• Kobieta – kwiat wart milion (a nawet więcej!)

    Kobieto!

    Jesteś warta milion. Ba! Jesteś nawet warta więcej! Jesteś warta dokładnie tyle, na ile się czujesz i wyceniasz. To piękne i smutne jednocześnie, w zależności od tego, na jakim etapie rozkwitu w swoim życiu jesteś. Bo przecież jesteś Kwiatem.

    Czy wiesz, (ja)kim jesteś?

    M.S.: Do dzisiejszego poranka nie umiałam zdecydowanie odpowiedzieć na pytanie: jakim kwiatem jestem. Skłaniałam się ku stwierdzeniu, że pasuje do mnie azalia. Ale nie ta ogrodowa, która symbolizuje opiekę, wstrzemięźliwość, elegancję, bogactwo i obfitość. Raczej wybrałabym indyjską – zamkniętą w doniczce, odizolowaną, symbolizującą błędną decyzję. Znalazłam ten opis w okresie, kiedy czułam, że jestem dla kogoś błędną decyzją. Wiersz nawet o tym napisałam.

    ~ Azalia ~

    Spośród wszystkich kwiatów w ogrodzie marzeń azalią jestem Tobie.

    Z sercem bogatym w uczucia, Jak różanecznik w kolory płatków. 

    Z temperamentem Oszałamiającym niczym ich zapach.

    Kwitnąca w Twych oczach… tylko chwilę i więdnąca, gdy odwrócisz spojrzenie.

    Krucha, drobna niczym wspomnienie. ***

    I dlatego, zaczynając z Moniką rozmowę o tym tekście, zasugerowałam azalię.

    90766436_204500660857158_8024677558240935936_n

    Zadbaj o podłoże

    M.W.: To fakt, że coś takiego jest w azalii, co można porównać do przemiany, jaka następuje w kobiecie. Przede wszystkim dlatego, że tak jak wiele innych kwiatów, azalia ma niezliczoną ilość kolorów i odmian. To zupełnie tak jak my… brunetki, blondynki, rude no i te farbowane. Hodowcy robią wszystko, żeby uzyskać coraz to nowe odcienie. Azalie mogą osiągać sporą wysokość, ale bywają niskie i korpulentne, aby łatwo można było dopasować je do parapetu. Wspólną cechą wszystkich odmian jest to, że aby azalia dobrze się zakorzeniła, potrzebuje wartościowego podłoża. Dokładnie tak, jak w życiu – bez podstaw nie ma pożądanej egzystencji. Nie uda się zakorzenić azalii w błocie czy plażowym piasku. Jest potrzebna odpowiednia gleba przepuszczalna, próchniczna, ale przede wszystkim odchwaszczona. Tam, gdzie są wady, naleciałości i zaniedbanie ze strony ogrodnika, nie ma nawet szans na rozpoczęcie procesu wzrostu. Mija się to z celem.

    M.S.: Czyż nie tak samo jest z nami, kobietami? Nasz wzrost mentalny zależy od tego, czym żywiły się nasze korzenie, czym były nawożone nasze myśli, jak byłyśmy pielęgnowane. Pierwszymi ogrodnikami są nasi bliscy i jeżeli nie umieli dać Tobie wartościowego podłoża, to nie dlatego, że nie chcieli, ale najprawdopodobniej dla tego, że nie umieli, bo ich również nikt tego nie nauczył. Takie kiedyś były czasy – do bólu praktyczne. Nie dziw się więc, że (o ile jeszcze nie rozkwitłaś, czyli nie nabyłaś świadomości) trudno jest Tobie uwierzyć w samą siebie, okazywać wsparcie i cenić się dokładnie tyle, ile jesteś warta! Bądź dla siebie dobra! Wzrastanie to proces, który wymaga wiele pielęgnacji. Daj sobie czas i otocz siebie troską. Zobaczysz, że wtedy wyrosną w Tobie piękne myśli.

    M.W.: Azalie, głównie te ogrodowe, dobrze jest posadzić w glebie z rozłożonym kompostem oraz ją zakwasić. Można oczywiście postawić na wygodę i kupić w sklepie ogrodniczym gotowe podłoże, ale zdecydowanie lepiej jest od początku objąć ją pielęgnacją własnych rąk i serca. To gwarantuje długie kwitnienie w przyszłości.

    90903785_219552706066895_3218459221003599872_n

    Nawadniaj systematycznie

    M.W.: Po posadzeniu nadchodzi czas dalszej pielęgnacji, która opiera się głównie na dostarczeniu sporej ilości wody. Jednak samo czekanie na deszcz z nieba doprowadzić może do jej wymarcia. Podlewanie azalii to gwarancja jej kwitnienia – im bardziej regularne będą zabiegi, tym kwitnienie bardziej obfite.

    M.S.: Czy widzisz w tych trzech zdaniach analogię do pielęgnowania siebie? Aby wzrost przebiegał jak najlepiej dla Ciebie, nie możesz zdać się na przypadek. Nie możesz czekać na deszcz pochwał, uwagi, zdarzeń. Jeśli zależy Tobie na świadomej pielęgnacji Twojego wnętrza, zdecyduj się na proaktywność –wychodź naprzeciw pragnieniom i potrzebom. Ale nie cudzym, tylko swoim! Traktuj siebie z czułością. Praw sobie komplementy. Rób to, co Tobie sprawi przyjemność. I bądź w tym systematyczna! Zacznij od tego, aby każdego dnia robić jedną, drobną rzecz dla siebie. A potem bądź sobie za nią wdzięczna. W ogóle możesz zacząć od wdzięczności – kup kalendarz i codziennie wieczorem wpisuj w nim to, za co jesteś wdzięczna danego dnia. Niech to będzie pierwszy sposób na nawadnianie Twoich myśli, aby wykiełkowała z nich wizja pięknej, mądrej, kochanej kobiety.

    90779149_625673851315567_8122084414332076032_n

    Nie izoluj sadzonki

    M.S.: Jeśli nie wiesz, jaką kobietą chcesz być, rozejrzyj się wokół. Niekoniecznie w Twoim najbliższym środowisku – poszerz horyzonty, wejdź w świat online. Dziś tylko nasze głowy ograniczają nasze możliwości. Jest mnóstwo, MNÓSTWO kobiet, działających w sieci. One nie tylko zarabiają tam pieniądze, ale wspierają dopiero pączkujące Kobiety. Ludzie, jakimi się otaczasz, mają znaczenie dla Twojego wzrostu!

    M.W.: Ogrodowe azalie o wiele bardziej emanują swą urodą posadzone w większym gronie. Dopiero wtedy widać ich piękno i różnorodność. Czy to nie tak, jak kobiety, które spotykając się, śmiejąc, delektując się kawą, tryskają radością i zniewalają uśmiechem? Coś w tym jest. Jedno jest pewne – żadna azalia nie poradzi sobie sama, gdy ogrodnik ją zaniedba. Jest oczywiście w stanie korzystać ze zmagazynowanej wody, ale jak się skończy, to zaniknie kwitnienie, a w późniejszym etapie nastąpi wymarcie.

    M.S.: Dlatego tak ważne jest, abyś otaczała się mądrymi, pięknymi wewnętrznie kobietami, które w każdej chwili dostarczą Tobie wody, które być może pozwolą Tobie upaść, żebyś zdobyła doświadczenie, ale podadzą Ci rękę, żebyś mogła znów działać. Będą Twoim ogrodnikiem – będą patrzyły z boku, jak się zmieniasz, rozwijasz, rozkwitasz, jak wyrastasz na piękny kwiat, który zachwyca świat. Będą w gotowości, aby Ciebie wspomóc. Nie przejmuj się tym, że być może teraz jesteś twardą i szorstką łodygą. Pomyśl sobie, że wszystko, czego już doświadczyłaś w życiu, sprawiło, że jesteś silna, wartościowa i zakorzeniona w sobie. To Twój trzon, który będzie w stanie unieść piękny, delikatny kwiat.

    M.W.: Bo że tak zakwitniesz, nie mamy wątpliwości. Będziemy wraz z Tobą odczuwały euforię. A ktoś, kto nie zna azalii, nie domyśli się nawet, ile trzeba było pracy, żeby wyglądała jak królowa.

    90736598_2688598434702919_2142986172995993600_n

    Jakim jestem kwiatem?

     

    Zadaj sobie to pytanie. Zastanów się: jak chcesz się czuć i jak chcesz być odbierana przez świat?Ja jestem plumerią. Od dziś. To kwiat, który symbolizuje nowy początek, życie, urok, wdzięk i piękno.
    Właśnie dojrzałam, a od tego weekendu będziesz mogła czytać o tym na moim blogu.
    Czy jesteś już dość zmotywowana, żeby zakwitnąć?

    Monika Wojdyło & Małgorzata Siemianowska

  • Upokorzona czy szczęśliwa

    Obraz radosnej kobiety po rozstaniu z partnerem to dziwne czy może normalne? Zrozpaczona kobieta, która sama chciała rozwodu to dziwne czy nie? Oczywiście, że normalne. Dla samych bohaterek historii tylko dziwne. I to na początku, potem zaczynają rozumieć, że wszystko u nich w normie.  Ta z Was, która jest w temacie rozstań, rozwodów, spektakularnych odejść wie doskonale jak dziwne to uczucie widzieć odwróconą plecami postać człowieka, który miał być tym jedynym. 

    Dzwoni do mnie koleżanka, płacze do słuchawki.. ”Monika ja jestem nie normalna, przecież sama tego chciałam”. Jesteś normalna.  I to jak najbardziej. Nie Ty jedna bywasz zagubiona, pogruchotana, pełna wątpliwości. Kobiety dziesięć lat po rozwodzie miewają takie rozterki a co dopiero „świeżynka”.

    92172387_585781952020298_859323883918983168_n

    Pojawiają się wątpliwości pt. „czy ja dobrze zrobiłam?”. Pojawia się tęsknota za draniem, smutek z powodu ciszy w domu, niektórym brakuje nawet zapachu faceta w domu. To wszystko jest normalne, nie ma się co biczować. Oczywiście, że tyle ile kobiet, tyle reakcji, odczuć na takie sytuacje, ale nie biczujcie się. Możesz znaleźć się w grupie kobiet, które po rozstaniu uczą się życia  w spokoju, w ciszy, w kuchni bez awantur, przemocy, alkoholu. Uczą się wychodzenia ze współuzależnienia od tych wszystkich używek, które do niedawna zalewały ten pokój. To uzależnienie często dotyczy również faceta. A nie łatwo jest, ot tak sobie, z tego wyjść. Potrzeba czasu, pracy nad sobą, niekiedy pomocy terapeuty.

    Możesz znaleźć się w grupie kobiet, które rozkwitają, jak kwiat ( azalia np. a o niej możecie poczytać tutaj 😊 ). Te kobiety ożywają, pięknieją, zmieniają swoje życie, pracę, kształcą się, promienieją, spotykają na nowo z przyjaciółmi, naprawiają same siebie. Co wcale nie oznacza, że czasem dopada je dół, wątpliwości i zwyczajny brak sił. Skroluję facebooka wieczorem i patrzę a tu zdjęcie mojej znajomej. Cudnej, pięknej dziewczyny. Taką ją pamiętam z dzieciństwa. Po ślubie, po czterech porodach słuch o niej zaginął. Nic z tego piękna na jej twarzy nie było widać. Gdzieś mi czasem przemykała w szarej płachcie na grzbiecie. Krótkie „cześć” rzucane w pośpiechu, w strachu wręcz, żebym jej tylko nie zagadała. Jakaś poczta pantoflowa szeptała, że wyjechała, że się rozstali, nie dociekałam. Aż tu ten wieczór i to zdjęcie. Akt prawie, piękny, subtelny i ona z tym samym promiennym uśmiechem na twarzy, radosnym błyskiem w oku, wzrokiem pełnym spełnienia i sukcesu. Czy to profesjonalne oko fotografa, czy po prostu szczęście jakie wpełzło wreszcie do jej życia. Kilka lat po rozwodzie, przeprowadzka na drugi koniec Polski, nowa miłość, motyle w brzuchu. O jjjjjjjaaaaaaaaa!!! Cudne to zdjęcie!!! Upokorzona już była, teraz czas na szczęście. Ogrom zadowolenia czuję na widok takich kobiet, zachwyt wręcz. Bo zasłużyły sobie na to, każda z nas sobie zasłużyła. Powiedziała mi niedawno koleżanka, ze jej życie po rozwodzie jest ja „stosunek przerywany”. Spokój, przerywany upokorzeniem. Te przerwy to przypominanie każdego miesiąca o terminach alimentów, przypominanie byłemu mężowi o wizytach dzieci, o tym, że znowu zapomniał, że to jego weekend. Takie ogólne przypominanie. Takie ogólne kontakty. W ogóle kontakty. Bo na litość boską, nie po to się rozstajemy, żebym ja do niego ciągle dzwoniła. Ja. Znowu ja. Licz się z tym, że Cię to nie ominie. Takie czy inne momenty, w których poczujesz upokorzenie będą się pojawiać, ale wiesz co? To tylko momenty. Myślę, że można je przetrwać, skoro przetrwałaś już tak wiele gorszych „momentów”, składających się na całą dobę.

    Na szczęście żyjemy w wolnym kraju (jeszcze) i my jesteśmy wolne. Ta wolność polega właśnie na tym, że  możemy wybrać pomiędzy upokorzeniem a szczęściem. To Ty wybierasz, co chcesz odczuwać. To Ty decydujesz czy upokorzenie ma się pojawiać tylko momentami czy ma się stać Twoją normą.

  • Awatarki

    Kiedy kobieta czuje się jak bohaterka gry komputerowej to jest sygnał, że traci kontrolę nad swoim życiem. Pisałam już wiele razy o tym, że wpływ na swoje życie musi mieć każda z nas. I pewnie nie raz będę o tym pisać bo, jak się okazuje dotyka to wiele kobiet. Ciągle wiele kobiet boryka się z ogromną frustracją i brakiem sił na cokolwiek. I wiem, że świata nie zmienię, nie zadziała żadna czarodziejska różdżka, ani magiczny eliksir. Mogę jedynie pisać, a Ty czytać i wyciągać wnioski. 

    Otoczona różnymi kobietami, zarówno w realu jak i w sieci, dotykam całej masy problemów, ale też metod ich rozwiązania. I wiem, że nie ma „gówna”, z którego nie można wyleźć. Przepraszam za słowo „gówno”, ale tak zobrazować można życie wielu z nas. Jeżeli takowe jest i jeśli wyjście jest nie możliwe, to sprawa jest o tyle poważna, że trzeba poprosić o pomoc specjalistę. Odrzucić na bok wstyd, honor i takie tam… i dać sobie pomóc. Często wydaje nam się, że sytuacja w jakiej się znalazłyśmy jest najgorszym momentem w naszym życiu. Że inni mają lepiej, łatwiej a my ciągle pod górkę. Życie jest niesprawiedliwe i nie damy rady zrobić po prostu nic. Jak ja dobrze znam takie dramatyzowanie. Też sobie na nie pozwalałam. Dziś już coraz mniej. Dlaczego? Bo dałam sobie pomóc. Doszłam do wniosku, że inni mają gorzej (a nie lepiej). Wyszli z „gówna” i mają teraz święty spokój. I wiesz co? Ja też mam 😊 Przeszłam przez etap swojego życia pt. „gra komputerowa”. Ktoś za mnie decydował, ktoś gdzieś mnie pchał, ktoś mówił jak mam żyć, ktoś wydawał moje pieniądze i ktoś zbierał pochwały za moje sukcesy. Mimo tego, że nikt mnie nie ubezwłasnowolnił i mimo tego, że ciągle byłam dorosła. Jeśli Ciebie nikt nie pozbawił wykonywania czynności prawnych, jeśli jesteś dorosłą kobietą i nie cierpisz na jakiekolwiek choroby mające podłoże psychiczne, to nie masz wymówek w walce o samą siebie.

    90225476_609913969857613_7293607097202114560_n (1)

    Żeby pozbyć się chaosu w swoim życiu musisz przejąć nad nim kontrolę. Po publikacji artykułu o decyzyjności, który znajdziesz tutaj, otrzymałam od jednej czytelniczki wiadomość, jak to wygląda u niej. I wszystko jak w szablonie jakimś. Dokładnie tak, jakby te historie ktoś skserował i kolportował na cały świat. Z wdzięczności, czystej uprzejmości oraz szacunku pozwoliła wejść w swoje życie z butami teściowej. Miłej, sympatycznej pani, która przecież wychowała tak cudownego mężczyznę, z którym, postanowiła dzielić swoje życie. Sielanka jak zwykle nie trwała długo, teściowa jak zwykle nie była zbyt długo miłą kobietą i każda decyzja podejmowana w ich związku opierała się o zdanie tej sympatycznej pani. I ona, jako tzw. „żona” zaczęła odgrywać w tym dramacie rolę drugo a nawet trzecioplanową. Przyszedł moment, w którym kanapa w ich salonie miała ulubiony kolor teściowej, mielone okraszone były czosnkiem choć „żona” go nie lubiła, a dzieci nosiły imiona ewangelistów bo tak zadecydowała… teściowa. Wrrrrrrrrrrrr czujecie to?? Autorka tej opowieści nie grała już właściwie żadnej roli, zajęła miejsce statysty. Ktoś za nią podejmował wszelkie decyzje, ktoś jej czegoś zabraniał i ktoś kierował jej życiem. Czemu? Bo sobie na to pozwoliła. W każdym dniu swojego dramatu podejmowała decyzje. Tupnąć nogą czy pozwolić, aby ktoś przejął kontrolę nad jej życiem. Podjęła ją. Podejmowała kilka razy, aż w końcu te wszystkie rozwiązania stały się oczywiste. Każdy w ich otoczeniu przyjął ten stan rzeczy do wiadomości. Dziś trudno z tego „gówna” wyleźć, ale podejmuje próby. Pracuje nad swoim wewnętrznym spokojem bo wie, że tylko w ten sposób może doprowadzić do własnej równowagi a ona jest potrzebna do odzyskania swojej władzy. To władza nad myślami, czynami, nad  swoimi wartościami jest potrzebna do przejęcia kontroli nad własnym życiem.

    89921479_834831723683424_8907733202349588480_n (1)

    Wiem dziewczyny jak jest trudno podejmować decyzje, które mają wpływ na Was, na Wasze dzieci. Boicie się tupnąć nogą bo ktoś się obrazi. Boicie się sprzeciwić bo ktoś Wam coś odbierze. Wiem też, że nie podjęcie żadnej decyzji też jest decyzją, tylko wtedy dajecie pozwolenia na sterowanie Wami jak postaciami z gry. Taką grę w każdej chwili można przerwać i nie pozwólcie, aby to znowu „ktoś” inny o jej przerwaniu zadecydował. 

    Dzisiaj świat pełen jest silnych kobiet, pewnie stąpających po ziemi, ale też awatarów, nie wierzących w siebie i zachowujących się jak małe dziewczynki, liczące na to, że ktoś dorosły pokieruje ich życiem. Obwiniają cały świat o niesprawiedliwość, o zły los, o pecha jaki je prześladuje a tymczasem nie potrafią podjąć najważniejszych decyzji. Nie potrafią przejąć odpowiedzialności za siebie. Dlatego potrzebują skupienia swojej uwagi na sobie. Potrzebują zadbać o swoje potrzeby, o swoje wartości. Do tego namawiam Was za każdym razem. Dbajcie o siebie, rozwijajcie się, wciśnijcie klawisz escape i po postu wyjdźcie z gry. 

  • Bezradna

    „ Ja sobie nie poradzę” – takie zdanie pada najczęściej z ust kobiet, które odczuwają strach przed podjęciem decyzji o rozwiązaniu obecnego związku. Piszę, najczęściej, bo przecież są takie, które podejmują te decyzje bez problemów. Pozazdrościć. Ile one nerwów zaoszczędziły, ile czasu. 

    Dopóki taka kobieta nie zrozumie, że doskonale sobie poradzi ze wszystkim, ba, nawet radzi sobie od dłuższego czasu, trudno będzie jej podjąć decyzję. Problemami, które najczęściej pojawiają się w ankietach, dotyczących argumentów dlaczego kobiety zwlekają z odejściem, są obawy i lęki. Są to głównie obawy o siebie, dzieci, pieniądze czy mieszkanie. Kobiety same przyznają, że tkwią w związku mimo braku więzi, mimo braku miłości czy bezpieczeństwa. Lata mijają a u nich coraz bardziej te uczucia zanikają. I pojawia się właśnie to pytanie „Jak ja sobie poradzę?”. Boją się nawet najmniejszych problemów, mają wizję samej siebie, zdanej na swoje ręce, siłę i głowę. Wpadają w panikę, kiedy dociera do nich, że już nikt nie wbije im gwoździa w ścianę, nikt nie zmieni koła w samochodzie i nikt nie ustawi na dachu anteny. Nikt? Czy na pewno? Zastanawiające jest to, że związek zaczyna się na pewnym etapie opierać na takich mechanicznych usługach. Gdzieś po drodze zanika uczucie, zanikają miękkie kolana i znikają motyle w brzuchu, na rzecz milczenia dwóch dorosłych osób, które dzieli wiele problemów. I taka kobieta tkwi, bo boi się, że sobie nie poradzi. Jeśli tylko zastanowi się głębiej nad swoim związkiem dojdzie do wniosku, jak wiele należało zawsze do jej „obowiązków”.

    89941291_216731086361413_3960497353479159808_n

    Tak mało z nas, kobiet, nie dostrzega swojej roli w zwykłym szarym dniu. Bo z czasem pewne czynności stają się tak normalne, że nikt się nad nimi nie pochyla. I kiedy już kobieta dostrzeże jak wielką rolę pełni w życiu rodziny, nabiera pewności siebie. Tylko musi to dostrzec. Doskonałym narzędziem będzie wypisanie tych czynności na kartce papieru, który wszystko przyjmie. Widać wtedy „czarno na białym”, że taka „nie radząca sobie z niczym kobieta” zawozi dzieci do przedszkola, że pracuje codziennie osiem godzin na etacie, że gotuje każdego dnia obiady, pierze, sprząta, pielęgnuje ogródek, rozpala w piecu, uszczelnia okna, robi przelewy, chodzi na wywiadówki…. Wyliczać dalej? Więc chyba jednak poradzi. Tylko musi sobie dać szansę.

    89927745_503487757010395_1959298187046944768_n

    Nasze społeczeństwo trochę wpędziło  kobiety w takie schematy, w których to pan i władca ma się zająć wszystkim a kobieta ma u jego boku błyszczeć. Jednak owo błyszczenie nieco inaczej rozumiemy po przeżyciu ze sobą kilku lat, po wspólnym przejściu przez różne problemy. Błyszczenie sprowadza się w końcu do błysku w oku litrów łez wylanych przez niespełnione marzenia. Sama wpędza się w całą masę obowiązków, które z oczywistych względów należą do niej i nikt nie pyta czy da radę. To ona sama musi wszystkim, w tym sobie, udowodnić, że da.  A stając przed decyzją zakończenia związku wmawia sobie, że tej „rady” nie da. To skomplikowane. Tak wiele wiary w samą siebie skutecznie odbiera przebywanie z drugim człowiekiem, który teoretycznie miał być partnerem na równych zasadach a stał się złodziejem energii i pewności siebie. Strasznie trudno ją później odzyskać. Ale można. Kiedy Ty, jako ta słaba istota stojąca przed ważną decyzją odejść czy nie, zobaczysz na swojej kartce jak wiele sama potrafisz, jak wiele spraw dnia codziennego jesteś w stanie załatwić samodzielnie, jak wiele umiejętności posiadasz, nabierzesz do siebie szacunku. Być może twierdzenie, że sobie nie poradzisz to jedna z wymówek przed odejściem, być może jest Ci tak wygodniej. Nie pozwól sobie na takie myślenie, szkoda czasu, szkoda życia. Nie zasilaj grona kobiet, które miesiącami czy latami odchodzą i odejść nie mogą, a czas leci. Zastanów się w czym tak naprawdę sobie nie poradzisz, co tak naprawdę może stanowić największy problem. I na nim się skup, poszukaj pomocy, porady, może jest ktoś kto podpowie Ci w danej kwestii. Nie bój się pytać. I nie mów, że „bez niego sobie nie poradzisz”. To nie godne Ciebie. Jesteś wartościową osobą, którą czeka jeszcze w życiu bardzo wiele szczęśliwych chwil.

  • Co było, a nie jest ……

    Nasze gdybanie, myślenie „co by było gdyby..”, jest szczególnie świetną sprawą, jeśli dotyczy wybiegania w przyszłość. Dodatkowo jeśli jest to wszystko poparte planowaniem i realizowaniem swoich planów. We wszystkich innych przypadkach rujnuje życie. Jeszcze raz powtórzę RUJNUJE!!! 

    Wiedzą o tym doskonale te wszystkie kobiety, które postanowiły zmienić swoje życie, odejść od partnera, męża, zmienić pracę, przeprowadzić się, odciąć od toksycznych relacji. Nie unikniemy wówczas rozpamiętywania co mogłyśmy zmienić, co mogłyśmy zrobić lepiej, bardziej? I to jest ok do momentu, kiedy wyciągniemy z tych rozmyślań wnioski, zabezpieczające nas przed powielaniem błędów. Ale po wyciągnięciu tych wniosków dajcie sobie już spokój, nie zadręczajcie się.  Bo po co? Znacie powiedzenie „ co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”? Jest kwintesencją tej teorii, której wcale nie ja jestem autorem 😊To po prostu nie ma sensu. Jeśli Twój związek się rozpadł, rozwiodłaś się, pożegnałaś z partnerem, to po prostu przyjmij to do wiadomości. Nie rozpamiętuj, nie obwiniaj jego, teściowej, warunków mieszkaniowych czy całego świata. Wyciągnij wnioski, bo to jest ważne, ale nie zadręczaj się. Kobieta, która w tak radykalny sposób zmienia swoje życie musi wyciągnąć wnioski i zobaczyć swoje błędy, na pewno tak, ale nie, żeby stanowiło to cel jej życia!. Nie może stać się niewolnicą przeszłości.

    89855005_182940993161165_8841881754450001920_n

    Kiedy moja koleżanka postanowiła się rozwieźć i w końcu po wielu latach bojów proces został zakończony, nie żyła dniem dzisiejszym. Żyła ciągle tym procesem, zadawała sobie mnóstwo pytań, obwiniała sądy, urzędników, a to że sędzia nie był sprawiedliwy, a to, że ciągle przepisy się zmieniały…ciągle coś. Ta niesprawiedliwość świata całego była istotą każdego dnia jej życia. Do tego stopnia, że opowiadała o tych wszystkich niesprawiedliwościach jeszcze długo, długo po rozwodzie. Tymczasem jej były mąż otworzył w międzyczasie nową firmę, kupił mieszkanie i był ze swoją nową partnerką na dwóch wycieczkach zagranicznych. A jej ciągle było trudno  pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Zaczynałam już myśleć, że ona nie potrafi inaczej żyć. Znalazła się w świecie ,w którym ma pusty dom, ciszę i spokój. Wszystko to, czego pragnęła będąc w związku pełnym nienawiści, przemocy ekonomicznej i wyzwisk. Kiedy wreszcie osiągnęła to, czego pragnęła, to nie potrafiła się w tej sytuacji odnaleźć. Rodzina, przyjaciele, znajomi nie rozumieli co się z nią dzieje. Zamiast cieszyć się, że uwolniła samą siebie od szarganego złymi emocjami małżeństwa ona żyła w ciągłym smutku i cierpieniu. Nie potrafiła odrzucić przeszłości. Za swoje niepowodzenia obwiniała innych. I na tym się skupiała.

    Tymczasem należy zamknąć pewien etap życia i iść dalej. Jasne, że to nie jest proste i przepisu, jak na sernik, nie znajdziemy. Wiem z autopsji, jak trudno jest przestać myśleć o przeszłości, tym bardziej jeśli stanowiła ogromny kawał naszego życia. Ale jeśli nie zamkniemy jednego rozdziału, nie mamy szansy na otwieranie kolejnego z czystym umysłem i sercem. Po radykalnych zmianach życiowych zmienia się też postrzeganie świata, zmieniają się priorytety i wartości. Nasze życie zaczyna się jakby od nowa i to tylko my same możemy jego podstawę zbudować jak fundament pod solidny dom. Trzeba to zrobić, żeby ruszyć z tyłkiem dalej. Żeby się nie zasiedzieć, kiedy cała reszta idzie do przodu. Obwiniając innych o nasze niepowodzenia zabieramy sobie energię, tracimy ją na nienawiść, cierpienie i smutek. Takie zgorzkniałe kobiety, które żyją tylko po to, żeby pokazać całemu światu swoje nieszczęście i niesprawiedliwość losu, staną się zapewne wkrótce tymi, które też ktoś obwini. Nie chcesz chyba, żeby tak było. Po co stać się źródłem czyjegoś nieszczęścia?  Zamiast marnować czas na obwinianie lepiej poświęcić go na swój rozwój, na zaplanowanie nowej ścieżki, na realizację marzeń.

     Oczywiście, że te wszystkie negatywne emocje, które towarzyszą wszelkim radykalnym zmianom muszą mieć swoje ujście w postaci łez, żalów, krzyków, cierpienia. Możesz sobie na to pozwolić, ale wszystko ma swój czas. Nie pozwól, aby działo się to  w nieskończoność.

    89849941_199442277998353_145467449939066880_n

    Pamiętaj, że nie jesteś jedyną kobietą w podobnej sytuacji. Obserwuj i inspiruj się tymi, które wzięły swoje życie w swoje ręce, które odnoszą sukcesy, które są szczęśliwe. Moje myślenie o  kobietach, które się podniosły, działały i rozkwitały wręcz, po tego typu przemianach życiowych, bardzo mi pomagało, zainspirowało. Nie jesteś sama. Skup się na tym, co tu i teraz i jak najczęściej wybiegaj w przyszłość. Zamknij za sobą drzwi, dopóki tego nie zrobisz, nie osiągniesz wewnętrznej równowagi, a twoja nienawiść do innych i żal jaki nosisz w sercu stać się mogą jedynie źródłem wyniszczającym Twoje wnętrze.  Nie przerzucaj swojego bólu na innych, nie obwiniaj ich za to, że Tobie w życiu nie wyszło tak jak byś tego chciała. Nie rozsiewaj wokół siebie złych emocji, często bowiem wracają ze zdwojoną mocą. Jeśli nie potrafisz poradzić sobie sama ze smutkiem, czy gniewem, skorzystaj z pomocy specjalisty. Możesz także brać udział w różnego rodzaju warsztatach, grupach wsparcia, jest ich na pewno wiele w Twoim mieście. Internet nie nadąża z ich promowaniem.  Rozmawiając z innymi kobietami łatwiej będzie Ci utożsamić się z jakąś grupą, z jakąś kobietą. Przestań być zakładnikiem swoich negatywnych emocji. To nic nie da. Zahamuje jedynie Twój rozwój. Obojętnie w jakiej byłaś sytuacji przed wywróceniem swojego życia do góry nogami, nie pozwól aby jakieś tzw. przeciwności losu brały górę nad Twoim rozwojem. Przecież teraz już nic tego nie zmieni. Tylko wyciągnij wnioski, i już. Nie rozkminiaj, nie szukaj formy zemsty, nie dociekaj. To bez sensu. Lepiej skupić się na sobie i nadrobić czas stracony.

  • MASZ PRAWO !!!

    Czy Wy też czujecie się w świecie prawa jak łyżka mieszająca tężejące masło? Brrrrr. Straszne! Te wszystkie paragrafy, akta, budynki pełne urzędników mówiących jakimś innym językiem. To dla mnie obcy świat, którego nie rozumiem, boję się i unikam. Nie wstydzę się, po prostu tak mam. Wy też? To już wiem, że nie jestem sama.

    Nie znaczy to jednak, że będę obojętna na ten świat. Ciebie również namawiam, abyś nie zasilała grupy statystycznych Polek, które nie czują się pewnie w świecie paragrafów. Tym bardziej, że prawie każdego dnia mamy z nimi do czynienia. I wiecie doskonale, że nieznajomość prawa nie zwalnia nas z jego przestrzegania lub korzystania. W naszym codziennym życiu spotykamy się bardzo często z  paragrafami, umowami, podpisami czy zobowiązaniami, często pisanymi tzw. „drobnym druczkiem”. Praktycznie każdego dnia jesteśmy proszone o udostępnianie, wyrażanie zgody, podawanie swoich danych czy też nie robienie nic. I owo „nie robienie nic” też może mieć swoje skutki prawne. Szczególnie jeśli dotyczy niedbalstwa w dziedzinie umów cywilno- prawnych, niedopilnowanie sformułowań zawartych w tych umowach, nie reagowanie na wezwania czy też nie zgłaszanie przemocy domowej. Często są to skutki tragiczne i długotrwałe. Kobiety zdecydowanie bardziej niż mężczyźni wykazują się daleko idącą głupotą i ignorancją dotyczącą wszelkiego rodzaju papierów, które są „ nie wiadomo gdzie”. Zgadzają się na to, aby to „on zajmował się tymi wszystkimi papierami”, bo Ty „nie masz do tego głowy”. Dopiero w sytuacjach kryzysowych dociera do nich, że ich uległość finansowa i prawna działa na ich niekorzyść.  Fakt, że od ponad 100 lat mamy prawa wyborcze w Polsce nie oznacza, że na tym zaangażowanie kobiet musi się kończyć. Świadoma kobieta powinna być świadoma również pod kątem prawnym. Będąc kobietą po urodzeniu dziecka, pracującą, bezrobotną, zakładającą firmę nie pozwól sobie zapomnieć o swojej świadomości.

    Kobiety często bywają zagubione, jeśli chodzi o znajomość prawa w obszarze przemocy rodzinnej. Nie wiedzą czy to, co dzieje się w ich domu to już przemoc czy jeszcze nie. Nie potrafią odczytać sygnałów, często czekają na jakiś „inny” moment, „jeszcze nie teraz”. A tymczasem takich sygnałów jest naprawdę wiele. W bardzo przystępny sposób opisała to pani Gabriela Morawska – Stanecka w artykule na swoim blogu My kobiety i prawo ,a którą miałam okazję poznać na Kongresie Kobiet i przekonałam, jak bardzo kobiety boją się działać, boją się ratować same siebie bo uważają, że prawo działa przeciwko nim. Strach i niewiedza jest u takich kobiet zwycięzcą. Nie zdają sobie sprawy z tego, że przemoc psychiczna i ekonomiczna to też przestępstwo i zamiast czekać na pierwszy cios powinny zająć się egzekwowaniem swoich praw. Poznaj swoje prawa, jest tak wiele narzędzi, jak internet chociażby. Nie żyj w „kieracie” tylko dlatego, że wkręcasz sobie, że nikt Ci nie pomoże. Nikt.. może tak, ale Ty sama na pewno. Możesz na pewno zacząć.  Prawo reguluje różne sprawy rodzinne, spadkowe, odszkodowawcze. Ale nikt za Ciebie tego nie rozpocznie, nikt nie zgłosi, nikt nie złoży odpowiedniego wniosku. Musi dojść do Twojej głowy, że przemoc domowa to przestępstwo, że rozwód to działanie, do którego Ty też masz prawo, to nie jest przestępstwo.  Tak jak co trzecie małżeństwo w Polsce również Twoje ma prawo się rozpaść. Masz przecież prawo do szczęścia i życia w szczęśliwym związku.

    Jeśli w trakcie trwania małżeństwa dorabialiście się majątku, Ty też masz prawo do jego podziału. Nawet jeśli w dokumentach samochód należy do Twojego męża to niekoniecznie jest to stan faktyczny, tym bardziej że spłacaliście go oboje. Sąd może zadecydować inaczej, wystarczy się tego dowiedzieć, nie skreślaj tak łatwo samej siebie. Jeśli to Ty będziesz się zajmowała dziećmi po rozwodzie, walcz o alimenty dla nich!! Masz do tego prawo i ono za Tobą stoi. Nie biczuj się , że robisz coś złego. Zadbaj o posiadanie i odpowiednio bezpieczne przechowywanie wszelkich dokumentów, umów, faktur czy aktów własności. To na ich podstawie będziesz mogła się o cokolwiek ubiegać. Najważniejsze abyś miała świadomość i odpowiedzialność w sobie. Nie bądź głupią trzpiotką tylko dlatego, że jesteś kobietą. Masz prawa i z nich korzystaj!!

    Powodzenia!!

  • Czytasz w myślach??

    Trudna sztuka komunikacji jest takim obszarem, który dobrze byłoby sobie przyswoić. Chcesz komuś coś przekazać, coś trudnego często i nie wiesz jak to ująć w słowa. Tyle związków i przyjaźni rozpada się właśnie przez brak komunikacji. A to ktoś czegoś nie powiedział, a to ktoś powiedział za dużo, a to wtrącił się ktoś trzeci i namieszał na maksa. Jak zatem znaleźć złoty środek????

     ROZMAWIAĆ !!!!! Ot, takie proste rozwiązanie 😊 a trudne jak cholera. Koleżanka Cię zrani, słowa zabolały, nie zareagowałaś od razu. Idziesz do domu, myślisz o tym wszystkim, dochodzisz do wniosków, że „nie!! Już nie chcę się z nią przyjaźnić!! Koniec z nami!!” Unikasz spotkań, telefonów, aż w końcu zanika kontakt do tzw. świątecznego. Trochę żałujesz, trochę żal Ci tych lat przyjaźni, wspólnych wypadów, spotkań przy winie. Ale zostawiasz tak jak jest. Znasz to?? Może w innym nieco scenariuszu, ale znasz. A wszystko przez jakiś honor, focha, dumę i nie wiadomo co jeszcze.

    87409770_235366330963520_603913423050244096_n

    Spotkałam się z taką absurdalną sytuacją, kiedy ktoś próbował odczytywać moje myśli i sam sobie udzielał odpowiedzi. Chore co? Nawet nie wiecie jak często się wszyscy z tym spotykamy. Wyczytałam kiedyś, że można to określić mianem „nakręcania sobie filmów” na dany temat. Nie odezwiesz się do kogoś bo ona na pewno powie to czy to, nie napiszesz do niej bo ona odpisze tak czy tak, nie zapytasz bo skłamie. Nakręcamy sobie filmy na temat tego jak się zachowa druga osoba, co powie, że odmówi, że nie będzie chciała rozmawiać. Jejuśku ile tego!! Można zwariować. 

    Oczywiście, skoro komunikacja jest trudną sztuką nie ogarniemy jej od razu i w całości, ale jak zwykle zawsze namawiam do spróbowania, do zrobienia pierwszego kroku. Do przetestowania samej siebie. Jeśli chcesz coś przekazać, to zrób to. Jeśli chcesz coś powiedzieć, powiedz. Jeśli Twoim zdaniem miałoby to skrzywdzić druga osobę, popracuj nad językiem komunikacji, ułóż sobie w słowa to co chcesz powiedzieć. Nie wydaje mi się, że masz aż takie zdolności czytania  w myślach innych ludzi, nie oczekuj zatem od nich czegoś, czego sama nie umiesz. Tak wiele związków rozpada się lub tkwi w jakiejś matni ze względu na czekanie, aż „on się domyśli”, no kurcze, nie domyśli. Nawet jeśli czasem, to na pewno nie zawsze.
    87474844_1321879374662944_4328278357973139456_n

    Szczególną opieką należy objąć sytuacje trudne, jakieś konflikty, niedomówienia, zranienia słowami. To wtedy jest najtrudniej nam przekazać komuś, że nie jest nam w danej sytuacji dobrze. Ale warto, nawet trzeba to zrobić, głownie wtedy, gdy ta osoba zachowuje się tak, jak gdyby się nic nie stało, nie przeprasza, nie jest skrępowana, po prostu jej zdaniem nie ma problemu. A Ty męczysz się, dusisz w sobie jakiś ból, czujesz się zawiedziona, oszukana, zraniona. To właśnie moment, w którym jasno potrzebujesz zdefiniować swoje uczucia. Konkretnie, bez histerii, bez złych emocji. Istnieje wtedy szansa, że zostaniesz zrozumiana, że sytuacja się z mieni. Sama mam takich akcji trochę na swoim koncie, chociaż od kiedy próbuję przejąć nad nimi kontrolę, pojawiają się sporadycznie. Ale wiem, że praca nad sobą przynosi rezultaty, szkoda przecież czasu na marnowanie go na domysły, snucie wizji obrazu myślenia w głowie kogoś innego. Życie jest skomplikowane tylko dlatego, że sami sobie je komplikujemy. A przecież szkoda na to czasu. Zamiast cichych dni z koleżanką można przecież umówić się na kawę i powiedzieć co Cię zabolało ostatnio i że nie chciałabyś aby się to powtórzyło. Potraktuj inne osoby tak samo poważnie jak siebie traktujesz. Tak postępują dorośli ludzie. Dokładnie w taki sam dorosły sposób potraktuj tą, która Ciebie na tą kawę zaprosi, przeproś, powiedz, że nie miałaś złych intencji i po prostu daj jej do zrozumienia, że to był błąd. A potem… potem przejdźcie do normalnych relacji, nie wracając do całego zajścia ale wyciągając wnioski na przyszłość. Nawet jeśli uważasz, że ktoś czyta w Twoich myślach, nie bazuj na tym, lepiej żyć pewnością niż domysłami. Powodzenia!!!

  • Sprawczość

    Pisanie jest dla mnie jak rozmowa z przyjacielem. Chociaż chyba bardziej jak monolog 😊 mogę przekazać bowiem wszystko, co tylko chcę i wiem, że spotkam się ze zrozumieniem 😊Przelewanie moich myśli, doświadczeń, refleksji oraz słów, które słyszę od innych to dla mnie bardzo ważny element mojego życia. Dodatkowo przyczynia się ono do zastanowienia się osoby, która jest potencjalnym czytelnikiem. Nad sobą, nad swoim życiem. Moc słowa ma to do siebie, że dociera do ludzi, o których istnieniu nawet nie wiemy. To cudowne narzędzie, jakim jest internet pomogło mi w odnalezieniu swojej ścieżki. Ach, jakie to ważne, aby wiedzieć gdzie chcemy iść. Pamiętam jak kończąc szkołę podstawową musiałam, jak inne dzieciaki, podjąć decyzję o swojej przyszłości. Odpowiedzieć na pytanie dorosłych „Kim chcesz być? Co chcesz robić?”. Już wtedy czułam, że to żałosne, aby podejmować tego typu decyzje, mając mleko pod nosem. Jak wiele kobiet mijam na ulicy, spotykam w pracy, ile z nich ma wypisaną na twarzy życiową porażkę. Jak wielu kobietom to życie nie ułożyło się tak jak chciały. Miały plany, marzenia, wizje bycia księżniczką, wizje księcia na białym koniu, który zawiezie ją ku piękniejszemu życiu. Tak mało znam takich, które swoje życie ułożyły w swego rodzaju układankę i dziś mogą powiedzieć „ tak, jestem ze swojego życia zadowolona, bo zrealizowałam wszystko, tak jak chciałam”. Ale znam. Podziwiam, zazdroszczę, tak zazdroszczę, nie wstydzę się tego słowa. Ja należę do tej większej części kobiet. Do tej, która może podzielić swoje życie na kilka części. Obecnie znajduję się w tej świadomej, zdającej sobie sprawę ze swojej sprawczości nad własnym życiem. Bez rozkminiania tego co minęło, bez skupiania się na porażkach, lecz reagującą na przeszkody automatycznie.

    87478776_645254156252205_3639994485691121664_n

    Dzięki temu, że do Was piszę też mam sprawczość nad swoimi słowami. Jako kobieta świadoma, mająca wpływ na swoją rzeczywistość wiem jakie są moje wartości, wiem ku jakiej przyszłości chcę zmierzać i wiem jaką misję chcę głosić. Dopóki tego nie wiedziałam płynęłam z nurtem. Jestem przekonana, że dopóki z pełną świadomością nie stwierdzimy czego chcemy, co chcemy robić, po co chcemy to robić…nie zrobimy nic. Owszem będziemy żyć, wypełniać swoje obowiązki, jakieś zwykłe czynności dnia codziennego, ale bez przekonania o swojej sprawczości.

    87864304_620945808744591_1534491566029144064_n

    Odnalezienie własnych wartości nie jest proste, mi zajęło to naprawdę dużo czasu. Ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że bez tego moje życie i życie wielu kobiet nie ma sensu. Oczywiście każdy człowiek powinien mieć tego świadomość, mi na sercu leży szczególnie los kobiet i do nich piszę. Kobieta musi być świadoma swojej wartości, musi mieć świadomość czego chce, musi czuć się ważna i sprawcza. Musi i basta!! Kiedyś usłyszałam na jakimś spotkaniu „nie, nic nie musi”. Nie zgadzam się z tym. Musi, bo jeśli tego nie zrobi ktoś inny zrobi to za nią. A na to mojej zgody nie ma. Sprawczość rozumiem jako kontrolę nad swoim życiem, jako decyzyjność swoich działań. Jeśli kobiecie sprawczości zabraknie ktoś inny sprawczość będzie miał nad nią. Jestem pewna że te kobiety, które doszły do podobnych wniosków zgodzą się ze mną, że dopóki kobieta nie ma wpływu na swoje decyzje, dopóki nie zauważy w sobie wartościowego człowieka, jest skazana na układanie swojego życia przez innych. Nie godzę się na to, nie zgadzaj się i Ty!!! Bądź sprawcza. Miej świadomość czego chcesz!! Nie pozwól, aby ktoś inny układał Ci życie!! Owszem można słuchać porad, jak najbardziej jest to wskazane, ale nie bądź marionetką. Wiesz przecież tak samo jak ja, że prowadzi to do ruiny Twojej kobiecości. Doprowadziło przecież te wszystkie kobiety, o których pisałam wyżej. One sprawczości nie posiadały, ja jej nie posiadałam. Dziś świadomość kobiet jest nieporównywalnie większa niż dwadzieścia lat temu. Dziś masz gotowe rozwiązania wyłożone na tacy. Dziś  masz większe pole do samorozwoju i możliwość spełniania swoich marzeń. Dziś jest Twój czas. Dziś możesz być sprawcza, bo wiesz co to znaczy. Zastanowienie się nad swoim życiem i przeobrażenie go w takie jakie chcesz wieść, nie zajmie ci wiele czasu, ale rezultaty są naprawdę ogromne. Pomyśl dzisiaj na spokojnie czy Ty masz sprawczość nad swoim zżyciem, czy Ty o nim możesz samodzielnie decydować, czy coś Cię blokuje. I jak się z tym czujesz. Czy jesteś szczęśliwa i spełniona, czy raczej czujesz się zniewolona. Tylko Ty sama uczciwie możesz sobie te pytania odpowiedzieć. Wyciągnij wnioski, zrób sobie rachunek sumienia, rachunek swojego życia i nie pozwól aby brak sprawczości pojawiał się w co drugim zdaniu opisującym Twoje życie. Do dzieła kobieto!!

    88010349_614940452422062_5424570336530137088_n
  • Zdrowa samotność

    Czy samotność może być dobra?? Z naciskiem na „może”… uważam, że tak. Tak samo jak wiele kobiet, z którymi mam przyjemność rozmawiać. Przeczytałam kiedyś, że samotność to epidemia naszych czasów, że ludzie samotni popadają w stany depresyjne i często zanika u nich motywacja. Oczywiście, że tak jest. Teoretycznie. Nad praktyką mało kto się pochyla. Ja zrobiłam taki mój prywatny eksperyment i po wielu rozmowach z nami, kobietami doszłam do wniosku, że są takie, które tęsknią wręcz za samotnością. Być może nazwiecie to czasem wolnym, czasem dla siebie, jak chcecie tak nazwijcie. Ja tak to zinterpretowałam, bowiem słysząc jak bardzo chcą się uwolnić  „od swoich oprawców”, czytaj mężów, partnerów, rodziców, toksycznych znajomych, nic innego nie przychodzi mi do głowy. Tak wiele kobiet czuje się osaczonych, usłużnych dla kogoś zapominając o swoich potrzebach, zainteresowaniach, pasjach. Na pierwszym miejscu stawiając cały szereg osób, siebie lokując na ostatnim. I to nie jest przesada. „Marzę o spokoju”, „Chciałabym żeby już odszedł”, „Tak, tęsknię za pustym domem”. To nie jest przesada. Oczywiście, jak każde zjawisko nie można przechodzić ze skrajności w skrajność. Wiem, że samotność sama w sobie ma skutki negatywne. Człowiek jest bowiem stworzeniem stadnym i cudownie jest mieć obok siebie drugiego człowieka, który wspiera, dopinguje, pomaga, nie przeszkadza żyć. Cudownie. Co, jeśli jest inaczej?? Co, jeśli kobieta wracając z pracy do domu zastanawia się w jakim nastroju będzie „pan i władca”? Czy zdąży z obiadem, zanim wszyscy się zejdą? Czy da radę wyprać, odkurzyć i zrobić sałatkę na kolację, zanim padnie na pysk? Czy będzie dziś awantura czy raczej „ciche dni”? Nadal wątpisz w marzenia tej kobiety, że marzy o samotności?

    Trudne sprawy? Bardzo. Dzieją się w co drugim domu. Poznałam w ostatnich latach tak wiele kobiet rozwijających swoje pasje, uczących się, tworzących nowe biznesy, podejmujących działalność, podróżujących, tworzących swoje nowe , kreatywne dzieła. I wiecie co? Wiele z nich zaczęło tę przemianę po tym, jak stały się tzw. „samotnymi ptakami”. Dopiero wtedy rozłożyły swoje skrzydła i zaczęły poświęcać czas sobie, swoim pasjom i spełnianiu marzeń. Otworzyły się na to, co nowe, nieznane, zaczęły zupełnie inną podróż, niż ta w której zostały osadzone wcześniej. Wiem, wiem, powiecie.. na własne życzenie. Jasne , tak samo jak na własne życzenie postawiły na samotność, niezależność, odpowiedzialność. Być może późno, ale lepiej późno niż wcale. Przyszedł czas dla nich, kiedy to z ogromną radością wracają do pustego domu, w którym nareszcie jest spokój, w którym nie śmierdzi wódą i w którym mogą się rozłożyć na swojej własnej kanapie. W wielu przypadkach to taka samotność chwilowa, ponieważ przyciągają do siebie innych cudownych ludzi i dom zaczyna się zapełniać, są w nim szczęśliwe! To samotność okazała się  sprawcą tego szczęścia. Nie szukają jej w sanatoriach i na dancingach. Jest im po prostu dobrze. Często słyszałyście takie stwierdzenie „nie jestem samotna, tylko sama”. Tak, są bowiem jacyś przyjaciele, pozytywni znajomi. Często taka „samotna” kobieta” przyciąga do siebie tłumy. I paradoksalnie czuje się mniej samotna niż w wieloletnim związku będąc. Być może kogoś zaskoczę, ale tak też się zdarza. Tak, tak. Pełen dom niekoniecznie oznacza, że kobieta nie doznaje owej samotności. Mają mężów, dzieci, nawet teściów z którymi mieszkają, dużo rodzeństwa, szwagrów, kuzynów, a czują się samotne. Dziwne co? Ano dziwne, bo ten pozorny tłum zagłusza indywidualne potrzeby każdego z nich.

    O tym, że samotność ma negatywny wpływ na psychikę osób starszych, prowadzi do depresji i chorób somatycznych wiem, nie mam zamiaru tego negować. Wzięłam jedynie pod lupę taką zdrową samotność, o której część z kobiet wręcz marzy. Jeśli jest im potrzebna do samorozwoju, koncentracji na sobie i swoich potrzebach to jest wręcz pożądana. Może doprowadzić bowiem do postawienia na nogi samej siebie i swojego życia, do spojrzenia na swój świat z innej perspektywy. Dlatego szanujmy te kobiety, które do samotności dążą, osiągają ją, są w niej szczęśliwe i spokojne.

  • Człowieki płci pięknej

    Czy kobiety podcinają sobie skrzydła, czy może dopingują i pomagają wzajemnie??  Trudny to dla mnie temat bo przeszłam przez wszystkie te etapy. Zarówno podcinano mi skrzydła i sprowadzano do poziomu, na którym mogłam być jedynie podnóżkiem pod kapcie, ale też klepano po ramieniu. Tyle ile kobiet, tyle postaw, tyle charakterów. Pamiętam dzień, w którym zrozumiałam, że tak naprawdę słowo „zaufanie” znaczy coś troszeczkę innego niż to, co widnieje w Wikipedii 😊 Obdarzona takim właśnie zaufaniem podążałam ścieżką kończącą się sukcesem, dopingowana przez jedną z nas .. czyli człowiekiem płci pięknej. Człowiek ten mówił „dasz radę”, „kto jak nie Ty”, „super, oby tak dalej”. Czułam się wspierana, i motywowana. Do momentu, kiedy zrozumiałam, że tak naprawdę doping zakończył się przy zdobyciu pierwszego szczytu. Osiągniecie go doprowadziło mojego człowieka płci pięknej do czegoś co nazwałabym „zazdrością”. Oj i to jaką zazdrością!! Jakie to dziwne, kiedy w jednej chwili z tych samych ust zamiast dopingu słyszysz jad. Potem nawet go nie słyszysz bo człowiek znika. Przykre, ale prawdziwe. I nieuniknione. Trzeba się tylko nauczyć z tym żyć. Właściwie trzeba nauczyć się tego nie zauważać i w odpowiednim czasie hamować swoją radość bo nigdy nic nie wiadomo.

    83072309_167154921256625_1994017749185069056_n

    Ostrożność. To słowo, które stało się w moim słowniku zamiennikiem zaufania. Staram się być ostrożna nawet wtedy, kiedy mówię o swoich planach i marzeniach. Wiem bowiem, że człowiek płci przeciwnej może być zaskoczony, że moje marzenia staną się realne. Skoro zatem takich jadowitych człowieków tyle wkoło, jak udaje mi się motywować kobiety, inspirować je? Otrzymuję tyle wiadomości zwrotnych po każdym artykule, że mam podstawy wierzyć w to, że te jadowite tu nie zaglądają. A jednak😊 Niech Was nie zmyli czułość, uśmiech i delikatny ton. Jedna z moich czytelniczek otrzymała taki właśnie doping, podszyty nieszczerymi intencjami i to spowodowało, że moje refleksje na ten temat dzisiaj czytasz.

    84195151_220483985781571_5699302854536200192_n (1)

     Nie jesteś sama !!! Jest nas wiele. Takich, które zaufały i czekają na gratulacje po osiągnięciu celu. Czekają, liczą, że podzielisz radość sukcesu z innymi człowiekami płci pięknej. Nie licz!!! Może będziesz mile zaskoczona, ale nie licz. Od samego początku załóż sobie taką właśnie strategię, bo możesz później być  niemile potraktowana jak ta moja czytelniczka. Wspieranie wśród kobiet jest bardzo duże, żeby nie było. Oczywiście, że tak. Nie jest regułą ten jad, o którym pisałam. Mam wokół siebie tyle inspirujących mnie kobiet, że serce raduje się prawie każdego dnia. Bez nich nic bym nie osiągnęła, nic nie zaczęła a na pewno nie skończyła. Podkręcają za każdym razem w życiu zawodowym czy prywatnym. Stanowią temat wszystkich moich artykułów i są bohaterkami  wywiadów. Podziwiam te , które stale się wznoszą, żyją na własnych warunkach, nie poddają choć nie mają łatwo. One mnie inspirują i motywują bo wiem, że skoro one mogły, to ja też mogę. Dzięki nim mam nowe pomysły i cel w życiu. Ale wiem też, że i one są ostrożne, że i one mają taki rozsądek w podejściu do innych kobiet jak ja. 

    Chciałabym powiedzieć.. bądźmy dla siebie dobre!!! Ale mój sarkazm trochę mnie powstrzymuje. Mogę natomiast prosić, błagać wręcz o szacunek do innych kobiet, o wyrozumiałość i tolerancję. O nią proszę zawsze. Dzięki temu same nabierzecie ją do siebie. Takie jest moje naiwne marzenie.