a wysiłku trochę mniej, potem. Trzeba te relacje odwrócić. Zaplanować sobie działanie, zrobić plan, który doprowadza nas do celu, takiego celu, który wydaje się trudny do realizacji. Nagroda ma być na końcu tego planu i stanowić deser. Głównym daniem niech się stanie Twoja praca, Twój wysiłek i Twoje poświęcenia. Ale zawsze pamiętaj o nagrodzie. Bo uwierz mi to jest sukces jeśli schudniesz, to jest sukces jeśli nauczysz się hiszpańskiego i to jest sukces jeśli zrobisz prawo jazdy. Zasługujesz więc na deser. Należy pamiętać o kolejności tylko i to jest sedno tych moich dzisiejszych dywagacji. Tylko od Ciebie zależy czy najpierw zjesz główne danie czy na odwrót, uważajcie jednak na wzdęcia, mdłości i zgagę. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *