• Jestem szczęśliwa, czy jestem szczęściarą?

    Zastanawiałaś się kiedyś co to jest szczęście? Jak wygląda szczęśliwa kobieta, jak się czuje? Myślisz pewnie, tak samo jak ja, że szczęśliwa kobieta ma na twarzy uśmiech. Otoczona jest uśmiechniętymi ludźmi. Nie rzadko ma przystojnego, majętnego męża i zawsze grzeczne i dobrze ubrane dzieci. To taki obrazek, który w czasopismach uderza szczególnie w te z nas, które na co dzień wyglądają z goła inaczej. A ich świat nie do końca jest taki radosny jak na tych fotografiach. Czy szczęśliwa kobieta jest bogata, ma kasę na spełnianie marzeń, kupuje sobie drogie, markowe ciuchy, ma szafę pełną butów, ustawionych w szeregu? Czy szczęśliwa kobieta podróżuje po świecie i stołuje  w prestiżowych restauracjach, delektując się małymi porcjami na wielkich talerzach. Czujesz ten klimat? Oczywiście, że taka kobieta wydaje nam się być szczęśliwa. Od razu dopisujemy jej historię powstania tego szczęścia, jak to dostała majątek w spadku, albo wyrwała bogatego męża, lub po prostu wyrosła w takim domu i stąd to całe szczęście. Nikomu do głowy nawet nie przychodzi, że na to szczęście sama sobie zapracowała.

    107488056_972529733192120_1196784521816955295_n

     Pisząc ten artykuł zrozumiałam różnicę pomiędzy byciem szczęśliwą a byciem szczęściarą. Ot, taka zwykła literówka a jaką robi różnicę. Szczęściara to ta kobieta, której szczęście przytrafiło się w sposób nie planowany, spadło jak grom z jasnego nieba i w zasadzie nie miała na to wpływu. Na pierwszą myśl przychodzi mi pogoda, która może być sprawcą szczęścia. Kiedy pojechałam na dziesięć dni do Jastrzębiej Góry i przez cały ten czas słońce zachodziło tylko wieczorem to tak, byłam szczęściarą. Ciekawa jestem czy Ty uważasz, że świetna praca, wyrozumiały partner czy wygrana w loterii to też bycie szczęściarą?  Chyba nie do końca, bo na wszystkie te „małe szczęścia” jakiś jednak wpływ mamy. A czym jest szczęście? Czy tylko chwilową euforią, radością, którą przeżywamy w środku? Oczywiście, że tak, choć to tylko takie jednorazowe i krótkotrwałe szczęście. Możemy być także szczęśliwe tak ogólnie, z całokształtu naszego życia, z tego co osiągnęłyśmy lub osiągamy. Dla każdej z nas rozmiar tego szczęścia również może być inny. Jedna będzie szczęśliwa bo urodziła zdrowe dziecko, inna bo ma dobrą pracę, a jeszcze inna będzie szczęśliwa bo po powrocie z Włoch nie zachorowała na covida ? Wiesz… myślę, że każda z nich teoretycznie ma powody do szczęścia. Pewnie Ty też je masz. Ja też, choć nie wszystkie dostrzegam. I to nie jest w porządku, żeby tego nie dostrzegać. Bo ani ten uśmiech ani ta szafa pełna butów nie musi być wyznacznikiem szczęścia. Będzie nim na pewno poczucie radości w sercu, samospełnienie, które towarzyszy wszystkim działaniom i sens bycia tu i teraz.

    107150796_732574394228380_2655857721734491178_n

     Mam koleżankę, która uważa się za szczęściarę bo dostała pracę na etacie w budżetówce i naprawdę często powtarza, że jest szczęściarą. Mam inną, której bank umorzył zaległe raty i odsetki, bo załapała się na jakąś tam ustawę. No a ja jestem szczęściarą, że zwiedziłam Wrocław zanim wirus zamknął nas w domach, bo o ile sam wyjazd zaplanowałam to epidemii już nie. Niektóre te „szczęścia” są troszkę przez nas reżyserowane a na inne nie mamy wpływu. Niektóre „szczęścia” powodują pewnego rodzaju spokój i stabilizację, tak jak ta praca w budżetówce, choć idzie za nią stres i obowiązki. „Szczęście” daje też ulgę, tak jak te umorzone raty, wreszcie szczęście daję zadowolenie z wyprawy do Wrocławia. Tak różne są oblicza szczęścia. W ciągu kilku ostatnich miesięcy podejmowałam różne rozmowy zarówno w realu jak i on line i powiem Ci szczerze, że bardzo rzadko wypowiadamy słowo szczęście. Tak, jakby spowszedniało, albo zmniejszyła się jego skala. Bo dziś to, co dawniej wydawało się nam być szczęściem uznajemy za coś normalnego. I sama dochodzę do wniosku, że trzeba baczniej się temu swojemu szczęściu przyjrzeć.  Warto spojrzeć na swoje życie z perspektywy czasu lub też z takiej ogólnie pojętej perspektywy. Zadać sobie pytania czy ja jestem szczęśliwa? Czy jestem zdrowa? Czy mam wszystko, co jest mi do szczęścia potrzebne? Czy mogę być ze swojego życia zadowolona? Często bowiem nie doceniamy tego, co już mamy, co osiągnęłyśmy i jak daleko zaszłyśmy. Usiadłam wczoraj z moim ulubionym kubkiem kawy w ręku i spisałam w zeszycie swoje osiągnięcia, większe i mniejsze sukcesy. Nie skupiałam się na porażkach, błędach i potknięciach, wyparłam je z pamięci. W wiesz co, na końcu napisałam „tak, jestem szczęśliwa”, nie jestem szczęściarą , ale właśnie jestem szczęśliwa. Proponuję Ci zrobić to samo właśnie teraz w połowie roku, aby zobaczyć, że masz być z czego dumna i zadowolona. To zdecydowanie podbuduje Twoje ego i doda siły i motywacji na kolejne miesiące. Dużo szczęścia Ci życzę!

  • Wpadniesz do mnie na kawę?

    To  było jakieś….no, nie ważne, dawno to było. W czasach liceum, czyli dawno, kiedy to życie wymagało połączenia systemu nauki, zabawy i swoich pasji….a doba – taka krótka przecież. Przyszła mi z pomocą jakaś bliżej nie określona dusza, zaprawiona w kawowych bojach,  która powiedziała „wypij kawę, nie zaśniesz”. Spróbowałam. Nie zasnęłam. Sypanka z mlekiem i toną cukru, dla złagodzenia gorzkiego smaku. „Jezu!!! Jak ludzie mogą to pić?!” –  pomyślałam. Postanowiłam się nie poddawać i próbowałam dalej i dalej, aż zasmakowała. I poczułam się jak dorosła. Co to jest z nami, ludźmi, że wydaje nam się, że ktoś jest dorosły bo spożywa alkohol, pali papierosy i pije kawę? Zastanawiające.  Kawa była wtedy dla mnie pobudzaczem, ratunkiem w stanach głębokiej senności i powiem szczerze, że skutecznym. To był mój pierwszy raz. Mało spektakularny, ale wiedziałam, że go zapamiętam. Takich momentów kawowych w mojej pamięci jest kilka. Jednym z nich była rezygnacja z cukru na rzecz pięknej figury, no bo przecież cukier nie jest wtedy wskazany. Zrezygnowałam więc z niego, ze słodyczy nie bardzo…. może to dlatego z tą figurą coś nie wyszło. Do dziś cukier w kawie to dla mnie profanacja. Wiem, że dla niektórych także mleko, śmietanka czy cokolwiek innego, zabielającego ten pobudzający napój. Pamiętam, jak w jednej firmie, w której miałam praktyki,  któraś z pań wrzasnęła wniebogłosy, że nie mam jej mleka lać do kawy… bo to dla dzieciaków. Dżizas!!! Pomyślałam, od kiedy czarna, czy biała kawa jest wyznacznikiem dojrzałości, dorosłości, w ogóle czegoś?! Kawa to kawa. U mnie to zjawisko było raczej wyznacznikiem tego, że ktoś mleka zapomniał kupić i tyle.

    105597849_579807936293592_6618855689827801306_n

     

    Kolejnym etapem ewolucji mojej kawy była praca w pięknej cukierni, gdzie pierwszy raz w życiu robiłam własnoręcznie kawę z ekspresu ciśnieniowego. To było wow. Ten zapach, ten dźwięk dyszy. Mmmmmm, do dziś rozszerzają mi się nozdrza. Wspomniany etap ewolucji podobał mi się najbardziej, bo to był dla mnie wielki zachodni świat. Taka magiczna maszyna, która odsunęła w zapomnienie szklanki z metalowymi koszyczkami, ledwo mieszczące fusy, wypluwane często przez kawoszy. Uwielbiam taką kawę ze spienionym mlekiem, posypaną cynamonem, lub kakao w pięknej filiżance. Choć nie ominęły mnie poparzenia.

    To były moje „pierwsze kawowe razy”. Samych momentów, gdzie kawa stawała się bohaterem dnia, było na prawdę mnóstwo. I pewnie kilka z nich jeszcze tutaj opiszę, bo dla mnie kawa ma znaczenie ogromne, choć nie zawsze miałam tego świadomość .

    Oprócz „pierwszych, kawowych razów” pamiętam też takie… nadzwyczajne, które przywołują wspomnienia, lub takie, na myśl których wącham zapach unoszący się w powietrzu. Tak jak teraz, kiedy piszę, kręcę nosem i przypominam sobie moment parzenia kawy przez pielęgniarki na porodówce. Na sali porodowej konkretnie. Tak, tej na której leżysz i rodzisz. 23.30 była i postanowiłam, że na świat właśnie tego dnia przyjdzie moja córka, a że jakoś się nie garnęła to i czas niemiłosiernie się dłużył. Zainteresowania moją osobą u personelu nie odczułam, i trochę mnie to irytowało, myślałam bowiem, że dla każdego narodziny mojego dziecka są czymś wyjątkowym. Apogeum mojego niezadowolenia nadeszło wraz z zapachem świeżo parzonej, dobrej jakości kawy, który unosił się nad moim wielgachnym ciałem. Cooooo?? Ja tu się zwijam w bólach, a one sobie kawę parzą?!! I wtedy mnie dopadła taka ochota na świeżą, zabielaną parzonkę, której nie piłam już dziewięć miesięcy. Tak zalecali lekarze, tak zadecydowałam ja. Ale tam, na tej porodówce, jakbym tylko mogła, podbiegłabym do położnej i siorpnęła sobie łyczka. Nie mogłam się jednak ruszyć, za to córka się ruszyła. Zaledwie kilka minut i pojawiła się na świecie. A towarzyszący jej aromat kawy stał się w tym momencie dla mnie jakoś mniej istotny. Niemniej jednak do dziś takie historie utwierdzają mnie w przekonaniu, że kawa może być świadkiem przełomowych momentów w naszym życiu, a nawet towarzyszyć od narodzin. O takich właśnie historiach opowiadamy sobie w kobiecym gronie, prawda? Kiedy zapraszasz na kawę przyjaciółkę, sąsiadkę czy teściową. Kawa przywołuje wspomnienia, ociepla atmosferę i sprawia, że czujemy się jak w domu. Oczywiście jest to taki symbol, hasło, na które spotykamy się i gadamy godzinami, lub do osiągniecia dna filiżanki. A co najciekawsze, nie musisz pić kawy, żeby się umówić ze mną na „kawę”. To dopiero ciekawe, nie😊 Mam nadzieję, że na kolejną dasz się zaprosić i spędzić dobry czas.

     Do zobaczenia

  • Bylejakość wyuczona

    Aż jestem ciekawa do jakiej grupy należycie? Czy do tej, która wszystko wykonuje perfekcyjnie czy też do tej, która wszystko robi po łepkach, byle jak, czyli na „odpieprz”. No, istnieje szansa, że jeszcze coś pomiędzy tymi grupami się pojawić może, albo, zależeć to może od warunków, ludzi czy też zysku. Cóż. Prawdopodobnie nie dogodzimy nigdy wszystkim i fakt bycia najbardziej perfekcyjną kobietą we wszechświecie może okazać  się nie realnym. Ale ja dziś o tej bylejakości, która wkurza mnie niesamowicie. Jest to wykonywanie swojej roboty po łepkach, mimo tego, że to robota, za którą ktoś płaci. Zgodzicie się chyba ze mną, że jeśli ktoś umyje podłogę w swojej, prywatnej sypialni brudnym mopem i nie przeszkadza mu smród ciągnący się tygodniami, to jego sprawa. Jeśli natomiast to Twoja sypialnia i płacisz temu komuś za umycie Twojej podłogi, to już masz prawo przeciwko takiej bylejakośći się zbuntować.

     Jeżeli postanawiasz się rozwijać, dokształcać, poszerzać swoją wiedzę, kupujesz książki, wydajesz kasę, przeglądasz, czytasz jakieś dziesięć stron…i sruuuu na półkę. To jest bylejakość. Prowadzisz sklep internetowy, pakujesz zamówione produkty w jakieś stare kartony, owijasz brązową taśmą i zabierasz się trzy dni do wysyłki, bo poczta ciągle nie po drodze. W efekcie ja otrzymuję od Ciebie pieruńsko drogi produkt, po kilku tygodniach, owinięty jak jakieś stare bibeloty, które zazwyczaj wynoszę na strych. To jest bylejakość.  

    104612837_2703519163266917_5859502079997999801_n

    Skąd ta bylejakość się bierze? Czy tak już po prostu mamy, że szklankę wystarczy opłukać i można pić z takiej z zaciekami? Czy rodzimy się z brakiem poczucia estetyki i chleb w firmowym worku położony na stół, pełen gości, nie razi w oczy? Czy tzw. „odpękanie” swoich ośmiu godzin w robocie jest dla kobiety czymś naturalnym? Zdaję sobie sprawę z tego, że takie cechy wynosimy z domu, że gdzieś na tej naszej drodze życiowej spotkałyśmy kogoś, kto tak postępował i uznałyśmy to za normalne. Najbardziej przekonuje mnie teoria, że to cecha wyuczona. Skoro tak, to można się jej oduczyć. Bo to bardzo słabe być „bylejakim”. Nie ma dobrego wpływu ani na nas same ani na otoczenie.

    Jak zatem odczarować bylejakość?

    Pokochać to, co się robi.

    Proste.

    Jak się okazuje nawet mycie podłogi można pokochać. Tak, znam takie panie, które to kochają. Nie namawiam Was do bycia perfekcyjnymi we wszystkim co robicie, absolutnie. Ale nie byle jak, na zasadzie: „a może nikt nie zauważy”, „może się uda”. Pamiętam, jak kiedyś w cukierni, w której miałam przyjemność pracować, pod koniec dnia musiałam umyć bardzo skomplikowaną maszynę do wyciskania ciastek. Nie chciało mi się tego robić, strasznie trudne było to swoją drogą i właśnie tak byle jak to zrobiłam. Liczyłam na to, że nikt tego nie zauważy, przecież aż tak idealnie wyczyszczona być nie musi. Zauważył jednak ktoś. Za plecami usłyszałam „Jak masz tak byle jak robić, to nie rób wcale”, koleżanka z dużym impetem odebrała mi tę robotę z rąk i rzeczywiście umyła idealnie. Było mi wstyd. Jej zdanie mam w głowie, jak tylko  przychodzi mi na myśl,  żeby coś zrobić po łepkach. Coś, za co mi ktoś płaci. Coś, do czego się zobowiązałam. Coś, w co zainwestowałam. Coś, co ma wpływ na mój rozwój, poszerzanie wiedzy czy podtrzymywanie relacji. A niestety, nawet w tym obszarze spotykam się z bylejakością. Rozmowy „od czapy”, unikanie, zbywanie… znacie to? Mam wtedy ochotę powiedzieć „jak masz tak ze mną rozmawiać to nie rozmawiaj wcale”.

    Kiedy bylejakość jest skutkiem nadmiaru obowiązków, wystarczy zrobić selekcję tych najważniejszych i mniej ważnych, jeśli Ty, kobieto, nie ogarniasz to zmniejsz ich ilość, ale nie bądź byle jaka. Takie podejście odbiera szacunek do samej siebie i zmniejsza poczucie własnej wartości. Wystarczy przecież zrobić choć jedną rzecz, ale dobrze. Tak, żeby nie było Ci wstyd. Co Ty dziś zrobiłaś dobrze? Co zrobiłaś byle jak? Czy mogłaś to zrobić dobrze? Może spróbujesz zmienić coś, w czym do tej pory byłaś „byle jaka”, gorąco Cię namawiam 😊

  • Wielka piątka

    W ostatnim roku miałam przyjemność brać udział w bardzo wielu warsztatach rozwojowych i manualnych, kongresach, zjazdach i spotkaniach w szerokim gronie kobiet. Sama również prowadziłam warsztaty florystyczne, szkolenia i spotykałam na nich kobiety, chcące uczyć się czegoś nowego. Ostatnie zaplanowane były przed Wielkanocą i niestety z uwagi na pandemiczną sytuację w kraju musiały zostać przełożone na inny termin. Bardzo mi ich brakuje i mam nadzieję, że już wkrótce i w tej sferze wrócimy do „normalności”. O wpływie, jaki mają na nas owe spotkania, pisałam już w artykule „Po co te kongresy”, możecie wrócić do niego tutaj (https://kobietawartamilion.pl/po-co-te-kongresy/ )

    103775277_892457397931132_511011310659044221_n

    Zadziwiające jest to, że na wszystkie te spotkania przybywają kobiety pragnące rozwoju, pragnące zmiany, przygody, czegoś nowego, lub po prostu chcące spotkać się z innymi paniami. Łączy je chęć wyjścia ze swojego świata, chęć poszerzania swojej wiedzy lub umiejętności. Cudownie jest otaczać się takimi kobietami. Wiecie dlaczego? Bo „swój swego przyciąga”, lub innymi słowy „ kiedy wejdziesz miedzy wrony będziesz krakać tak jak one” 😊 Mimo tego, że teoria przyciągania przeciwieństw często działa, to równie często podobne spojrzenie na świat, podobne problemy, doświadczenia, chęć rozwoju, mogą prowadzić do sukcesu. Jest nim poznawanie nowych osób, ale też samej siebie. Z tych nowych znajomości rodzą się ciekawe pomysły, rozwijające rozmowy i spotkania „poza warsztatowe”, które wynoszą nasze wartości na wyżyny. A bardzo ważne jest przecież to, kim się otaczamy dziewczyny. Teoria głosi, że jesteśmy sumą pięciu osób, którymi się otaczamy. Jakież to prawdziwe. Rozejrzyjcie się dookoła. Kto często do Ciebie mówi, kto dzwoni, kto pomaga, kto jest blisko, kiedy masz problem lub kto, zazwyczaj, problemami Cię obarcza?

    103616136_279893329873037_7686145596379681146_n

    To, kto ma na nas największy wpływ, jest przecież tak bardzo istotne. Ludzie, którzy ciągną nas w dół mają siłę ogromnie wyniszczającą i hamującą wszelkie pomysły. Dobrze jest zatem, aby moc, power, twórczość, rozmnażać, rozsiewać dookoła. Jeśli chcesz rozwijać biznes np. a ludzie, którzy Cię otaczają…. przyjaciele, rodzina, znajomi będą Cię krytykować i na każdy Twój pomysł mówić… ”nie, to się nie uda, daj sobie spokój”, no to powiem Ci …ciężko będzie z czymkolwiek ruszyć. Znacznie łatwiej, pewniej i radośniej jest brać się za pomysły, jeśli te pięć osób, o których wspomniałam, da Ci do zrozumienia, że… „tak, super, spróbuj, to może być genialna  sprawa”. Prawda, że wydźwięk znacznie lepszy?

    104129308_289826565755101_2654387066800784571_n

    To jest właśnie moc wspierania, moc dzielenia się pozytywną, motywującą energią. Bez względu na to, czy są to osoby, które masz w pobliżu czy daleko na drugim końcu świata i kontaktujesz się z nimi wirtualnie, to ich moc odczujesz. Ona będzie miała na Ciebie wpływ. Wasze wspólne cechy, wspólne wartości, wspólna pasja czy zasady, będą łączyć  a nie dzielić. Nie wstydzisz się powiedzieć im o nowych pomysłach, nie wstydzisz się zaprezentować nawet najbardziej szalonego projektu, jesteś sobą. Ograniczenie kontaktów z tymi wszystkimi hamującymi ludźmi przyniesie efekty. Nie można przecież rozwijać skrzydeł, jeśli masz za mało miejsca. Nie możesz biec do mety, jeśli kłody pod nogami się piętrzą, jedna za drugą. Warto zatem skupić się na tym, kto ma na nas realny wpływ. Zadbaj o to grono. Czerp z tych pięciu osób to, co dodaje energii do działania i inspiruje nowymi pomysłami. Spotykaj się z takimi kobietami, które mają w sobie moc i siłę, ale pchającą do przodu. Mam nadzieję, że z niektórymi z Was spotkam się wkrótce na jednym z takich spotkań i również coś zaczerpnę…. Liczę na to 😊

  • Co wolno wojewodzie…

    Od lat nie słyszałam tego stwierdzenia, choć jako dziecko PRL-u, towarzyszyło mi przez długie, czarno białe lata. Bardzo DUŻO nie było mi wolno. Wiedziałam, że nie mogę odzywać się nie pytana, sprzeciwiać nakazom i zachowywać „jak należy”. Granatowy fartuszek, zaplecione warkocze, krótkie paznokcie, nawet pod koniec liceum. A dziś, wyrażając swoje, własne, dojrzałe zdanie, na temat najbardziej drażniący Polaków, usłyszałam „co wolno wojewodzie to nie Tobie smrodzie”. To był ostatni argument mojego rozmówcy. W ogóle to ostatnia nasza rozmowa była. I tak sobie pomyślałam, że tym właśnie przejawia się brak dojrzałości u ludzi. Jako kobieta idąca do przodu i motywująca do tego samego inne kobiety, bardzo się oburzam na takie zachowania, tak w środku się oburzam. Butne i agresywne rozmowy, nie poparte wiedzą, kulturą i akceptacją są niezwykle niszczące każdego człowieka.

    101969850_292530645119617_5143950079656300166_n

    Tymczasem otaczamy się takimi ludźmi cały czas. Wiemy o ich słabościach, wiemy o ich niszczącej mocy a jednak nie potrafimy ich usunąć z grona osób wpływowych. Chcę Ci dzisiaj powiedzieć Kobieto Warta Milion, że nie tylko nie musisz się godzić na jakikolwiek wpływ, ale też możesz się starać nie być taką osobą. Bo Tobie też może to grozić. Czysta droga rozwoju, czyste serce i umysł sprzyjają Twojemu spełnianiu się. A zachowanie agresywne tę drogę zaburza. Ze względu na szacunek do samej siebie, naprawdę czasem potrzebujesz podjęcia decyzji o odsunięciu się od niektórych, toksycznych ludzi. Potrzebujesz myśleć pozytywnie o samej sobie i potrzebujesz konstruktywnej komunikacji a nie uderzania docinkami. Nawet wśród nas, kobiet, pojawia się tak wiele dobrych, zdrowych i motywujących relacji, ale również ostra krytyka za wszystko co się da. Powiem Ci to, co już wiesz – TAK SIĘ NIE DA ŻYĆ! Złość, która jest w nas, jad, którym plujemy zatruwa nas od środka. To nie jest trudne zrozumieć drugiego człowieka i wysłuchać go. Można oczywiście podyskutować i wyrazić swoje zdanie, ale w kulturalny i ASERTYWNY sposób. I teraz powtórzę słowo tak często używane, tylko w nieco innym kontekście. NIE!

    102657846_3302066523145761_6587948397298417161_n

    NIE wyśmiewaj. NIE obgaduj. NIE obrażaj. NIE poniżaj. Czy to tak wiele? Szkoda, że muszę o tym pisać, ale to jest ciągle żywy temat. Wiem, że nie będzie na tym świecie raju i nie wszyscy będziemy się kochać i spijać sobie miodek z dziubków. Ale kultury oczekiwać, może naiwnie, będę. Cudowne kobiety, którymi się otaczam pochodzą z różnych rodzin, dzielnic, miast czy krajów. Z różnych kultur, wyznań i mają bardzo różniące się poglądy. I wiecie co? Można się dogadać. Można normalnie rozmawiać i można się szanować i

  • Skup się Kobieto!!!

    Znacie jakieś nowe słowa, które co i rusz zalewają wasz słownik? Nie było ich a są. Czy ktoś kiedyś słyszał o „czelendżu” albo „fitbeku”. A dziś, nie ma dnia, żebym nie odpaliła internetu i nie usłyszała tych magicznych pojęć. Cóż. Był czas na naukę informatyki, nadszedł czas na naukę tych „korpo słówek”. Jako miłośniczka słowotwórstwa, a jestem w tym całkiem dobra, staram się opanowywać po kolei wszystkie te pojęcia, żeby móc zrozumieć co człowiek ma na myśli. A człowiek duży zasób słów posiada, całe szczęście.  Skupię się dzisiaj na dwóch tylko, choć będzie to trudne, ponieważ również w moim słowniku rozgościło się ich kilka. Skupię się, czyli SFOKUSUJĘ . Ach co za piękne słowo. Samo skupianie brzmi niejako skromnie, rzekłabym. Sfokusować się na czymś…o to już brzmi dostojnie. Mogłaś się np. sfokusować na swoim ukochanym, kiedy jak szalona zakochałaś się przed laty. Świata Bożego poza nim nie widziałaś i wszystko kręciło się wokół tego uczucia. Pamiętasz, prawda? J Albo sfokusowałaś się na swoim nowo narodzonym dziecku, który zamienił waszą sielankę w istny Armagedon pieluchowy. Wszystko kręciło się wokół tego małego człowieczka. Są wśród Was pewnie takie kobiety, które sfokusowane na swojej pracy zdobywają szczyty i awansują z roku na rok. Skupiają się bowiem na swoim celu , który obrały na początku drogi zawodowej. Bo na tym właśnie owo fokusowanie polega. Na skupianiu się na konkretnej osobie, działaniu, zadaniu czy celu.

    101577973_2906753466027864_359276221923590144_n

     I wiecie co? Zazwyczaj dzięki takiemu właśnie sfokusowaniu osiągasz sukces. Wszystkie myśli, czyny, no wszystko dosłownie, skoncentrowane jest na danej dziedzinie. Jeśli jesteś matką, żoną i to jest cały Twój świat, jeśli koncentrujesz się na tym, aby dobrze te rolę wypełniać, jeśli kochasz to, co robisz, to nie ma zmiłuj, na pewno odnosisz sukces jako żona, partnerka i matka. Dlaczego? Bo jesteś sfokusowana na to.  Dokładnie takie samo podejście warto zastosować podejmując wyzwania, które są naszą kulą u nogi. Pisałam już kiedyś o „lwie”, czy „żabie”, która dławi nas cholernie stawiając opór każdego dnia, odkładana na dzień kolejny, kolejnego też dławi. Takiego lwa poskromić najlepiej właśnie dzięki zmianie nastawienia. Pewnie złapiecie się za głowę jak powiem, że można to pokochać, tak samo jak te dzieci, męża i dom. Tak, tak. Pokochać problem. Jeśli dręczy Cię kredyt w banku, ciche dni czy lata ciche w rodzinie, długi, spłaty komornicze…pokochaj je. Potraktuj tak samo jak ten cel, który już kochasz . Sfokusuj się na niego.

    101799986_609916542954961_5276881074239045632_n

    Przełóż wszelkie starania, myśli, działania, właśnie na ten diabelny problem, który jest kulą u nogi.  Zacznij od jednego. Bo przecież możesz mieć kilka. Zazwyczaj tak się właśnie dzieje, że tak samo, jak załatwiać potrafimy kilka spraw naraz to i naraz kilka problemów spaść nam może na głowę. Ale zacznij naprawiać jeden. Odłóż na bok MULTITASKING, czyli wielozadaniowość. To kolejne trudne słowo, którego wiele mistrzyń w tej dziedzinie nawet nie słyszało. Chcemy wszystko załatwić za jednym zamachem. Problemy, które nagromadziłyśmy przez lata, chcemy w jednej chwili naprawić. No się nie da. O tyle, o ile nie sprawia nam większego problemu ogarnianie zwykłych, codziennych zajęć jednocześnie, o tyle łatanie dziur w życiu jest o wiele trudniejsze. I należy się do tego przygotować. To jest oczywiście tylko moja propozycja, taka prywatna. Ja, tak załatwiam te „lwy” i „żaby”. Ty możesz mieć swoje rozwiązanie. Choć widzę jak bardzo sprawdza się system ustalania swoich priorytetów nawet w dziedzinie rozwiązywania problemów. Co zadziwiające ten termin pojawił się dość dawno bo w XV wieku i wszędzie widnieje w liczbie pojedynczej. Dlaczego? Bo priorytet był jeden. I moim zdaniem tak powinno zostać. Niestety pęd XX wieku narzucił takie tempo, że z jednego priorytetu urodziło się wiele innych. Tymczasem zdefiniowanie priorytetu w każdej sferze, życiowej, zawodowej, rodzinnej, ale i tej problemowej tak bardzo nam ułatwia krok po kroku zdobywanie szczytu.  Zamiast zabierać się za kilka spraw jednocześnie i robić je byle jak, po łepkach, warto sfokusowac się na jednym. Zamiast szpanować multitaskingiem warto  załatwić sprawę priorytetową, tak czynią kobiety warte milion, bo bylejakość  to nie jest nasza cecha, czego dzisiaj Wam serdecznie życzę.

  • Dzieckiem być

    Kiedy przypomnisz sobie ten swój dziecięcy świat to pewnie, tak samo jak ja, zobaczysz jasne, proste i klarowne życie. Pełne radości i beztroski. Ktoś się zajął, ktoś zaopiekował i ktoś brał odpowiedzialność. Pojawiają się też smutki mniejsze lub większe. Jednak zazwyczaj, u dużej części z nas, dzieciństwo było światem szczęścia.  Takiego szczęścia, do którego tęsknimy, kiedy życie nas doświadcza tragediami, zmusza do podjęcia trudnych decyzji czy krzywdzi nie biorąc pod uwagę naszych pragnień. Zostać znowu dzieckiem. Być odważną, nie przejmować się opiniami innych, czy strachem przed nieznanym. Chcemy czasem cofnąć się do tamtych, beztroskich lat i nie musieć decydować o  tym, czy oddać matkę do domu opieki, czy sprzedać dom rodzinny, czy wyjechać z kraju, który kochasz. Chciałybyśmy mieć znowu takie zwykłe szczeniackie marzenia i mocno wierzyć w ich spełnienie. Zdarzały Ci się takie momenty? Zamykałaś oczy w nadziei, że nikt Cię nie zobaczy? Chowałaś głowę w dłoniach myśląc, że to wszystko minie? Pewnie nie raz. Nawet będąc dorosłą kobietą, masz do tego prawo. I to wcale nie znaczy, że masz się stać dziecinną, beztroską czy jakąś oderwaną od rzeczywistości. Potraktować się dobrze po prostu. Rozpieścić. Szczególnie w obliczu święta dzieci, które już wkrótce.

    001 (2)

    Dbano o Ciebie wtedy, zadbaj i teraz. Opiekowano się Tobą, zaopiekuj się sama sobą. Rozpieszczano Cię, teraz Ty, sama się rozpieszczaj. Ciągle tak mało poświęcamy sobie czasu i uwagi. Ciągle są ważniejsze sprawy i ludzie. Z okazji Dnia Dziecka pozwól sobie na bycie dzieckiem, bo jak się okazuje to wewnętrzne dziecko znajduje się w każdej z nas. Nawet, jeśli przysypane stertą trosk i smutków, ono jednak jest. To przede wszystkim nasza radość, intuicja i ekspresja, nad którą nie panujemy. Dziecko by nie panowało. To radość z tego co posiadamy, co osiągnęłyśmy a nie porażki, które ciągną się za nami jak szary długi, koci ogon. Twoje wewnętrzne dziecko jest odpowiedzialne za kreatywne pomysły i nie pozwala w ich hamowaniu. Jeśli obudzisz je w sobie nie będziesz się zatem bała, czy wstydziła zabawy z latawcem na łące, stworzeniu obrazu z pieczątek, zrobionych z ziemniaka czy kupieniu sobie dużego landrynkowego lizaka. To wewnętrzne dziecko nie dopuści do usłyszenia głosu „co ludzie powiedzą”. Dziecka to nie obchodzi. Nic a nic. Pozwól sobie na radość z jakiegoś drobiazgu, z pierdół tak zwanych. Czasem popłacz, czasem śmiej się na głos. Bez kontroli, bez oglądania się za siebie. Nawet, jeśli wydaje Ci się to głupie. No i co z tego, że jest głupie? Tak często się powstrzymujemy przed tym wszystkim, a tłumienie emocji nie prowadzi do niczego dobrego.

    003 (2)

    Zrób sobie Dzień Dziecka. Cofnij się w czasie i powspominaj z rodzicami, lub rodzeństwem te wszystkie beztroskie czasy, pooglądaj zdjęcia. Przypomnij sobie dom rodzinny i wszystkie dziecięce zabawy. Daj sobie do tego prawo. Stań się, choć na chwilę, taką małą egoistką, jaką byłaś kiedyś. A byłaś na pewno, każde dziecko chce, by jego potrzeby były zaspokojone na pierwszym miejscu. Pozwól sobie na to. Wsłuchaj się w siebie i usłysz swoje potrzeby. Idź na lody, albo wybierz się na wycieczkę rowerową. Pobiegaj boso po trawie lub wytaplaj się w kałuży. Zrób to, na co masz ochotę. Zobaczysz, że to wcale nie jest takie trudne, a efekty mogą być spektakularne. Będziesz zaskoczona ile radości i pozytywnych myśli, taka jedna chwila może przynieść. Zwykłe wyprowadzenie siebie na spacer już przyniesie efekt 😊

    Z okazji  Dnia Dziecka ja życzę Tobie, abyś obchodziła ten dzień, tak jakbyś była dzieckiem. Swoim dzieckiem. Abyś ugościła  samą siebie, zrobiła samej sobie prezent, pobawiła się tak, jak dziecko. Uszanowała samą siebie , tak jak szanujesz swoje dzieci. Dużo radości Ci życzę.

  • Ja bym tak nie mogła

    Ten piękny miesiąc zmierza ku końcowi. Obfitował u każdej z nas w wiele emocji, piękna, rozkwitu i to nie tylko za sprawą przyrody. Choć ta, nie przestaje mnie zachwycać. Coś takiego jest w tym maju, że budzi się w ludziach chęć do życia, chęć do działania i do rozwoju. Ten rozwój, bieg lub trucht do przodu przypisany jest nam, kobietom, chcącym czerpać radość z życia. Choć oczywiście różne kobiety są na różnym jego etapie, na różnym etapie dojrzałości i na różnym etapie pragnień. Mają zróżnicowany poziom swojej energii i samoświadomości. I temu zjawisku należy się szacunek. Nie wszystkie kobiety muszą koniecznie robić to, co ja czy Ty. Nie wszystkie muszą awansować, piąć się po szczeblach kariery wyżej i wyżej, bo to na przykład nie przynosi im szczęścia i nie jest zgodne z ich życiowymi wartościami. Seria podcastów, nad którą pracuję i którą się z Wami dzielę, właśnie w tym obszarze się skupia. I zawsze uważam, że na bazie naszych życiowych wartości warto opierać swój scenariusz na życie. Bywa, że wśród kobiet znajdują się takie, które swoim zachowaniem czy słowem często próbują tego typu sytuację zmienić. Kryje się za tym brak zrozumienia, że właśnie, nie każda… że, nie wszystkie. Powiedział kiedyś ktoś mądry, żeby „nie mierzyć ludzi jedną miarą”, kobiety też miał na myśli 😊

    98114443_177518356908220_2312328628873986048_n

    Uważam, że tak samo, jak oczekujemy poszanowania naszych praw do wyborów życiowych, tak samo szanujmy prawa i wybory innych. Owszem, jeśli widzimy, czujemy, że jakaś bliska nam kobieta nie spełnia się w swoim życiu, nie jest szczęśliwa i nie żyje według wartości jakie posiada, to jak najbardziej warto jest jej zasugerować zmianę, obrać jakiś inny tor życia. Ale wyśmiewanie, krytykowanie … na to przyzwolenia we mnie nie ma. Nawet jeśli jako menadżerka wielkiej korporacji, mieszkająca w apartamentowcu z eleganckimi, koniecznie białymi meblami, nie wyobrażasz sobie życia na wsi, gdzie trzeba wstawać rano, ogarnąć obejście i zebrać jajka. Ale to wcale nie znaczy, że jedna żyje gorzej a druga lepiej. Kojarzycie pewnie taki program o damach i wieśniaczkach. Nie wiem kto go wymyślił, ale tytuł sam w sobie jest dla mnie dość kontrowersyjny, jednak sedno programu ma na celu pokazanie, jednej i drugiej bohaterce, tego innego świata. Nie będę wyrażać swojej opinii na temat tego projektu, ale znam teorię wielu kobiet, które w takim eksperymencie chciałyby wziąć udział 😊 Mogłoby to być ciekawe doświadczenie, żeby stwierdzić czy chciałabyś tak żyć. Albo, żeby wyciągnąć wnioski co u Ciebie nie jest ok i co mogłabyś do swojego życia przenieść. Znam osobiście cudowne kobiety, które mieszkają wśród pięknej przyrody, jedna daleko w górach, inna przy wschodniej granicy. Wiem, że się nie obrażą jak napiszę, że to takie „końce świata”. Cywilizacja daleko, za to przestrzeni w bród. I mimo tego, że po przysłowiowy „proszek do pieczenia” trzeba udać się w dwugodzinną wyprawę do miasta, to one są SZCZĘŚLIWE !! Tak po prostu. I ja zawsze im zazdroszczę, chociaż wiem doskonale, że nie dla mnie te klimaty. Wiem, bo znam siebie. Na tę chwilę, na obecny mój czas i etap, nie. Choć zawsze uwielbiam do nich jeździć i karmić się tym spokojem z dala od zgiełku. Kocham te przestrzenie, zapach mgły o świcie i pyszną herbatę lipową z dodatkiem miodu. Jestem jednak świadoma tego, że to nie jest teraz mój pomysł na życie. Ich tak. Są szczęśliwe, spokojne i przede wszystkim spełnione.

    98486205_846437615852530_393922597818990592_n

    Każda z nas jest inna, każda potrzebuje innego trybu w tej swojej życiowej machinie. I każda w różnych etapach życia może mieć inne wartości. Inaczej przecież patrzymy na świat jako nastolatki a inaczej jako, poranione przez życie, dojrzałe kobiety. Kiedy ja w ten sposób patrzę na Was, na siebie, bardziej to wszystko rozumiem. Wszystkie jesteście dla mnie cudem, ale takim cudem realnym. Pełnym pomyłek, błędów, radości i naiwności. Czasem trzeba którąś trzepnąć w skrzydełka, czasem krzyknąć „hej! Co robisz?” Ale wszystkie jesteśmy cudem. Jednak jest coś, obok czego nie jestem w stanie przejść obojętnie. Brak wiary. W siebie, w swoje możliwości, w swoje talenty, w swoje umiejętności i sprawczość. Jest jeszcze duża grupa takich kobiet, którym ten brak wiary przeszkadza w czerpaniu z życia radości. A przecież, jak się często okazuje nie tylko w filmach, kobiety, nawet w szpilkach potrafią uratować świat.
    Moja dobra znajoma powiedział mi kiedyś, że podstawą tego braku wiary w siebie jest niewiedza. Dziwne to było wtedy dla mnie połączenie, ale rzeczywiście tak jest. Nieuświadomione, pozbawione wiedzy, tej teoretycznej ale też życiowej, kobiety, są jak owieczki , które baca gdzieś tam, wysoko w górach, przegania z łąki na łąkę. A tyle lekarstw jest na tę przypadłość. Książki, rozmowy, filmy, nagrania. Wystarczy tylko chcieć. Wystarczy zadawać pytania, szukać odpowiedzi, brać pod uwagę fakt, że może być inaczej. Nawet jeśli teraz twój wewnętrzny głos mówi Ci, „nie, ja bym tak nie mogła”. To wiesz sama, że „nigdy” nie istnieje. Że może przyjść inny czas, inny poziom Twoich pragnień, inne możliwości i inne wartości też mogą się pojawić. I wtedy się może okazać, że jednak możesz 😊

    100623344_315612186089563_8852799307913363456_n

    Jakże często utwierdzam się w przekonaniu, że my, kobiety, choć tak różnimy się od siebie to jednak jesteśmy podobne w wielu obszarach. Szukamy szczęścia, miłości, spełnienia. Stąpamy mocno po ziemi, borykając się z różnymi przeciwnościami tego świata. Część z nas dąży do doskonałości, część za takie się uważa a jeszcze inne w ogóle za niczym nie dążą i należy dać  im do tego prawo. Bo wszystkie kobiety należy szanować jednakowo, bez względu na wygląd, intelekt, majątek czy poglądy. Obserwując kobiety w sieci widzę tak wiele pozorów, tak wiele wyimaginowanej rzeczywistości i ułudy, którą kobiety żyją, w którą same wierzą. I mają do tego prawo, jeśli daje im to radość, to mają, jeśli nikogo nie krzywdzą, to mają. Są też takie, które za swoją bezpośredniość, naturalność i „normalny” styl, ja, podziwiam osobiście. Otwarte, bezpośrednie, kochające otoczenie, dzieci, przyrodę, przy okazji znajdujące czas dla siebie. Podam Wam za przykład dorota.zakrecona, którą możecie podejrzeć na Instagramie. To taka kobieta „prawdziwa”, traktująca innych jak swoich przyjaciół, dobrych znajomych. Mająca lepsze i gorsze dni, śmiejąca się i płacząca. Czasem wystrojona jak na bal a czasem potargana, jak to zwykle w domu bywa. Bo my po prostu takie jesteśmy. Nie zawsze świeci słońce, nie zawsze jest super i nie zawsze mamy ochotę się uśmiechać do wszystkich dookoła  i mamy do tego prawo kobiety. Nie biczujmy się. Nie oceniajmy siebie i innych zbyt surowo. Każda ma prawo mieć zmienne nastroje, każda ma prawo lubić to, czy tamto, jedne nie lubią oglądać swoich zdjęć, inne uwielbiają skakać z gołym tyłkiem przed kamerą. Mamy do tego prawo. Jeśli któraś lubi oglądać seriale, niech ogląda, jeśli któraś woli pielić ogródek, proszę bardzo, jeśli inna nie lubi robić nic, jej wybór. Każda z nas ma wybór. Dla mnie ten wybór jest ważny, kiedy wieczorem staję przed lustrem i mogę szczerze do swojego odbicia powiedzieć ” JEST OK!”  😊

    "Określenie swoich wartości życiowych pomaga kobiecie obrać drogę, którą kroczy"
  • Porządki życiowe

    Przekonałaś się pewnie, dokładnie tak samo jak ja, że porządki dają swobodę. Tak, swobodę. Czuję to szczególnie wtedy, kiedy opróżniam szafę ze starych i za ciasnych sukienek, idą wtedy w niepamięć nadzieje, że jeszcze może kiedyś… 😊 To ciekawe, jaką ulgę przynosi pozbywanie się zbędnych rzeczy. Te plastikowe pudełka, magazynowane do mrożonek, niezliczona ilość foliowych reklamówek, zwiniętych w kulki za szafką i sterty gazet, bo przecież dzieci mogą do szkoły potrzebować. Tak, jasne, ile macie jeszcze takich „przydasiów” w swoich domach? Jaki one wprowadzają chaos prawda? Jaki bałagan, niepotrzebny stres i zajmują tyle czasu, żeby odnaleźć się w ich gąszczu. A tymczasem istnieje przecież taki np. minimalizm. Niby nic takiego, a ile daje radości. Ile w ogóle wszystkiego daje. Uczę się tego i uczę, z mniejszym lub większym sukcesem, ale działa. Metoda likwidacji zbędnych rzeczy naprawdę działa. A działa w ten sposób, że posiadanie tych rzeczy najzwyczajniej w świecie nie przeszkadza. Mistrzyni świata w porządkach wszelakich @architektporządku to kobieta, która w przystępny sposób tego uczy, ależ ona ma patenty na wprowadzenie ładu i składu w życie. To dzięki niej od nowa nauczyłam się składać ubrania i pokochałam segregatory. Mistrzyni świata, mówię Wam.

    98807576_248842046332437_2890566295047110656_n
    Zorganizowana przestrzeń

    Takie porządki pozwalają skupić się na sprawach istotnych dla mnie i dla Ciebie. Kiedy rozpraszacze znikają pojawia się kreatywność, spokój, pewność i bezpieczeństwo, tak bezpieczeństwo. Te z Was, które kiedykolwiek w pośpiechu musiały szukać jakiegoś dokumentu, wiedzą o czym mówię. I te segregatory właśnie przyjdą nam wtedy z pomocą. Z resztą o tym również możecie poczytać właśnie na blogu Agnieszki architektporzadku.pl. I nie chodzi mi tu wcale o porządki typu ”wylizana podłoga”, czy lśniące okna”, ale o zorganizowanie sobie przestrzeni tak, aby wygodniej było żyć.  Jak wiadomo życie to nie tylko dom, ale i ogród, o który naprawdę warto dbać, żeby cieszył nas swoim urokiem. Szczęśliwa ta, która ogród w czasie epidemii ma i o niego dba. Zazdroszczą koleżanki co? 😊Do ogarnięcia wliczę również garaż, tu akurat mistrzem świata jest mój tata, ale też samochód, biurko w pracy, czy nawet torebka. Wiem, popłynęłam, ale ile nerwów z tym szukaniem kluczy, telefonu i innych bibelotów to Bóg jeden wie.

    98874851_238899730545699_7609579727975612416_n
    Życiowy chaos

    Myślę, że takie porządki zrobić można „raz na jakiś czas” i będzie spokój. A w tym spokoju łatwiej się podejmuje decyzje, łatwiej odzyskuje równowagę i planuje każdy kolejny dzień. Bez przesady, bez profesjonalizmu, ale z głową. W uporządkowanym otoczeniu łatwiej o rozwój i spokój ducha i jeszcze jedno.. zdecydowanie szerzej widzimy świat dookoła. Z innej perspektywy, może szerszej. Bo te porządki możemy przenieść na inne obszary, na pulpit komputera, na galerię zdjęć, na ilość znajomych na facebooku czy na chore relacje ludzkie. Zabrzmiało groźnie, wiem, ale jak to inaczej nazwać? Czasem usuwanie chorych relacji czy toksycznych znajomości to nic innego jak organizacja przestrzeni właśnie. Ten uporządkowany świat także spowoduje równowagę i rozjaśni tę ludzką sferę życia. Warto umacniać i rozwijać znajomości, doceniać ludzi, którzy nas otaczają, ale też pożegnać się z osobami, które nam tę energię zabierają. Żeby sobie oczyścić atmosferę, oczyścić przestrzeń, ułatwić życie. Dokładnie tak, jak ze sprawami urzędowymi, bankowymi czy ubezpieczeniowymi. Z nimi też trzeba się uporać. Ile tego jest co? A ile czasu nam zabiera i ile energii. Czy nie lepiej będzie tę energię spożytkować na jakieś nowe pomysły, nowe projekty czy na odpoczynek po pracy po prostu.  Zauważyłaś, że zarówno te wszystkie sprawy, ci wszyscy ludzie wprowadzają taki właśnie chaos? Życiowy chaos, a w chaosie trudno się żyje. Skoro tu jesteś mam prawo przypuszczać, że chcesz żyć lepiej, wygodniej, spokojniej i bardziej świadomie, więc może to jest jakiś pomysł, aby trochę to życie odgruzować. Wprowadzić ład i porządek i przejąć nad nim kontrolę, szczerze polecam.

  • Kobieta na medal

    Nazwał mnie ktoś kiedyś „feministką”. Jak się domyślacie to był facet. Myślał, że w ten sposób mnie obrazi. Nie obraził. Choć się nią wcale nie czuję. Ale właśnie w ten sposób odbierają nas ludzie. Mając na myśli „nas”, widzę kobiety, które wyrażają swoje zdanie głośno i stawiają siebie na równi z mężczyznami. Są samoświadome, mają jasno określone cele i wiedzą, czego chcą. I co najważniejsze, można z nimi po prostu pogadać. Bo jest o czym. Faceci, wbrew pozorom, mają z takimi kobietami wspólny język. Boją się ich, ale podziwiają. Boją, ale wiedzą, że wchodząc z nimi w konwersację nie poprzestaną na rachunkach, zakupach i pogodzie. Ja, zamiast określenia „feministka” użyłabym „kobieta”, a zamiast „antyfeminista”- „mężczyzna” po prostu. I tyle. Po co szufladkować czy grupować? Ty jesteś taka a Ty taki. Ty do garów, a Ty na kanapę.

    97744243_342090860102536_6992818988296175616_n

    Przypomniały mi się komentarze pod pewnym zdjęciem, na którym tata wybrał się na spacer z dziećmi. Streścić można je krótko „Tata na medal”. Ogarnęła mnie trwoga, czy „zaskocz”, jak to mówi młodzież. Nie, żebym oceniała, czy coś, ale wywnioskowałam, że komentujący zauważyli coś nadzwyczajnego w tym, że on się na ten spacer wybrał. Jakoś nie widziałam komentarzy pod podobnymi zdjęciami w stylu „mama na medal”. Widziałyście? Może dlatego, że to już jest bardziej normalne i powszechne. Tymczasem powszechnym powinno być to, że rodzic, bez względu na to czy jest to matka czy ojciec, zajmuje się swoimi dziećmi. I nie wymaga oceny, czy też jakiegoś wręczania medali. Jest to stan normy, że ona to matka, on to ojciec. I nie tylko na nią spadły zajęcia związane z opieką nad dziećmi. Dokładnie tak samo odnosi się to do wszelkich prac domowych czy jakichkolwiek związanych z rodziną i wspólnym życiem. Zdziwienia nie wzbudza fakt, że kobieta rozwiesza pranie ale już wykonujący tę samą czynność mężczyzna doprowadza obserwujących do zaskoczenia czy podziwu. Przez nielicznych (kolegów zwłaszcza), może być nawet wyśmiewany. O co chodzi?!

    Ja wiem, że tradycja, że historia, że przeszłość i stereotypy jakieś. Ja to wszystko wiem. Ale my mamy 2020 rok na Boga!! Kobiety często pracują tak samo jak mężczyźni, albo ciężej czasem. Przynoszą zwierzę do domu z polowania i też chcą odpocząć. Walczą o przetrwanie pomiędzy biurkami korpo i też są głodne. Produkują, kierują, sprzedają, obsługują i też chcą ciszy. To nie jest dane tylko mężczyznom. Skoro tak, to dlaczego społeczeństwo sugeruje, gdzie jest czyje miejsce w obszarze nazywanym domem? Dlatego, że dajemy na to przyzwolenie. Chwaląc się chociażby koleżankom jak to „on nam w domu pomaga”. Jakie pomaga do cholery!!?? To przecież nie jest jakieś dodatkowe jego zajęcie, tylko takie samo jak Twoje. Wspólnie ten dom tworzycie, wspólnie tworzycie rodzinę. Nie jesteś kwiatkiem do jego butonierki, tylko wspólnikiem firmy o nazwie „Rodzina”. A wspólnicy prowadzą firmę „wspólnie”, a nie że jedno drugiemu pomaga.

    97826557_1163679720653103_5697123738454065152_n

    Wystarczyłoby tylko mówić o tym wszystkim małym dziewczynkom i chłopcom, a nie mydlić im oczy królewnami i księciuniami. Albo na przykład na naukach przedmałżeńskich uświadamiać tych nieuświadomionych, zamiast głosić dyrdymały o kalendarzyku małżeńskim. Patriarchat jest już dawno przereklamowany. On krzywdził nie tylko kobiety ale też mężczyzn. Nieporadnych, nieprzystosowanych do trudnych sytuacji, słabych i niesamodzielnych. Facet, który opuszczał dom rodzinny, musiał trafić pod skrzydła kobiety, silnej, gospodarnej i pracowitej. Heloł!! Spójrz w kalendarz! Ten czas minął. Jesteś wartościową kobietą cieszącą się życiem, rozwijającą, spełniającą marzenia. Niech tam sobie ktoś nazywa to „feminizmem” „seksizmem” czy jeszcze jakimś innym „izmem”. Ty jesteś Kobietą Wartą Milion, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

    „Kobiety są prawdziwymi architektkami społeczeństwa”.
    (Harriet Beecher Stowe )