• Kryzysowa narzeczona

    On przeżywał kryzys, ona akurat była samotna i tak się związali na czas jakiś, aby później rozstać  i zapomnieć.  Inna ona i inny on przeżywali kryzys, który rozłożył się na lat dwanaście, po czym on zmarł na raka a ona popadła w depresję. Kryzys zniszczył karierę jeszcze innej „jej”, bo firma, z którą podpisała kontrakt ogłosiła upadłość i szlag trafił wszystkie inwestycje. I tak kryzys za kryzysem pojawia się na linii życia każdej z nas… każdej. Niewielki jest odsetek kobiet, których kryzys nie doświadczył. Jest to zjawisko, już chyba z góry, przypisane w nasze poczynania. Właśnie, poczynania. Bo, owszem, są takie kobiety, które tak w ogóle nic nie robią, nie angażują się w związki, w nowe projekty, nie ryzykują, nie działają i tylko siedzą  w poczekalni życia, czekając na to, co ześle im los. W takiej poczekalni rzeczywiście istnieje szansa, że kryzys się nie pojawi. Choć samo „nic nie robienie” już może być postrzegane jako sytuacja kryzysowa. Niemniej jednak jak coś robimy, jak działamy, jak coś się dzieje to i kryzys jest możliwy. I cholernie boli. Bez względu na to czy dotyczy braku pieniędzy, starzenia się, utraty pracy, samotności, śmierci kogoś bliskiego, niezdanego egzaminu, każdy z nich boli. Pewnie inaczej, pewnie z inną siłą, ale boli.

    95606796_2991105794307557_5239351156085358592_n

    Statystycznie rzecz biorąc, kryzysy dotykają wiele z nas. Mogą być mniejsze lub większe, mniej lub bardziej poważne. Ta skala wielkości zależy od bardzo wielu czynników, sytuacji, strat i odporności każdej z nas. Co dla jednych będzie zwykłą porażką, jakich wiele, dla innych może okazać się tragicznym problemem prowadzącym do depresji. Są kryzysy, które trwają latami a są takie, które po jakimś czasie bledną, nie przypominając tragizmu  z początkowej fazy.  Nigdy nie byłam dobra z matmy i nie podejmę się liczenia, ale kryzysów w moim życiu była naprawdę duża ilość. Tak samo jak w Twoim czy Twojej mamy, przyjaciółki, szefowej, sąsiadki. Każda kobieta ma w tym temacie doświadczenia. I każda wie z jakim bólem się one wiążą. Nie są to sytuacje przyjemne, ani komfortowe i budzą  w nas różne dziwne, często skrajne emocje. Bywamy zawiedzione, sfrustrowane, złe lub zniechęcone do czegokolwiek. Jednym z nas potrzeba kilku dni, żeby się z kryzysu otrząsnąć a innym nie wystarcza lat. Jedne potrzebują snu i dobrego słowa a inne korzystają z wieloletniej terapii. Są takie, którym uświadomienie, że „wszystko dzieje się po coś” pomaga a inne nie widzą w tym żadnego sensu. Jak same wiecie, nie ma gotowej recepty na przeżywanie tego, bo każda z nas jest inna, choć paradoksalnie podobna.

    95683825_791786598016700_7479063883827642368_n
    Czy one są w ogóle potrzebne?

    Nie jestem ani coachem ani psychologiem i Ameryki nie odkryję, jak powiem, że tak. W dodatku, z własnego doświadczenia wiem, że wiele sukcesów, tych dużych i tych małych poprzedzonych jest wieloma, naprawdę wieloma kryzysami. To na ich podłożu bardzo często powstawało coś nowego, wielkiego, coś co nigdy nie przyszłoby mi do głowy gdyby nie kryzys właśnie. To on może być początkiem a nie tylko końcem. Owszem, jakaś historia się kończy, znajomość się kończy, praca, przyjaźń, młodość, zdrowie, życie nawet, ale po przepracowaniu swojej sytuacji, po wyciągnięciu wniosków można wykreować nową rzeczywistość. Dostosować się lub po prostu stworzyć inny, może lepszy świat. Moje kryzysy były mi potrzebne do odnalezienia swojej drogi, do zauważenia innych spraw niż dotychczas i  docenienia tego, co było do tej pory niezauważalne. Nie do końca jest tak, że kryzys to samo zło. Nie wszystkie kryzysowe związki były złe, nie wszystkie kryzysowe biznesy były złe i nie wszystkie kryzysowe narzeczone były złymi kobietami. Ale większość kryzysów to sytuacje przełomowe, które albo spychają nas w jeszcze głębszy dół albo otwierają nas na nowe możliwości i pobudzają naszą kreatywność. Nikt nie jest chyba w stanie powiedzieć czy doświadczanie kryzysu ma swoje negatywne czy pozytywne skutki ale z pewnością wnosi w nasze życie jakąś wartość. Jako świadome kobiety, posiadające rozum…tak, tak…wciąż na tym samym miejscu😊z każdej takiej kryzysowej sytuacji powinnyśmy wyciągać wnioski. I to od nas zależy jak te informacje wykorzystamy. Być może dojdziemy do wniosku, że kryzys który nas spotkał nie wydarzyłby się, gdybyśmy odpowiednio wcześniej zareagowały. Taki wniosek pomoże w kolejnych, podobnych sytuacjach. Być może osoby, którym zaufałyśmy okazały się jednak nieodpowiednie i będziemy bardziej ostrożne w relacjach z kolejnymi. Być może ruchy finansowe okazały się być zbyt ryzykownymi i to sygnał do większego dystansu w następnych tego typu akcjach.  I może to kontrowersyjne co powiem, ale nawet te najbardziej tragiczne sytuacje prowadzące do kryzysu mogą, naprawdę mogą być początkiem pierwszego kroku do innego życia, do innej rzeczywistości, do innych znajomości, doświadczeń czy rozwoju. To zadziwiające jak wielu kobietom, największy kryzys otworzył drzwi na nowe cele i możliwości. Nadał całkiem inny sens życia i okazał się być początkiem nowej ścieżki. Piszę to bazując na swoich doświadczeniach, kobiet, które towarzyszą mi na co dzień, kobiet z mojej grupy na faceboku. My wszystkie doświadczamy różnych sytuacji kryzysowych, których oceniać nie mam prawa. I wiele z nas po przepracowaniu tych sytuacji wchodzi na zupełnie inne tory. Świadomość tego, że kryzysy są i będą , czy nam się to podoba czy nie, może Ci pomóc kiedy pomyślisz sobie, że jesteś sama. Nie, nie jesteś. W dodatku powiem Ci, jako optymistka, że mijają. Po prostu. Mijają i stają się często błogosławieństwem do nowych działań.

    94996237_2922422944506324_3862417540437245952_n
    Czy należy się ich bać?

    Gdybyśmy się bały to prawdopodobnie byśmy go przewidziały, a zazwyczaj taki stan przychodzi z zaskoczenia. Do naszej głowy nie dopuszczamy nawet tego, że nadejdzie. Bo kto by się kryzysu spodziewał? Jak często ludzie dookoła ostrzegają, zwracają uwagę na jakiś problem a my to wszystko ignorujemy, twierdzimy „nie, spokojnie, ja sobie poradzę, mnie to nie spotka”. Takie zaprzeczenie jakże często poprzedza największe kryzysy. Moim zdaniem bać się nie należy go wtedy kiedy już nadejdzie. Bo właściwie czego? Nadszedł i już. Trzeba się z nim rozprawić. Dać sobie czas, przepracować i podjąć decyzję czy chcemy osiągnąć sukces czy spaść na samo dno. I choć jedno i drugie jest szalenie trudne, to warto powalczyć. O „Wartościowym dnie” pisałam już TUTAJ  i cały czas uważam, że jest to sytuacja, w której perspektywy są największe, bo odległość ogromna.  Wracając do pytania. Ja bym się nie bała. Tylko wyciągała wnioski. Moje kryzysy, opatrzone oczywiście bólem, cierpieniem, niesprawiedliwością i bezradnością, z perspektywy czasu stały się motorem do działania. Emocje, które mi towarzyszyły takie jak wściekłość, złość i wkurzenie często dodawały energii do działania. Smutna „kryzysowa narzeczona”, która kryła się gdzieś w środku, stawała się już tym smutkiem zmęczona i po prostu przebudziła się na nowo. I choć kryzys często stawał na mojej, tak jak i na Twojej drodze i był przeszkodą w dojściu do celu to przecież jest możliwa zmiana kursu. Kobiety w tak wspaniały sposób szukają pomocy, uczą się czegoś nowego, podejmują ryzyko zmiany stylu życia, czyli dostają tzw. „powera” do działania. Chcą coś zmienić, nie chcą się poddać. Na tym polega nasza siła. Nie bójmy się zatem kryzysu a raczej znajdźmy w ich blasku coś pozytywnego.

    „Jeśli nigdy nie przegrasz, to nigdy nie będziesz potrafił docenić zwycięstwa”

    (Laura Twitchell)

  • Najtańszy kwiat poproszę

    We wszystkich wazonach świeża woda, każda łodyżka pod skosem ucięta, jest rafia, sekator i wszystkie inne magiczne cudeńka niezbędne do stworzenia arcydzieła. Ileż zapału, ileż weny we mnie na stworzenie cudu jakim będzie piękny, wiosenny bukiet kwiatów. Wtem staje przede mną strasznie nadmuchany mężczyzna w kraciastej kurtce i zachrypniętym głosem warczy Najtańszy kwiat poproszę, Jeden?dopytuję,A ile?! Na więcej nie zasłużyła. Czar prysł, ręce opadły, nieeeee!! Krzyczy mój głos wewnętrzny, dlaczego?? Dlaczego to właśnie on dzisiaj stanął przede mną i zmiótł z powierzchni moich myśli nadzieję na ten cud, który jeszcze dwie minuty temu miałam stworzyć?

    95567715_228994671850944_3766444615012450304_n

    Otrzep się Monia, otrzep, myślę sobie, zaraz przyjdzie inny pan i zamówi inny… no coś innego zamówi. Oczywiście, że przyszedł i oczywiście, że zamówił. Nawet kilku takich miłośników sztuki florystycznej zjawiło się tego dnia. I mogłam zakończyć pracę w nieco lepszym , bardziej spełnionym nastroju. Wywód mój zmierza jednak do tego początku dnia, moje panie. Kiedy tak nastawiamy się na coś i to coś nie wychodzi, to nic tylko usiąść i płakać. Ręce załamać i krzyknąć nie, nie mam już siły na to wszystko, bo wszystko jest do kitu. Tyle ile razy takie myśli przychodzą do głowy, tyle samo je odganiam bo, jak to mówią po burzy przychodzi słońce, a po nocy dzień, czy jakoś tak. Owo słońce przyjdzie jeśli tylko pozwolisz mu zaświecić. Ludzie, z którymi obcujemy na co dzień, sytuacje, które nas dotyczą, w których bierzemy udział. To wszystko w dużej mierze zależy od nas. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdą  z nas, kobiet, życie poraniło. Jedne dostały w tyłek jako małe dziewczynki, ich dzieciństwo to pasmo szarości, przerywane smutkiem i łzami. Inne zostały zranione w miłości, ufając nieodpowiednim partnerom, jeszcze inne dostały w kość od swoich bliskich przyjaciół, znajomych, współpracowników, poniżane w pracy czy boleśnie dotknięte przez chorobę. Zdaję sobie również sprawę z tego jak wiele możemy, tu i teraz. Jak bardzo wielką mamy władzę i moc nad swoimi wyborami, decyzjami i myślami.

    95510498_2645660085652481_4580453875244335104_n

    Kobiety uwielbiają się przeglądać w lustrze innych, a właściwie w ich myślach i oczekiwaniach. Idzie za tym budowanie poczucia własnej wartości, które zazwyczaj wypada bardzo, bardzo  blado. Bo spełnić oczekiwania innych ludzi to jest najbardziej niszcząca czynność jaką możemy zrobić. Ta wartość, o której tak ciągle głoszę na łamach tego bloga to rzecz najistotniejsza właśnie po to, aby nikt nie powiedział do pani w kwiaciarni „na więcej nie zasłużyła”. Oczywiście, że to moja wrodzona ironia, ale coś jest w tym, że panowie oceniają nas pod różnymi względami . Swoją drogą oceniane jesteśmy ciągle, każdego dnia, na każdym kroku. Gdyby tak zagłębić się w taki zwykły dzień powszedni to ocen byśmy otrzymały sporo. Jak się ubieramy, uśmiechamy, żartujemy, co mówimy, w jakim nastroju wchodzimy do pracy, w jakim wychodzimy, czy dobrze prowadzimy samochód i czy potrafimy dźwigać dwie czy trzy reklamówki pełne zakupów. Powodów do oceny full. Tylko po co się nad tym zastanawiać prawda? Niestety, to ocenianie właśnie wpędza nas w taki worek pełen frustracji, kiepskiego nastroju, kompleksów i czarnej dupy. No niech mi ktoś powie jakim prawem człowiek ocenia drugiego człowieka? No jakim? Nic nikomu do tego jak kobieta się ubiera, z kim zadaje i co ma w głowie. Najważniejsza jest ocena jej samej przed sobą samą. I to ona jedyna ma prawo ocenić czy zasługuje na jeden najtańszy kwiat czy na ogromny bukiet pt. „cena nie gra roli” 😊Żeby w sobie to zmienić musimy się pokochać, odnaleźć samą siebie w samej sobie. Trzeba, abyśmy poznały swoje talenty, swoje moce, swoje mocne strony, czyli wszystko to, co buduje naszą wartość w naszych oczach. Określenie swoich wartości pozwala kobiecie obrać drogę, którą kroczy. Jest kierunkiem w jakim zmierza i celem każdego dnia. Bez tego dzień podobny jest do poprzedniego, a życie wydaje się być bezcelowym. I to właśnie wtedy pozwalamy sobie na ocenianie nas, na krytykowanie, na ranienie, na znęcanie, na ….Bóg wie co jeszcze. Bo nie ma w nas wartości własnej, bo czujemy się „nic nie warte”. O nie!! Nie ma na to mojej zgody! Jest tyle narzędzi dookoła, tyle filmów, kursów, książek, wywiadów, wyzwań, tyle pomocy zewsząd, że żadna z nas nie może sobie pozwolić na to, aby powiedzieć „nie wiem jak to zrobić”. Nawet na tym blogu podpowiadam kilka swoich metod na balans w pracy ze swoimi wartościami w roli głównej. Znajdziesz je w zakładce „Wyzwania”. To one pomagają docenić siebie, pokochać siebie i dostrzec jak wiele jesteśmy warte. Wiem doskonale, z własnego doświadczenia, że nic nie jest nam dane raz na zawsze. A już na pewno dobre myśli przez nas wypracowane, one jeszcze bardziej muszą podlegać nieustannym odnowieniom w głowie. Dlatego ciągle i ciągle trzeba trenować swoją głowę, ciągle i ciągle pracować nad swoimi przekonaniami, celami i konsekwencją. Tylko w ten sposób nikt nie będzie nam musiał w ogóle żadnych kwiatów kupować😊 kupimy je sobie same , nawet jednego bo właśnie tego akurat w tym momencie chcemy. 

     „Może się zdarzyćże urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, 

    żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć

    (Coco Chanel)

  • „5 Kroków”

    Piękny, słoneczny dzień, około dwunastej. Coraz więcej ludzi zapełnia obraz za oknem i nagle otrzymuję wiadomość. „Moniu, świetnie piszesz, czemu Ty jeszcze nie wydałaś e-booka?” Myślę sobie „Chryste Panie! Jakiego e-booka?” Autorka wiadomości dopowiada, że „5 kroków, jak być pozytywnie nastawioną do życia”. No, uśmiałam się do łez. Gdyby nie fakt, że owa autorka zna mnie od zamierzchłych czasów, pomyślałabym, że mówi poważnie. Sam fakt pomysłu na e-booka to jest jeszcze kwestia do rozważenia, natomiast temat sam w sobie drażniący. Podawanie komukolwiek recept na życie jest, w moim mniemaniu, wysoce niestosowne. Na rynku jest już wystarczająco dużo tytułów zaczynających się podobnie. To wzbudza we mnie podejrzenia, że potrzebujemy instrukcji obsługi na wszystko. Zastanawiam się, czy za chwilę ktoś nie stworzy poradnika „7 kroków jak prawidłowo ubrać majtki”, choć nie mam pewności, że  już nie powstał. Czy ja jestem pozytywnie nastawiona do życia? No jestem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tylko co to właściwie znaczy?

    94705407_532998524005541_4409273620040253440_n

    Jak tak sobie wygooglowałam, to wyświetla się najpierw „deklaracja rozwoju”. Mhm ciekawe, bo właściwie osoba, która deklaruje coś przed sobą samym lub publicznie nawet, nie koniecznie jest równocześnie pozytywnie nastawiona do czegokolwiek. Może przecież deklarować chęć zrobienia czegoś pod przymusem, na złość lub w formie zakładu. Nijak się to wszystko ma do pozytywnego nastawienia.  Ja rozwijać się chcę, ale czy to deklaruję? …Zastanowiłam się przez chwilę i stwierdzam, że nie. Po prostu chcę to robić i robię. Czytam również, że pozytywne nastawienie to chęć szukania, każdego dnia powodów do uśmiechu. Co Wy na to? Szukacie? Chcecie szukać? Ja po pierwsze szukać nie muszę, bo powody znajdują się same. Po drugie w dni, które powodu do uśmiechu nie przynoszą nie załamuję rąk o zmroku, w żalu, że stałam się osobą negatywnie do życia nastawioną. Chyba bym oszalała, gdybym każdego dnia- powtarzam- każdego dnia, się uśmiechała. Co innego poczucie humoru, ono towarzyszy mi właściwie zawsze, mimo, że czasem jest ironiczne i z ogromnym dystansem do świata. O to u mnie nie trudno.

    DSCN8060

    I jak ja mam takiego e-booka napisać? 😊 (tu, w nawiasie – śmiech na sali), sama nie spełniam przecież  podstawowych zasad, wynikających z definicji. Czy jeśli  zaczniemy te zasady wdrażać w życie to staniemy się pozytywnie nastawione? Być może tak, ale na to sprawdzonych dowodów nie mam, a co dopiero mówić o wskazywaniu aż pięciu kroków. . Myślę sobie jednak, że ta dobra dusza, która zasugerowała mi dzisiejszy temat, miała na myśli coś zupełnie innego. To mianowicie, że taka jestem dla innych, taka, czyli pozytywnie nastawiona. W tej kwestii nie wypada mi się z nią nie zgodzić, bo każdy, kto zwróci się do mnie w trudnej chwili otrzyma w zamian pocieszenie. „Będzie dobrze, głowa do góry, dasz radę”. Mało tego, że tak mówię. Ja w to wierzę. Dlaczego wierzę, bo słowa mają moc. Tak, wiem, powtarzam się. I to może świadczyć o tym, że istotnie tak jest. Samo wysłuchanie drugiego człowieka, to już jest pokrzepienie, a pocieszenie go swoim słowem to bonus dodatkowy. Wniosek wyciągam z tego jeden. To ludzie są podstawą mojego pozytywnego nastawienia do świata. Rozmowy, słuchanie, branie z nich przykładu, albo nie. To jest klucz do nastroju, w jakim dzień kończę. Ale nie skłoni mnie to z pewnością do tworzenia przepisu w postaci pięciu, sześciu czy iluś tam kroków. Na pewno nie. Jeśli kiedyś wpadnę na taki pomysł podeślijcie mi proszę link do tego artykułu 😊Uważam, że ponad wszelkimi poradami, metodami czy krokami to relacje międzyludzkie są lekarstwem na brak pozytywnego nastawienia do życia. Ludzie trwający w konflikcie, wrogości czy nienawiści  są tak bardzo nakręceni na zło, że nie dostrzegają pozytywnych aspektów życia. Skupiają się na smutkach zamiast na pomocy, obgadują innych zamiast wspierać. Takich porównań znaleźć można cały wachlarz. To te relacje mnie nakręcają. To one dodają energii do działania, nadziei na lepsze jutro i to dzięki nim wiem, że pojutrze będzie jeszcze lepiej. Ludzie są najlepszymi bateriami, które są odpowiedzialne za moc jaką w sobie mamy. Doceńmy to, szczególnie dziś, kiedy niektóre z relacji zostały przerwane a  inne bardziej utrwalone. A z tym pomysłem na e-booka to ja się jeszcze wstrzymam 😊

  • Nadludzki mózg kobiet

    Czy kobiety rzeczywiście wykonują więcej zadań w ciągu dnia, czy są bardziej wydajne i czy mają więcej obowiązków? Być może tak jest, ale tylko z tego powodu, że same sobie taką ilość zadań nakładają. Nie ma bowiem żadnych dowodów naukowych, które by to potwierdzały. Nasz mózg, bez względu na to czy męski czy żeński uzyskuje dokładnie takie same wyniki w wykonywaniu kilku zadań jednocześnie. A zatem tak nam się tylko wydaje, że to my jesteśmy najlepsze w wykonywaniu obowiązków domowych, z uwiązanym dzieckiem u kostki. Stereotyp, który dokładnie nie wiadomo kto wymyślił, wbił kobiety w taki tok rozumowania. Ja to zrobię szybciej, lepiej, dokładniej. Często nawet nie dając szansy na wykazanie się w danej czynności mężczyźnie. Zdarza się, że kobiety same narzucają niejako swoją fachowość i wyjątkowość, dając mężczyznom poczucie jej  braku w danej dziedzinie. Sytuacja oczywiście zmienia się z roku na rok i coraz więcej mężczyzn zajmuje się takimi czynnościami jak gotowanie, sprzątanie czy odrabianie z dzieckiem lekcji. Niemniej jednak jeszcze w wielu domach słychać słowa typu „pomagam jej”. Tak, jakby ten dom, te obowiązki, te wszystkie czynności należały do kobiety a on jej w tym pomaga. Notabene dlatego że sama sobie bidulka nie radzi. Jak ten stereotyp zamazać? No będzie trudno.

    Zdjęcie0446

    Latami sobie na to zapracowałyśmy. Do tzw. domowych obowiązków dołożyłyśmy jeszcze zawodowe. Kiedyś usłyszałam z ust kobiety, że to „feministki wywalczyły dla kobiet różne prawa i co teraz? Musimy pracować?”. Zawsze chce mi się śmiać jak sobie to przypominam, bo rzeczywiście te kobiety, które pracują bo muszą, a wcale tego nie chciały, raczej nie są zadowolone z takiego zwycięstwa 😊 Autorkami naszego fenomenu wszystkowiedzącej i najlepiej wszystko robiącej kobiety jesteśmy my same, drogie panie. Tymczasem nie zostałyśmy wcale wyposażone w jakieś ponadludzkie siły, które będziemy w stanie wykorzystać podczas długiego życia w jednostce jaką jest rodzina. Bierzemy sobie na głowę całą masę obowiązków, zapełniamy kalendarz po brzegi, zarówno ten prywatny jak i domowy.  W pracy, bywa różnie, ale też zdarza się, że chcemy być najwydajniejsze, najbardziej zorganizowane i uważamy, że zrobimy wszystko najlepiej, na pewno lepiej niż kolega na tym samym stanowisku. Bywa, że zapominamy, co dla nas jest najważniejsze i jakie sprawy z tego  naszego kalendarza powinny  pozostać a które należy wymieść miotłą lub wciągnąć odkurzaczem. Chcemy zrobić wszystko, nawet ponad siły. A niestety prędzej czy później będzie się to wiązało z olbrzymim obciążeniem psychicznym.

    Problem z nami kobietami polega niestety na tym, że lubimy się chwalić swoimi osiągnięciami. Ile to my dzisiaj zrobiłyśmy, ile potraw już ugotowałyśmy na święta, o której wstałyśmy, że wszystko posprzątane już dawno a sąsiadka jeszcze śpi, że nie marnujemy czasu tylko działamy i ok tylko, że działać można przecież w jakiś zaplanowany sposób, i to niekoniecznie solo. Rozłożenie obowiązków nie jest grzechem!! Delegowanie zadań też nie jest grzechem. Powtórzę, nie jest grzechem!! Można być bardzo efektywnym a jednocześnie nie zaorać się zadaniami, jeśli tego nie potraficie, trzeba zacząć się uczyć Zarządzanie sobą w czasie łatwe nie jest, ale szczerze Was do tego namawiam. Sama ciągle się tego uczę. Bo czasem warto stosować zasadę „nie robienia pustych przebiegów” po to, aby wdrożyć czas na odpoczynek i relaks dla samej siebie. To właśnie o to w takim zarządzaniu chodzi. Nie jest sukcesem oświadczenie wypowiedziane wieczorem przed lustrem „Zrobiłam dziś wszystko co miałam, wszystkie prace domowe, i okna umyłam i pierogi zrobiłam, i cztery prania i obiad na jutro, ogródek wypieliłam i nie wiem co tam jeszcze”. Większym sukcesem będzie „ tak, jestem z siebie dumna bo zrobiłam to co zaplanowałam a teraz mam czas na jogę, trening czy film”. Lepiej siebie pochwalić przed snem za jedną dobrze wykonaną rzecz niż frustrować się z powodu dziesięciu nie zrobionych. Dajmy się wykazać innym. Po prostu zacznijmy wdrażać w nasze życie możliwość wykonywania niektórych czynności przez kogoś innego. Może zacznij od jednego zadania, Dajmy im szansę 😊

  • Działaj albo giń!

    Kobiety czasem ogarniają tysiąc spraw naraz, gadają, biegają, czytają, pracują i jeszcze potrafią często robić te rzeczy jednocześnie. Są mistrzyniami wielozadaniowości, wielopomysłowości i jeszcze w dodatku tryskają najbardziej inteligentnym poczuciem humoru. Mam szczęście otaczać się ostatnio takimi kobietami 😊 Nie wiem czy dzieje się tak na zasadzie przeciwieństw, które się przyciągają, czy emitowania jakiegoś bliżej nie określonego magnetyzmu, ale to dodaje mi energii, wiem, że im również. Uważam to za skarb, o który powinnyśmy dbać. Otaczanie się dobrymi ludźmi należy traktować jako obowiązek wręcz, wiemy przecież wszystkie jak bardzo ludzie mogą mieć na nas wpływ. Na jednych mniej, na innych bardziej. Na jeszcze innych, jeszcze bardziej. Bez względu na to, czy spotykamy się z nimi w kawiarni, w domu czy teraz w internecie. 

    To nie ma znaczenia. Ważne, aby czuć się w ich towarzystwie dobrze, aby nie męczyła nas rozmowa czy samo przebywanie. Cudowne zjawisko, którego jestem świadkiem na przestrzeni dziewięciu miesięcy prowadzenia bloga, a jakim jest  rozwój i kopniak, którego sobie dajemy, dodaje mi skrzydeł. Kontakt z kobietami na żywo, ale też poprzez łącza internetowe motywuje do działania, napędza tryb w mojej maszynie. Dziewczyny do mnie piszą krótsze i dłuższe informacje, że coś się zadziało w ich życiu, coś się ruszyło. I być może nie będę matką chrzestną jakieś wielkiej w nich zmiany, ale sama świadomość tego, że ktoś czyta, ktoś analizuje i ktoś wyciąga wnioski jest dla mnie kluczowy. Przebywanie bowiem wśród ludzi, którzy swoim słowem czy przykładem wdrażają w życie jakieś nowe dla nas metody, jakieś nowe dla nas teorie dają nadzieję, że u nas też może się coś fajnego zadziać.  Często potrzebujemy jakiegoś drogowskazu, który zdefiniuje ścieżkę, jaką powinnyśmy podążać. My same niby wiemy w którą iść stronę, ale brak pewności siebie i niskie poczucie własnej wartości mają tak ogromną moc sprawczą, że zatrzymują nas przy zrobieniu kroku numer jeden. 

    Właściwie w każdym artykule namawiam Was do zmiany, no może nie w każdym, ale w wielu. A to dlatego, że zmiana  jest cholernie ważna. Przekroczenie pewnej granicy między starym a nowym życiem to naprawdę magiczny moment, ale trudny do zrealizowania. Praca nad wartościami, nad pewnością siebie, nad asertywnością to trudna praca. No, ale bądź co bądź owocująca świetnymi rezultatami. Chcemy dokonać zmiany i nic nie robimy. Chcemy ruszyć z jakimś biznesem i nic nie robimy. Chcemy się uczyć nowego języka i nic nie robimy. Chcemy, chcemy, chcemy. Tylko od samego chcenia, to się nic nie zadzieje. I zamiast działania co się z nami dzieje? Giniemy. Tak, giniemy. Giną nasze plany, ginie pomysł, aż w końcu giną nasze ambicje i wartości. To my same doprowadzamy to powolnej śmierci takich pomysłów i planów. Bo nic nie robimy. Zwlekamy, czekamy na odpowiedni moment. A ten, może nigdy nie nadejść.

    Historia Małgorzaty pojawia się w mojej głowie za każdym razem jak pięćdziesiąt razy zastanawiam się czy coś zrobić. Miała pomysł na butik z odzieżą dziecięcą, okolica rewelacyjna, miejsce często odwiedzane, osiedle zaludnione. Mnóstwo spacerujących matek z dziećmi, duży parking  przed lokalem, na drzwiach kartka „Do wynajęcia”. Pieniądze na koncie odłożone, na start w zupełności powinno starczyć. Jedyną dla Małgorzaty przeszkodą była nie znajomość obsługi kasy fiskalnej i terminala. Poszukała jakiegoś kursu i był, ale za dwa dni. Była zaskoczona. To trochę za szybko, nie była przygotowana. Nie zorganizowała opieki nad siedmioletnim synem, ani całego harmonogramu dnia. Postanowiła zapisać się na kolejny termin za dwa miesiące. Tymczasem po kilku dniach lokal został wynajęty i otwarto w nim sklep motoryzacyjny, swoją drogą świetnie prosperujący do dziś. Małgorzata załamana, zniechęcona i oczywiście nic już nigdy nie otworzyła. Ktoś ją ubiegł. Zdarza się. Ale jej działanie było właśnie na zasadzie „poczekam, jeszcze nie teraz”. I czasami to „nie teraz” może się zamienić  w „nigdy”. My zbyt często myślimy, że moment jest nie odpowiedni, że wiedza nie doskonała a umiejętności i kwalifikacje za małe. I oczywiście, że nie istnieje jakiś ogólny wzór na to kiedy zacząć działać, nie ma recepty na odpowiedni czas. To ja Wam coś powiem, czasu idealnego nie ma. Zawsze znajdzie się coś, co jest jeszcze niedopracowanym elementem układanki. Ale moim zdaniem lepiej jest zacząć działać nieidealnie niż wcale. Punktem najważniejszym jest za to odnalezienie swojej ścieżki. To już jest sukces, to tutaj powinny zabrzmieć fanfary!!!! Nasz cel, nasza droga, nasze marzenia, to na nich powinno się opierać życie. Budzenie się rano bez żadnego celu jest bowiem jeszcze gorsze od zasypiania bez marzeń.  Ale jak już mamy cel, mamy plany, mamy marzenia i wiemy czego tak naprawdę chcemy, nie możemy być podporządkowane obawom. A takie przecież się pojawią. Będzie obawa przed krytyką, przed niedoskonałością, przed porażką. Ale nie wolno nam się za nimi oglądać, z tego chociażby powodu, że mamy siebie szanować. Siebie, pracę nad sobą i fakt, do jakiego momentu w życiu  doszłyśmy. Jeśli nie zaczniemy działać, zginiemy. Brzmi to być może zbyt tragicznie, ale wiecie tak samo dobrze jak ja, ile działań zginęło już w waszej głowie. Wiecie same ile mogłybyście osiągnąć w życiu, gdyby nie czekanie na odpowiedni moment. Tymczasem nigdy taki nie nadszedł. I nie wiem jak wy, ale ja już na to nie mam czasu.

    Zdjęcie0468 (2)

    Jeśli masz więc jakieś marzenia o swoim biznesie, albo o tym, żeby się całkowicie przekwalifikować,  zdobyć nowe wykształcenie, nie wiem co jeszcze, ,to po prostu to zrób. Skupianie się na swoich niedoskonałościach, to strata czasu. Czekanie na odpowiedni moment to strata czasu. Inspirujcie się kimś, kto już wystartował, kimś, kto się odważył, bo ta odwaga może być Twoją. Inspirujcie się kobietami, które działają pomimo lęku, pomimo przeciwności losu i same działajcie. Ja w swoim życiu bardzo wiele decyzji i wiele działań odkładałam w czasie. Na tyle to odkładałam , że zaprzestawałam po prostu. Wiem, ze nie jestem w tym działaniu sama. I po co? Przecież tyle kobiet na różne rzeczy się decyduje i żyje. Tyle kobiet zaczyna działać i odnosi sukcesy. Dlaczego to nie możesz być Ty?! Jeśli coś lubisz, jeśli czujesz się w czymś dobrze to po prostu to rób. Nie czekaj, działaj.

  • Egoistek nikt nie lubi

    Czy to nie jest trochę tak, że kobiety uczone są pokory, uczynności i uległości? Małe dziewczynki uświadamia się, że trzeba być grzeczną, nie brudzić sukienek i dzielić się z innymi. Możesz powiedzieć, że chłopców też się tego uczy, ale uczy się ich również, aby walczyli o swoje. Im się należy, im wypada. Dziewczynkom wypada zdecydowanie mniej. Wiele z nas, kobiet na przestrzeni lat jako cel nadrzędny stawia sobie „bycie” dla innych. „Jestem dla Ciebie”, „Zawsze możesz na mnie liczyć”, „Dla Ciebie wszystko”. Egoizm postrzegany jest tak negatywnie, że już samo słowo odrzuca. Tymczasem tak wiele dobrego możemy dać bliskim, jeśli tylko poświęcimy czas sobie samym.

    93995798_160775375255376_753803375044198400_n

    Przeobrazić swoje myślenie na swój własny temat jest niezwykle trudno. Nie będę Was namawiała do chodzenia po ulicach z okrzykiem na ustach „Ja, Ja, Ja”. Choć, jeśli macie na to ochotę,  zapraszam 😊 Fakt, że mamy swoje prawa są często przez kobiety ignorowane. Nawet to, że mamy prawo do szczęścia, do spokoju czy odpoczynku. Dla niektórych  to wszystko graniczy z cudem i dostępne jest dla nielicznych. Kobieta, która dba o swoje potrzeby nie jest zła. Kobieta, która myśli o swoich przyjemnościach nie jest zła. Kobieta która chce żyć  po swojemu nie jest zła. Jakie to trudne prawda? Żeby zrozumieć inne kobiety, musimy zrozumieć najpierw same siebie. Bo to często, niestety w kobietach jest ta zła ocena, to w kobietach jest zła opinia. Bo przecież egoistek nikt nie lubi. A jakby tak zrobić na przekór, a jakby tak na złość trochę. W momentach, w których zawsze poświęcałaś siebie, swój czas, swoje emocje dla innych, zamienić je na czas dla samej siebie. A może wyciszyć telefon i choć raz nie odebrać, olać po prostu. Może koleżanka, która pięćdziesiąty piąty raz dzwoni do Ciebie z jakimiś swoimi pierdołami zrozumie, że nie zawsze i nie o każdej porze? Może zrozumie. A może usiądź sobie w fotelu i delektuj się kawą, choć do tej pory zapieprzałaś jak głupia w tej kuchni, w łazience, w ogródku, gdzie tam jeszcze. Może zacznij domowników do takiego obrazka przyzwyczajać. A może zdecyduj się jednak na studia, przecież oni wszyscy sobie w domu bez Ciebie poradzą, nie jesteś niezastąpiona. A może po prostu wreszcie kup sobie nowe buty, skoro dzieci mogą mieć par piętnaście, to Ty możesz mieć chociaż trzy. Pomyśl o sobie, choć  samo myślenie nie wystarczy. Po prostu zrób coś dla siebie. To Ty sama wiesz najlepiej w jakich momentach chcesz żyć inaczej, to Ty najlepiej wiesz, co robisz wbrew sobie. To właśnie robienie czegoś wbrew sobie to jest zaspakajanie innych. I ok, jeśli trzeba to trzeba, ale o sobie zapominać na pewno nie trzeba. Myślę, że kobiety są wyposażone w taki instynkt, który im podpowiada, że chcą coś dla siebie zrobić, ale im nie wypada, że chcą żyć na swoich zasadach, ale tak jakoś….może nie teraz. Jest w nas chyba czasem nazbyt dużo empatii dla innych, miłość własna zdaje się zanikać.

    93844876_511871479493858_9145093225638264832_n

    Egoistka kojarzyć się może z taką kobietą, która ponad potrzeby innych przekłada swoje, taka, która myśli tylko o sobie…jakie tam jeszcze teksty słyszałyście? Że samolubna, że zadufana, że nie miła. Znajdziecie pewnie jeszcze wiele. A ja życzę Wam egoizmu. Takiego zdrowego, egoizmu w rozwoju, egoizmu okraszonego szczęściem. Kochać samą siebie to powinien być cel nadrzędny kobiety, taka to dopiero da szczęście innym. Taka to dopiero będzie kochana przez wszystkich, ba , szanowana nawet. Jak macie przed oczami obraz kobiety egoistki, ten pierwszy obraz, to zapewne widzicie kobietę, którą wszyscy szanują. Ona na ten szacunek wręcz zasługuje. A Ty? Nie zasługujesz? A Ty co? Gorsza jakaś jesteś? Pokochaj siebie kobieto! Traktuj się z szacunkiem, on się rozmnaża, uwierz mi. Jak często widzę kobiety siłaczki, które całe swoje życie poświęcają innym, zapominają o swoich marzeniach, o planach, o swoich potrzebach. Żyją dla innych, spełniają ich marzenia i ich potrzeby i na dodatek nie otrzymują w zamian ani szacunku ani miłości ani pomocy. Mam nadzieję, że nie należysz do tej grupy kobiet. Ogromną mam nadzieję, ale jeśli tak jest jeśli czujesz, że to o Tobie historia. Zmień to!!  Ja tego za Ciebie nie zrobię. Ty musisz oznajmić tej postaci w lustrze, że dość, że koniec z tym, że właśnie od dziś będziesz egoistką. Dziś. Koniecznie dziś. Lepszego momentu nie będzie. Jeśli do tej pory egoizm był Ci obcy, to zacznij go w sobie hodować, on zakiełkuje i zaskoczy Cię pysznym owocem za czas jakiś. To nie prawda, że egoistek nikt nie lubi. Egoistkom się zazdrości. Ja chcę Ci pozazdrościć Twojej miłości własnej. Trzymam kciuki!

  • Przypadkowe życie

    Jakaś część kobiet, nawet nie całkiem mała, idzie przez swoje życie kierowana niejako przypadkowo. Wszystkie wydarzenia ważne lub mniej są dziełem przypadkowych poczynań, przypadkowych spotkań i przypadkowo poznanych ludzi. Nie mają w zwyczaju planować, notować, wyciągać wniosków z czegokolwiek, ba, nawet nie starają się ,aby o tym pomyśleć. To tak jak kłoda wrzucona do rzeki i płynąca z jej nurtem. Nie ma żadnej mocy, żadnej decyzyjności, nie potrafi reagować na zaskakujące sytuacje, tylko płynie pchana przez nurt. Jest skazana z góry na decyzję rzeki, wiatru, pogody. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest skazana na działania osób trzecich, które zadecydują czy wyjąć ją z tej rzeki, przerzucić w inne miejsce, czy zniszczyć.

    Następujący po sobie przypadkowy ciąg zdarzeń ,na jaki kobieta natrafia, prowadzi ją w to miejsce, które ktoś kiedyś sobie wymyślił, też przypadkiem. Ja już tyle razy pisałam o braku decyzyjności, o braku brania odpowiedzialności za swoje życie, że może być to dla niektórych nudne. Ale jak mnie znacie to wiecie, że piszę co chcę i tyle😊. Temat jest na blogu, bo jest w życiu, kiedy zniknie chętnie przestanę i skupię się na przyjemniejszym 😊 na razie bardzo dużo emocji wzbudza we mnie brak stawiania sobie celu w życiu i brak jego realizowania. Płynięcie z nurtem i nie zatrzymywanie się nawet na chwilę, żeby zastanowić się nad trasą rzeki. Być może oczekujecie, że napiszę ..tak, teraz jest dobry moment, część  kobiet częściej przebywa w domu, ma więcej czasu i może teraz właśnie skupić się na tym wszystkim, zatrzymać, przeanalizować. Oczywiście, że tak powiem, ale powiem też, że każdy moment jest dobry. Nie trzeba czekać na kwarantannę, żeby zauważyć samą siebie. I skąd u nas się to bierze kobiety? Skąd te przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie? Skąd pokora z jaką podążamy szlakiem rzeki spełniając jej zachcianki? Dlaczego godzimy się na to, co nam „przypadkiem” ześle los? Takie jest moje skryte marzenie, no teraz już skryte mniej, żeby kobiety powiedziały sobie „tak, tego chciałam, tak sobie zaplanowałam, tak chciałam żyć”. Dużo marzeń spełniam sobie sama, może i to mi się uda. Jest szansa na dotarcie do większej ilości kobiet niż moje wąskie grono. Jest szansa na to, abyśmy wykorzystywały jedynie tzw. „przypadek” do realizacji obranego wcześniej celu a nie ulegały „przypadkowi” i w żaden nieprzemyślany sposób nie wkręcały się w układanie nam życia.

    Analizując poczynania kobiet,  swoje poczynania z perspektywy czasu, widzisz pewnie jak to przypadkiem poznałaś swojego przyszłego męża w dyskotece, przypadkiem się zakochałaś, przypadkiem zaszłaś w ciążę. Być może przypadkiem znalazłaś się na ekonomii bo na psychologii zabrakło miejsc. Być może przypadkiem zamieszkałaś z teściową, choć nigdy tego nie chciałaś, ale skoro teść akurat zmarł przypadkiem, postanowiliście zamieszkać z mamą. Być może przypadkiem pracujesz w firmie, której nie lubisz ale przypadkiem ciotka załatwiła Ci tam pracę i  tak leci już dziesiąty rok. Być może przypadkiem zostałaś prezesem zadłużonej firmy po śmierci męża, kompletnie nie znając się na jej profilu. A może było tak, że przypadek zadecydował w jakim mieszkasz teraz kraju, wbrew sobie samej. Chciałoby się zaśpiewać „truuuudne spraaawy”, ale niestety w wielu sytuacjach to przypadki nie nadające się do tekstu żadnej piosenki. Trochę to słabe, żeby jakiś „przypadek”, „zbieg okoliczności”, jak zwał tak zwał, ukształtował Twoje życie na długie lata. Oczywiście jeśli to dzięki „przypadkowi” coś fajnego udało Ci się zrealizować, spełnić marzenia, to genialnie. Jeśli kurs na życie, który obrałaś zahaczył o jakiś przypadek to super, pogratulować. Ale nigdy, przenigdy nie zmieniaj tego kursu, nie poddawaj się losowi, bo życie jest naprawdę długie i szkoda, żeby to los Ci je ułożył. Nie bądź kłodą dziewczyno!!! Nie bądź kłodą!!

  • „KORONA-SAMOPOMOC”

    Obiecanki, cacanki… Właśnie tak. Obiecałam sobie, że nie będę pisała na temat koronawirusa, który ogarnął nasz świat. Ale jak mawiał klasyk „ni dy rydy”. Kilka tygodni temu to sobie obiecałam, jeszcze dwa, jeszcze tydzień temu. Aż wreszcie dotarło do mnie, że ta zaraza włazi w moje życie drzwiami i oknami. To nie tylko choroba, która dotyka tak wielu ludzi, ale wirus, który zżera psychę i to ukradkiem. Mój opór pisania o epidemii nie brał się z niewiedzy, obojętności czy nadziei, że to sytuacja chwilowa a temat mało uniwersalny. Ja po prostu nie widziałam w nim, do tej pory, wpływu na wartości kobiet, wokół których krążę w swoich artykułach. Jednak ze wszystkich stron docierają do mnie przykre informacje od przemocy domowej począwszy, na depresjach kończąc. Zrozumiałam, że koronawirus uderzył w świat kobiet nie pytając i nie wręczając, pięknie zapakowanej instrukcji obsługi tego ustrojstwa.  Bez poradnictwa chcę się z tematem uporać, tak aby swoje myśli odizolować od wariactwa, które czyha za rogiem, ale też podpowiedzieć kobietom, które są bliskie mojemu sercu jak nie dać się wpędzić w pułapkę własnych lęków i obaw. Ja sama przepełniona jestem całą masa znaków zapytania, ale jedno wiem na pewno, do tego dopuścić nie możemy.  Jak zmienił się świat kobiet pod wpływem epidemii i jak będzie wyglądał po jej wyciszeniu? To wszystko jest sprawą indywidualną. Widzę obraz kobiety, która zaczęła właśnie prowadzić działalność gospodarczą i teraz jest u kresu sił, nie wiedząc jak dalej będzie wyglądać jej sytuacja finansowa. Widzę kobietę, która wyszła z toksycznego związku i zaczyna się uczyć żyć samodzielnie bez oprawcy, bez pomocy psychologa za to z trójką małych dzieci. Widzę kobietę, która ma obowiązek przebywać na kwarantannie z jakiegoś powodu i nie ma pomocy nikogo z zewnątrz, ale też widzę kobietę, która próbuje wykorzystać ten czas na rozwój, nie dopuszczając do siebie żadnych złych myśli. Co dom, to inny obrazek. Co je łączy? Strach, lęk, obawy. Nie jestem specjalistką w dziedzinie definiowania tych określeń, ale każda kobieta, która to czyta dobierze do siebie to słowo, które aktualnie opisuje jej stan. U mnie występują wszystkie, oprócz tego jeszcze niepewność, brak zaufania, podejrzliwość, matkooooo!! Zupełnie niedawno pozbyłam się ich wszystkich, a teraz znowu włażą mi z buciorami do życia!!!! Ja się nie zgadzam!!!! Stosowałam tyle metod samopomocy a teraz w jednej chwili ma to wszystko się wywrócić do góry nogami?? O nieee!!! Teraz też możemy sobie pomóc. Teraz też możemy się rozwijać. Teraz też możemy walczyć o samą siebie. Może trochę inaczej, może będzie trzeba dopasować metody rozwoju do obecnej sytuacji, ale na pewno się da. Głęboko w to wierzę. Wiem , że jak komuś spieprzyło się całe życie i czyta takie teksty albo słucha porad płynących z sieci to zbiera się mu na wymioty. Wiem, że pojawia się złość, sprzeciw, bunt. Ale wiem też, że te emocje opadną i wtedy trzeba znaleźć jakąś furtkę, która choćby lekko się uchyli przed nami. Jeśli nie, znajdźmy ją same i pchajmy  na siłę.

    Pierwszym krokiem niech będzie określenie tego, co nam zaczęło przeszkadzać? Co, z dnia na dzień, stało się czymś innym, przeszkadzającym w normalnym funkcjonowaniu? Powiecie pewnie, że wszystko 😊 OOOO!! Jakie to proste!! Na pewno nie wszystko.  Kto mnie zna, ten wie, że kartka i długopis również w czasie epidemii, u mnie ciągle w ruchu. Notuję co się da, przelewam pomysły na papier, również rozwiązuję swoje problemy na papierze i dziś do tego cię zachęcam.  Na kartce podzielonej na trzy rubryki zapisz sobie swój plan walki z tymi przeciwnościami. Jak zaczęłam to robić było mi trudno, ale dałam radę wypisać kilka istotnych rzeczy. Pierwsza rubryka pt. „Kłoda pod nogami” to Twoje ograniczenia z tytułu sytuacji, w której się znalazłaś. Będzie to np. brak możliwości pracy, brak wpływów na konto, brak możliwości wyjścia z domu w czasie kwarantanny, brak możliwości odwiedzania bliskich, i inne które pojawiają się w waszej głowie. Rubryka druga pt. „ Co Ci daje zaspokojenie tej sytuacji?” .Tu wypisz swoje uczucia, czyli spokój, bezpieczeństwo, ukojenie, radość itd. itd. A w trzeciej zatytułowanej „Środek zastępczy” musisz wykazać się kreatywnością. Tutaj wypisz tzw. środki zastępcze, które mogą doprowadzić do pojawienia się u Ciebie uczuć z drugiej rubryki. I tu się zaczynają schody. To najtrudniejsze, ale daj sobie możliwość, daj sobie szansę. Szczerze powiem, że do dnia dzisiejszego znalazłam tylko dwa „środki zastępcze”, takie swoje prywatne. Za to wczoraj kilka znajomych podesłało mi swoje kreatywne pomysły. Taka „burza mózgów” lub tylko jednego, Twojego konkretnie, może się okazać naprawdę cenna. Jeśli z góry skrytykujesz to ćwiczenie, to moja rada jest taka „weź usiądź najlepiej na dupie i się popłacz”. Tak mówiła moja babcia, kiedy nie chciałam szukać innych rozwiązań danej sytuacji.

    92735592_531059774506079_3944019221821784064_n

     

    Koleżanka, która strasznie cierpiała z powodu zakazu wychodzenia z domu, której brakowało przyrody, zapachu lasu i śpiewu ptaków, zaczęła szeroko otwierać okno, siadać przy nim, zaczęła głęboko łapać powietrze a w tle słuchała nagrań śpiewu ptaków, które znalazła w internecie. Domowników poprosiła o pół godziny spokoju, który dawał jej ukojenie, bez tego była bowiem rozdrażniona, co odbijało się negatywnie na całej rodzinie. Dziewczyny, którym brakuje rozmów i spotkań z koleżankami organizują rozmowy on-line na różnych komunikatorach internetowych, spotykając się przy kawce. Dziewczyny, którym nagle ucięły się przychody szukają oszczędności, szukają innych źródeł dochodu, możliwości pracy przez internet, i nawet jeśli nic nie znajdą to chociaż próbują. Pokonują opór proszenia o pomoc swoich bliskich, korzystają z pomocy, która pojawia się w internecie. Sama byłam zaskoczona, jak zobaczyłam ile osób oferuje takie zwykłe formy pomocy jak posiłki, dowóz żywności, dzielą się tym, co mają. Próbować szukać rozwiązań to teraz nasze zadanie, żeby nie upaść, to w tych próbach można znaleźć jakieś ukojenie trudnego i dziwnego  czasu. Szukać nowych rozwiązań, szukać dla siebie ratunku, takich drzwi na oceanie jak w „Titanicu” . I nawet jesli się nie uda to najważniejsze, że próbujesz, ze szukasz rozwiązań, choć to trudne. No chyba, że chcesz „siedzieć na dupie i płakać”. 

    Nie chcesz, prawda? 

  • Kobieta – kwiat wart milion (a nawet więcej!)

    Kobieto!

    Jesteś warta milion. Ba! Jesteś nawet warta więcej! Jesteś warta dokładnie tyle, na ile się czujesz i wyceniasz. To piękne i smutne jednocześnie, w zależności od tego, na jakim etapie rozkwitu w swoim życiu jesteś. Bo przecież jesteś Kwiatem.

    Czy wiesz, (ja)kim jesteś?

    M.S.: Do dzisiejszego poranka nie umiałam zdecydowanie odpowiedzieć na pytanie: jakim kwiatem jestem. Skłaniałam się ku stwierdzeniu, że pasuje do mnie azalia. Ale nie ta ogrodowa, która symbolizuje opiekę, wstrzemięźliwość, elegancję, bogactwo i obfitość. Raczej wybrałabym indyjską – zamkniętą w doniczce, odizolowaną, symbolizującą błędną decyzję. Znalazłam ten opis w okresie, kiedy czułam, że jestem dla kogoś błędną decyzją. Wiersz nawet o tym napisałam.

    ~ Azalia ~

    Spośród wszystkich kwiatów w ogrodzie marzeń azalią jestem Tobie.

    Z sercem bogatym w uczucia, Jak różanecznik w kolory płatków. 

    Z temperamentem Oszałamiającym niczym ich zapach.

    Kwitnąca w Twych oczach… tylko chwilę i więdnąca, gdy odwrócisz spojrzenie.

    Krucha, drobna niczym wspomnienie. ***

    I dlatego, zaczynając z Moniką rozmowę o tym tekście, zasugerowałam azalię.

    90766436_204500660857158_8024677558240935936_n

    Zadbaj o podłoże

    M.W.: To fakt, że coś takiego jest w azalii, co można porównać do przemiany, jaka następuje w kobiecie. Przede wszystkim dlatego, że tak jak wiele innych kwiatów, azalia ma niezliczoną ilość kolorów i odmian. To zupełnie tak jak my… brunetki, blondynki, rude no i te farbowane. Hodowcy robią wszystko, żeby uzyskać coraz to nowe odcienie. Azalie mogą osiągać sporą wysokość, ale bywają niskie i korpulentne, aby łatwo można było dopasować je do parapetu. Wspólną cechą wszystkich odmian jest to, że aby azalia dobrze się zakorzeniła, potrzebuje wartościowego podłoża. Dokładnie tak, jak w życiu – bez podstaw nie ma pożądanej egzystencji. Nie uda się zakorzenić azalii w błocie czy plażowym piasku. Jest potrzebna odpowiednia gleba przepuszczalna, próchniczna, ale przede wszystkim odchwaszczona. Tam, gdzie są wady, naleciałości i zaniedbanie ze strony ogrodnika, nie ma nawet szans na rozpoczęcie procesu wzrostu. Mija się to z celem.

    M.S.: Czyż nie tak samo jest z nami, kobietami? Nasz wzrost mentalny zależy od tego, czym żywiły się nasze korzenie, czym były nawożone nasze myśli, jak byłyśmy pielęgnowane. Pierwszymi ogrodnikami są nasi bliscy i jeżeli nie umieli dać Tobie wartościowego podłoża, to nie dlatego, że nie chcieli, ale najprawdopodobniej dla tego, że nie umieli, bo ich również nikt tego nie nauczył. Takie kiedyś były czasy – do bólu praktyczne. Nie dziw się więc, że (o ile jeszcze nie rozkwitłaś, czyli nie nabyłaś świadomości) trudno jest Tobie uwierzyć w samą siebie, okazywać wsparcie i cenić się dokładnie tyle, ile jesteś warta! Bądź dla siebie dobra! Wzrastanie to proces, który wymaga wiele pielęgnacji. Daj sobie czas i otocz siebie troską. Zobaczysz, że wtedy wyrosną w Tobie piękne myśli.

    M.W.: Azalie, głównie te ogrodowe, dobrze jest posadzić w glebie z rozłożonym kompostem oraz ją zakwasić. Można oczywiście postawić na wygodę i kupić w sklepie ogrodniczym gotowe podłoże, ale zdecydowanie lepiej jest od początku objąć ją pielęgnacją własnych rąk i serca. To gwarantuje długie kwitnienie w przyszłości.

    90903785_219552706066895_3218459221003599872_n

    Nawadniaj systematycznie

    M.W.: Po posadzeniu nadchodzi czas dalszej pielęgnacji, która opiera się głównie na dostarczeniu sporej ilości wody. Jednak samo czekanie na deszcz z nieba doprowadzić może do jej wymarcia. Podlewanie azalii to gwarancja jej kwitnienia – im bardziej regularne będą zabiegi, tym kwitnienie bardziej obfite.

    M.S.: Czy widzisz w tych trzech zdaniach analogię do pielęgnowania siebie? Aby wzrost przebiegał jak najlepiej dla Ciebie, nie możesz zdać się na przypadek. Nie możesz czekać na deszcz pochwał, uwagi, zdarzeń. Jeśli zależy Tobie na świadomej pielęgnacji Twojego wnętrza, zdecyduj się na proaktywność –wychodź naprzeciw pragnieniom i potrzebom. Ale nie cudzym, tylko swoim! Traktuj siebie z czułością. Praw sobie komplementy. Rób to, co Tobie sprawi przyjemność. I bądź w tym systematyczna! Zacznij od tego, aby każdego dnia robić jedną, drobną rzecz dla siebie. A potem bądź sobie za nią wdzięczna. W ogóle możesz zacząć od wdzięczności – kup kalendarz i codziennie wieczorem wpisuj w nim to, za co jesteś wdzięczna danego dnia. Niech to będzie pierwszy sposób na nawadnianie Twoich myśli, aby wykiełkowała z nich wizja pięknej, mądrej, kochanej kobiety.

    90779149_625673851315567_8122084414332076032_n

    Nie izoluj sadzonki

    M.S.: Jeśli nie wiesz, jaką kobietą chcesz być, rozejrzyj się wokół. Niekoniecznie w Twoim najbliższym środowisku – poszerz horyzonty, wejdź w świat online. Dziś tylko nasze głowy ograniczają nasze możliwości. Jest mnóstwo, MNÓSTWO kobiet, działających w sieci. One nie tylko zarabiają tam pieniądze, ale wspierają dopiero pączkujące Kobiety. Ludzie, jakimi się otaczasz, mają znaczenie dla Twojego wzrostu!

    M.W.: Ogrodowe azalie o wiele bardziej emanują swą urodą posadzone w większym gronie. Dopiero wtedy widać ich piękno i różnorodność. Czy to nie tak, jak kobiety, które spotykając się, śmiejąc, delektując się kawą, tryskają radością i zniewalają uśmiechem? Coś w tym jest. Jedno jest pewne – żadna azalia nie poradzi sobie sama, gdy ogrodnik ją zaniedba. Jest oczywiście w stanie korzystać ze zmagazynowanej wody, ale jak się skończy, to zaniknie kwitnienie, a w późniejszym etapie nastąpi wymarcie.

    M.S.: Dlatego tak ważne jest, abyś otaczała się mądrymi, pięknymi wewnętrznie kobietami, które w każdej chwili dostarczą Tobie wody, które być może pozwolą Tobie upaść, żebyś zdobyła doświadczenie, ale podadzą Ci rękę, żebyś mogła znów działać. Będą Twoim ogrodnikiem – będą patrzyły z boku, jak się zmieniasz, rozwijasz, rozkwitasz, jak wyrastasz na piękny kwiat, który zachwyca świat. Będą w gotowości, aby Ciebie wspomóc. Nie przejmuj się tym, że być może teraz jesteś twardą i szorstką łodygą. Pomyśl sobie, że wszystko, czego już doświadczyłaś w życiu, sprawiło, że jesteś silna, wartościowa i zakorzeniona w sobie. To Twój trzon, który będzie w stanie unieść piękny, delikatny kwiat.

    M.W.: Bo że tak zakwitniesz, nie mamy wątpliwości. Będziemy wraz z Tobą odczuwały euforię. A ktoś, kto nie zna azalii, nie domyśli się nawet, ile trzeba było pracy, żeby wyglądała jak królowa.

    90736598_2688598434702919_2142986172995993600_n

    Jakim jestem kwiatem?

     

    Zadaj sobie to pytanie. Zastanów się: jak chcesz się czuć i jak chcesz być odbierana przez świat?Ja jestem plumerią. Od dziś. To kwiat, który symbolizuje nowy początek, życie, urok, wdzięk i piękno.
    Właśnie dojrzałam, a od tego weekendu będziesz mogła czytać o tym na moim blogu.
    Czy jesteś już dość zmotywowana, żeby zakwitnąć?

    Monika Wojdyło & Małgorzata Siemianowska

  • Upokorzona czy szczęśliwa

    Obraz radosnej kobiety po rozstaniu z partnerem to dziwne czy może normalne? Zrozpaczona kobieta, która sama chciała rozwodu to dziwne czy nie? Oczywiście, że normalne. Dla samych bohaterek historii tylko dziwne. I to na początku, potem zaczynają rozumieć, że wszystko u nich w normie.  Ta z Was, która jest w temacie rozstań, rozwodów, spektakularnych odejść wie doskonale jak dziwne to uczucie widzieć odwróconą plecami postać człowieka, który miał być tym jedynym. 

    Dzwoni do mnie koleżanka, płacze do słuchawki.. ”Monika ja jestem nie normalna, przecież sama tego chciałam”. Jesteś normalna.  I to jak najbardziej. Nie Ty jedna bywasz zagubiona, pogruchotana, pełna wątpliwości. Kobiety dziesięć lat po rozwodzie miewają takie rozterki a co dopiero „świeżynka”.

    92172387_585781952020298_859323883918983168_n

    Pojawiają się wątpliwości pt. „czy ja dobrze zrobiłam?”. Pojawia się tęsknota za draniem, smutek z powodu ciszy w domu, niektórym brakuje nawet zapachu faceta w domu. To wszystko jest normalne, nie ma się co biczować. Oczywiście, że tyle ile kobiet, tyle reakcji, odczuć na takie sytuacje, ale nie biczujcie się. Możesz znaleźć się w grupie kobiet, które po rozstaniu uczą się życia  w spokoju, w ciszy, w kuchni bez awantur, przemocy, alkoholu. Uczą się wychodzenia ze współuzależnienia od tych wszystkich używek, które do niedawna zalewały ten pokój. To uzależnienie często dotyczy również faceta. A nie łatwo jest, ot tak sobie, z tego wyjść. Potrzeba czasu, pracy nad sobą, niekiedy pomocy terapeuty.

    Możesz znaleźć się w grupie kobiet, które rozkwitają, jak kwiat ( azalia np. a o niej możecie poczytać tutaj 😊 ). Te kobiety ożywają, pięknieją, zmieniają swoje życie, pracę, kształcą się, promienieją, spotykają na nowo z przyjaciółmi, naprawiają same siebie. Co wcale nie oznacza, że czasem dopada je dół, wątpliwości i zwyczajny brak sił. Skroluję facebooka wieczorem i patrzę a tu zdjęcie mojej znajomej. Cudnej, pięknej dziewczyny. Taką ją pamiętam z dzieciństwa. Po ślubie, po czterech porodach słuch o niej zaginął. Nic z tego piękna na jej twarzy nie było widać. Gdzieś mi czasem przemykała w szarej płachcie na grzbiecie. Krótkie „cześć” rzucane w pośpiechu, w strachu wręcz, żebym jej tylko nie zagadała. Jakaś poczta pantoflowa szeptała, że wyjechała, że się rozstali, nie dociekałam. Aż tu ten wieczór i to zdjęcie. Akt prawie, piękny, subtelny i ona z tym samym promiennym uśmiechem na twarzy, radosnym błyskiem w oku, wzrokiem pełnym spełnienia i sukcesu. Czy to profesjonalne oko fotografa, czy po prostu szczęście jakie wpełzło wreszcie do jej życia. Kilka lat po rozwodzie, przeprowadzka na drugi koniec Polski, nowa miłość, motyle w brzuchu. O jjjjjjjaaaaaaaaa!!! Cudne to zdjęcie!!! Upokorzona już była, teraz czas na szczęście. Ogrom zadowolenia czuję na widok takich kobiet, zachwyt wręcz. Bo zasłużyły sobie na to, każda z nas sobie zasłużyła. Powiedziała mi niedawno koleżanka, ze jej życie po rozwodzie jest ja „stosunek przerywany”. Spokój, przerywany upokorzeniem. Te przerwy to przypominanie każdego miesiąca o terminach alimentów, przypominanie byłemu mężowi o wizytach dzieci, o tym, że znowu zapomniał, że to jego weekend. Takie ogólne przypominanie. Takie ogólne kontakty. W ogóle kontakty. Bo na litość boską, nie po to się rozstajemy, żebym ja do niego ciągle dzwoniła. Ja. Znowu ja. Licz się z tym, że Cię to nie ominie. Takie czy inne momenty, w których poczujesz upokorzenie będą się pojawiać, ale wiesz co? To tylko momenty. Myślę, że można je przetrwać, skoro przetrwałaś już tak wiele gorszych „momentów”, składających się na całą dobę.

    Na szczęście żyjemy w wolnym kraju (jeszcze) i my jesteśmy wolne. Ta wolność polega właśnie na tym, że  możemy wybrać pomiędzy upokorzeniem a szczęściem. To Ty wybierasz, co chcesz odczuwać. To Ty decydujesz czy upokorzenie ma się pojawiać tylko momentami czy ma się stać Twoją normą.