Posty

Posadzić drzewo

Jakże często życie podrzuca nam, mniej lub bardziej subtelnie, kłody pod nogi. Jakże często stawia nas przed wyborem, przed podjęciem decyzji, przed wyrażeniem opinii. I ja myślę, że jest to po coś. Że to nie dzieje się tak, że ten świat jest zły, że nasz los „już taki jest”, albo mamy pecha. Tylko takie momenty budzą nas z „rutynowego letargu”. Oczywiście myślę tak teraz, po przeskoczeniu wielu tych ogromnych kłód, podjęciu trudnych decyzji i wymuszeniu na sobie samej wyborów, co do których nie byłam do końca przekonana czy są słuszne. Z perspektywy czasu wszystkie te momenty stają się bardziej klarowne i bardziej… proste. To daje nadzieję, wszystkim tym, które dzisiaj stają przed trudnym wyborem, które myślą, że znalazły się w „czarnej dupie życia”, że są w jego najgorszym momencie. Mi takie myślenie pomaga. „Za jakiś czas okaże się, że to wcale nie jest takie trudne”.

Te „zwroty akcji”, które mam na myśli, są niczym innym jak zmianami – takie popularne to słowo się zrobiło, z racji tego, że zaczęłyśmy coraz mniej się ich bać. Mam na myśli kobiety, które zdobywają świat, które podejmują decyzje, o które same wcześniej by się nie podejrzewały, które wreszcie stawiają sobie, otoczeniu i ŻYCIU swoje własne warunki. Wiecie doskonale, że te zmiany bywają tworzone przez nas same, są rezultatem podpowiedzi innych osób, albo wręcz podrzucane nam przez los, tak, że trudno jest się im sprzeciwić. Bo zmiany nie zawsze są łatwe i przyjemne, nie zawsze też są przez nas wyczekiwane. Kiedy nagle otrzymujesz wypowiedzenie z pracy i z dnia na dzień tracisz dochód, który potrzebny Ci jest na przeżycie od pierwszego do pierwszego, albo kiedy właściciel mieszkania, które wynajmujesz oświadcza Ci, że masz tydzień na wyprowadzkę bo mieszkanie zajmie jego córka z mężem. Taka „kłoda” spada na Ciebie jak grom z jasnego nieba. Czujesz bunt, niepewność, niesprawiedliwość, strach…. Tak. To on towarzyszy zmianom najczęściej. I to bez względu na to, czy są one skrupulatnie zaplanowane czy są właśnie takim „gromem z jasnego nieba”. Oczywiście tym drugim dodatkowo towarzyszy refleks podejmowania decyzji, pobudzenia w głowie nowych pomysłów, wykreowania nowych rozwiązań, szukania nowej pracy i nowego mieszkania w szybszym tempie. Ale strach jest zawsze tam, gdzie zmiana.

1624728499168

 

 Każdej zmianie pracy w moim życiu towarzyszył strach. Tej nagłej i tej zaplanowanej. Bałam się nowego miejsca, nowych ludzi, siebie się bałam, czy sobie poradzę, czy ja to w ogóle potrafię. Bałam się zostać matką, czy spełnię się w tej odpowiedzialnej roli, czy będę dobrą żoną, bałam się wyruszyć w pierwszą samodzielną daleką podróż, bałam się jaki odbiór będzie miał mój blog i bałam się wystąpień publicznych… jak diabli się bałam. Wielu zmian nie podjęłam, były takie przed którymi uciekłam, zrobiłam unik i schowałam się pod kołderką stabilizacji. Jednych żałuję innych nie, ale ciągle wiem, że wiele jeszcze przede mną. Zarówno zmian jak i lęku, który będzie im towarzyszył. Są też takie zmiany, których nie boję się w ogóle. Dziś się nie boję. To ludzie…rozmowy z nimi. Ja to po prostu uwielbiam. I nie zawsze tak było. Nie urodziłam się taka wiecie, hej do przodu i komunikacja z ludźmi to nie był dla mnie chlebek powszedni, którym karmiłam się każdego dnia. Nie. Pokonywałam strach związany z rozmowami z nowo poznanymi ludźmi, bo bałam się…choć nie bardzo wiedziałam czego. Oczywiście dziś już wiem, przepracowanie tych momentów w mojej głowie oraz praca nad poczuciem własnej wartości otworzyły mi oczy na ten „głupi” i bezpodstawny strach. Czy na pewno „bezpodstawny”? Podstawy przecież były, a właściwie jedna  – brak poczucia własnej wartości. No bo jak być odważną w rozmowie z innymi, skoro tej odwagi brakowało od środka, skoro  siebie stawia się o kilka poziomów niżej i chowa pod płaszczykiem „gorszości”. To zawsze będzie trudne i związane ze strachem.

 U mnie strach wiązał się z obawami przed brakiem kontroli nad tym, co nowe, nie znane, to stare było znane. Czasem nie korzystne dla mnie, czasem krzywdzące, a czasem po prostu nudne, ale było znane. Rozmawiałam kiedyś z kobietą, która po wielu latach uwolniła się ze strasznie toksycznego związku, pełnego bólu i przemocy. Jej trwanie… latami trwanie… przy facecie, który znęcał się nad nią i synkiem było spowodowane strachem o inny dzień, bez niego. Z jednej strony chciała tego, wyobrażała sobie jak to będzie, marzyła o spokoju, ciszy w domu i pełnych miłości oczu synka, wpatrzonych w szczęśliwą matkę, ale z drugiej strony bała się, że …… będzie jeszcze gorzej niż do tej pory. I trwała tak, kolejny rok i kolejny. Przyzwyczaiła się do stanu w jakim trwała, towarzyszyły jej same złe emocje i niskie poczucie własnej wartości i to ono blokowało ją przed podejmowaniem decyzji o samej sobie, o dziecku, które przecież kochała.  To takie „życie przez zasiedzenie”, z przyzwyczajenia. Była przekonana, że lepsze jest znane piekło niż nieznany raj. Potrzebowała impulsu, momentu tzw. przejrzenia na oczy i pokonania potwornego strachu.  Doszła do tego po wielu latach, nawet kiedy już została sama, tęskniła do  koszmaru w którym było jej źle, ale go znała. Strach nie bierze się przecież z tego co znamy, tylko z tego co jest niewiadomą. Nad niewiadomą ciężko jest mieć kontrolę. A kontrola z kolei jest dla nas wszystkich prawdopodobnie jednakowo ważna. Lubimy wiedzieć co nas czeka kolejnego dnia, lubimy wiedzieć ile nam zapłacą za wykonaną pracę, lubimy wiedzieć gdzie są nasze małe dzieci, lubimy wiedzieć którym pociągiem dojedziemy do celu  itd. Itd. Lubimy być pewne, lubimy mieć kontrolę bo ona daje nam spokój. A nad nową sytuacją kontroli może brakować, dlatego siedzimy w chorym związku, w którym nie chcemy być, pracujemy latami w miejscu w którym nie chcemy być i robimy coś, czego naprawdę nie chcemy robić. Nie bez powodu wspomniałam o zmianie zaplanowanej, świadomej bo ona daje nam ziarenko  kontroli nad tym co nowe, możemy ją sobie przecież zaplanować i podejść na spokojnie.  Ja, do takiej świadomej zmiany,  kobiety zachęcam. Co mi pomaga w podejmowaniu  decyzji o zmianie? Rozmowa z samą sobą, zadawanie samej sobie zasadniczych pytań. Dziś kieruję je do Ciebie:

Czy jesteś szczęśliwa?

Czy żyjesz tak, jak chcesz żyć?

Czy jesteś szanowana?

Czy kochasz samą siebie?

1624728519970

Zawsze zadaję sobie te pytania przed najmniejszą choćby zmianą. One rozświetlają niepewność i zapędzają strach w jakiś szary kąt. I z całą świadomością mogę dziś stwierdzić, że każda kolejna zmiana była „lepsza”, wartościowa, czegoś mnie uczyła, wyciągałam z niej swoje wnioski. A co za tym idzie podnosiła moje poczucie własnej wartości, ale zmniejszała strach przed kolejną zmianą. No bo skoro te zmiany są po coś, to czego się bać. Myślicie, że to proste? Nie, ale pomaga, troszeczkę, odrobinkę, ale zawsze. Dlatego dziś o tym piszę, bo może pomoże i Tobie. Jeśli stoisz na rozdrożu, jeśli chcesz, ale się boisz, to po prostu zrób to. Wybierz, podejmij decyzję, bo jeśli nie Ty, to ktoś inny podejmie ją za Ciebie. I tego się trzeba bać. Bo wtedy kontrolę też przejmuje ktoś inny. I nigdy spokoju nie będzie. Dla mnie ważne jest spokojne życie, życie w szczęściu i wewnętrznym spełnieniu. Dlatego zawsze podejmując decyzje o zmianie myślę o sobie, bo wiem , że spełniona i szczęśliwa JA daję całemu otoczeniu siłę i spokój. Wiem, że spełniona i szczęśliwa JA zrobię dobrze nie tylko dla siebie ale dla otoczenia i to mi daje siłę przed pokonywaniem kolejnej kłody, przed wyborem ścieżki  i przed decyzją, nawet najtrudniejszą. A ta siła jest potrzebna, żeby nie odkładać  decyzji, bo to jest okrutne, dla mnie samej okrutne. Refleks jest ważny, poczucie własnej wartości jest ważne, dodaje siły i pewności siebie i powoduje, że decyzja o zmianie jest łatwiejsza. Mimo tego, że są zmiany złe, nie trafione, tak, wiem, że są. Ale czy chciałabym żałować, że jej nie podjęłam? Na pewno nie, nie lubię żałować. Znam kobiety, które po latach żałują, że w pewnym czasie nie podjęły decyzji, że nie posadziły swojego szczęścia w żyznej glebie. Mają bowiem świadomość tego, że dziś cieszyłyby się ze skutków tej decyzji. Dociera do nich informacja, że najlepszy moment na posadzenie tego szczęścia był jakieś trzydzieści lat temu. Ważne sprawy w życiu są czasem jak drzewo, jak krzak róży, cieszymy się nim dziś ale posadziliśmy je kilka lat wcześniej. Jeśli ciągle się wahasz to usłysz, że moment na zmianę jest dobry zawsze, jeśli Ty chcesz, żeby takim był. Jeśli nie dziś, nie jutro, nie za tydzień to może za dwa, ale nie dopuść do tego, żeby żałować, że nie posadziłaś drzewa…NIGDY.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *